Zarzynanie św. Andrzeja Boboli w stylu kozackim hajdamackim i banderowskim

Obrazek użytkownika Sławomir Tomasz Roch
Historia

Św. Andrzej Bobola był 49 jezuitą zamordowanym w XVII w. na wschodnich ziemiach Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Jego objawienie O. Marcinowi Godebskiemu w 1702 r. w Pińsku na Polesiu stało się początkiem wielkiego kultu, którym jest otaczany po dziś dzień. W męczeństwie św. Andrzeja Boboli, jak w soczewce skupia się męczeństwo wszystkich mieszkańców Kresów, którzy doświadczyli osobiście kozackiego noża i nie tylko w latach 1648 – 1667. Ten sam los podzielili Kresowianie w roku 1768, w dniach szalejących na Ukrainie okrutnych hajdamaków, chłopów ukraińskich, mordujących Lachów wszedzie gdzie popadło i na wszelkie, możliwe sposoby. W Rzezi Humańskiej zginęło, jak się ocenia 60 tys. niewinnych ofiar, a w samym miasteczku Humań zamęczono 20 tys. Lachów i Żydów. Te same bestialskie metody stosowali także banderowcy, którzy w latach 1939 – 1947 zamordowali w nieludzki sposób około 200 tys. Polaków, wiele setek Ormian i Rosjan oraz dziesiątki tysięcy własnych rodaków, którzy czynnie sprzeciwiali się ludobójstwu na Wołyniu i Kresach. Trzeba dodać i to, że w latach 1941 - 1942 nacjonaliści ukraińscy i policja ukraińska w służbie niemieckiej, czynnie brali udział w mordowaniu Żydów z Wołynia, Podola oraz z całych Kresów.

Owszem niemal cała historia rodzaju ludzkiego, to nieustanna walka pomiędzy dobrem i złem, miłością i nienawiścią, rozwojem i cofaniem się, budowaniem i niszczeniem. Wiernym zwierciadłem zmagania się tych dwóch realnych i bardzo potężnych mocy są dzieje społeczności polskiej, rozlanej po obszernej i zielonej Ukrainie. Od najwcześniejszych wieków Polacy i Rusini wspólnie budowali na tych ziemiach swoją przyszłość. Raz było lepiej, innym razem gorzej, generalnie jednak rzecz biorąc dobrze. Póki budowano, niekiedy nawet z rozmachem, jak za królów Kazimierza Wielkiego i Zygmunta Starego, póty rozwijała się kultura i wzrastała zamożność, gdy brano się za łby, bywało już różnie, najczęściej źle! Ogólnie jednak rzecz biorąc nie było najgorzej, aż do początku XVII wieku kiedy pod ciężarem, rzeczywiście bardzo poważnych problemów religijnych, społecznych, ekonomicznych i kulturalnych, właściwie zawalił się misterny gmach, mimo wszystko wspaniałej I Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Wydarzeniom tym, towarzyszyło niestety trudne wprost do opisania okrucieństwo i to z obu stron, przy czym wydaje się, że Kozacy prześcigali w tym mistrzostwie Polaków i to na całą długość. Zadnieprze wprost niszczono „ogniem i mieczem”, co przepięknie i zgodnie z prawdą opisał Henryk Sienkiewicz. Ginęły tysiące niewinnych ludzi – zarówno unitów, łacinników, jak i prawosławnych. Jednak szczególnie cierpiała ludność wyznania katolickiego. Prawie wszystkie świątynie katolickie i klasztory zburzono. Ginęli franciszkanie, męczeństwo poniosło wielu dominikanów. Głównie jednak prawosławna kozaczyzna głosiła wojnę przeciw unii i jezuitom. Nie przebierano w środkach, doskonałym przykładem stosowanych wówczas metod i form oddziaływania na swoich przeciwników, urastającym do rangi symbolu jest opis męki św. Andrzeja Boboli, który został zamęczony przez kozaków Bohdana Chmielnickiego 16 maja 1657 r. .

W cennej książce jezuity O. Mirosława Paciuszkiewicza o życiu i dziele św. Andrzeja Boboli, poznajemy istotne fakty z tamtych krwawych dni, tyczące się losów ludności kresowej: „Na Polesiu grasowały oddziały Zdanowicza. Jeden z nich zajął Pińsk. Prawosławni bardzo szybko połączyli się z tymi oddziałami. Unici i Polacy – zarówno świeccy jak i duchowni – w lasach i pobliskich miejscowościach szukali schronienia przed grożącymi napadami. W takich okolicznościach opuścili Pińsk najbardziej zagrożeni spośród jezuitów – księża Szymon Maffon i Andrzej Bobola. Maffon znalazł się w Horodcu, gdzie pracował w kościele parafialnym. Dnia 15 maja rano napadła na plebanie wataha kozaków, zdążająca z Brześcia do Pińska i okrutnie się z nim rozprawiła. Ci sami kozacy przybyli do Janowa dnia 16 maja po południu. Urządzili taką rzeź Żydów i katolików, że i prawosławni wpadli w trwogę. Zaraz im wytłumaczono, iż nie mają się czego obawiać, bo rządy przeszły teraz w ręce kozackie. Muszą jednak najpierw wyciąć w pień wszystkich katolików. Uspokoiło to ludność prawosławną, która stanęła po stronie kozaków i pomagała w ściganiu katolików.”. [O. Mirosław Paciuszkiewicz SJ, Będę jej głównym patronem, Kraków 1995, s. 22]

Oto ostatnia, chwalebna droga św. Andrzeja Boboli, patrona Polski i wszystkich Męczenników Polesia, Wołynia, Podola i całych Kresów. Kozacy Chmielnickiego pod dowództwem płk Zdanowicza dowiedzieli się, że w okolicy znajduje się pewien polski Jezuita Andrzej Bobola SJ, wielki szkodnik, który spowodował odstępstwo wielu ludzi od prawosławia. Usłużni ludzie poinformowali także, że obecnie znajduje się w Peredyle, na dworze Przychockiego, dzierżawcy wsi Mohylna. Wtedy dowódca watahy posłał oddział kozaków z rozkazem ujęcia Boboli i doprowadzenia go do Janowa. Tak rozpoczęły się ostatnie, chwalebne godziny apostoła Pińszczyzny, zwanego „duszochwatem” i „łowcą dusz”.

Oto dokładny opis męczeńskiej śmierci św. Andrzeja Boboli: „Możliwe, że wieści o gwałtach w Janowie doszły już do Peredyla i wskutek nich Bobola wsiadł na wóz, by się schronić gdzieindziej. W każdym razie pewnem jest, że kozacy dopadli go jeszcze w Peredyle, jadącego wozem. Woźnica Jan Domanowski rzucił lejce i zbiegł do lasu, Andrzej zaś pozostał na miejscu i polecając się Bogu, oddał się w ich ręce. Było już po południu. Kozacy powierzyli swe konie Jakubowi Czetwerynce i poczęli natychmiast ‘nawracać’ Andrzeja na wiarę prawosławną. Namowy i groźby nie odniosły skutku, wobec tego obnażyli go, przywiązali do płotu i skatowali nahajkami, poczem odwiązanego bili po twarzy, przyczem Andrzej postradał kilka zębów. Następnie związali mu ręce, umieścili go między dwoma końmi, do których go przytroczyli i ruszyli do Janowa. Kiedy w ciągu czterokilometrowego marszu Bobola opadał z sił, popędzali go nahajkami i lancami, po których pozostały dwie głębokie rany w lewym ramieniu od strony łopatki, prócz tego jedno cięcie, prawdopodobnie od szabli, na lewym ramieniu.

Odarty z odzienia, pokryty sińcami i krwawiącymi ranami, odbył Andrzej swój wjazd triumfalny do Janowa, gdzie eskorta oddała go niezwłocznie w ręce starszyzny. Tu przyjęto go podobno szyderstwami i okrzykami: ‘To ten Polak, ksiądz rzymskiej wiary, który od naszej wiary odciąga i na swoją polską nawraca!’.  Jeden z kozaków dobył szabli i wymierzył cięcie w głowę Boboli, ten jednak wskutek naturalnego odruchu uchylił się i zasłonił ręką, tak, że częściowo udaremnił śmiertelne cięcie, ale za to poniósł bolesną ranę w pierwsze trzy palce prawej ręki.

Równocześnie sprowadzono unickiego proboszcza janowskiego Jana Zaleskiego i uwiązano go do płotu, by go później poddać torturom. Jakiś litościwy wieśniak, korzystając z tego, że Kozacy zajęci byli męczeniem Boboli, przeciął więzy i ułatwił Zaleskiemu ucieczkę. Przygotowane przez kozaków krwawe widowisko ściągnęło liczny tłum ciekawego pospólstwa, wśród którego znajdowali się obok Czetwerynki, Joachim Jakusz, Chwedko, Jan Skubieda, Paweł Hurynowicz, Stasnisław Wojtkiewicz, Dryk i Utnik. Tymczasem kozacy bezzwłocznie zajęli się Bobolą. Kolejności katuszy mu zadanych, wobec chaotycznych zeznań świadków w procesach apostolskich, ustalić niepodobna, zastosowanie ich oraz rodzaj nie ulega żadnej wątpliwości.

Na rynku janowskim w pobliżu drogi, wiodącej do Ohowa, stała szopa Grzegorza Hołowejczyka, służąca za rzeźnię i jatkę. Wprowadzono tam Bobolę, rzucono go na stół rzeźnicki i uwiwszy wieniec z młodych gałęzi dębowych ściskano mu głowę. Następnie, wzywając go do porzucenia wiary katolickiej, przypiekali mu ciało ogniem. Stałość Andrzeja doprowadziła ich do coraz większego okrucieństwa. ‘Temi rękami Mszę odprawiasz, my cię lepiej urządzimy’ , mieli wołać do niego i wbijali mu drzazgi za paznokcie. ‘Temi rękami przewracasz kartki ksiąg w kościele, my ci skórę odwrócimy, ubierasz się w ornat, my cię lepiej ozdobimy, masz za małą tonsurę na głowie, my ci wytniemy większą’ , wołali podobno w dalszym ciągu, zdzierając nożami skórę z rąk, piersi i głowy, odcinając wskazujący palec lewej ręki, końce obydwu  pierwszych palców i wycinając skórę z dłoni.

Łaska, jakiej Bóg udziela swym wybranym męczennikom, krzepiła Bobolę i dodawała mu wprost nadludzkich sił fizycznych i moralnych, dzięki czemu, poddając się woli Boga, wśród jęków wzywał świętych imion Króla i Królowej Mecznników, Jezusa i Maryi, a w odpowiedzi na szyderstwa i bluźnierstwa swych katów, wzywał ich opamiętania. Ci prowadzili swe ohydne dzieło w dalszym ciągu. Wykłuli mu prawe oko, przewrócili go na drugą stronę, zdzierali mu skórę z pleców i świeże rany posypywali plewami z orkiszu, odcięli mu nos i wargi, przez otwór, wycięty w karku, wydobyli język i odcięli u nasady, wreszcie powiesili go u sufitu za nogi, głową na dół i naśmiewali się z ciała, rzucającego się w konwulsjach i skurczach nerwowych: ‘Patrzcie, jak Lach tańczy!’ Dwugodzinne katusze dobiegały już końca, odcięty ze sznura, padł Bobola na ziemię i odziany w najcenniejszy ornat, bo utworzony z purpury krwi własnej, wznosił swe okaleczałe ręce ku niebu, składając u tronu Boga ofiarę z życia i krwi własnej.

Tak kończył swą pielgrzymkę ziemską apostoł miłości i jedności, który prawie całe swe życie oddał na służbę Bogu i dobro dusz, i nie zawahał się nawet przed złożeniem ofiary z swego życia, tego dowodu najwyższego stopnia miłości Boga i bliźniego. Dwukrotne cięcie szablą w szyję, było ukoronowaniem tragedii janowskiej, której padł ofiarą dnia 16 maja 1657 r. Andrzej Bobola”.  

Krytycznego opracowania dziejów Świętego dokonał jezuita ks. Jan Poplatek. Jemu właśnie zawdzięczamy wartościową książkę, zatytułowaną: „Błogosławiony Andrzej Bobola Towarzystwa Jezusowego. Życie – Męczeństwo – kult”, wydaną w roku 1936 w Krakowie nakładem Wydawnictwa Apostolstwa Modlitwy. [O. Mirosław Paciuszkiewicz SJ, Będę jej głównym patronem, Kraków 1995, s. 22-24]

Następnego dnia po męczeńskiej śmierci odzyskano zmasakrowane ciało Andrzeja Boboli. Włożono je do trumny i pochowano w podziemiach pińskiego kościoła. Janowski męczennik podzielił los ponad 40 innych jezuitów, zamordowanych w tym czasie na Polesiu. Zapomniano o nim zupełnie na 45 lat.

Znów zaczęło Polsce zagrażać niebezpieczeństwo wojny, tym razem północnej. Groźni i niebliczalni Szwedzi zbliżali się do Polesia od zachodu. Pińsk został zagrożony. Dnia 16 kwietnia 1702 roku rektor kościoła Jezuitów, O. Marcin Godebski, w obliczu zbliżającego niebezpieczeństwa trwał na modlitwie i prosił niebo o ratunek. W niedzielny wieczór ukazał mu się jakiś nieznany jezuita o budzącej sympatię świetlistej twarzy i powiedział: „Szukasz patrona, który ochroni Kolegium? Masz przecież mnie. Jestem twoim współbratem. Andrzejem Bobolą, zabitym przez Kozaków w obronie wiary. Odszukaj moje ciało. Bożą wolą jest bowiem, żebyś oddzielił mnie od innych”.

Odnalezienie zwłok Boboli nie było łatwe. W podziemiach kościoła spoczywało wielu jezuitów, a wszelkie zapiski poginęły w burzliwych dziejach kolegium. Na miejscu nie dało się ustalić nawet daty śmierci, co ułatwiłoby poszukiwania. W nocy z 18 na 19 kwietnia (tym razem świeckiemu zakrystianowi) ukazał się Bobola po raz wtóry i dokładnie określił miejsce, w którym został pochowany. Po trzech godzinach pracy wykopano z ziemi trumny z łacińskim napisem: „Ojciec Andrzej Bobola Towarzystwa Jezusowego przez kozaków zabity”.

 Po otwarciu trumny ujrzano zwłoki, które zachowały świeży wygląd, ze wszystkimi śladami tortur. Po przebraniu relikwii w nowe szaty przełożono je do drugiej, przygotowanej uprzednio trumny. Wiadomość o odnalezieniu ciała, które w wilgotnej piwnicy, wśród rozkładających się trupów, zachowało świeżość, obiegła Polesie lotem błyskawicy. Mieszkańcy Pińska, Janowa i okolic zaczęli przypominać sobie fakty opowiadane kiedyś przez starców. Odżyło nagle ustne podanie o heroizmie Andrzeja. Okoliczna ludność tłumnie przychodziła teraz do okienka krypty, w której spoczywał Bobola, by oddać mu hołd. Zaczęły się mnożyć łaski i cuda. Andrzej Bobola roztoczył opiekę nie tylko nad jezuickim kolegium. Gdy w latach 1709-1710 straszna zaraza pochłonęła tysiące ofiar, jedynie Pińszczyzna została ochroniona przed epidemią. Mnożyły się łaski wypraszane za jego pośrednictwem. Rychło sława męczennika przeniosła się poza granice Polski.

Św. Andrzej Bobola został ogłoszony błogosławionym 30 października 1853 r. w Rzymie przez papieża Piusa IX, a zatem blisko 200 lat po Jego męczeńskiej śmierci z rąk ruskich, prawosławnych kozaków Bohdana Chmielnieckiego. Jego chwalebna kanonizacja miała miejsce 17 kwietnia 1938 r. w Rzymie, a dokonał jej papież Pius XI. 8 czerwca 1938 r. cudownie zachowane ciało św. Andrzeja Boboli specjalnym pociągiem zostało uroczyście przetransportowane z Rzymu do Polski i od 17 czerwca 1938 r. znajduje się w Warszawie. 13 maja 1989 r. złożono je w nowo wybudowanym Sanktuarium św. Andrzeja Boboli przy ul. Rakowickiej 61, przy którym 16 maja 2007 r. utworzono muzeum poświęcone jego pamięci. Od 16 maja 2002 r. św. Andrzej Bobola jest drugorzędnym patronem Polski, a Jego święto przypada 16 maja.

 

A oto i Sanktuarium św. Andrzeja Boboli w Warszawie

 

Opieka nad Sanktuarium powierzona jest Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego. Wierni przybywający do Sanktuarium w zorganizowanej pielgrzymce mogą zyskać za nawiedzenie sanktuarium odpust zupełny pod zwykłymi warunkami (stan łaski uświęcającej, Komunia św., brak przywiązania do jakiegokolwiek grzechu, modlitwa w intencjach Ojca Świętego oraz odmówienie w Sanktuarium „Wierzę” i „Ojcze nasz”). Wierni pielgrzymujący indywidualnie mogą taki odpust uzyskać raz w roku w dowolnie wybranym przez siebie dniu. Sanktuarium, w którym spoczywają integralne relikwie św. Męczennika, wybudowano w latach 1980 - 1989.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:13)

Komentarze

 

             

 

 

 

                

https://www.stbobola.co.uk/en/video-online

https://youtu.be/IGFJWAv6u1I

 

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0
#1513401

To jedna z najpiękniejszych polskich świątyń w Londynie w całości należąca do Polaków. Taka świątynia w centrum Londynu to skarb duchowy i materialny. Jest przepięknie ozdobiona setkami tablic pamiątkowych polskich oddziałów zbrojnych, biorących udział w walkach podzcas II wojny światowej, począwszy od II Korpusu Polskiego.

Józiu serdeczne dzięki za ten wpis! W piątek 27 maja będziemy z żoną w św. Andrzeju Boboli na mszy świętej wieczornej z okazji, co miesięczego spotkania wspólnoty: Spotkania Małżeńskie (Dialog Małżeński). Może  dałoby się przy okazji spotkać i uścisnąć prawicę? Raz jeszcze pozdrawiam. 

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1513419

Znam tam niemal kazdy centymetr kwadratowy :-))

"na piechote" mam tam ok.10 min

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1513494

Tylko co wczoraj rozpoczeła się narodowa Nowenna, ku czci Patrona Polski św. Andrzeja Boboli w czasie epidemii coronavirusa i potrwa do 24 marca. Nowenna do św. Andrzeja Boboli odmawiana jest każdego dnia o godz. 12.00 przy relikwiach świętego, znajdujących się w warszawskim Sanktuarium tego świętego przy ul. Rakowieckiej. Odmawiać ją będą także ojcowie jezuici w Szczecinie. Do nabożeństwa, transmitowanego z Narodowego Sankturium św. Andrzeja Boboli w Warszawie można dołączyć za pośrednictwem mediów społecznościowych oraz pobierając treść modlitwy z dedykowanej strony internetowej. Transmisję można znaleźć na stronie swietyandrzejbobola.pl. KAI

Cały wpis jest dostępny na stronie: https://www.pch24.pl/rozpoczyna-sie-narodowa-nowenna-ku-czci-sw--andrzeja-boboli-w-czasie-epidemii,74676,i.html

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1621931

Papież Pius XI 82 lata temu (17 kwietnia 1938 r). kanonizował Andrzeja Bobolę, jezuitę i misjonarza, zamordowanego przez Kozaków 16 maja 1657 r. w czasie rzezi w Janowie Poleskim. W 2002 r. ogłoszono go patronem Polski.

Andrzej Bobola urodził się 30 listopada 1591 r. w Strachocinie koło Sanoka, w rodzinie szlacheckiej. Pierwsze nauki pobierał w szkole prowadzonej przez zakon Towarzystwa Jezusowego (jezuitów) w Wilnie. W 1611 r. wstąpił do zakonu jezuitów. Jako zakonnik kontynuował studia filozoficzne i teologiczne na Akademii Wileńskiej. W 1622 r. otrzymał święcenia kapłańskie. W latach 1623-24 był rektorem kościoła, kaznodzieją, spowiednikiem, misjonarzem ludowym i prefektem młodzieży w Nieświeżu. Pracował też jako misjonarz na wsi wileńskiej. W latach 1624-30 kierował Sodalicją Mariańską w Wilnie. Wykazał się dużą ofiarnością m.in. podczas zarazy w tym mieście w 1628 r.

Od 1630 r. był przełożonym klasztoru jezuitów w Bobrujsku. W latach 1633-35 był moderatorem Sodalicji Mariańskiej wśród młodzieży w Połocku, a w roku 1636 został mianowany kaznodzieją w Warszawie. W latach 1638-42 był kaznodzieją w Łomży, potem w Wilnie, a od roku 1652 oddał się pracy misyjnej w Pińsku. W maju 1657 r. Janów Poleski został opanowany przez oddział Kozaków, którzy dokonali rzezi katolików i Żydów. Andrzej Bobola schwytany w pobliskiej wsi Peredił, przewieziony do Janowa, na rynku był poddany torturom i zamordowany.

Jezuita Henryk Fros badacz żywota św. Andrzeja Boboli napisał w „Martyrologium” tak: „Dla gorliwości i umiejętności pozyskiwania dusz zwano go (...) apostołem Pińszczyzny lub duszochwatem. Zrazu odznaczał się ponoć pewnymi wybujałościami temperamentu, ale z czasem stał się uosobieniem cierpliwości, opanowania i wytrwałości. Najlepiej o tych cnotach zaświadczył, gdy w Peredylnej pod Janowem Poleskim przychwyciła go czerń kozacka. Zawleczono go do miasteczka i umęczono okrutnie.”

Cały wpis jest dostępny pod adresem: https://niezalezna.pl/323852-82-lata-temu-papiez-kanonizowal-andrzeja-bobole

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1627693

Niezwyciężony bohater Chrystusowy! Tak o żywym świedectwie wiary i o wstrząsającym męczeństwie św. Andrzeja Boboli, wyraził się Papież Pius XII, tytułując go nadto: „chlubą i wspaniałym wzorem chrześcijańskiego męstwa”.

A w encyklice opublikowanej 16 maja 1957 roku na trzechsetlecie męczeńskiej śmierci polskiego jezuity, pisał jeszcze jakże znamienne słowa: „wzdryga się dusza na wspomnienie wszystkich tych mąk, które bohater Chrystusowy męstwem i nieugiętą wiarą przecierpiał”.

O tym Patronie Polski dla chcących być mężnymi pisze Prof. Grzegorz Kucharczyk: „[...] Finis coronat opus. Całe bowiem życie Andrzeja Boboli było praktykowaniem cnoty męstwa. Wczytując się w jego żywot można natrafić również i na informacje o tym, że w drugiej połowie lat dwudziestych XVII wieku, gdy pełnił posługę duszpasterską w Wilnie nawiedzanym wówczas przez epidemie, nie opuścił miasta. Mężnie służył wiernym, zwłaszcza tym najsłabszym i chorym, spiesząc do nich z sakramentami i słowami duchowej pociechy.

Można powiedzieć patron na nasze czasy, gdy tylu ludzi Kościoła – duchownych i świeckich – zadrżało przed wirusem, zachęcając władze państwowe do zamykania kościołów lub traktując pandemię jako dobrą okazje do szerzenia skandalicznych praktyk osłabiających cześć dla Najświętszego Sakramentu. Myślę tu o skandalicznej praktyce zmuszania ludzi – w tym dzieci pierwszokomunijnych – do przyjmowania komunii świętej na rękę.

Patron tych wszystkich, którzy dążą do wypracowania w sobie we współpracy z Bożą łaską cnoty męstwa. A więc patron tych, którzy chcą wytrwać w obliczu nacierającego barbarzyństwa. Pius XII wspominając „niezwyciężonego bohatera Chrystusowego” podkreślał aktualność tego waloru świadectwa, które dał całemu Kościołowi powszechnemu św. Andrzej Bobola. Barbarzyństwo w połowie dwudziestego wieku – jak podkreślał Ojciec Święty – to już nie hordy kozackie, ale fakt, że „w niejednym kraju wiara katolicka już to omdlewa i podupada, już to prawie zupełnie wygasa”. Współcześni barbarzyńcy odrzucają ją powołując się na „postęp czasu” i „urabiają sobie przekonanie, że na ziemi bez Boga, tj. przez własny rozum i przez własne siły wszystko, czym żyją i przez co działają, posiąść mogą, swoją mocą podbijając pod swoją wolę i władzę, dla pożytku i rozwoju ludzkości, wszystkie pierwiastki i żywioły tej ziemi”.

Pius XII nawiązywał w ten sposób do różnych odcieni marksizmu – za „żelazną kurtyną” uczącego subtelności heglowskiej dialektyki za pomocą kolby sowieckiego sołdata, a na zachodnich uniwersytetach i w mediach sączonego przez neomarksistów i ich mentorów ze szkoły frankfurckiej. Do tych ostatnich można odnieść słowa papieża o ludziach, którzy „dążą, żeby z dusz ludzi prostych i nieuczonych albo też takich, którzy już dotknięci są zarazą błędów, wyrwać do ostatka tę wiarę chrześcijańską”.

Św. Andrzej Bobola doświadczył za życia furii zezwierzęconego barbarzyństwa. Po śmierci zaś jego umęczone ciało doświadczyło barbarzyństwa tych, którzy „naukowo” dążyli do samozbawienia „przez własny rozum i przez własne siły”. Jak wiadomo relikwie męczennika były przez bolszewików pokazywane jako ciekawostka w moskiewskim Instytucie Higieny, do czasu gdy staraniem Stolicy Apostolskiej zostały sprowadzone do Rzymu w 1937 roku. Tak jak Chrystus, również jego „niezwyciężony bohater” nosił purpurę swoje krwi, ale i „lśniącą szatę” narzuconą przez prześmiewczego Heroda. [...]”

Cały wpis jest dostąpny na stronie: http://www.pch24.pl/patron-dla-chcacych-byc-meznymi--grzegorz-kucharczyk-o-wstrzasajacym-meczenstwie-sw--andrzeja-boboli,76006,i.html#ixzz6MawlyKCz

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1630603

I tak bywa niekiedy w naszym życiu! Potrzeba zatem refleksji i potrzeba żywej pokuty, by relikwie męczenników były tam, gdzie im należne miejsce. Otóż w lipcu 2019 r. w piwnicy jednego z domów w Ostrowie Wielkopolskim odnaleziono na 99 % autentyczne relikwie św. Andrzeja Boboli, które zostały przekazane miejscowej parafii w 1938 roku. Pierwotnie miały trafić do kościoła budowanego na terenie wojskowych koszar. Ten jednak przez wybuch II wojny światowej, nigdy nie powstał, a los relikwii pozostawał nieznany przez ponad 80 lat.

Relikwie zidentyfikował Jerzy Sówka, lokalny kolekcjoner i regionalista, który podkreśla: „To była zbitka metalu, z której wystawało okienko z kością. Wiedziałem, że to relikwie, bo już niejednokrotnie miałem okazję relikwie oglądać”.

I dodaje w rozmowie z „Kurierem Ostrowskim”: „Ktoś poodłamywał części relikwiarza myśląc, że jest to metal szlachetny. Chciał na tym zarobić, ale nie zarobił, bo to nie było wcale srebro. Na szczęście nie uszkodził centralnej części z kością. Z tyłu została natomiast mosiężna pasyjka. Może ktoś zorientował się po czasie i obawiając się konsekwencji ukrył całość na piwnicznej półce, głęboko za słoikami. Właśnie podczas porządkowania starej piwnicy w budynku przy ulicy Wrocławskiej relikwiarz został znaleziony przez osobę, która dostarczyła go w moje ręce. Rozmawiałem już z długoletnim przełożonym kaliskiej wspólnoty jezuitów ojcem Aleksandrem Jacyniakiem. Stwierdził, że na 99 procent są to właśnie zaginione relikwie św. Andrzeja Boboli”.

Cenne relikwie Patrona Polski zostały zabezpieczone i tymczasowo przekazane do kościoła Matki Boskiej Częstochowskiej w Ostrowie Wielkopolskim.

Cały wpis jest dostępny na stronie: http://www.pch24.pl/odnaleziono-relikwie-sw--andrzeja-boboli--ktore-zaginely-przed-ii-wojna-swiatowa,69777,i.html#ixzz6Mb2x396n

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1630605

Gorąco polecam niepoprawnym blogerom, blogerkom i naszym sympatykom ten wspaniały reportaż filmowy z uroczystości sprowadzenia do kraju relikwii św. Andrzeja Boboli. Jest to bezcenny zapis wędrówki relikwii chrześcijańskiego rycerza kresowego po ziemiach polskich przy adoracji tłumów wiernych w każdym mieście w drodze do Warszawy i miejsca wiecznego spoczynku w kaplicy Jezuitów przy ulicy Rakowieckiej.

Na początek uroczyste, wzruszające powitanie relikwii na stacji w Zebrzydowicach. Msza przed kościołem w Zebrzydowicach. Przystanek i msza w Dziedzicach. Przystanek i msza w Oświęcimiu. Postój w Libiążu. Uroczystości w Krakowie. Uroczystości w Warszawie.

Dalej jedyna taka szansa i okazja (nie mamy ich za wiele), by ich raz jeszcze zobaczyć: Józef Haller (generał Wojska Polskiego), Adam Stefan Sapieha (arcybiskup metropolita krakowski), Edward Rydz-Śmigły (marszałek Polski), Eugeniusz Felicjan Kwiatkowski (minister skarbu, przemysłu i handlu), Tomasz Stefan Arciszewski (polityk, poseł na Sejm), Aleksander Kakowski (arcybiskup metropolita warszawski), Ludwik Maria Łubieński (hrabia), Ignacy Mościcki (prezydent Polski), August Hlond (arcybiskup), Warta (adiutant pułkownik), Stefan Starzyński (prezydent Warszawy), Julian Spitosław Kulski (wiceprezydent Warszawy), Zygmunt Słonimski (prezydent Warszawy), Maria Mościcka (pierwsza dama).

Niezwykle ważny i cenny document opublikowany 13 Marca 2016 r. przez Warsaw before ww2, a zatem:

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1630611

Wielkie dzięki za przypomnienie tego wielkiego świętego. Jak najbardziej wpisuje się on męczeńską śmiercią także w męczeńskie śmierci kresowian.

Ps. wiem, że jest pewien święty z nie do końca wiadomych przyczyn niewygodny dla kościoła - zapomniałem nazwiska - czy kojarzysz, czy to przypadkiem nie chodzi o św. Andrzeja Bobola? W jego biografii natrafiłem tylko niejasno napisane, że za życia był niepoprawny i bezkompromisowy, co nie podobało się przełożonym.

Jednak widzę, że w Polsce coraz więcej się o nim mówi (choc i tak mało i dopiero teraz) - wiesz coś więcej moe na ten tema dlaczego tak późno o tym świętym u nas sie więcej mówi? Czy dobrze mi się wydaje, że to on jest niewygodny dla hierarchów kościelnych?

Pozdrawki

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-1
#1630648