SKAZANI NA GOEBBELSOWSKĄ PROPAGANDĘ?

Obrazek użytkownika Arnold Parszawin
Kraj

Raczej tak. Od dłuższego czasu obserwacja polskiej rzeczywistości medialnej, dominujących zwłaszcza w mediach elektronicznych trendów, nasuwała dość oczywiste skojarzenia z „propagandą sukcesu” uprawianą namiętnie w gierkowskiej dekadzie PRL-u. Mamy przecież do czynienia z powszechnym lukrowaniem wszystkiego, za co w jakikolwiek sposób odpowiada jakakolwiek władza, z przemilczaniem niewygodnych faktów bądź z bezwstydnym interpretowaniem ich w sposób urągający przyzwoitości i zdrowemu rozsądkowi. Nietrudno wskazać początek tych nowych-starych tendencji w przekazie medialnym III RP. Propaganda sukcesu była naturalną odpowiedzią na jasne, optymistyczne i bezproblemowe przesłanie zdobywającej władzę Platformy Obywatelskiej a równocześnie dodatkowo podkreśla grozę i pokraczność mrocznego okresu pisowskich rządów. Niestety, komu się wydawało, że wolne i demokratyczne media nadające ton w dzisiejszej Polsce osiągnęły tym samym dno moralnego i profesjonalnego upadku, powinien zrewidować swój lekkomyślny pogląd. Porzućmy wszelką nadzieję. Od dziesiątego kwietnia roku pamiętnego (no może z kilkudniowym przesunięciem) w naszym przekazie medialnym zapanowały emocje, coraz ostrzejsze i coraz gorsze. Propagandowe akcenty coraz wyraźniej przestawia się z obrony i pozłacania Polski pod rządami Tuska na budowanie odczłowieczonego obrazu jego politycznych przeciwników, a szerzej części społeczeństwa nieutożsamiającej się z III RP. Z założenia nie traktuje się ich jako równorzędnych partnerów w politycznej i cywilizacyjnej debacie, no bo przecież to obywatele drugiej kategorii, nienawistne oszołomy, niewykształcone mohery, pośmiewisko cywilizowanej Europy. Kłania się dr Goebbels. A może lepiej byłoby powiedzieć, że niektórzy z medialnych funkcjonariuszy kłaniają się jemu, póki co w zaciszu redaktorskich gabinetów, ciągle jeszcze po kryjomu. Trudno byłoby znaleźć lepszą ilustrację dla tego zjawiska niż sposób, w jaki gwiazdor polskiego dziennikarstwa Tomasz Lis przeprowadza wywiad z liderem jedynej liczącej się partii opozycyjnej. Wywiad to chyba jednak za dużo powiedziane, raczej pełne złych emocji przesłuchanie. Kto choć trochę interesuje się propagandowym urobkiem red. Lisa, zdaje sobie doskonale sprawę, jak klasyk postkomunistycznego dziennikarstwa zwykł prowadzić rozmowę, dajmy na to, z Aleksandrem Kwaśniewskim czy Donaldem Tuskiem : zgoła inaczej – tak, jak wymienia się poglądy i wyraża opinie na europejskich salonach.

Czy możemy liczyć na jakieś istotne zmiany na froncie medialnym po zbliżających się wyborach? Prześledźmy pod tym kątem możliwe powyborcze scenariusze, nie wdając się w dywagacje na temat ich prawdopodobieństwa:

1. Wygrywa PiS i tworzy nowy rząd (bez względu na to, czy samodzielnie, czy w koalicji).

Abstrahując od powszechnie znanego politycznego zaangażowania ogólnopolskich „zaprzyjaźnionych” telewizji i większości innych mediów, medialni oligarchowie wiedzą, że PiS u władzy będzie dążył do całkowitej przebudowy dzisiejszego rynku medialnego opartego na monopolach, zwykle jeszcze postkomunistycznej proweniencji. Oznaczać to będzie bezpośrednie zagrożenie dla nich samych, dla ich budowanych przez dwa dziesięciolecia interesów. Ich reakcja raczej łatwa do przewidzenie: walczymy o życie, być albo nie być, dlatego wszystkie chwyty dozwolone.

2. Wygrywa PO z dużą przewagą nad PiS-em.

To jedyna, niepowtarzalna okazja na ostateczną marginalizację stronnictwa Kaczyńskiego, poszerzenia swojej strefy wpływów i realizacji najambitniejszych planów biznesowych, politycznych i kulturowych. Wzmożona ofensywa medialna, cel – ostateczne rozwiązanie problemu PiS-u i zabezpieczenie dotychczasowych pozycji na dziesięciolecie.

3. Wybory kończą się zbliżonymi wynikami obu głównych partii, koalicyjny rząd tworzy PO przy walnym wsparciu prezydenta.

Polityczna i gospodarcza przyszłość kraju niepewna. Ulubiona partia establishmentu wyraźnie osłabiona, w zasadzie walczy o przetrwanie, w związku z czym emocje sięgają zenitu. „Wszystkie ręce na pokład” i walka do upadłego przy wykorzystaniu wszystkich dostępnych środków. Zaangażowanie frontu medialnego pełne i oczywiste.

Jak widać, rozwój wydarzeń na froncie medialnym w najbliższej przyszłości raczej łatwy do przewidzenia. Wypada powtórzyć: „porzućmy wszelką nadzieję”. Goebbels, Goebbels, Goebbels…

Ocena wpisu: 
Brak głosów