Futbol a prawica

Obrazek użytkownika zpierwszejpilki.pl
Sport

Artykuł jednego z naszych felietonistów o coraz wyraźniejszym mariażu futbolu i... prawicy. Czy wnioski z wielomiesięcznej obserwacji są słuszne?

Artykuł w serwisie: http://www.zpierwszejpilki.com.pl/blogiifelietony/kuba-olkiewicz/futbol-a-prawica/430/

Zawsze starałem się powstrzymać od tak definitywnych sądów, pamiętając o tym jak uniwersalny jest język futbolu. Nie ulega także wątpliwości, że samemu mając twarde i zdecydowane poglądy polityczne, na ludzi futbolu mimowolnie spoglądałem bardziej prawym, niż lewym okiem. W świetle ostatnich wydarzeń muszę jednak przyznać z odpowiedzialnością – obiektywnym faktem jest zwrot futbolu w stronę prawicy, przede wszystkim w naszym kraju. Dlaczego piłka nożna, z natury apolityczna, zaczyna zrzucać neutralny kostium stanowczo opowiadając się po określonej stronie?

Najprostszym uzasadnieniem jest oczywiście krótka analiza życia trybun. Każdy kto w miarę regularnie pojawia się na meczach, także tych wyjazdowych, a meczów nie traktuje jedynie jako 90-minutowego spektaklu sportowego wie, że na sektorach z rzadka zasiadają osoby bez poglądów. Taka już specyfika naszych stadionów, że skupiają ludzi o twardych charakterach, niezależnie od tego czy były one wykuwane przez odpowiedzialnych rodziców, czy może niezbyt odpowiedzialną ulicę. Silne osobowości mają z kolei jedną wspólną cechę jaką jest umiejętność kształtowania i wypowiadania własnego zdania. Nic więc dziwnego, że większość bywalców stadionowych posiada jasno i klarownie sformułowane poglądy. Przyjrzyjmy się więc jakie poglądy dominują wśród kibicowskiej braci.

Pierwszy, najważniejszy, wspólny dla każdego kibica priorytet – Ojczyzna. Patriotycznych opraw nie ma sensu zliczać, podobnie jak nie da się określić zaangażowania fanatyków w obchody rocznic wielkich narodowych wydarzeń. Powstanie Warszawskie, Wielkopolskie, wybuch II Wojny Światowej, Katyń, jakże świeży Smoleńsk – kibice, ci źli i niechciani, jako jedni z nielicznych potrafią zachować powagę w sytuacjach, gdzie narodowy patos jest zwyczajnie wymagany. Za miłością do Ojczyzny drepcze śmiało euro sceptycyzm, antykomunizm a także duma z pochodzenia, przez niektórych nadwrażliwców zwana ksenofobią. Czyż te krótkie wycinki stadionowej twórczości nie definiują już kibiców po jednej, z góry określonej stronie? Gdy dodamy do tego coraz to oryginalniejsze pomysły ideowe lewicowców, kibice – niejako bez swojej woli – spychani są na prawe skrzydło. Propozycje zakazów przekazywania treści patriotycznych, zaostrzenie cenzury, czy bezwzględne tępienie takich akcji jak choćby próba reaktywacji Pogoni Lwów, proponowane są przez mniej lub bardziej lewicowych polityków, którzy tym samym stawiają kibiców naprzeciw siebie. Naprzeciw, czyli na prawo…

Ale czy jedynie kibice popłynęli na wschodnie wybrzeża polityki? Poruszyłem temat lewicowych sztandarów jak choćby legalizacja związków homoseksualnych, a w dalszej perspektywie także adopcja dzieci, by przejść od truistycznego, banalnego przykładu prawicy w futbolu do bardziej ukrytej, jeśli chodzi o polityczną świadomość kasty, jaką są piłkarze, trenerzy i działacze. Śmietanka futbolu, rzemieślnicy, których dzieło kupują kibice także są zmuszeni maszerować na prawą stronę. Czemu? Weźmy temat ze świecznika czyli owe nieszczęsne związki jednopłciowe. Z jakim odzewem spotkał się postulat gejów o utworzenie „Tęczowych Trybun”? Ileż to mieliśmy w rodzimym futbolu „coming-out’ów”? Może obecność piłkarzy na modnych paradach? Ktoś może w tym momencie popukać się w głowę i przypomnieć, że homoseksualistów w futbolu nie brakuje, a od deklaracji swojej orientacji odwodzi ich potencjalna reakcja środowiska. I tu właśnie tkwi meritum. Potencjalna reakcja środowiska to brak zgody na takowe zachowania oraz naturalna alienacja – czyż nie jest to naturalny hołd prawicowej krytyce zjawiska „gejowskiej propagandy”? Czy to oznacza, że w piłce mamy homofobię? Skąd! Po prostu świat futbolu na długie lata określili ci, którzy pokochali go najmocniej, ludzie pochodzący z obskurnych podwórek Bałut, Pragi, Salwatora, Nowej Huty, Bogucic i wielu innych dzielnic, w których pewne wartości po prostu się od dziecka „się ma”. Nie mówimy tu o nienawiści, czy jakimś tępieniu – tolerancja to w dzisiejszych czasach nie możliwość, ale wymóg. Sprawa rozbija się raczej o akceptację, a przecież te dwa pojęcia trzeba wyraźnie rozgraniczyć. Dochodzi także aspekt „byleby nie mi” - pewne rzeczy nie przeszkadzają z odległości, ale nie chciałoby się ich mieć w swoim domu. Drugim domem piłkarza nie jest zaś kasyno, ale piłkarska szatnia (póki co). O ile krupier kochający inaczej nikomu nie będzie przeszkadzał, kolega z drużyny o innych upodobaniach byłby mocno kontrowersyjny.

Identycznie zresztą sprawa się ma, jeśli chodzi o miłość do kraju, wiarę w Boga, czy wierność tradycji. Piłkarzom często zarzuca się wiarę w zabobony, rytualizację każdego działania oraz nadmierną przesądność – te, jakże prawdziwe i obecne w życiu futbolisty elementy, są jednak niczym przy gorliwej wierze bardzo dużej części z nich. Wystarczy przypatrzeć się piłkarzom wychodzącym na mecze – ten znak krzyża, tamten na kolanko, jeszcze inny oczy do nieba – religijność, a może raczej zwyczajna wiara bez kapłańskiej otoczki to element w futbolu popularny w równym stopniu jak kłótnie po decyzjach sędziego. A Bóg to przecież obok Honoru i Ojczyzny abecadło prawicy… Nie ma co szufladkować, lecz z pewnością środowisko piłkarzy nie jest miejscem w którym rozpocząłbym poszukiwania towarzyszy do apostazji.

Środowisku piłkarskiemu zarzuca się także mizoginizm, szowinizm, rubaszność, oporność na zmiany – te cechy to przecież wypisz-wymaluj lewicowa krytyka politycznych oponentów. Brak tolerancji dla mniejszości, hołdowanie „najniższym instynktom” (wola zwycięstwa, hardość i walka), mit macho i męskiej świni, wreszcie zarzut koronny – niesforność i kłopoty wychowawcze. Czytając wszystkie przymioty jednym tchem możemy dopasować je w równym stopniu do Andy Graya, Bogusława Baniaka, czy Piotra Świerczewskiego, ale i do Ziemkiewicza, Wildsteina, czy innego prawicowego publicysty. My, ludzie związani z futbolem jesteśmy przez środowiska skrajnie lewicowe krytykowani za identyczne przymioty, jak obóz szeroko pojętej, ideologicznej prawicy. Nie widać pewnej analogii?

Nie jestem jednak wszechwiedzący, a cały wywód to zaledwie efekt wnikliwej i uważnej obserwacji ostatnich miesięcy. Całkiem prawdopodobne, że naciągam, uwypuklam i ubarwiam, a cała sytuacja nie jest aż tak wyrazista jak opisałem to w swym felietonie. Uważam jednak, że (rze) futbol cały czas jest spychany w stronę prawicy. Dlaczego? Bo nie podlega niczyim zewnętrznym wpływom, a aktualnie to lewa strona sceny pragnie gruntownych zmian. Naturalna przekorność skutkuje zacietrzewieniem się w konserwatywnych wartościach. W wartościach hołdujących prawicy.

Jakub Olkiewicz

Ocena wpisu: 
Brak głosów