Głębokie poważanie

Obrazek użytkownika Bartosz Wasilewski
Blog

Jeszcze wczoraj byłem nikim. Tak się jakoś złozyło, że dotychczas niewiele w życiu osiągnąłem. Dziś wszystko się zmieniło.

Wyszedłem wyrzucić śmieci, bo dzisiaj wtorek, a więc moja kolej. Nie lubię tego robić, bo żeby te smieci wyrzucić, trzeba przejść spory kawałek drogi, skręcić w taką wąską uliczkę, gdzie zawsze zalegają śmierdzące kałuże. Sami rzumiecie - nic przyjemnego, więc idąć z tym kubłem zły bylem, że hej. Spotkałem tego dziadka spod trójki. Strasznie gościa nie lubię, bo nigdy się do mnie nie odzywa. Myślę, że uważa mnie za głupka, dlaego że jestem młody i nic w zyciu nie widziałem. On za to jest profesorem uniwersytetu, w dodatku kombatantem - brał udział chyba w jakiejś wojnie. Więc ma mnie za głupka, choć ja myślę, że to on jest stuknięty, skoro tapla się w tych śmierdzących kałużach całymi dniami, w kazdym razie wtedy, kiedy ja wyrzucam śmieci. Co taki profesor tu robi, i to jeszcze w mundurze i z przypiętymi jakimiś orderami, doprawdy pojąć nie mogę.

"Głupek, wystroił się jak na niedzielę, a przecież dziś wtorek" pomyślałem sobie, może trochę za głośno, bo dziadek usłyszał.

"Ty skubańcu" powiedział z mądrą miną, która w tej sytuacji wyglądała bardzo głupio "Co ty, gówniarzu, o tym wiesz!".

Zamurowało mnie. Ten dystyngowany, starszy profesor, kombatant i tak dalej, mnie obraził! Aż mnie poskręcało ze złości. Cisnąłem kubłem w sam środek śmierdzącej kałuży, tak, że ochlapałem zieloną mazią nie tylo siebie, ale i dziadka spod trójki.

"Ty skurczybyku" - wrzeszczał za mną, ale ja już biegłem co sił w nogach do domu, pochwalić się mamie i tacie. Będą ze mnie dumni. No bo skoro tak poważny, dystyngowany profesor, kombatant i tak dalej mnie obraża, to ja sam muszę być kimś naprawdę głęboko poważnym.

Ocena wpisu: 
Brak głosów