Jak przenieść Górę Krzyży na Krakowskie Przedmieście?

Obrazek użytkownika Nessun Dorma
Idee

Nie udało się ocalić krzyża upamiętniającego przed Pałacem Prezydenckim ofiary smoleńskiego zamachu.

Władze miasta, naciskane polityką polskiego rządu wobec tragedii zrobiły wszystko, by uniemożliwić obecność krzyża na Krakowskim Przedmieściu, a projekt wzniesienia pomnika na tym miejscu odsunęły "ad calendas greacas".

Nie po raz pierwszy w historii wymazywanie pamięci staje się priorytetem, w złudnym przekonaniu, że "co z oczu, to z serca". Im bardziej jednak zaciera się ślady, tym prawda mocniej jest pielęgnowana i wynoszona na pierwsze karty historii.

Po upadku powstania listopadowego władze rosyjskie zabroniły wieńczenia krzyżami grobów poległych i straconych powstańców. Na północy Litwy, wśród łąk nad rzeczką Kulpą, mieszkańcy zaczęli stawiać krzyże na niewielkim wzgórzu. Miejsce zyskało nazwę Góry Krzyży i po klęsce powstania styczniowego krzyży zaczęło przybywać. Wzbudziło to sprzeciw gubernatora wileńskiego Murawiowa, zwanego "Wieszatielem" i jego rozkaz usunięcie krzyży miał pozbawić ludność tak pielęgnowanego miejsca kultu.
Było już jednak za późno i na miejsce usuniętych, pojawiały się nowe krzyże, przynoszone w intencji poległych, straconych, zagionionych i zesłanych na Sybir.

Nietrudno się domyślić, że niedokończone "dzieło" carskich oprawców podjęła z zapałem "władza radziecka". Kulminacja prześladowań miała miejsce w 1961 roku, kiedy to milicja w towarzystwie NKWD zaorała wzgórze spychaczami, drewniane krzyże paląc, a metalowe wywożąc na złom.
W dzień terenu pilnowały służby bezpieczeństwa, a w nocy na wzgórzu wyrastały nowe krzyże. Ta wojna trwała następne dwanaście lat, do 1973 roku, kiedy ponownie zaorano teren spychaczami. Trudno powstrzymać się od dygresji, że te same spychacze "wyrównywały" miejsce katastrofy polskiego samolotu rządowego pod Smoleńskiem. Robiono to z tym samym barbarzyńskim i tępym przekonaniem, że można zatrzeć ślady zbrodni i wymazać z ludzkich serc pamięć oraz wydrzeć ją z kart historii.

Heroiczna walka o godność i wiarę na Górze Krzyży zakończyła się dopiero w 1980 roku, kiedy to po międzynarodowym skandalu, rozpętanym na konferencji, poświęconej prawom człowieka, reżim skapitulował, ograniczając się jedynie do sporadycznych aresztowań wśród pielgrzymów.

W 1993 roku na Świętą Górę zawitał papież Jan Paweł II, składając hołd tak poruszającemu świadectwu wiary i oporu. „Dziękuję wam, Litwini, za tę Górę Krzyży, która świadczy przed narodami Europy i całego świata o głębokiej wierze ludzi tego kraju".

Szacuje się, że dzisiaj, na północ od litewskiej miejscowości Szawle, na wzgórzu, pamiętającym powstańcze, niepodległościowe zrywy Polaków, znajduje się dzisiaj około 150 tysięcy krzyży. Może powinniśmy przyjąć z pokorą tę polsko - litewską historię i przenieść krzyże, które niesiemy po smoleńskiej tragedii - pod Pałac Prezydencki.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

By były znakiem krwi na łapach szastających kartą
Prawo jest i będzie zawsze po stronie mordowanych
Więc niech namalowany krzyż krwawy,irytuje sprawców schowanych
Za parawanem ław Sejmu i rządowych wielu stołków
Wierzmy, przyjdzie czas zaciągania na ławy sądowe matołków

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"Z głupim się nie dyskutuje bo się zniża do jego poziomu"

"Skąd głupi ma wiedzieć że jest głupi?"

#216786