O kompromitacji

Obrazek użytkownika coryllus
Kraj

Im więcej mówimy o kompromitacji tym bardziej się ona panoszy, a ludzie którzy w naszych oczach się skompromitowali czują się pewniej i są silniejsi. Wniosek stąd, ze kompromitacja i kompromitanci żywią się naszym oburzeniem i naszym gniewem. Skoro zaś tym się żywią, jasne jest, że to co my nazywamy kompromitacją jest z ich strony manipulacją. Manipulacją, której dokonują sami, świadomie, lub ktoś to robi za nich stymulując ich deficyty intelektualne i emocjonalne.

Kiedy pracowałem na etacie powiernika seksualnego rozmaitych frustratów, musiałem, chcąc nie chcąc, odbywać regularne spotkania z seksuologami. Były to szalenie pouczające seanse, bo ludzie ci – doświadczeni i mądrzy – otworzyli mi oczy na wiele spraw. Był to czas, kiedy o sprawach intymnych pisało się poważnie, paranaukowo, z całym bogactwem terminów medycznych i psychologicznych. Męczyłem się z tym okropnie, ale tego domagały się panie redaktorki i tego domagał się wydawca. Jako człowiek raczej spontaniczny i nie wnikający zbyt głęboko w zawiłości kobiecej duszy, dowiedziałem się wówczas – choć nie byłem już najmłodszy – wielu interesujących rzeczy o płci przeciwnej. Rzeczy, które dziś – i wtedy także – wydają się wielu oczywiste, ale dla mnie oczywiste nie były. Pewien mądry pan doktor, rzekł był do mnie kiedyś tonem poważnym i miękkim jednocześnie – uwiedzenie, proszę pana, kobiety, zależy od właściwego rozpoznania jej deficytów emocjonalnych.

Minęła dobra minuta zanim pojąłem sens jego słów, bo wierzcie mi, że nad wieloma sprawami zastanawiałem się wówczas, ale na pewno nie nad jakimiś deficytami emocjonalnymi. No, ale dobrze, mędrzec tak powiedział i ja to przyjąłem. Dziś dopiero widzę, że zasada ta sprawdza się nie tylko w przypadku kobiet oraz ich uwodzenia, ale także w przypadku publicystów i dziennikarzy. Nie potrafię sobie bowiem inaczej wytłumaczyć postawy panów Osieckiego i Śmiłowicza, jak tym właśnie, że ktoś właściwie i bez pudła rozpoznał ich deficyty emocjonalne.

Nie śledzę występów telewizyjnych obu panów, a czynię to z szacunku dla samego siebie, nie mogę jednak przejść spokojnie obok tego co piszą i co administracja kierując się sadyzmem lub jakimiś innymi jeszcze lepiej rozpoznanymi deficytami, wiesza na stronie głównej. I nie chodzi tu wcale o jakieś polemiki, o wykłócanie się o sens zdań i sformułowań, bo to jest oczywisty nonsens. Chodzi o to, że obaj nasi bohaterowie są jakimiś nieprawdopodobnymi kaznodziejami a rebours.

Kaznodzieja bowiem to facet, który rozpoczynając swą przemowę od spraw błahych, miałkich, codziennych kończy ją gdzieś w okolicach Stwórcy Przedwiecznego lub – jeśli ma zły dzień – wśród pouczeń moralnych dla swoich owieczek. Osiecki ze Śmiłowiczem, czasem doszlusowuje do tego tandemu Maziarski, zaczynają z tak zwanej grubej rury, po to by skończyć na wydłubywaniu sobie brudu z ucha na oczach wszystkich. To ostatnie nazywają „wyciąganiem wniosków”. To jest, rzecz jasna wyciąganie, ale z wnioskami nie ma ono nic wspólnego. Jeden jest w tym wszystkim pozytyw, ten mianowicie, że Śmiłowiczowi trudno jest przeskoczyć magiczną granicę czterech akapitów, a Osieckiemu czasem się to udaje, ale bardzo jest później zmęczony. Nie ma więc w obydwu przypadkach mowy o znęcaniu się nad czytelnikiem, już prędzej mówić można o niezamierzonym komizmie lub ujawnianiu owych deficytów, które – o, jakaż szkoda – odkrył przed nami, czytelnikami, ktoś inny, bardziej niż my wpływowy i subtelny. Miast bowiem drwić sobie z obydwu, postanowił dać im zajęcie, które oni traktować będą z całą powagą i dostojeństwem, niczym „królewski zbieracz butelek leżących na plaży z wiadomościami w środku” w dawnych czasach.
Do niedawna sądziłem, że pisanie o jednym i o drugim to dowód na to, że i moje deficyty zostały właściwie rozpoznane, ale po ostatnich publikacjach Osieckiego i występie Śmiłowicza, myślę sobie – a niech tam! Rozpoznane! I co z tego! Stąd niniejszy tekst. On nie spowoduje, że Osiecki ze Śmiłowiczem się zastanowią, a tym bardziej nie spowoduje, że przestaną pisać. On nie będzie nawet wstępem do jakiejś szerszej kampanii zwalczania obydwu panów w salonie, bo i po co. To tylko właściwie stymulowane przez administrację deficyty kazały mi go napisać.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Znakomite, zawsze z przyjemnością czytam kolejne teksty :).

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#127031

Zapomniał pan dołączyć do listy Wojciecha Mazowieckiego.To taka nieświęta trójca chyba z jednej generacji. Poza tym pełna zgoda.Co do profilu psychologicznego to chyba ludzie w typie Urbana, nieco rozwodnionym.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#127079

Zapomniał pan dołączyć do listy Wojciecha Mazowieckiego.To taka nieświęta trójca chyba z jednej generacji. Poza tym pełna zgoda.Co do profilu psychologicznego to chyba ludzie w typie Urbana, nieco rozwodnionym.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#127080

Ale wśród tuskomatołków to nobilituje. Po prezy_dęcie-gafie skandal z jego herbem spłynął jak woda z powodzi..
Nathanel

TO JEST MOJA OPINIA I JA JĄ W PEŁNI PODZIELAM.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#127150

swoimi tekstami żeby interesować się takim pseudo dziennikarskim pomiotłem.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#127162