Do babci na Sępa - opowiadanie

Obrazek użytkownika Kapitan Nemo
Kultura

Było to jeszcze przed wyborami, gdy w pobliżu śmietnika zagadnęła mnie babcia Kitwaszewska: starsza pani z drugiej klatki na pierwszym piętrze. Babcia chciała się dowiedzieć, dlaczego zapłaciła tak duży rachunek za gaz, choć przez cały miesiąc nie włączała kaloryferów, siedząc w domu w dwóch paltach i śpiąc pod pierzyną, choć to dopiero październik. Odpowiedziałem babci, że ja też takie rachunki płacę, gdyż gazownia liczy sobie koszty stałe i abonament - niezależnie od tego, czy się gaz zużywa, czy też siedzi w domu w kożuchu, przy wyłączonych kaloryferach. – A to sk…., to znaczy… skubańcy – poprawiła się babcia Kitwaszewska, jednakowoż żegnając się natychmiast znakiem krzyża, gdyż zdała sobie sprawę z możliwości popełnienia grzechu.

- Skubańcy? – powtórzyłem za babcią Kitwaszewską – To są skurwiele, Pani Kitwaszewska - gdyż inaczej nie można ich nazwać !– potwierdziłem grzeszne domysły babci o naszej postępowej władzy, na co twarz babci się rozjaśniła, gdyż zapewne uznała mnie za swojego chłopa - godnego wysłuchania jej problemów. Kto wie – może nawet i za spowiednika? I tak, w rozluźnionej już atmosferze, opuszczając rejon osiedlowego śmietnika, babcia Kitwaszewska wyżaliła mi się, że od trzech miesięcy stołuje się u niej jej wnuczek – Rysio lat 26, od trzech miesięcy bezrobotny. Dowiedziałem się, że wnuczek bezskutecznie poszukuje jakiejkolwiek pracy a zasiłku mu jeszcze nie przyznali, gdyż przed zwolnieniem z pracy, pracował na budowie „na czarno”, czyli bez dowodu, że w ogóle kiedyś pracował...

W trakcie spowiedzi babci Kitwaszewskiej dowiedziałem się także, że największym problemem babci nie jest to, że wnuczek Rysio, lat 26 i bezrobotny – jest bez pracy, ale to, że w czasie babcinych obiadków, Rysio usiłuje nawrócić babcię na postępową partię, jako jej zagorzały zwolennik, a może nawet i wierny. Z kolei, babcia Kitwaszewska, jako wierna słuchaczka Radia Maryja nie dała się, jak do tej pory Rysiowi na postępową partię nawrócić tym bardziej, że babcia zaczęła podejrzewać wnuczka, że wpadł w jakąś niebezpieczną sektę, która obiecuje Rysiowi raj na ziemi. Podatność Rysia lat 26 na sekty była dla babci w pełni potwierdzona, gdyż Rysio partii wierzył bez granic – nadal będąc bez pracy.

Ale i to nie było najgorsze: babcia, niemal roniąc łzy, zaczęła mi się żalić, że jej wnuczek – zamiast szukać roboty – dał się teraz uwieść jakiemuś politykowi postępowej sekty, któremu za darmo zaczął rozwieszać plakaty wyborcze po nocach i nosić po domach jego ulotki, niczym świadek Jehowy. Wprawdzie polityk ten obiecał Rysiowi, że go zatrudni, gdy tylko wybory wygra, ale dla babci Kitwaszewskiej był to tylko pretekst do wykorzystania naiwnego Rysia lat 26 przez sektę. Rysio bowiem przechowuje u babci plakaty tego polityka, na których jak byk pisze, że kandydat postępowej partii Artur Sęp, startuje z 10-tego miejsca, a więc sama sekta uznała, że Sęp jest za mało wiarygodny, by coś wygrać… Mimo to, Rysio lat 26, od trzech miesięcy bezrobotny, „jest tak wpatrzony w Sępa, że nie przekonują go żadne argumenty” – dodała bezradna babcia Kitwaszewska…

I tak, z babcią Kitwaszewską uknuliśmy plan na wnuczka Rysia, lat 26 , bezrobotnego od trzech miesięcy. Babcia dała się przekonać, że w związku z podwyżką cen gazu i obiecaną przez postępową partię podwyżką VAT-u, musi wziąć swoje sprawy w swoje ręce. W tym celu babcia Kitwaszewska, zatrudni doradcę inwestycyjnego w mojej osobie, który poprowadzi babci interes, czyli biznes. I tak, ustaliłem cenę za babciny obiad dwudaniowy na 10 złotych, a z budyniem na złotych 12. Sam swoje usługi wyceniłem na 2 złote dziennie, co oznaczało darmowy budyń, gdyż także podjąłem decyzję, by się stołować u babci Kitwaszewskiej...

Już następnego dnia, uprzedziwszy przedtem babcię Kitwaszewską, pojawiłem się z dwoma emerytami z naszego bloku, których naciągnąłem na obiad u babci, po dysze od głowy. Naciągać specjalnie ich nie musiałem, gdyż jako wdowcy, dosyć już mieli kiełbasy na gorąco z ziemniakami i jajecznicy. I tak, rozsiedliśmy się przy stole, czekając na wnuczka, wsłuchując się w odgłosy z kuchni, gdzie babcia Kitwaszewska przygotowywała obiadek… Gdzieś tak około drugiej, zadzwonił dzwonek i w drzwiach pojawił się wnuczek Rysio, lat 26 i od trzech miesięcy bezrobotny – z plikiem plakatów kandydata postępowej partii pod pachą. Gdy otwierałem drzwi, babcia Kitwaszewska nalewała już zupę do talerzy...

– Pan w jakiej sprawie? – zapytałem stanowczo. – Ja ? Ja do babci… - zdezorientowany odpowiedział Rysio, lat 26, od trzech miesięcy bezrobotny, spoglądając na mnie podejrzliwie. Stojąc tak w drzwiach, odpowiedziałem równie stanowczo: – Teraz to niemożliwe, gdyż babcia Kitwaszewska właśnie wydaje obiady…- uchyliłem drzwi szerzej, by widać było pokój stołowy, czteroosobowy stół z dwoma stołownikami i babcię podającą talerze z dymiącą zupą. Rysia zamurowało….Stał tak w połowie drzwi, nie wiedząc co robić dalej, gdyż babcia Kitwaszewska zniknęła w kuchni, szurając garnkami. Przybyły na posiłek jeden z sąsiadów, trzymając łyżkę w ręku krzyknął w moim kierunku: - Panie Zenku, niech pan zamknie drzwi, bo zupa panu wystygnie !

W tym momencie Rysio lat 26, od trzech miesięcy bezrobotny odzyskał mowę, stwierdzając: - Ale ja też na obiad przyszedłem… Nie przepuszczając Rysia do środka, znowu stanowczo stwierdziłem: - Proszę pana, ale od dzisiaj na obiady do babci Kitwaszewskiej trzeba się u mnie rejestrować. Cena obiadu wynosi 10 złotych, zaś z budyniem tylko 12 złotych. Proszę, tu jest mój telefon… Gdy będzie się Pan chciał zarejestrować na obiad, proszę wieczorem lub nawet jeszcze rano zadzwonić…Wie pan, chętnych do babci Kitwaszewskiej jest sporo.. – powiedziałem spokojnie, dając wnuczkowi karteczkę z wypisanym numerem telefonu i z nagłówkiem : „Pan Zenek”.

W Rysia, jakby piorun trafił, gdyż już hardo zapytał: - A pan, pan to kto właściwie jest ? - Ja ? Ja jestem doradcą inwestycyjnym babci Kitwaszewskiej – znowu spokojnie odpowiedziałem. Na moją odpowiedź, babcia Kitwaszewska odkrzyknęła z kuchni, podsłuchując przebieg rozmowy: - Tak Rysiu, pan Zenek jest moim doradcą ! W tym momencie, w korytarzu pojawił się jeden ze stołowników, zwalisty pan Józio – emerytowany hutnik, o dłoniach jak chleb nałęczowski – jeśli ktoś go jeszcze pamięta. Na jego widok, wnuczek Rysio, lat 26, od trzech miesięcy bezrobotny cofnął się za próg, ja zaś – zamykając za nim drzwi jeszcze raz powtórzyłem: - Proszę zadzwonić do mnie wieczorem lub jutro rano, to też pana zarejestruję. Opłata za obiad z góry! - zamknąłem drzwi przed nosem Rysia, który stał jak oniemiały z plakatami pod pachą.

Ten sam scenariusz powtórzył się następnego dnia. Rysio, lat 26 i bezrobotny - oczywiście nie zadzwonił do mnie, by umówić się na obiad. Przyszedł jednak w tej samej porze i jak zwykle z naręczem plakatów kandydata postępowej partii. Trzymając Rysia przy na wpół otwartych drzwiach - aby mógł widzieć stołowników babci Kitwaszewskiej i ją samą, krzątającą się przy wydawaniu posiłków, powiedziałem: - Proszę pana, już wczoraj panu mówiłem, że trzeba wcześniej do mnie zadzwonić, żeby zarezerwować sobie miejsce przy stole. Powiedziałem też panu, że cena za obiad dwudaniowy wynosi 10 złotych, a z budyniem 12 złotych… Rysio lat 26 i bezrobotny od 3-ch miesięcy poczerwieniał, chciał wykonać jakiś gest, aż mu wyleciały na ziemię plakaty i w końcu wybuchnął: - Pan chyba nie wie, z kim pan rozmawia, ja też jestem doradcą ! I wie pan kogo ? Ja jestem doradcą samego Sępa – kandydata naszej postępowej partii!

- A to niczego nie zmienia, proszę pana – odpowiedziałem słysząc, jak Władzio i zwalisty Józio odsuwają krzesła, by przyjść mi z pomocą: – Powtarzam więc: obiadek u babci Kitwaszewskiej kosztuje 10 złotych a z budyniem 12 złotych. Niestety - nie ma możliwości, aby dostał pan obiad za darmo, tylko dlatego, że zna pan Sępa!  

Rysio, lat 26, od trzech miesięcy bezrobotny, widząc pana Władzia i zwalistego Józia, nagle stracił cały rezon, odwrócił się na pięcie i ruszył po schodach, gubiąc resztę plakatów kandydata postępowej partii.... Tak zapewne powstało słynne na naszym osiedlu powiedzenie: „chciał się załapać na sępa”, a co dotyczyło wnuczka babci Kitwaszewskiej, Rysia lat 26, bezrobotnego - który chciał się załapać na darmowy obiadek, powołując się na jakiegoś Sępa.

Od tego dnia dom babci Kitwaszewskiej zapełniał się w porze obiadowej stołownikami z naszego bloku, którzy pomagali babci w zmywaniu a nawet domowych porządkach. Radio Maryja ryczało na cały regulator a sława obiadków babci Kitwaszewskiej dotarła i do innych bloków tak, że babcia musiała wymienić stół na większy – ośmioosobowy. Na stoły zamieniła się z panem Władziem, który po śmierci swojej żony Lusi nie organizował już większych przyjęć, a pić już dawno przestał ze względu na wątrobę. Dyżur przy drzwiach zaczął pełnić zwalisty Józio, na wypadek, gdyby bezrobotny Rysio lat 26, chciał się znowu „załapać na Sępa” , czyli na darmowy obiadek u babci Kitwaszewskiej.

I tak o bezrobotnym Rysiu, lat 26 byśmy zapomnieli, gdyby nie jeden telefon, pewnego sobotniego poranka. To Rysio do mnie zadzwonił z grzecznym pytaniem, czy mogę go zarejestrować na niedzielny obiad u babci Kitwaszewskiej. Jako doradca babci, nie odmówiłem Rysiowi… A było to już po wyborach, gdy Sęp przepadł a z nim zapewne i wiara Rysia lat 26 w jakiekolwiek zatrudnienie przez sektę Sępa.

Rysiu przyszedł, ubrany jak na niedzielę przystało, uiścił 12 złotych i zasiadł przy ogromnym stole, wraz ze stołownikami z sąsiedztwa. Wśród gwaru rozmów i pobrzękiwaniu sztućców, gdyż babci Kitwaszewskiej pomagały dwie sąsiadki -obecność Rysia byłaby niezauważona. Gdy wreszcie sama babcia zasiadła przy stole przy talerzu zupy, Rysiu lat 26 nagle odezwał się: - Babciu, ja znowu mam pracę !

– U tego Sępa??? – trwożliwie zapytała babcia Kitwaszewska, podnosząc głowę znad talerza.

– Nie, nie u Sępa…Pracuję na budowie…- odpowiedział Rysio, lat 26.

– Na czarno, wnusiu ? – spokojniej zapytała babcia.

– No tak, na czarno, bo przecież innej pracy w tym kraju nie ma… Stało się dla wszystkich nagle jasne, że Rysiowi lat 26, pracującemu na czarno,  udało się jednak wyrwać z sekty Sępa…

Sąsiedzi pokiwali ze zrozumieniem głowami i rozmowa swobodnie potoczyła się w kierunku raju, który obiecała postępowa sekta takim naiwniakom jak Rysio lat 26: obecnie zatrudniony na czarno na budowie…

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Jak się rozejrzec PO miniSterstwach/a może i maxi/,róznych radach nadzorczych,mirach,zdzichach,gradach czy koparkach to widać ze oni wszyscy "na sępa",tylko, cholera, Rysi ubywa zbyt wolno.
Pozdrowienia
zib1

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pozdrowienia
zib1

#109360

Nie zdziwiłbym się jak niedługo ci uwielbiani będą znienawidzeni. Nic bardziej nie boli jak zawiedzione obiecanki . Cierpliwości. Opowiadanie super. Przeczytałem z przyjemnością. Nie myślę ze to jest " Syzyfowa Praca". Dziękuje i gratuluje autorowi.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

capitanemo

#109401

to jest samo życie...

dobrze, że Rysio'wi lat 26, pracującemu na czarno...

nie udało się schować babci dowodu...

dyszka po dwakroć...

za mnie i obiadek u babci dla mojej żonki...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

... to przyjemne czasami żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi...

#109412

Jan Bogatko

...znam w Bonn Polaków, pracujących na czarno i głosujących z zapałem a to na Napieralskiego, a to na Tuska. Są oczywiście postępowi i zaliczają się do inteligencji, podstawówka plus,

pozdrawiam,

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Jan Bogatko

#109420

Ich to nobilituje, że głosując na „postęp” stają się „europejczykami” … W Bonn na takich wołają: Schwanz. A im się wydaje, że to ktoś czcigodny, prawie „echte deutsche”… Zresztą, i za komuny ktoś te sztandary nosił…

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#109450

Po przeczytaniu tego opowiadania jest mi bardzo smutno... :(
Czerwonym sępom zasiepałabym moją piąstką prosto w ryło,
bo absolutnie żadna litość i sentymenty przy wymierzaniu
kary nie wchodzą w grę.

Zostawiam 10 i pozdrowienie

PS.
Na marginesie zapytam, czy działalność gastronomiczna Babci rozliczona z fiskusem ? :D

____________________________
"Tylko orły szybują nad graniami i nie lękają się przepaści, wichrów i burz. Musicie mieć w sobie coś z orłów! - serce orle i wzrok orli ku przyszłości."
- Prymas Tysiąclecia Stefan Wyszyński

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#109472

Doradca babci nie był taki głupi, by Donkowi odprowadzać podatki. I to radzę każdemu, kto jeszcze pamięta akcję Donka przeciwko rządowi J. Kaczyńskiego pt. „nieposłuszeństwo obywatelskie”. Jest to jedyne rozsądne działanie, by uratować się przed rajem Tuska za 23% VAT-u. Bo z tego ani emerytura większa, ani tańszy obiadek u babci…

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#109480

Gdybym mógł oceniać ... to 10.Gdyby więcej tych babć,doradców,Panów Józiów -emerytowanych hutników,nawróconych wnuczków byłoby pewnie lepiej.
Pozdrawiam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#109500

Doskonały koncept......10.

Pozdrawiam serdecznie.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#109538