Tajemnica magazynu Aryma Tea, część 2, ostatnia

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

Sobota minęła siostrze Łukaszka na nerwowym wyczekiwaniu. Na szczęście nikt nie zwracał na nią uwagę. Z samego rana wybuchła bowiem draka o baranka - wyrób taty Łukaszka został uznany za skrzyżowanie muflona z podwoziem T-34. Tata Łukaszka skutecznie obronił swoje dzieło argumentując brakiem alternatywy.
- Mój baranek nawet nie ma z czym przegrać! - trafnie zauważył tata i jego wyrób trafił do koszyka ze święconką.
Po święconce wybuchła kolejna draka, bowiem Łukaszek spotkał na klatce pana Sitko, a ten obdarował go gazetą. Konkretnie: świątecznym dodatkiem do gazety "To, Co Jest".
- Protestuję! - krzyczał dziadek Łukaszka. - "To, Co Jest" to nie gazeta! To ma być świąteczny dodatek?! Zgroza!!
Głównym tematem były publiczne egzekucje na przestrzeni dziejów ludzkości.
- Coś wstrętnego - wstrząsnęła się mama Łukaszka. - Uważam, że w Święta należy pisać o Świętach. O religii, wiernych, kościele. Tak, jak robi to "Wiodący Tytuł Prasowy".
I pokazała wszystkim świąteczny egzemplarz z artykułem na pierwszej stronie "Katolicki ksiądz odmówił sakramentu ślubu dwóm gejom satanistom!".
Siostra Łukaszka była jakoś obok tych wszystkich wydarzeń i żyła tylko jedną myślą.
Magazynem firmy Aryma Tea.
Przez całą sobotę podchodziła do okna i patrzyła na wrota magazynu, przed którymi niewzruszenie parkował wóz firmy ochroniarskiej "Echete Koustodian". Siostra Łukaszka cały dzień snuła jakieś fantastyczne plany jak dostać się do wnętrza magazynu, ale nic z tego nie wyszło.
Wreszcie zapadła noc. Siostra Łukaszka spała źle, gnębiły ją jakieś dziwaczne sny. Obudził ją o świtaniu odgłos pisku opon gwałtownie jadącego samochodu. Tknięta przeczuciem rzuciła się do okna. Była tak, jak przewidywała. Wóz ochroniarzy oddalał się gwałtownie przez osiedle. Siostra nie namyślała się długo. Ubrała się i cicho wymknęła się z domu. Pobiegła w stronę magazynu. Już z daleka widziała, że wrota magazynu nie są zamknięte, lecz lekko uchylone.
Dwie godziny później tata Łukaszka wyszedł na parking, poszedł po coś do samochodu. Podszedł do swojego pojazdu i stanął jak wryty. Jakaś zakapturzona postać klęczała przy przednim lewym kole.
- Kradniemy koła, co?! I to w Święta?! - głos taty Łukaszka drżał z oburzenia.
Zakapturzona postać wyprostowała się i odwróciła. Tata Łukaszka ku swojemu przerażeniu rozpoznał w niej Śmierć.
- Powtórz to, Hiobowski - poprosiła Śmierć głuchym z wściekłości głosem, sięgnęła po kosę i z całej siły machnęła trzonkiem pionowo w dół. Tata Łukaszka, przyzwyczajony, zdążył cofnąć stopę. Trzonek trafił w chodnik.
- Błałał łał łał!! - rozśpiewała się blacha ostrza.
- Cholerny rezonans! - burczała Śmierć kiedy już kości jej ręki przestały drgać. - Słuchaj no, Hiobowski, ja tu z dobroci serca...
- Czego???
- ...milcz durniu jak starsi mówią! Kontrolowałam stan ogumienia twojego pojazdu. Na szczęście jest dobrze. Wiesz jakie są wypadki z powodu pękniętej opony? Mogę ci podać z tuzin przykładów i... - Śmierć urwała i popatrzyła gdzieś za plecy taty Łukaszka. Tata Łukaszka obrócił się i ujrzał podchodzącego do nich robotnika Andrzeja. Robotnik Andrzej był zadowolony, uśmiechnięty i odświętnie ubrany.
- Piękny dzień dziś mamy - zaczął robotnik Andrzej.
- Fere śmere! - burknęła niegrzecznie Śmierć. - Kolejny... Co tu się dzieje?!
Zza krzaków wypadła grupa kobiet, które przypadły do robotnika Andrzeja i jedna przez drugą wołały "nie ma!".
- No i bardzo dobrze - odparł robotnik Andrzej. - Tak to było zapisane.
- Czego nie ma? - zainteresował się tata Łukaszka.
- Hiobowski, nie osłabiaj mnie - jęknęła Śmierć. - Nie "czego", tylko "kogo"!
- Kogo?
- No właśnie, kogo? Jaki dzień mamy dzisiaj?
Tata Łukaszka pomyślał chwilę i zaczął dukać:
- E... E... Tego... Ale...
- Tego, tego... - potwierdził uśmiechnięty robotnik Andrzej.
- Ale go nie ma!! - zawołała rozpaczliwie jedna z kobiet.
- Zdaje się, że powinnyście iść z tym do Szymona i Jana, potem iść tam z powrotem i tak dalej - przypomniał robotnik Andrzej. - Czemu przychodzicie z tym do mnie?
- Bo ciebie zobaczyłyśmy pierwszego! - zawołała druga kobieta. - Czy ty nie rozumiesz, że sprawa jest poważna?! Ile razy mamy ci powtarzać?!! Jego tam nie ma!!!
Robotnik Andrzej z lekka się zaniepokoił.
- Jak to: nie ma? Nie ma, w sensie, że nie ma, czy tak naprawdę nie ma nie ma?
- Nie ma nie ma!!!
Robotnik Andrzej zaklął po aramejsku i złapał się za głowę.
- Ależ sobie pomocników dobrał - Śmierć pokręciła głową z dezaprobatą. - Bystrością to oni na pewno nie grzeszyli.
- Milcz!!! - krzyknął robotnik Andrzej. - Myślę!!! Musimy zmobilizować wszystkie siły, rozpocząć poszukiwania...
- O, człowieku małej wiary - nie zmilczała Śmierć. - Zapomniałeś, że ja widzę wszystko? Wiem, gdzie on jest.
- O. Gdzie?
- Nie powiem - i Śmierć wyszczerzyła zęby.
- Pewno nie wie - robotnik Andrzej wzruszył ramionami.
- Wiem!
- Bardzo panią proszę, przecież sprawa jest poważna... - delikatnie nalegał tata Łukaszka.
Śmierć spojrzała na niego i w jej oczach zamigotały złośliwe ogniki.
- No dobrze, powiem wam. Siedzi na murku za sklepem osiedlowym!
- Co??? - zdumiał się robotnik Andrzej.
- W towarzystwie twojej córki, Hiobowski!
- Co??? - zdumiał się tata Łukaszka i złapał robotnika Andrzeja za ramię:
- Biegnijmy tam! Trzeba go ratować!
I pobiegli, a za nimi grupa kobiet. Śmierć popatrzyła za nimi, wzruszyła ramionami, rozejrzała się wokół i ukradkiem przekrzywiła lusterka w samochodzie taty Łukaszka. Po czym odeszła do swoich spraw.
Tata Łukaszka i robotnik Andrzej jednocześnie wpadli na plac za sklepem. Na murku siedzieli siostra Łukaszka i młody długowłosy. Siostra jadła lizaka, a drugi lizak leżał koło młodego długowłosego.
- O! - zawołała na ich widok siostra. - Wstałam rano, bo wydawało mi się, że w tym nowym magazynie herbaty są zwłoki... Ale pan kierownik wszystko mi już wyjaśnił.
Przybiegły kobiety i zaczęły czynić młodemu długowłosemu wyrzuty, że zniknął bez słowa.
- Czujnym trzeba być - upomniał młody długowłosy. - Pamiętajcie, że nie znacie dnia ani godziny...
- O rany, już ta godzina! - siostra spojrzała na wyświetlacz swojej komórki. - Pewno musi pan już iść. A tak fajnie mi się z panem rozmawiało.
- Możemy znowu porozmawiać - odparł młody długowłosy.
- A gdzie ja pana znajdę?
- Wszędzie! - młody długowłosy wskazał gestem najbliższe otoczenie.
- Ale pan pewno zajęty i nie będzie miał pan czasu...
- Ależ ja zawsze chętnie wysłucham! - i młody długowłosy poczęstował wszystkich lizakami.
- Ciekawe - zastanowiła się siostra Łukaszka. - A jak wychodziłam z domu to miałam ich tylko dwa.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.9 (głosów:5)

Komentarze

"uboga duchem".

 

Pozdrawiam

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

cui bono

#1423402