Sylwestrowa noc, część 1

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

Wszyscy z przejęciem szykowali się do sylwestrowej nocy. Rano wszyscy solidnie się wyspali, a potem zaczęła się zwykła, codzienna krzątanina. Śniadanie, gazety. Wszyscy w podekscytowaniu przegladali sylwestrowe gazety (poza Łukaszkiem, który już dawno przerzucił się na elektroniczne serwisy piłkarskie). I tak oto do dziadkowej "Prawdziwej Ojczyzny" dodano najnowszą "Listę zdemaskowanych Żydów - kalendarz" posegregowaną według miesięcy, w których się urodzili. Na okładce był urodzony w grudniu Emmanuel Olisadebe (Mosze Blumsztajn).
Babcia również dostała kalendarz razem z "Międzynarodowym Horyzontem". Kalendarz nosił hasło "Przeżyjmy to jeszcze raz" - a tam piękne zdjęcia: Nowa Huta, odbudowa Warszawy, Bierut głaszczący dzieci po głowach, zbieranie stonki...
Mama dostała jeszcze piękniejszy kalendarz, który prawie utonął w zalewie dodatków do "Wiodącego Tytułu Prasowego". A było ich mnóstwo, od "Jedynie słusznego podsumowania minionego roku", poprzez "Dumnie sterczące push-upy" (główny artykuł miał tytuł "Aborcja przyszłością świadomych Polek") aż po "Poczet człowieków honoru".
- Chyba horroru a nie honoru - odważył się skomentować dziadek widząc Kisława-Czeszczaka na okładce. Chciał jeszcze coś dodać, ale zobaczył dołączony do "WTP" kalendarz, sapnął tylko i poszedł. A kalendarz był piękny, jeszcze piekniejszy niż babciny. Pod hasłem "Pzeproszenie drogą do cywilizacji" miał każdy miesiąc ozdobiony piękną fotografią. Swastyki na murach polskich miast z podpisem "Wstydźmy się!", żydowskie synagogi z podpisem "Oddajmy im!", staromiejskie kamienice z podpisem "Spłaćmy ich!" oraz obóz w Oświęcimiu z podpisem "Polski obóz koncentracyjny".
Tata nie miał w swojej gazecie kalendarza. "Krajowa" zamieściła na pierwszej stronie krótką notkę, w której wyliczyła koszt wyprodukowanie takiego kalendarza, przypomniała, że nie ma niczego za darmo i oświadczyła, że woli zostawić pieniadze w kieszenich swoich czytelników, aby kupili sobie takie kalendarze jakie chcą.
Siostra Łukaszka kupiła aż dwa numery "Hedonki". W jednym była dodana viagra, a drugim prezerwatywy z brokatem.
Po śnaidanu i lekturze Hiobowscy runęli do sklepów po zakupy. W mieszkaniu został tylko tata Łukaszka, który dwa lata temu kupił skrzynkę szampanów, dzieki czemu zaoszczędził pół euro na butelce w stosunku do kupowania po butelce.
Wracali powoli, pojedynczo. Mama łukaszka kupiła najmodniejszy szampan, polecany przez polskie gwiazdy telewizji. Siostra Łukaszka kupiła zgrzewkę dopalaczy "xmas edition". Babcia kupiła "Igristoje", a dziadek "Nalewkę kresową".
- Tyś chyba oszalał - skomentowała babcia, ale dziadek wzruszył tylko ramionami i powiedział, że u niego, przed wojną, w dworku... Nie dokończył, bo tylko szybki unik zdołał go uratować przed stratowaniem.
- Jezus Maria! Co to było! - wyjąkał oglądając się za niską, tęgą postacią szarżującą w kierunku pawilonów sklepowych. - Pan Sitko?
- No coś ty, pan Sitko nie rozwija takich prędkości - powiedziała babcia. - To był kolega Łukasza. Ten, jak mu tam... Maciej.
- A właśnie, gdzie jest Łukasz? - zastanowił się dziadek.

Ocena wpisu: 
Brak głosów