Czy państwo może pokonać korporację?

Obrazek użytkownika coryllus
Świat

Profesor Andrzej Zybertowicz opublikował na portalu niezalezna.pl interesujący dość tekst o relacjach korporacja-państwo. Konkluzja przemyśleń Zybertowicza jest następująca – państwo jest dobrym narzędziem do wyautowania korporacji z życia obywateli. Jest to niestety wniosek fałszywy, a jego fałsz bierze się wprost z tego, że Polacy myśląc o korporacjach i ich wpływie na politykę oraz gospodarkę nie sięgają dalej jak do początku XX wieku. I wydaje im się, że wcześniej korporacji nie było. Jeśli zaś były miały wyraźnie słabszą pozycję w stosunku do państwa. To jest poważne nadużycie które prowadzi nas nie tyle na manowce co wprost do klęski. Profesor Andrzej Zybertowicz może nie zdawać sobie z tego sprawy i może nawet go to nic nie obchodzić, bo on tej klęski raczej nie zobaczy. My jednak, młodsi odeń i nasze dzieci, mamy sporą szansę na to, że tak niepiękna katastrofa będzie naszym udziałem. Państwo nie może pokonać korporacji, a wynika to wprost z istoty samej korporacji. Państwo może prowadzić z korporacją uporczywą wojnę na wyniszczenie, w której padają krwawe ofiary. Jeśli Zybertowiczowi się zdaje, że za pomocą procedur państwu, jeszcze takiemu jak państwo polskie, uda się pokonać jakąkolwiek korporację to niestety się myli, lub celowo wprowadza nas w błąd. Być może powoduje nim chęć eksperymentowania na dużych masach ludzkich, a być może pycha. Trudno zgadnąć. Fakt pozostaje faktem. Państwo nie ma szans w starciu z korporacją.
Najważniejsza różnica jaką można dostrzec poświęcając czas analizom politycznym nie zawiera się w opozycji postępowe-wsteczne, ani nawet w opozycji sacrum-profanum. Najważniejsze rozróżnienie polityczne to podział na organizacje tajne i jawne. Korporacja jest organizacją z istoty swej tajną, choćby nawet powiesiła największy na świecie szyld w środku największego na świecie miasta, a państwo jest instytucją jawną. Ma to swoje konsekwencje widoczne w strukturze organizacji i metodzie działania. Państwo potrzebuje kapłanów i rytuałów jawnych, a korporacja potrzebuje czarowników i wtajemniczeń. Państwo nie może ze swej istoty przeniknąć struktur korporacji. Może je próbować wchłonąć lub zniszczyć. Korporacja zaś bez trudu przenika struktury państwa.
Korporacje istnieją najprawdopodobniej od początku świata i od początku świata organizacje jawne toczą z nimi wojny, niczym św. Jerzy ze smokiem. Moje myśli jednak pozostają cały czas przy stuleciu XVI, które jak żadne inne zaznaczyło się wpływem korporacji na życie poddanych królów i książąt i jak żadne inne pokazało jak potworną i miażdżącą siłą jest korporacja finansowa. Początek doby nowożytnej zrealcjonować można poprzez losy trzech olbrzymich budżetów przeznaczonych na przedsięwzięcia polityczne i propagandowe. Budżety te były budżetami korporacyjnymi oczywiście, a dysponowali nimi ludzie zarządzający finansami z ukrycia, jak to w korporacji bywa. Pierwszym był budżet medycejski przeznaczony na unię Kościołów, budżet ten zakładał zbudowanie nowej płaszczyzny porozumienia pomiędzy wschodem a zachodem, pomiędzy łacinnikami i Grekami. Zaowocował humanizmem i tym tak zwanym „zainteresowaniem” antykiem. Była to w mojej ocenie próba stworzenia nowej narracji, odległej od języka Kościoła Katolickiego, którym można by było opisywać zjawiska i przedsięwzięcia polityczne i propagandowe jakimi były wtedy wszystkie sztuki z muzyką włącznie. Budżet ten pochodził wprost z medycejskich fabryk włókienniczych we Flandrii i we Włoszech, z handlu węglem kamiennym na wielką skalę, o czym dziś nie mamy pojęcia i z handlu stalą. Jego wektor skierowany był przeciwko Turcji, ideologicznej przeciwniczce papieży i gospodarczemu wrogowi domu medycejskiego. Konstruowanie tego budżetu rozpoczęto jeszcze w XV wieku, a zarządzali nim najpierw Cosma i Lorenzo de Medici, a potem ich potomkowie. Medyceusze byli największą korporacją na świecie i wydawało się, że nic im nie może zagrozić. Działania w ramach skonstruowanego przez nich budżetu obejmowały jednak nie tylko propagandę, ale także wojnę przeciwko Turcji. Korporacja nie prowadzi wojny w polu, to oczywiste. Musi mieć do tego państwo, które jest całkowicie jej podporządkowane lub na tyle chętne do współpracy, by wykonywać polecenia zarządu korporacji. Polecenia korporacji medycejskiej, do której należeli także papieże wykonywali władcy Węgier. To na nich spoczywał ciężar walki z Turcją i propagowania nowych „renesansowych” idei. Możemy o tym przeczytać w każdym podręczniku do historii, gdzie napisane jest, że Węgry i Polska były w czołówce państw, które przyjęły renesans i nową humanistyczną „religię”. Jest to według autorów tych podręczników powód do dumy i chwały. Węgry i tak musiały prowadzić wojnę z Turcją, bo to ich kosztem sułtan chciał powiększać swoje imperium. Polska zaś musiała tym Węgrom pomagać, bo tego wymagało zdobycie i utrzymanie dominującej pozycji w regionie. Pozycji, która pozwoliłaby uniknąć podziału kraju i podporządkowania go Niemcom. Polska jednak zajmowała się wówczas czymś innym. Polscy intelektualiści i politycy szukali sposobu, który pozwoliłby im opuścić struktury Kościoła Katolickiego. Czynili to w oparciu o dwie inne i konkurencyjne wobec medycejskiej korporacje. O korporację Jakuba Fuggera i korporację braci Hohenzollern von Ansbach. Dokładnie sprawy te opisuję w II tomie „Baśni jak niedźwiedź” tutaj więc tylko się po nich prześliznę.
Jakub Fugger to zarządca ówczesnego świata, Soros tamtych czasów. To on rządzi cesarzem i Rzeszą, a bracia Hohenzollern to ludzie, którzy mają plany wobec kopalń i hut Śląska oraz portów bałtyckich. Dysponują organizacją tajną, którą są struktury szpiegowskie rozsypującego się zakonu krzyżackiego. Potem zaś po roku 1525 dysponować będą własnym państwem i własną religią. Fugger i cesarz chcą podporządkować sobie Rzym i złamać budżet medycejski. Żeby to zrobić muszą rozwalić Węgry i porządnie przestraszyć Polskę. Węgry rozwalają przy pomocy Turków, a Polskę straszą za pomocą tajemniczych zgonów dwóch królów. Stosują także przekupstwo na wielką skalę. W podręcznikach nazywane to jest humanizmem, a potem kiedy do głosu dochodzi Luter – reformacją.
Szczytowym momentem akcji Fuggera i cesarza, momentem, którego Jakub Fugger już nie doczekał, ale oglądał go dziedzic struktur korporacyjnych rodziny Anton Fugger było spalenie Rzymu w roku 1527, co dokonywało się systematycznie przez 4 miesiące od maja do sierpnia. Wydarzenie to, potworne i nie mające precedensu pozbawiło papieża wpływów politycznych i samodzielności na długie lata. Triumf korporacji Fuggerów, której podporządkowane były kraje niemieckie, Włochy, Hiszpania i Polska, był całkowity. Szczytowym momentem powodzenia było założenie przez Fuggerów koloni w Ameryce o nazwie Wenezuela.
Triumf nie trwał jednak długo bo na scenie pojawił się trzeci gracz i trzeci wielki budżet. Budżet City. Anglicy rozpoczęli swoją ekspansję od zajęcia północnych terenów dzisiejszej Rosji. Uczynili to w porozumieniu w Iwanem zwanym Groźnym, który dał im wolną rękę w handlu i pozwolił na eksterminacje ludności własnego kraju. Kupcy z City kolonizowali północną Ruś za pomocą organizacji polityczno-terrorystycznej, która nosiła taką samą nazwę jak obszar przez nich zarządzany – Oprycznina. Oprycz' czyli – na zewnątrz. Na kolonizowanym obszarze prowadzili handel bezcłowy i mieli prawo ściągania z rynków obcych i przebijania srebrnej monety. Konflikt pomiędzy korporacją z City a korporacją Fuggerów dojrzewał powoli i wyrażał się głównie w próbach przejęcia kontroli nad obrotem kruszcami. Większość kontynentalnych kopalń złota kontrolowali Niemcy. Kontrolowali oni także, wspólnie z Hiszpanami złoto wożone z Ameryki i od tego właśnie złota City rozpoczęło powolne przejmowanie kontroli nad finansami świata. Rabunek galeonów nie wystarczył, trzeba było wyrwać Fuggerom kontrolę nad częścią przynajmniej przemysłu wydobywczego. W tym celu, w oparciu o bardzo wygodną i elastyczną doktrynę ewangelicką wywołano w początkach stulecia XVII bunt stanów czeskich, do którego wkrótce przyłączyły się stany śląskie. Rzecz rokowała dobrze, ale sterowanie buntem kontynentalnym z odległej Anglii nie szło tak dobrze jak sądzono. Akcja przeciągała się. Nie pomogło nawet wydanie córki króla Jakuba I za księcia Fryderyka z Palatynatu, który przez kilka miesięcy był królem Czech. Ludzie Fuggerów i cesarza wypędzili ich znad Wełtawy. Konflikt trwał co prawda przez 30 lat z okładem i City nigdy nie zrezygnowało z przejęcia kontroli nad środkiem Europy, ale równocześnie rozpoczęło, słabo początkowo rokującą akcję kolonizacji Ameryki Północnej. Pierwsza kolonia w Wirginii – Roanoke została zniszczona w niewyjaśnionych okolicznościach. Jamestown zaś założono 20 lat później, kiedy już było wiadomo, że nie da się po prostu przejąć środka Europy, że trzeba go będzie zniszczyć ogniem i mieczem.
Jak widzimy, w chwili kiedy państwo przestaje być emanacją woli Boga, a król miast być uznawanym za pomazańca staje się kredytobiorcą budującym kaplice i nagrobki lub urzędnikiem, jego rola staje się wobec korporacji służebna. Państwo staje się dekoracją utrzymywaną przez organizacje korporacyjne o charakterze tajnym i wobec tych organizacji służebną. Państwa silne stwarzają silne złudzenia swoim obywatelom, również złudzenia finansowe. Państwa słabe karmią swoich obywateli mitami i za żadne skarby nie chcą powiedzieć im prawdy, albowiem większość struktur państw słabych lub wręcz wszystkie te struktury, to jedynie część, bynajmniej nie najbardziej znacząca struktur dominującej korporacji lub wręcz państwa silniejszego, które tej korporacji jest podporządkowane. Tak jest z Polską, która jest peryferyjną częścią peryferyjnego układu zwanego Unią Europejską. Jakie będą jej dalsze losy? Trudno zgadnąć, obywateli jednak stale poddaje się różnym propagandowym eksperymentom, które z daleka zalatują korporacyjnymi wtajemniczeniami i korporacyjnym czarnoksięstwem, że wymienię tu osławiony kołczing patriotyczny profesora Zybertowicza.
Jak to się jednak stało, że Polska przetrwała jako byt państwowy przez te wszystkie straszne lata i wojny, że upadła dopiero złamana gospodarczo w stuleciu XVIII? Otóż są na świecie organizacje i związki jawne, które mogą się korporacjom przeciwstawić. Nie są to jednak państwa. Są to narody. Warunkiem jest silna więź pomiędzy członkami takiej wspólnoty oparta na dwóch ważnych filarach, na doktrynie, najlepiej religijnej i na legendzie, najlepiej triumfalnej. Elementy te są celowo i systematycznie lekceważone przez ludzi takich jak profesor Zybertowicz i ja to rozumiem, bo czuje się on uczestnikiem struktury państwowej, struktury zaszeregowań pracowniczych i hierarchii urzędniczej. Struktura ta nie ma jednak żadnych szans na sukces. Nie ma, bo jej członkowie nie rozumieją czym jest korporacja i czym są jej rytuały oraz jakie ma cele. Jak widzimy świat nie zmienił się wiele od czasów opisywanych przeze mnie w II tomie „Baśni jak niedźwiedź”. Węgry znów są zagrożone przez korporacje, tym razem międzynarodowe, a Polska znów stara się wyjść ze struktur Kościoła Katolickiego, bo kilku osobom wydaje się, że coś na tym skorzystają. Kto padnie tym razem, a kto przetrwa pokaże czas. Nie sądzę, by ktokolwiek wyleczył się ze zbrodniczej głupoty zalegającej w sercach i mózgach grubymi pokładami.

Zapraszam na stronę www.coryllus.pl gdzie można kupić książkę „Baśń jak niedźwiedź” tom II opowiadającą o wspomnianych tu sprawach. Książkę tę można kupić także w księgarni Tarabuk w Warszawie, Browarna 6 i w księgarni „Ukryte Miasto” w Warszawie – Noakowskiego XVI, w bramie. No i oczywiście w sklepie Foto Mag przy metrze Stokłosy. Przypominam także, że dziś o 18.00 w Centrum Kultury w Grodzisku Mazowieckim odbędzie się mój wieczór autorski. We wtorek zaś w Poznaniu odbędzie się wieczór autorski Toyaha i mój – Działowa 25, wzgórze św. Wojciecha. Godzina 19.00. Zapraszam.

Ocena wpisu: 
Brak głosów