Chocholi taniec wokół prof. Glińskiego

Obrazek użytkownika LunarBird
Kraj

Zaktywizowała się frakcja miernot w PiS. Co to będzie jak Kaczyński dostrzeże jakimi są beznadziejnymi idiotami i ich wypieprzy z list partyjnych! Temu trzeba za wszelką cenę zapobiec i uwalić inicjatywę PiS na samym starcie.

Wielu internautów, w tym znani publicyści, dość zjadliwie komentowało fakt wysunięcia na kandydata nieznanego szerzej prof. Glińskiego. Muszę przyznać, że nie podzielałem tego mniemania. Nie robi na mnie wrażenia to, że wcześniej o prof. Glińskim za wiele nie słyszałem. Nie uważam, żeby go to dyskwalifikowało jako kandydata na premiera. Na dodatek mówił mądrze, doskonale sobie poradził z mediami. Czego chcieć więcej? Jak dla mnie prof. Gliński lepiej się nadaje na premiera w obecnych czasach niż jakikolwiek z polityków, których facjat mam powoli dość. Jarosława Kaczyńskiego i Tadeusza Cymańskiego nie wyłączając.

 

Po pierwsze powiedzmy sobie szczerze – premier nie musi być popularny. Nie jest przecież wybierany w wyborach. Taki już mamy system polityczny, że premier może być powszechnie znienawidzony, a partie się dogadają, zagłosują i będzie premierem. Więc jak słyszę zarzut pod adresem prof. Glińskiego że on się nie nadaje na premiera bo jest nieznany, mogę się tylko drwiąco uśmiechnąć. Nie ten system, panowie. Nie te realia.

 

Po drugie nikt nie mówi o normalnej sytuacji, bo sytuacja normalna nie jest. Prof. Gliński został wysunięty jako kandydat na premiera rządu eksperckiego. A premier takiego rządu tym bardziej nie musi być popularny. Co więcej pada tu też kolejny argument podnoszony przy akompaniamencie podłego rechotu ze strony prorządowych mediów, taki mianowicie, że kandydatura prof. Glińskiego ma charakter kabaretowy bo on nie złożył hołdu lennego żadnemu z załganych partyjnych bossów i nie został oficjalnie namaszczony na premiera. Skoro rząd ma być ekspercki, znaczy że bezpartyjny. Jaki jest więc sens zarzucać bezpartyjnemu kandydatowi bezpartyjność?

 

Mam silne wrażenie, że publicyści i politycy odlecieli od rzeczywistości już całkowicie. Funkcjonują w polityce tak długo, że zakłamanie parlamentarzystów traktują jako coś oczywistego. Ale ja mam wrażenie, że wysunięcie prof. Glińskiego adresowane jest nie do zakłamanego Sejmu wcale, tylko do prostych ludzi. Demaskuje pewne mechanizmy w polityce, których na co dzień się nie zauważa.

 

Prosty obywatel mianowicie patrzy na prof. Glińskiego, spokojnie przedstawiającego swoje racje. A co widzi ze strony innych partii w odpowiedzi? Chęć rozmowy? A skąd.

 

Co jedna zakazana gęba z PO lub sprzyjających jej mediów, to następny chamski uśmieszek. Prof. Gliński jest kompetentny? Chce się dogadać? Ma argumenty? I co z tego, on się nie liczy bo my go uwalimy i już. Bo tak. Bo dla nas nie liczy się inteligencja, kompetencja, argumenty tylko liczy się czy kandydata jest członkiem naszej zgranej paki okradającej Polskę.

 

A Jarosław Kaczyński stoi za prof. Glińskim i mruga do wyborców okiem. Patrzcie, drodzy państwo, jakich debili macie w innych partiach. Patrzcie jaki tam panuje poziom chamstwa i załgania. PiS jest niemerytoryczny? Jarosław Kaczyński ma taką czy inną opinię bo się ostro wypowiada? To patrzcie co robią z prof. Glińskim, który przecież nie dał do chamskiego drwienia ze swojej osoby żadnego powodu.

 

Reakcja pewnego pana z Biłgoraja, którego nazwiska nie napiszę, też rzecz jasna była do przewidzenia. Jak nie wiadomo, co powiedzieć, to wystarczy narobić wrzasku o fanatycznych katolach, ajatollahach i z głośnym łkaniem rzucić się w ramiona boskiego Donalda. Tusku, musisz, bo nas wyrżnie tak obrzydliwa, katolska wataha! A przecież to my mieliśmy ich wyrżnąć! Trzeba niezłego tumana by się na to znane już przedstawienie nabrać. Wszak prof. Gliński jako żywo nic o żadnej katolskiej ofensywie nie wspominał, żadnych krzyży przymusowo ateistom na szyjach wieszać nie chce, ani nawet nie postulował zmiany godła państwa polskiego na krzyż. Żeby było śmieszniej startował był z listy Unii Wolności, którą nawet tak zdolny kłamca jak wiadomy poseł nie da rady obrócić w matecznik katoliskiego fanatyzmu.

 

Domyślam się, że ofensywa ajatollahów polega na tym, że prof. Gliński wyraził niezadowolenie z przyznania miejsca na multipleksie telewizjom, którym trzeba koszty koncesji rozłożyć na raty, bo są za biedne na ich opłacenie. Telewizja zaś mająca środki na koncesję nie dostała jej, bo jest katolicka i niepoprawna politycznie. Zaiste, jak śmieją katolicy wymagać od KRRiT preferowania na multipleksie telewizji, które mają doświadczenie w nadawaniu cyfrowym i stać je na koncesję. Przecież to oczywiste, że tu nie ma znaczenia czy cię stać ani czy masz doświadczenie tylko ważne czy jest się gotowym kłamać tak jak Donald Tusk ci każe.

A że prof. Gliński wspomniał o TV Trwam tylko raz i w jednym zdaniu? A całość wypowiedzi poświęcił innym tematom? Że mówił spokojnie i mądrze? Kto by się przejmował takimi drobiazgami. Chyba tylko ci głupi wyborcy, ale kto by się tam nimi przejmował.

 

Całość jest dla prostego człowieka całkiem niezłą lekcją mechanizmów polityki. Zakłamanie partii politycznych zostało przez Kaczyńskiego genialnie wyciągnięte na wierzch. Na manewr PiSu dobrze zareagowały tylko Solidarna Polska i PSL. Pozostałe partie zaliczyły wielką wtopę. Ostatecznie, myśli sobie zwykły wyborca, co im do cholery szkodziło siąść przy stole i porozmawiać.

 

W całym tym zamieszaniu ciekawa jest postawa Błaszczaka. Zaktywizowała się frakcja miernot w PiS. Hoffmanowi i Błaszczakowi przerażenie zjeżyło włos na głowie. Ależ co to będzie jeśli inicjatywa się powiedzie! Kaczyński może od biednych durniów wymagać poradzenia sobie na pozycji ministra czy szefa kancelarii. Ale oni nawet na obecnych pozycjach sobie nijak nie radzą! Co to będzie jak Kaczyński dostrzeże jakimi są beznadziejnymi idiotami i ich wypieprzy z list partyjnych! Stracą kasę i cieplutkie posady w ławach opozycji, mogą nawet być skończeni w polityce! Temu trzeba za wszelką cenę zapobiec i uwalić inicjatywę PiS na samym starcie.

 

Toteż Błaszczak w te pędy pobiegł do reżimowych mediów skwapliwie opowiadać kierownictwu PO, jak się rozprawić w mediach z PiSem. Można powiedzieć, że przecież kandydatura prof. Glińskiego nie jest na poważnie i to tylko prowokacja. Można powiedzieć, że i tak po wyborach byłby premierem ten straszliwy Kaczyński o płonących oczach i trującym oddechu. I odniósł Błaszczak sukces. Ale załganie polskiej sceny politycznej i tak zostało obnażone. Wyborcy dostrzegli jak na dłoni, kto był skłonny rozmawiać, a kto zareagował obłudnym partyjnym rechotem.

 

Wielka szkoda jednak, że propozycja rozmów jaką rzucił Pawlak została odrzucona przez PiS. Możliwe że to znowu Hoffman zmartwiał ze strachu że może Kaczyński zasiądzie do stołu z Pawlakiem i zdobędzie dla PiS kolejne punkty. Toteż w te pędy pobiegł do mediów obłudnie rechotać z nieudolnego PSL. Nie można przecież pozwolić, by PiS i PSL zaczęły się dogadywać, bo skończy się błogie nicnierobienie Hoffmana i Błaszczaka w ławach opozycji.

Ocena wpisu: 
Brak głosów