Budżet 2011 i apel do wszystkich związanych ze sferą budżetową!

Obrazek użytkownika krzysztofjaw
Kraj

Witam
 

Pozwalam sobie zwrócić się niniejszym do wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób są związani ze sferą budżetową a w szczególności: jej pracowników, związków zawodowych, organizacji i stowarzyszeń ją reprezentujących.
 

Wczoraj rząd ogłosił założenia konstrukcji budżetu RP na 2011 rok o czym pisałem m.in. TUTAJ a czym szczegółowo można przeczytać TUTAJ.
 

Ogólnie wspomnę tylko o tak naprawdę dwóch założeniach, które z punktu widzenia nas wszystkich możemy odczuć bardzo boleśnie:

1. "W budżecie na 2011 r. rząd nie zakłada wzrostu wynagrodzeń w sferze budżetowej (...) - Nie zakładamy w budżecie 2011 wzrostu wynagrodzeń w sferze budżetowej, to element oszczędnego i ostrożnego budżetu, który chcemy przedstawić na 2011 rok. Wskaźniki znalazły się już w porządku obrad czwartkowego Komitetu Stałego Rady Ministrów, w przyszłym tygodniu zajmie się nimi rząd..." (Źródła: j.w oraz TUTAJ i TUTAJ)). Jedyną grupą, która może liczyć na ewentualne podwyżki (nawet 10%) są nauczyciele!

2. "Rząd pewny wsparcia przez nowego prezydenta szykuje oszczędności. Jeśli wystarczy mu odwagi przed wyborami, to za parę lat zaoszczędzi kilkadziesiąt miliardów złotych podatników rocznie (...) Minister finansów Jacek Rostowski (...) przedstawił plan reform, które rząd Tuska chce przeprowadzić do przyszłorocznych wyborów parlamentarnych. Odkurzył cztery projekty, których poparcia w marcu odmówił prezydent Lech Kaczyński: wprowadzenia tzw. reguły wydatkowej, reformy emerytur mundurowych, nowelizacji ustawy rentowej i zmiany reguły wydatków na obronność (...) Zniesienie mundurówek miałoby dawać w 2060 r. nawet kilkanaście miliardów złotych oszczędności rocznie. Reforma systemu rentowego ma ograniczyć liczbę nowych rencistów. Chodzi o taki sposób naliczania renty, żeby przejście na nią było mniej opłacalne niż praca do emerytury..." (Źródła: j.w. oraz TUTAJ).
 

Bardzo istotną informacją jest ta o przyjęciu tzw. reguły wydatkowej! " Reguła wydatkowa ma być swego rodzaju kagańcem nałożonym na wydatki budżetu - mogłyby rosnąć co roku maksymalnie o wskaźnik inflacji plus 1 pkt proc. - Reguła wydatkowa jest kluczowa, bo w latach 2005-07 nie skorzystaliśmy z dobrej koniunktury i nie ograniczyliśmy wydatków budżetu - uważa minister Rostowski. Rząd liczy na 3 mld zł oszczędności już w przyszłym roku. W 2012 r. miałyby osiągnąć 5,5 mld zł. Gdyby reguła wydatkowa obowiązywała do 2015 r., budżet nie wydałby 45 mld zł (Żródło: TUTAJ). "Do wydatków objętych regułą wydatkową zaliczane byłyby zatem przede wszystkim wydatki na wynagrodzenia, wydatki bieżące jednostek zaliczanych do sfery budżetowej, dotacje oraz wydatki majątkowe" - uzasadnia rząd w projekcie" (Źródło: TUTAJ). Cóż to oznacza dla NAS w przyszłości? Z punktu widzenia np. pracowników budżetówki realny wzrost wynagrodzeń rocznie tylko o 1% (czyli np. zrealizowanie przyszłorocznej obietnicy podwyżek dla nauczycieli mogłoby być ich w takiej skali ostatnią). Co dalej? Ekonomiści ostrzegają, że obecny kryzys wcale się nie skończył a w obliczu potężnego długu publicznego i ogromnego deficytu w Polsce... może okazać się, że możemy mieć stagnację lub recesje gospodarczą? A to z kolei oznaczać może tylko jedno: dalsze oszczędności. I tutaj kluczowym słowem zwrotem jest taki oto: "wydatki budżetu... MOGŁYBY rosnąć co roku maksymalnie o wskaźnik inflacji plus 1 pkt proc."... A więc tylko mogą maksymalnie tak wzrosnąć ALE NIE MUSZĄ!
 

Rząd niestety też wyciąga rączkę po inne środki, które miały gwarantować np. zmniejszenie dla Polaków negatywnych skutków starzenia się społeczeństwa: "Propozycja rządu, by już w 2010 r. zabrać z Funduszu Rezerwy Demograficznej i przeznaczyć na bieżące wypłaty rent i emerytur 7,5 mld zł jest działaniem przedwczesnym i krótkowzrocznym - oceniają eksperci organizacji Pracodawcy RP. Pracodawcy RP otrzymali we wtorek do konsultacji projekt rozporządzenia Rady Ministrów "w sprawie wykorzystania w 2010 r. środków FRD na uzupełnienie wynikające z przyczyn demograficznych niedoboru funduszu emerytalnego". Wynika z niego, że rząd chce przesunąć z FRD na wypłaty bieżących rent i emerytur kwotę 7,5 mld zł. Jak podkreślił rząd w uzasadnieniu projektu, ustawa budżetowa daje możliwość zasilenia FUS z FRD. "Według szacunków MF, we wrześniu 2010 r. zostanie wyczerpana dotacja budżetowa do FUS. W tym momencie konieczne stanie się jego zasilenie, by zapewnić wypłatę świadczeń emerytalno-rentowych" - czytamy w uzasadnieniu. Zdaniem Pracodawców RP, "nie można zgodzić się na to, by zasypywać dziurę budżetową środkami z Funduszu Rezerwy Demograficznej". "FRD nie jest kasą zapomogowo-pożyczkową, której zadaniem jest zasypywanie dziury budżetowej powstałej w wyniku złego zarządzania finansami publicznymi i zaniechaniem koniecznych reform emerytalnych" - twierdzą pracodawcy. Podkreślają, że wydatki z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych coraz bardziej przewyższają wpływy ze składek. - W efekcie w 2010 r. państwo musi zasilić budżet FUS blisko 66 mld złotych, ale to nie oznacza, że nadszedł moment, by już teraz korzystać z zasobów gromadzonych na potrzeby emerytalne Polaków w przyszłości - argumentuje ekspertka Pracodawców RP Magdalena Janczewska. - Liczba osób pracujących, w stosunku do pobierających świadczenia z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, będzie sukcesywnie rosła. Obecnie na 1000 osób w wieku produkcyjnym przypada średnio 250 osób w wieku poprodukcyjnym. W 2030 r., według prognoz Głównego Urzędu Statystycznego, liczba ta wyniesie 462, a w 2050 r. już przeszło 750 osób - powiedziała Janczewska. FRD istnieje od 2002 r. Jego środki mogą być wydawane wyłącznie na uzupełnienie niedoborów w systemie emerytalnym, spowodowanych przyczynami demograficznymi. Funduszem zarządza ZUS. Do 2009 r. FRD był zasilany głównie z części składek emerytalnych (0,35 proc. podstawy kwoty wynagrodzenia, od którego obliczane są składki emerytalne). Od 2009 r. do funduszu wpływają pieniądze uzyskane z prywatyzacji (zgodnie z przepisami powinno być to 40 proc. tych wpływów rocznie). FRD to jedyny fundusz ZUS, który dysponuje realną gotówką (w innych są to tylko zapisy księgowe) i inwestuje swoje środki". (Źródło: TUTAJ)

Poza tym od nowego roku akademickiego nie będzie obiecanej ulgi transportowej dla studentów (ma być dopiera za 1,5 roku, czyli de facto od drugiego semestru 2012 lub tez od października 2012. Taki okres raczej wyklucza wprowadzenie tej ulgi a rząd studentów potraktował jak "łatwowierne rączki do głosowania" obiecując coś, na co być może w ogóle nie ma zgody PO a co może być jej argumentem w kolejnych, nadchodzących wyborach, czyli: "Młodzi, kochani, wykształceni lub kształcący się! Głosujcie na nas kolejny raz! Przecież obiecaliśmy Wam ulgę transportową!"... I co... a nie może się okazać, że po kolejnym sukcesie wyborczym PO powie: "ulga transportowa tak, ale za półtora roku a nie od najbliższego roku akademickiego"? (taka dygresja... działanie takie nazywa się rolowaniem obietnic - mistrzami w tym były rządy komunistyczne w Polsce i nie tylko u Nas).

Pragnę też zwrócić uwagę na wypowiedzi dyżurnych ekspertów, których często kontrowersyjne zdania i wypowiedzi mogą  (aczkolwiek nie muszą) być traktowane przez rząd jako "probierz reakcji społecznej" a też często (oczywiście nie zawsze) znajdowały odbicie w późniejszych projektach rządowych. Wskazać w tym miejscu chciałbym np. taka oto informację: "A KRUS? Dziś nawet najbogatszy rolnik płaci niewielkie składki emerytalne, a państwo dopłaca do emerytur rolniczych 15 mld zł rocznie. - Jest bardzo dobra propozycja opisana przez Michała Boniego, by najbogatszych rolników przenieść z KRUS do normalnego systemu. Bogatsi rolnicy się tego nie boją, bo przecież na nas głosowali - podrzuca minister Rostowski. Szef doradców premiera Michał Boni jednak odpowiada: - Nie ma planów, by najbogatszych rolników przenosić do ZUS. Nie ma też pomysłu, by KRUS zlikwidować. Trwają prace ekspertów nad reformą - mówi "Gazecie". Petru ostrzega, że pogorszenie sytuacji na rynkach finansowych sprawi, że będziemy musieli zająć się tymi sprawami pod przymusem. - KRUS i mundurówki łatwiej przeforsować niż reformę służby zdrowia - przekonuje. Namawia do większej oszczędności w wydawaniu państwowych pieniędzy: - Z większą dyscypliną sprawdzać przyznawanie rent i zasiłków chorobowych, zlikwidować ulgę prorodzinną czy becikowe dla najbogatszych, zastanowić się nad obniżeniem zasiłku pogrzebowego, bo w Polsce jest jeden z najwyższych w Europie - wymienia. Dziś wynosi on około 6,5 tys. zł, europejska średnia to równowartość ok. 2 tys. zł". (Źródło: TUTAJ).

Przepraszam za tak długi tekst z tak wieloma cytatami i tekstami źródłowymi.  Uważam jednak, że ważne jest aby wiedzieć, co obecnie dzieje się w Polsce... Przez całe trzy lata rząd PO tylko administrował Polską i prowadził cały czas kampanię wyborczą. Zaniedbania są ogromne, ale tak naprawdę rząd D. Tuska rządził tylko jedną metodą pozwalającą mu dalej funkcjonować, trwać i mamić Polaków "zieloną wyspą" - to życie na kredyt i sprzedaż resztek majatku narodowego (np. stocznie a teraz - oby mu się nie udało - gaz łupkowy!). Pomijając na razie tzw. prywatyzację  chcę wskazać, rząd po prostu zadłużał naszą Polskę w imię partykularnych, teraźniejszych dla niego i PO interesów. Według niektórych analityków i statystyków rzeczywisty dług publiczny sięga w Polsce nie 700 mld złotych a nawet 3 biliony złotych, czyli 220% PKB! (Żródło: TUTAJ) co daje około 80 tys. zł długu na statystycznego Polaka (wliczając w to dzisiejsze niemowlaki!)... Spłacać ten dług będą jeszcze nasze wnuki. Tego typu zadłużenie jest de facto niespłacalne a jednocześnie ubezwłasnowalnia Polskę wobec instytucji finansowych takich jak: Bank Światowy czy MFW (np. wymuszając na Polsce otwarcie elastycznej linii kredytowej, za którą - nawet z niej nie korzystając - płacimy 180 mln USD rocznie... nawiasem mówiąc śp. Prezes NBP Skrzypek ostro sprzeciwiał się podpisywaniu umów na taką linię kredytową, natomiast nasz Ministerek, quasi ekonomiczny magister V. Rostowski na kolanach dziękuję światu za taką możliwość!). (o niespłacalności długu publicznego świetnie napisał Chłodny Żółw w tekście: Europa bankrutuje? - co za zaskoczenie...).
 

I na koniec wspomniany apel do wszystkich w jakikolwiek sposób związanych ze sferą budżetową.
 

Nie pozwólcie sobą manipulować. Nie dajcie się zatomizować, wewnętrznie skłócić. Bo czyż nie taki cel przyświeca np. zapowiedziom rządu, że wszyscy (od urzędnika administracji po policjanta) mogą pożegnać się z podwyżkami ale nauczyciele je dostaną!? (zapewne tylko w 2011 roku i liczone w realnej skali podobnie jak słynne już 30% podwyżki, o których mówił B. k.... w debacie telewizyjnej z doktorem Jarosławem Kaczyńskim). Solidarność w 1980 roku wygrała (choć w konsekwencji połowicznie) tylko dzięki temu, że wszyscy byli jednością, byli Solidarni i mimo wysiłków komunistów (słynne antagonizowanie górników z innymi grupami zawodowymi: górników dopieszczano aby wzbudzić wobec nich nienawiść innych np. stoczniowców!) jako Naród nie daliśmy się traktować jak sterowalne bydło, motłoch, tłuszcza! Pamiętajmy o tym dzisiaj, bogatsi o doświadczenia przeszłości! Proszę!

 

Pozdrawiam

 

ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD... http://krzysztofjaw.blogspot.com/; kjahog@gmail.com

 

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Po części słusznie prawisz. To nie są reformy tylko zwykłe dziadowskie oszczędności. Tzw. reforma armii woła o pomstę do nieba i jest tak naprawdę likwidacją naszych sił zbrojnych. Prawdziwa reforma powinna polegać na całkowitym i kompleksowym odbiurokratyzowaniu kraju. Czyli zmniejszeniu ilości procedur i instytucji a przez to i ilości urzędników, a nie dziadowaniu na ich uposażeniach. Urzędników powinno być 5 razy mniej tak samo jak durnych raportów sprawozdań i procedur zamówień publicznych. Ale tego TEN rząd nie zrobi...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#71970

Witam

Zdaję sobie sprawę z konieczności głębokich oddolnych reform. Sądzę też, że sfera budżetowa jest daleko za mocno rozbudowana. Mam też pretensje o tworzenie przez nią "państwa w państwie", czyli "klanu urzędniczego" traktującego zwykłego obywatela jak petenta a nie klienta, dzięki któremu funkcjonuje (poprzez odprowadzanie podatków). Tak... jest wiele nieprawidłowości i ekonomicznych anachronizmów i absurdów występujących w sektorze budżetowym. Natomiast to wymaga zmian systemowych a nie działań doraźnych skupiajacych się li tylko na zaciskaniu pasa... to tak (przepraszam za tego typu dygresję) jakby jedyną skuteczną metodą walki z tzw,: "moczeniem nocnym dziecka" byłą cosdzienna wymiana jego posciekli i daanie mu mniejszej ilości napojów... a nie poście do lekarza i poszukiwanie przyczyn takiego stanu dziecka... i późniejszym ich leczeniu...

Rząd PO jest bezrządem "w krótkich spodenkach" i takim pozostanie w historii... jako najgorszy rząd od 1989 roku... a premier nie zasługuje nawet na miano "słoneczka Pedru" a na miano" zaćmienie Słoneczka Peru"...

Wokół nas jest ciemno... choć wmawia się nam propagandowo, że jasność jest ooślepiająca... faktycznie oślepieni tą jasnoscią członkowie rządu, PO, B. k... błądzą po omacku...

Problemem jest to, że mogą natrafić na minę, któa rozwali cały dom, Naszą Polskę!

Pozdrawiam

krzysztofjaw
http://krzysztofjaw.blogspot.com/; kjahog@gmail.com)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

krzysztofjaw

#71973

W Polsce jest źle właśnie dlatego, że mamy za duże wydatki budżetowe. W dobrze zorganizowanym państwie wystarczy że 10% tego co ludzie wypracują trafia do budżetu. U nas ludziom zabiera się ok. 50% czyli 40% naszych owoców pracy jest zwyczajnie rabowane. Prawy patriota, który kocha swój naród powinien energicznie działać na rzecz zakończenia tego rabunku, a nie blokować nawet te symboliczne kroczki rządu wykonywane w dobrym kierunku.
Pozdrawiam. Bacz
Pisałem: http://bacz.salon24.pl/199260,urzednicy-i-budzetowka-zarabiaja-za-duzo

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pozdrawiam. Bacz

#71995