Optimum polskie – PIS u władzy, a „brukselczycy” w opozycji

Obrazek użytkownika Zawiedzony
Kraj

          

Bo taka właśnie sytuacja wydaje się najlepiej dziś służyć Polakom oraz polskiej racji stanu.

Ludzie w miarę uczciwi i w miarę kompetentni u steru rządów, a cała łopozycja – i ta totalna, i ta nieco bardziej normalna – w roli ich krytyków i recenzentów.

A jak wiadomo – im bardziej zajadły „krytyk”, to tym bardziej niespełniony aspirant, który sam „nie potrafi”  i któremu „ciągle nie wychodzi”… ale za to wie, "jak powinno się robić..."  Ale, jak wiadomo... "lepiej z mądrym zgubić..."

Bo ta cała niewydarzona opozycja zdolna jest tylko do antypisowskiej hucpy i hecy, ale już nie do stworzenia konstruktywnej alternatywy, czy rządzenia krajem.

- = > Czterogłowa hydra ANTYPISU

Nie mówiąc już o jej ciągłym wywoływaniu wilka z lasu i straszeniu ludzi urojonymi zagrożeniami.

A w swym zacietrzewieniu to stała się już tak miałka i powtarzalna, że nie trzeba otwierać gazety, wchodzić do internetu, czy  włączać radia lub telewizora, by wiedzieć co poszczególne frakcje ANTYPIS-u  będą miały do powiedzenia w jakiejś konkretnej sprawie ... "bo PIS to, tamto..."

I wydawać by się mogło, że ten jazgot łopozycji, mimo że coraz bardziej oderwany od realiów i coraz mniej merytoryczny (bo rządzących z „Jarkaczem” na czele to chyba nie oskarżono jeszcze tylko o kanibalizm i picie dziewiczej krwi do obiadu), i dlatego coraz łatwiejszy do ignorowania – do czegoś się jednak przydaje, niby to „trzymając pisiorów w ryzach”.

Bo przy tak wściekłej sforze - dosłownie i w przenośni "toczącej pianę z pyska" - to każde, nawet najmniejsze niedociągnięcie czy potknięcie rządzących nie ujdzie im płazem. Wszystko zostanie rozdmuchane oraz złośliwie i małostkowo zinterpretowane, ale właśnie ta przesada jest gwarancją dalszych rządów Zjednoczonej Prawicy, bo ludzie przecież swój rozum i swe oczy mają, widząc, co się dzieje...

A znając surowość i pryncypialność „Kaczora-Dyktatora” - o jakichkolwiek większych przekrętach czy nadużyciach w sferach rządowych czy podległych im spółkach i tak mowy być nie mogło.

Bo gdy do tej normalnej opozycyjnej funkcji kontrolnej dodać niemalże bolszewicki zapał „zaprzyjaźnionych redakcji”, gotowych wszystkich „pisiorów”  utopić w łyżce wody – to najmniejsza myśl o bezprawnym „przytuleniu” jakiejkolwiek nienależnej publicznej kasy staje się w obozie rządowym swoistym pragnieniem własnej śmierci, politycznej i zawodowej…

Oczywiście – totalni, pod wpływem swych sponsorów i animatorów oraz szturchańców od tych "zaprzyjaźnionych" – i tak zawsze będą histerycznie i hucpiarsko oskarżać „pisiorów” o wszelkie wyimaginowane bezeceństwa oraz o wszystkie własne - dobrze teraz i przed sobą, i przed opinią publiczną skrywane - wady, pragnienia i marzenia – zdradzając, co im tak naprawdę w duszy gra – ... bo tylko złodziej może ciągle oskarżać innych o złodziejstwo… (bo nie mieści się mu w głowie, że można inaczej)… i tylko obcy agent może ciągle zarzucać innym agenturalność i wysługiwanie się obcym. Bo tylko zły człowiek ciągle widzi w innych ludziach wyłącznie zło...

Wygląda bowiem,"proszę wycieczki",  na to, że oni naprawdę po prostu nie umieją inaczej...

I dlatego totalni muszą być przez wyborców trzymani jak najdalej od jakichkowiek decyzji politycznych i jak najdalej od kasy publicznej, nie tylko na szczeblu centralnym, ale także i w samorządach.

Niech sobie teraz krzyczą i lamentują, ale skoro sami uznali się za " opozycję totalną", z góry pryncypialnie negującą i odrzucającą wszystko, co rządowe - bo "pisowskie"!!! - to jak mogą teraz liczyć, że ktokolwiek pochyli się nad ich propozycjami i poprawkami - skoro sami już dawno uroczyście wyrzekli się "dobrej woli" w sprawach kraju, stawiając na rozróby, chwyty poniżej pasa i sabotaż...?

I jak długo będą totalnie podważać demokratyczną legitymizację obecnych władz (czyli wyborczy mandat Zjednoczonej Prawicy do rządzenia krajem), tak długo będą przez "Nowogrodzką" totalnie olewani, co nie sprzyja odbudowie zaufania społecznego oraz kultury politycznej nad Wisłą.

A przebieg epidemii będzie też z każdym tygodniem coraz silniej weryfikować rzetelność i czysto administracyjną sprawność wszystkich samorządowców. Zobaczymy, kto zda ten egzamin oraz ilu ludziom także tam otworzą się oczy…

 

Oczywiście, jest pewien procent obywateli, nie tych dobrze wiedzących kim są i dlaczego postępują tak, a nie inaczej - ale tych nadal niezakorzenionych, tych "w rozkroku", tych zagubionych i "nadal będących w drodze" , ale także tych ambitnie aspirujących do sfer wcześniej niedostępnych ich rodzicom i dziadkom - czy to społecznych, gospodarczych, czy też kulturalnych - którzy już zbyt wiele zainwestowali intelektualnie i emocjonalnie w narrację o swej rzekomej „nowoczesności”, "postępowości"  oraz „europejskości” - by się teraz przyznać, że po prostu dali się nabrać i wystrychnąć na dudków, wierząc „na słowo” zwykłym oszustom.

 

I ludzie ci „do u… śmierci”  będą, wbrew faktom i nawet wbrew własnemu interesowi, nadal popierać tych szulerów, uważając postacie przez nich lansowane – za autorytety, a nawet i za „człowieków honoru”…

Na szczęście takich lemingów nigdy nie wystarczy, by totalni mogli powrócić w kraju do władzy, chociaż pewne lokalne ogniska tej przypadłości to mogą się jeszcze tlić latami.

I totalni dobrze o tym wiedzą, wcale nie zabiegając o nowych wyborców, jak gdyby przeczuwając – z „krulem i prezydentem Europy” na czele - że bilans i balast ich ośmioletnich rządów na b-a-a-a-a-a-r-d-z-o długo uodpornił Polaków na "czar i urok" drobnych podwórkowych cwaniaczków, nie mających do zaproponowania nic poza pijarem i bajerem, hucpą, negatywnymi emocjami oraz zwykłym kłamstwem...

 

 

 

Bo dzisiejszy podział ról:

PIS, któremu „nadal się chce”, u władzy,

a totalni na marginesie – jest jak najbardziej słuszny, sprawiedliwy i mądry.

I oby trwał jak najdłużej…

Bo totalni, nawet gdyby jakimś fuksem – a wątpię, żeby była to wola większości – dotarli kiedyś do władzy, to i tak powstaje pytanie

– ALE  PO CO...???

Bo oprócz chęci napełnienia swych kieszeni publicznym groszem - poprzez masowe „kręcenie lodów” oraz wcielanie w życie instrukcji swych zachodnich, wschodnich i południowych sponsorów - to ludzie ci nigdy nie mieli, nie mają i nigdy nie będą mieli „pomysłu na Polskę”…, bo to już przekracza ich mentalne horyzonty i zainteresowania.

I stąd powszechnie znany ich brak jakiegokolwiek - poza byciem "antypisem"  - programu politycznego...(którego i tak nigdy by nie potraktowali poważnie - bo gotowi są "wszystko wszystkim obiecać i niczego nie dotrzymać").

  

 

Bo obecnie w tak mocno spolaryzowanej Polsce dokonuje się wielkie wietrzenie i wielkie odsiewania ziarna od plew…

              

 


I dobrze widać, kogo gdzie ciągnie i kto gdzie teraz ląduje… bo w gruncie rzeczy to chodzi o wyznawane wartości, fundamentalną optykę, postawę etyczną i charakter - a nie mogąc zbytnio przyczepić się propolskiego programu Zjednoczonej Prawicy -totalni i ci z nimi „zaprzyjaźnieni”, brutalnie i kłamliwie od lat atakują cechy osobiste ludzi dobrej zmiany, zmieniając politykę w magiel i kloakę.

I od lat usiłują ludziom hucpiarsko wmówić coś, czego nie ma (a ludzie, wyczuwając fałsz tej „narracji”, nie dają się ogłupić – i dlatego wyniki kolejnych wyborów są takie, jakie są).

A o tym, kto tak naprawdę dobrze nam życzy, świadczy, moim zdaniem, b. prosty test.

Jeśli polskojęzyczne, „zaprzyjaźnione redakcje”, będące lokalną odnogą globalnego rotszyldowskiego imperium medialnego – po kimś „brutalnie jeżdżą” – to znaczy, że taka formacja nadal nie dała się ich prawdziwym właścicielom złamać i omamić…

A gdy te same media kogoś wychwalają – to znaczy, że przeszedł już on „na ciemną stronę mocy”, stając się banksterskim narzędziem „w tymkraju”, a na banksterskich receptach to „lokalny naród tubylczy" rzadko kiedy dobrze wychodzi...

Ale „Nowogrodzka”  to powinna przede wszystkim zadekretować swym ludziom zakaz odwiedzania wszystkich „zaprzyjaźnionych redakcji” oraz korzystania z ich produktów. Bo przecież, gdy człowiek przypadkiem wdepnie w coś szpetnego, to nie roztrząsa tego dniami i godzinami, tylko starannie wyciera podeszwę przed dalszą drogą …

- = >Te media są rotszyldowskie ("niemieckie") - a nie polskie...

I dlatego repolonizacja mediów powinna teraz być następnym celem i strategicznym priorytetem rządu.

Agentury to tak szybko się nie wypleni - ale trzeba ją odciąć od wpływu na polskie serca i umysły. Bo milionom obywateli na cito potrzebny jest dziś, niestety, porządny detoks...

"N- I-E   D-A   S-I-E…?"

Bo "Bruksela", bo Niemcy, bo lobby żydowskie, bo USA, bo ANTYPIS, bo"ulica i zagranica", bo..., bo..., bo.... etc.?

Uzdrowienia wymiaru sprawiedliwości

ani okiełznania nadzwyczajnej kasty też podobno nie dało się zrobić…

ani znaleźć pieniędzy dla Polaków...

ani rządzić przede wszystkim dla naszego wspólnego dobra…

Jak to leciało - "rzeczy niemożliwe to robimy od ręki, a tylko na cuda to trzeba trochę poczekać"... ?

 

P.S. A cokolwiek złego i szkodliwego obóz Zjednoczonej Prawicy by nie zrobił, to przynajmniej wiadomo, że nie było to intencjonalne. A błędy i niedociągnięcia to zawsze można skorygować.

I dlatego kredyt społecznego zaufania dla "Nowogrodzkiej" nadal jest dziś tak duży, bo alternatywa, to każdego zdrowo myślącego Polaka po prostu przeraża...

Bo lepiej po prostu zaufać dziś sztukmistrzom z Nowogrodzkiej, niż partaczom z Trójmiasta.

 

https://www.salon24.pl/u/prognozydocenta/1039755,polskie-optimum-pis-u-wladzy-a-brukselczycy-w-opozycji?print=1

 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.4 (głosów:7)