KRBK - drogi, cele, szanse na przyszłość

Obrazek użytkownika LunarBird
Blog

Jestem w Necie już kilkanaście lat. Wiedziałem wiele. Mogę coś powiedzieć na temat problemów, jakie Konfederacja Blogerów mogłaby poruszyć. Problemów, które niejednokrotnie są przemilczane.

Po pierwsze uważam, że błędem jest nadmierne epatowanie patriotyczną czy katolicką symboliką. Przesada odstrasza ludzi, a nie przyciąga. Głos rozsądku w tej sprawie podniosła już Circ. Zaczynając działalność w ten sposób możemy tylko stracić.

 

Widzę Konfederacją jako anonimowy ruch internautów, który zachęca do nawiązywania osobistych relacji, przechodzenia w real i działania pod imieniem i nazwiskiem (nie zdradzając jednakże powiązania z nickiem). Zachęca, ale tego nie wymusza. Ścisła tajemnica odnośnie tego kto kim jest powinna być priorytetem. Nie można dopuścić, by blogerzy mieli kłopoty w życiu osobistym z powodu tekstów krytycznych wobec władzy. A nader często tak się dzieje i są na to liczne przykłady. Z tego względu wszelkie nawoływania do jawności nazwisk są szkodliwe i będą przeze mnie konsekwentnie krytykowane.

 

Anonimowość jako pierwsza linia obrony niezależności Internetu sprawdzała się od bardzo dawna i nie można od tego odchodzić ot tak.

 

W konsekwencji jako zasadę podstawową trzeba przyjąć nie narażanie nicka współkonfederatów na zdemaskowanie nigdy i w żadnej sytuacji. Nie wolno pisać imion i nazwisk ani żadnych danych personalnych osób występujących pod nickiem nigdzie, gdzie wyszukiwarki mogą je znaleźć (forum, blogi, otwarte grupy dyskusyjne). Nie wolno podpisywać nickiem zdjęć twarzy i sylwetki umieszczanych w otwartym dla botów miejscu. Zdjęcia ze spotkań prywatnych muszą mieć ściśle prywatny charakter i być traktowane jako tajemnica. Nie wolno tych zdjęć upubliczniać nawet za zgodą zainteresowanych osób. Jeśli ktoś chce kogoś poznać, to się umawiają na spotkanie i się poznają osobiście. Ale znajomość ma nadal charakter prywatny.

 

Konfederacja nie może i nie powinna brać na siebie żadnego przetwarzania danych osobowych, żadnego prowadzenia spisu, żadnego rejestru. Ewentualne przejęcie przez nieodpowiednie osoby takiego spisu osób niechętnych władzy mogłoby mieć poważne konsekwencje. Za duże ryzyko. Ewentualna osoba dążąca do poznania tożsamości wszystkich obecnych i byłych Konfederatów powinna mieć maksymalnie utrudnione zadanie.

 

Co do celów podstawowych to są nimi oczywiście:

  • działanie na rzecz nowoczesnej demokracji i pluralizmu mediów w Polsce,

  • podejmowanie ważnych tematów, przemilczanych przez media,

  • wspieranie wysokich standardów etycznych w polityce i mediach, publiczne piętnowanie osób przekraczających elementarne zasady przyzwoitości, dobrego wychowania lub działających w sposób sprzeczny z wcześniejszymi publicznymi deklaracjami,

  • angażowanie się w proces nagłaśniania ważnych informacji oraz ważnych akcji,

  • prowadzenie szerokiej debaty na temat tego, jak Polska powinna funkcjonować, by stać się sprawnie działającym i zamożnym krajem.

 

Rzecz jasna przez „nowoczesność” nie mam na myśli pseudonowoczesności w stylu Palikota. Mam na myśli państwo korzystające z nowych technologii w celu zapewnienia sprawnego funkcjonowania administracji oraz szanujące wszelkie przyjęte standardy, takie jak tolerancja i prawa człowieka oraz decyzje większości i prawo obywateli do rzetelnej informacji. Mam na myśli kraj, w którym każdy, kto nie ze swojej winy popadł w kłopoty może być pewien, że otrzyma pomoc. Kraj, w którym nikt nie umiera z głodu, ale też nikt nie jest wykorzystywany ponad miarę. W którym podatki są rozdzielone tak, że każdy ponosi takie obciążenia podatkowe, jakie jest w stanie płacić. Wreszcie mam na myśli kraj w którym tradycja i rodzina są szanowane i wspierane – ponieważ bez tego zarówno społeczeństwo jak i państwo byłyby prędzej czy później zgubione.

 

Konfederacja powinna moim zdaniem dążyć do bycia otwartym miejscem do dyskusji na różne tematy. Bez otwartej dyskusji nie dojdziemy do porozumienia, jakie najważniejsze rozwiązania na przyszłość dla Polski powinno się na poważnie rozważyć i przedstawić obywatelom do wyboru w referendum.

 

Jednak nawet bez angażowania się w bardzo ważkie tematy polityczne widzę wiele do zrobienia, wiele tematów do podjęcia. Między innymi:

 

  1. Dyskryminacja wolnego oprogramowania. Dlaczego w szkołach uczy się komercyjnego Windows, a nie uczy się obsługi darmowych przecież systemów linuksowych? Dlaczego się nie informuje uczniów, że dla Windows jest darmowa alternatywa i ma ona konkretne zalety? Czy nie powoduje to braku świadomości obywateli co do alternatyw i nie przyczynia się do wzrostu piractwa? Dlaczego przy zakupie komputera w 99% przypadków nie mamy wyboru co do systemu w nim zainstalowanego i musimy go kupić z Windows? Czy nie mamy do czynienia ze zmową producentów i sprzedawców oprogramowania oraz z praktykami monopolistycznymi Microsoftu?

  2. Niezależność internetu. Nagłaśnianie i piętnowanie wszelkich prób kontrolowania internetu przez rząd. Nagłaśnianie i piętnowanie wszelkiej cenzury politycznej na znanych portalach.

  3. Piractwo i prawa autorskie. Czy klient powinien płacić za możliwość obejrzenia filmu czy może za wartość rozrywkową tego filmu? Czy w sytuacji gdy film był kiepski klient powinien mieć możliwość przekonania się o tym wcześniej by nie wyrzucać na darmo pieniędzy? Czy w takim razie sytuacja gdy ktoś ściąga film z Sieci by się o tym przekonać powinna być przestępstwem, czy może to jest zmartwienie producenta filmu jeśli film da się obejrzeć tylko raz, a potem robi się nudny? Czy ściąganie starszych wersji programów których już nie ma w sprzedaży powinno być uznane za przestępstwo? Jak w ogóle należy zdefiniować prawa autorskie w świecie torrentów i P2P by nie popaść w walkę z wiatrakami i nie podejmować prób zwalczania zjawisk, których zwyczajnie zwalczyć się nigdy nie da?

  4. Czy narzucanie ludziom niemalże siłą rozwiązań typu DRM czy kody regionów jest akceptowalne, czy może powinno się je uznać za naruszanie praw klienta do dysponowania swoją własnością (komputerem)? Czy człowiek który chce własny komputer użyć do przestępstwa ma do tego prawo, czy może należy narzucić oprogramowanie, które mu to uniemożliwi?

  5. Otwartość kodu jako gwarancja bezpieczeństwa państwa. Czy nie należałoby wymogu stosowania w administracji państwowej tylko programów Open Source wpisać do Konstytucji? W oprogramowaniu o zamkniętym kodzie państwo nie jest świadome, co dokładnie ten program robi, a państwowi informatycy nie mają możliwości samodzielnych kontroli poprawności kodu i wprowadzania poprawek. Czy w przypadku operowania na danych niejednokrotnie mogących stać się niemalże bronią przeciwko danemu krajowi pracowanie na oprogramowaniu o nieznanym kodzie źródłowym nie jest skrajnie niebezpieczne?

  6. W polskiej kulturze istnieje schemat „co animowane, to na pewno dla dzieci”. Sprzyja to wciskaniu nam hollywoodzkich produkcji, bo po prostu oni na efekty specjalne mają najwięcej pieniędzy. Czy nie pora się wyrwać z tego schematu? Istnieją równie mądre produkcje japońskie, anime i manga, takie jak Księżniczka Mononoke, Akira czy Ghost in the Shell. Niejednokrotnie daleko mądrzejsze niż filmy z Hollywood. Można ich nie lubić, ale chyba nie należy ich równać z bajkami dla dzieci i w imię sprawiedliwości powinniśmy zadbać o likwidację tego stereotypu. Tym bardziej, że to spojrzenie z punktu widzenia innej kultury niejednokrotnie także na nas samych, a to zawsze bywa pouczające.

 

Dodatkowo widzę potrzebę istnienia w blogosferze otwartej organizacji zajmującej się bezpieczeństwem, nagłaśnianiem szykan i prób cenzury. Nie wszyscy blogerzy są znani, ale wszyscy zasługują na obronę jeśli władza spróbuje zamykać im usta. A z nagłaśnianiem takich spraw bywa różnie. W ramach Konfederacji można wypracować z czasem procedury nagłaśniania ważnych akcji tego typu na Twitterze, Facebooku i w innych miejscach Sieci. W ilości siła. Rząd będzie poważniej podchodził do wolności słowa w Sieci wiedząc, że konkretni ludzie tego pilnują i patrzą rządowi na ręce.

A że wolność słowa w Internecie jest ważnym gwarantem demokracji to chyba wiemy wszyscy.

 

Takich niezależnych akcji, która połączyć w jedno inni Konfederaci na pewno znajdą wiele. Wiele grup społecznych walczy w Necie o wiele ważnych spraw. Konfederacja jednocząc te wszystkie pojedyncze inicjatywy w jeden potężny głos spełniałaby bardzo ważną rolę. I właśnie tu widzę miejsce dla Konfederacji – a nie w powiewaniu sztandarami patriotyzmu i katolicyzmu. Powiewanie sztandarami można sobie darować. Wiele z tego dobrego nie wyniknie.

 

Jak powiedziałby Minsc, jeden z bohaterów gry „Baldur's Gate”:

Czyny, nie słowa!

Ocena wpisu: 
Brak głosów