Historia lubi się powtarzać

Obrazek użytkownika Rafał Brzeski
Historia

Obecna gra sił w trójkącie Warszawa-Berlin-Bruksela jest łudząco podobna do miesięcy poprzedzających II wojnę światową,

Przez cały okres międzywojenny Europa nie przyzwyczaiła się do polsko-niemieckiej granicy ustalonej na konferencji pokojowej w Wersalu. Szeroko argumentowano, że przyznanie Pomorza Polsce wcześniej, czy później wymagać będzie korekty w interesie ogólnego uspokojenia stosunków w Europie. 

Po II wojnie światowej zwycięskie mocarstwa odesłały kwestię polsko-niemieckiej granicy do planowanej konferencji pokojowej, która się nie odbyła. Związek Sowiecki, chciał mieć “trzymanie” na Polskę, gwarantując jej zachodnią granicę tylko posłusznie internacjonalnym komunistom, społeczeństwo USA było zainteresowane powrotem żołnierzy do domów, Wielka Brytania i Francja miały na głowie odbudowę gospodarek, tak jak obecnie po epidemii COVID-19. Polska została bez granic zabezpieczonych w traktacie pokojowym. 

W latach międzywojennych w Berlinie ukuto propagandowy termin „polski korytarz”, który w niemieckich narracjach prezentowano jako wymowny absurd polityki międzynarodowej. Mimo protestów Warszawy i faktu, że na terenie Pomorza Gdańskiego mieszkali prawie wyłącznie Polacy, niemiecki “fejk” przyjął się w europejskich mediach. Podobnie w europejskim świecie dyplomatycznym przyjęła się teza, że wschodnie granice Niemiec są nie do przyjęcia i likwidacja „polskiego korytarza” jest konieczna.  Prezydent USA Herbert Hoover uważał „polski korytarz” za „zarzewie przyszłej wojny” zaś francuski premier Pierre Laval za „rzecz monstrualną” i nie do utrzymania.

W przedwojennej prasie niemieckiej mnożyły się dezinformacje i pomówienia. Na użytek odbiorców zachodnioeuropejskich propagandziści Goebbelsa głosili wiadomości o represjach władz polskich przeciwko mniejszości niemieckiej zaś na użytek społeczeństwa polskiego insynuacje, że minister spraw zagranicznych RP August Zaleski jest rzecznikiem powrotu Wolnego Miasta Gdańsk do Rzeszy. Obecnie mamy legendy o dyskryminacji środowisk LGBT i narrację o “ruskim ładzie” premiera Morawieckiego rozpowszechnianą przez pieszczoszka niemieckiej kanclerz.  

W dyplomatycznych kancelariach Europy ostatnich miesięcy międzywojennego pokoju debatowano na poważnie nad możliwościami budowy nadziemnej autostrady na estakadzie podobnej do gigantycznego mostu nad “polskim korytarzem”, albo podobnej autostradzie tyle, że w podziemnym tunelu widząc w takich konstrukcjach najlepsze rozwiązanie narastającego zagrożenia dla europejskiego pokoju. Dzisiaj w brukselskich kuluarach pełnych unijnych celebrytów dyskutuje się ekologiczny plan euro-komisarzy, który sprawi, że zapanuje “sprawiedliwa, ekologiczna i dostatnia przyszłość”, po drogach będą jeździć tylko samochody elektryczne i rowery a Europa stanie się pierwszym kontynentem na świecie neutralnym dla klimatu.

Ponieważ Polska jest przeciwna obdarzaniu szeregowych mieszkańców Europy równym poziomem nędzy w imię maniakalnej ideologii klimatycznej zarzuca się jej brak praworządności, chociaż nikt jeszcze nie określił czym ją należy mierzyć, ani ile kubełków praworządności potrzeba, aby nie dopuścić do “zagłodzenia finansowego” Polski, czym grozi wiceprzewodnicząca Parlamentu Europejskiego i była minister sprawiedliwości Niemiec Katarina Barley. 

Nie tylko pani Barley krąży po głowie myśl, że „nadszedł czas, aby całkowicie oczyścić stosunki między Niemcami a Polską ze wszystkich istniejących problemów”. Tak mówił 24 października 1938 roku niemiecki minister spraw zagranicznych Joachim von Ribbentrop przedstawiając ambasadorowi RP w Berlinie Józefowi Lipskiemu propozycję “całościowego ułożenia” stosunków dwustronnych. Ribbentrop postawił wówczas warunki: „powrót” Wolnego Miasta Gdańsk do Rzeszy, zgoda na  eksterytorialną, należącą do Niemiec autostradę łączącą Prusy Wschodnie z Berlinem oraz eksterytorialną wielotorową magistralę kolejową. 

Obecnie też się stawia Polsce warunki. Warszawa ma do 16 sierpnia potwierdzić, że “w pełni zastosuje się do decyzji” Komisji Europejskiej i wyroku TSUE, pod rygorem kar i sankcji finansowych. Ultimatum to postawiła prawa ręka niemieckiej przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, jej zastępczyni Viera Jourova.

Stawiając żądania terytorialne wobec Polski, Hitler i von Ribbentrop planowali szybkie osiągnięcie panowania w Europie  korzystając z obnażonej podczas konferencji w Monachium słabości i bierności „dekadenckiej” Francji oraz izolującej się Wielkiej Brytanii. Polska miała być wasalem pozbawionym niepodległości w sposób pokojowy w wyniku szantażu oraz nacisków gospodarczych i propagandowych. Wymóg braku suwerenności Polski był fundamentalnym warunkiem powodzenia wielkiej strategii uzyskania dla Niemiec „przestrzeni życiowej” na wschodzie. Dzisiaj “wschód” sam ustami prezydenta Władimira Putina oferuje Niemcom “wspólną przestrzeń gospodarczą” od Władywostoku po Lizbonę, do której, jak wiano, Niemcy mają wnieść podporządkowaną Berlinowi Unię Europejską.

Na miesiące przed wybuchem wojny minister spraw zagranicznych Józef Beck nie miał wątpliwości, że Niemcy chcą z Polski uczynić państwo zależne. Odrzucił ultimatum von Ribbentropa mówiąc w Sejmie “my w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę.” Hitler zdecydował się więc na otwartą agresję, ale w drugiej RP nie pojawił się “polski Quisling”, na wzór norweskiego polityka będącego synonimem kolaboracji z niemieckim okupantem. Wówczas nie pojawił się kandydat. Żaden polski polityk nie upadł tak nisko. 

Premiera: www.tysol.pl

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.6 (głosów:12)

Komentarze

Obecnie, gdy pis wpadł w szał zakupowy na rynku zbrojeniowym Niemcy porzuciły pozory i w pośpiechu, na rympał walą w Polskę. Wiedzą, że mają mało czasu, wiec wszystkie ręce na pokład: bruksela, ambasador, miejscowi zdrajcy...  gorączka jak cholera.

Patrzę w TVN i jestem w szoku, jak mocno sprawy przyspieszyły.

Podoba mi się!
10
Nie podoba mi się!
0
#1674977

po:  "Wówczas nie pojawił się kandydat. Żaden polski polityk nie upadł tak nisko." Czasy się zmieniły i po 80 latach mamy w Polsce Quislingów co niemiara, przepychają się jeden przez drugiego i niemieckich i rosyjskich i  innych, którym mocodawca  odpowiednio zapłaci.

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0

Apoloniusz

#1674986

już nie grozi nam walka na pięści,

dzięki  Bogu i Polskiemu rządowi, nic wiec dziwnego ,ze pewien troll ma znowu wilcze oczy i rece trzęsą mu sie ze strachu

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#1674994

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1674993

Zgadzam się z jednym z przedmówców, że dziś chętnych do sprzedaży Polski jest wielu, ale kandydat na “polskiego Quislinga” jest tylko jeden - ten, który wymawia nazwisko Ribbentrop, akcentując specyficznie głoski "er".

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-1

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Lepiej uczyć się na cudzych!

#1675008

 A Czecia Koperta Polski zapraszająca ambasadora Izraela na obrady senatu ? On jasno mówi: pomóżcie mi , a zaspokoję wasze pragnienia.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1675031

...kiedy my nauczymy się wyciągać wnioski z historii,bo na razie to marnie nam to wychodzi.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Dariusz

#1675042