Krocze Day

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

Po raz piąty odbędzie się Krocze Day! - informowały gazety, a w szczególności "Wiodący Tytuł Prasowy" i oczywiście "Hedonka". Chłopak siostry nie czytał ani jednego ani drugiego zatem dla niego to, co zobaczył było olbrzymią niespodzianką. A niespodzianką tą był wielki namiot o foliowych ścianach ustawiony na jednym z centralnych placów miasta.
- Co tam jest? - zapytał chłopak pełen złych przeczuć, gdy siostra Łukaszka zaprowadziła go pod wrota namiotu.
- Zobaczysz - szepnęła tajemniczo siostra i wciągnęła go do środka. Dosłownie dziesięć sekund później chłopak wypadł z namiotu. Był wiśniowy na twarzy jak piwonia. Złapał się za serce i głęboko oddychał.
- Tam są gołe kobiety! - jęknął. - I prezentują zwiedzającym swoje... Swoje...
- Krocza - dokończyła za niego siostra Łukaszka. - Trzeba odczarować to słowo. Jesteś już przecież pełnoletni! Czego ty się wstydzisz do cholery! Wchodzimy jeszcze raz!
- Nie! - zaprotestował chłopak, ale siostra przepchnęła go przez drzwi namiotu. Tuż za nimi zderzyli się z jakąś tęgą panią w krótkich włosach. Druga pani, kompletnie goła, zdzierała z niej właśnie spódnicę dogadując wesoło:
- Co jest, koleżanko? Na manifę w ciuchach?
Tęga pani w krótkich włosach kwiknęła i trzymając spódnicę w garści wybiegła z namiotu.
- No i coś ty narobiła, to była redaktorka, miała o nas pisać - powiedziała druga goła pani.
- A z jakiej jest gazety? - zapytała pierwsza goła pani.
- Z "Wiodącego Tytułu Prasowego".
- E, to i tak napisze dobrze...
Chłopak skorzystał z okazji i wypchnął siostrę z namiotu.
- Co to jest?! Co to ma być?! - pytał przerażony.
- No przecież jest Krocze Day - tłumaczyła mu siostra. - W tym namiocie jest jeden z eventów. Wystawa fryzur intymnych.
- To tu? - przerwał jej jakiś facet. - To tu można bzyknąć za darmo?
- No wie pan - oburzyła się siostra.
- No przecież chodzą baby z gołymi tymi, no...
- Kroczami! Odczarujmy to słowo! Jest Dzień Krocza!
- Super - ucieszył się facet. - Wreszcie coś dla ludzi. Lubię takie święta. Gdzie mogę wznieść toast?
- Ale kobiecego krocza! Mężczyźni niech se robią swój Dzień Krocza kiedy indziej!
- Ja proponuję te dwa święta połączyć - powiedział facet z obleśnym uśmiechem i wkroczył do wnętrza namiotu. Ze środka dobiegły gwałtowne piski i krzyki "Ratunku, gwałciciel".
- Same się o to prosiły - westchnął chłopak. - Gdzie romantyzm? Gdzie intymność? Gdzie obyczaje?
- Gdzie pan jest?! - zawołała jedna pani wystawiwszy głowę przez drzwi namiotu.
- Tutaj... - podszedł mężczyzna w garniturze.
- Jakiś gwałciciel tu wszedł! Niech pan coś zrobi!
- Ale co ja mogę zrobić, ja jestem politykiem, mogę najwyżej coś obiecać...
- Obiecał pan już! Dawno temu! Chemiczną kastrację gwałcicieli!
- Jak stoją sondaże? - zapytał cicho polityk stojącego obok młodego chłopaka. Młody chłopak podniósł kciuk do góry. - O, i ja nadal jestem za chemiczną kastracją! - ucieszył się polityk. - Widzi pani? Ja tak łatwo zdania nie zmieniam.
- Tak, ale... - powiedziała pani i nie dokończyła, bo obok niej przecisnął się na zewnątrz niedoszły gwałciciel. Ubrany.
- Miał pan podobno gwałcić - powiedział zdumiony polityk.
- Tak, ale erekcja mię odeszła - wyznał ze smutkiem niedoszły gwałciciel. - Takie pasztety, że szkoda gadać...
Pani wydała z siebie bojowy pisk i skoczyła na niedoszłego gwałciciela z paznokciami.
- Gwałcą! - darł się niedoszły gwałciciel co sprawiało dość zabawne wrażenie biorąc pod uwagę, że ofiarą był ubrany mężczyzna, a napastnikiem naga kobieta. Wybuchło niezłe zamieszanie, ktoś popchnął chłopaka siostry. Chłopak poleciał do tyłu i zderzył się z kimś.
- O, przepraszam - wybąkał i zrobiło mu się głupio, gdy zobaczył, że wpadł na jakiegoś pana, który trzymał w ręku białą laskę.
- Och jej - powiedział pogodnie niewidomy. - Gdyby był pan tak uprzejmy i zaprowadził mnie pod mój dom...
- Pan chodzi sam? Nie widząc???
- Mieszkam tu już tyle lat, że znam tą okolicę na pamięć. Poznaję gdzie jestem po dźwiękach, zapachach, dotyku. Ale boję się, że teraz pobłądziłem - niewidomy uniósł nos do góry i kilka razy wciągnął głośno powietrze. - Nie pamiętam, żeby w okolicy był sklep rybny.

Ocena wpisu: 
Brak głosów