Wizyta rodziców chłopaka siostry

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

W mieszkaniu Hiobowskich panowało wielkie poruszenie. Mieli przyjść z wizytą rodzice chłopaka, z którym spotykała się siostra Łukaszka.
- Co za obciach - jęczała siostra. - Rodzice przychodzą i co im powiem? Że jeszcze ze sobą nie robiliśmy tego ani razu? Że jestem dziewicą?
Mama upuściła tłuczek do mięsa, a babcia tasak i obie się zaczerwieniły.
- Przecież ty już nie jesteś dziewicą - powiedziała cicho mama Łukaszka.
- Nie jestem z innymi! Z nim jeszcze jestem dziewicą! Co za obciach...
- Kiedyś to była zaleta a nie obciach - rzekła z przekąsem babcia, podniosła tasak i zaczęła go z pasją ostrzyć na osełce.
- Myślę, że o to nie zapytają - mama Łukaszka podniosła tłuczek do mięsa i przygotowania ruszyły dalej.
Wieczorem wszystko było gotowe. W kuchni piętrzyły się potrawy, stół w pokoju lśnił nowym obrusem i zastawą. Wreszcie rozległ się dzwonek do drzwi i przyszli goście. Najpierw taranem wszedł tata chłopaka, za nim skromnie jego syn. Tata Łukaszka zamknął drzwi, po czym je otworzył i powiedział:
- O, przepraszam... Nie zauważyłem pani...
- Mnie nikt nie zauważa - powiedziała cicho mama chłopaka po czym bezszelestnie wślizgnęła się do mieszkania.
Kolacja przebiegała w miłej atmosferze, bo Łukaszek miał kategoryczny zakaz odzywania się. Siostra Łukaszka i jej chłopak również milczeli czując przez skórę nadciągającą katastrofę. Rozmawiali zatem wyłącznie dorośli, a właściwie - dorośli Hiobowscy z tatą chłopaka. Mama chłopaka w ogóle nic nie mówiła, mało jadła, za to patrzyła na talerze swojego męża i syna. Gdy były puste natychmiast pytała czy coś dołożyć.
- Do cholery, trzeba ten kraj wziąć za pysk! - tata chłopaka przekonywał dziadka Łukaszka.
- Jak marszałek! - dziadek był rozanielony.
- A tam, on był mięczak! Za pysk ja przecież mówię! Jeden dekret, drugi dekret i wywalić tych wszystkich w cholerę!
- Ale kogo?
- No przecież mówię, że wszystkich! Co tu nie pasują! Won do siebie! A tych gówniarzy - wskazał na Łukaszka - zagonić do czegoś pożytecznego! Do cholery!
Tata Łukaszka przytaknął ostrożnie i rzekł:
- Młodzież teraz jest leniwa i chce żeby im wszystko organizować!
- Nie ma sprawy! Do cholery! Ja mogę zaraz sam zorganizować! Mało to sprawdzonych wzorców, organizacji?! No do cholery!
- Harcerze - podpowiedział dziadek.
- No, może być cokolwiek! Ale tak wziąć młodego człowieka, ubrać go w mundur, a mundur człowieka zmienia!
- Do cholery! - wtrącił się zachwycony Łukaszek.
- Dyscyplina! Dryl! - grzmiał tata chłopaka. - Czy jest coś piękniejszego niż młode, jędrne, męskie uda falujące w marszu o poranku?
Tata Łukaszka zamilkł bo przez mózg przemknęło mu straszne podejrzenie. Zapadła cisza przerwana przez zduszony śmiech siostry Łukaszka. Zapytała potem swojego chłopaka czy on też tak...
- Nie, on nie - rzekł z niechęcią tata chłopaka. - Wysłaliśmy go raz na obóz to płakał i chciał do mamy.
- Miał cztery lata - odezwała się mama chłopaka.
- Kiedyś wczasy były za darmo - przypomniała sobie babcia. - Ale oczywiście musieli to zniszczyć!
- Do cholery, ma pani rację! - tata chłopaka był jak w transie. - I jakie za darmo? Za pracę! Za ciężką pracę! Państwo powinno pomagać pracującym biorąc na siebie, te, no...
- Do cholery! - podpowiedział śmiejąc się Łukaszek i dostał burę od swojego taty.
- ...Świadczenia socjalne! - przypomniał sobie tata chłopaka. - Trzeba dbać o swoich obywateli!
- Państwo to także kultura - zauważyła mama Łukaszka.
- Oczywiście! Do cholery! Każdy powinien interesować się jakąś kulturą!
- A pan...?
- Mnie pociąga architektura.
- A który...?
- Albert Speer.
Mamie Łukaszka głos odebrało.
- Hitler był zły... - jęknęła babcia Łukaszka.
- No, był, oczywiście, ale czy całe państwo było przez to złe? W tym czasie mieliśmy pokazane jak piękne rzeczy mogą powstać gdy są robione z pomocą państwa. Czy jakiś prywaciarz pobudowałby dziś coś takiego jak Prora?
- Czy to opłacalne? - spytał tata Łukaszka.
- Wie pan, nie można wszystkiego mierzyć pieniądzem! - upomniał go tata chłopaka, a Łukaszek poparł to gromkim:
- Do cholery!
- E... No a pani? - mama Łukaszka zapytała mamę chłopaka.
- Ja uważam, że nieważne co jest na fladze, za to powinna być wyprana i czysta - odezwała się cicho mama chłopaka siostry.
- Może jeszcze mięsa? - zaproponowała babcia Łukaszka.
- Z chęcią, jest pyszne - odparła mama chłopaka i nałożyła po kawałku swojemu mężowi i synowi. - A najlepsza jest ta marynata.
- Jaka marynata??? - mama i babcia spojrzały na siebie przerażone. Potem spojrzały na siostrę Łukaszka i ich przerażenie jeszcze wzrosło.
- Muehehe... - zaśmiała się słabo siostra. - Bo jak niosłam to mięso z kuchni to mi się kichło na półmisek...

Ocena wpisu: 
Brak głosów