Alfred Nobel w barze mlecznym „Pierwiosnek

Obrazek użytkownika Kapitan Nemo
Kultura

Pan Władzio, emerytowany urzędnik Wojewódzkiego Urzędu Pracy od pół godziny stał w kolejce do baru mlecznego „Pierwiosnek”. Pod pachą trzymał gazetę, którą kupił tylko ze względu na wiadomość o kolejnej tragedii, którą wszyscy żyli od wczoraj. A poza tym, dzisiaj były urodziny pana Władzia, więc mógł sobie sprawić jakiś mały prezent…

Bar mleczny „Pierwiosnek” był ostatnim reliktem peerelowskiego handlu, który ostał się w ich mieście i to tylko dlatego, że opozycyjni radni wywalczyli dla niego dofinansowanie z budżetu. W tej sprawie odbyły się gorszące obrady rady miasta, gdyż rządzący radni postępowej partii uznali, że bar mleczny „Pierwiosnek” jest wstydem i hańbą dla grodu, do którego przybywają goście zagraniczni, niejednokrotnie nawet z Europy. Koniec końców, opozycja wygrała i to tylko dzięki prezydentowi miasta, który zreflektował się, że może stracić dużo głosów w nadchodzących wyborach. I tak, bar mleczny „Pierwiosnek” się wybronił, choć do jego menu wprowadzono także dania mięsne, jak mielony czy pulpety w sosie - które w czasach PRL-u były niedostępne w barach mlecznych, a jedynie w restauracjach, zwłaszcza w tych z dansingiem…

Nie mniej jednak, co roku odbywały się wielogodzinne przepychanki, przy okazji uchwalania budżetu. Nie obywało się przy tym bez lamentów na temat wizerunku prastarego, europejskiego grodu, w którego centrum codziennie stała, jak za PRL-u, kolejka oczekujących na wejście do baru mlecznego. Padały przy tym propozycje, by bar przenieść na przedmieścia lub zrobić wejście od zaplecza, czyli od podwórka, aby ukryć wstydliwą kolejkę, oczekujących na sponsorowany posiłek. Kilku radnych rządzącej krajem i miastem partii zaproponowało nawet, aby na budynku, w którym mieści się bar umieścić neon: „Equity Funds” sugerujący, że czekający na ulicy konsumenci baru „Pierwiosnek”, to w istocie gracze giełdowi. Pomysł jednak upadł, podobnie jak i kolejna propozycja, by zasłonić kłębiący się tłumek olbrzymim bannerem z hasłem rządzącej partii: „Żeby żyło nam się lepiej”…Po przepychankach, budżet zatwierdzano i przez kolejny rok bar mleczny „Pierwiosnek” odwiedzała niemalejąca liczba klientów, mimo niewątpliwego, dynamicznego rozwoju kraju, nazywanego przez partyjnych ekonomistów, jako „Zielona Wyspa”.

Dochodząc z tacą do kontuaru, na którym wystawione były zimne dania: piętrzące się bułki z serem i rogale, surówki, twarożki ze szczypiorkiem i śmietaną oraz kompoty, a za kontuarem -ubrane w białe kitle pracownice baru, sprawnie nakładające na talerze specjały z olbrzymich, parujących garów - pan Władzio szybko zamówił pomidorową z ryżem i gołąbki z ziemniakami, gdyż stojący za nim tłum już napierał, nie pozwalając na dłuższe zastanawianie się… - Wezmę jeszcze kisiel! – pomyślał w ostatniej chwili, przypominając sobie o swoich urodzinach…

Pan Władzio zaczął stołować się w barze mlecznym „Pierwiosnek” od czasu śmierci swojej żony, czyli od dwóch lat. Ale jeszcze, jako student często ten bar odwiedzał a smaku krokieta z jajkiem nie zapomniał do dzisiaj. Właśnie w tym barze pan Władzio poznał swoją przyszłą żonę, Lusię… Szczęśliwie jednak - emerytura, którą uzyskał po 40-latach pracy, pozwalała mu na barowe szaleństwa, chociaż za sam dojazd do centrum miasta pan Władzio musiał codziennie zapłacić aż 3 złote. Wychodził więc z domu około jedenastej i tramwajem dojeżdżał do pętli w centrum, skąd już piechotą dochodził do baru, zlokalizowanego przy głównej arterii. Liczny tłum, stojący na chodniku przed barem był jak latarnia morska, na którą kierował się każdy, zagubiony w tym mieście i zgłodniały wędrowiec.

Dochodząc do baru mlecznego, pan Władzio zawsze czuł dziwne, zapomniane już dawno drżenie serca tak, jak przed randką z Lusią, gdy jeszcze nie byli małżeństwem. Może dlatego, bar „Pierwiosnek” stał się dla pana Władzia rodzajem substytutu zmarłej dwa lata temu żony mimo nawet tego, że smak i jakość oferowanych przez bar potraw, stanowiła tylko dalekie echo tego, co Lusia potrafiła przyrządzić… - Ale kisiel to mają wyborny…- pan Władzio podsumował swoje reminiscencje o barze ”Pierwiosnek”…

Jadąc tramwajem, pan Władzio albo patrzył na przesuwające się w oknie obrazy, albo też zagłębiał się w sobie, rozmyślając o tym i owym. Dziś jednak, czas podróży pan Władzio wykorzystał na lekturze gazety, którą kupił w kiosku przy przystanku tramwajowym. – Tylko nie wciskaj mi pan tej rządowej gadzinówy ! – zwrócił uwagę sprzedawcy, który z uśmiechem potwierdził, że codziennie musi zwracać całe sztaple szmatławca, którego na siłę wciskał mu dystrybutor.

Siedząc już w kołyszącym się na boki tramwaju, niczym w łodzi na pełnym morzu, zagłębił się w lekturze. Przeczytał o morderstwie dokonanym z zimną krwią w biurze partii, przeczytał kilka opinii na temat przyczyn tej kolejnej tragedii, gdy nagle zobaczył niewielką notatkę, zatytułowaną wytłuszczonym drukiem: „Nagroda Nobla w dziedzinie ekonomi za modele analiz rynkowych!”. Pan Władzio zainteresował się artykułem, gdyż jeszcze, jako specjalista analiz rynku pracy w Wojewódzkim Urzędzie Pracy, był autorem części corocznego raportu, wysyłanego do Ministerstwa Pracy. Po latach analiz rynku, Pan Władzio doszedł do wniosku, że mimo ofert pracy w określonych zawodach, ilość bezrobotnych, którzy mogliby w tych zawodach podjąć pracę, bynajmniej nie malała. Z rozmów z bezrobotnymi wynikało, że potencjalni pracodawcy oferowali tak przerażająco niskie płace, że bardziej opłacało im się pozostać na zasiłku – i zapewne, dorabiać „na czarno” – jak domyślał się pan Władzio.

A tu masz babo placek! Trzech profesorów dostaje nagrodę Nobla za te same analizy, które wykonywał pan Władzio i jeszcze Szwedzi płacą im za tę robotę 10 mln koron, czyli około 4 miliony 300 tysięcy złotych ! Pan Władzio nie mógł ochłonąć, rozmyślając o niesprawiedliwości na tym świecie, gdyż za swoje raporty, nigdy nie dostał nawet podziękowania..

- No tak… - pomyślał. – Mój błąd polegał na tym, że w swoich raportach pisałem, że za bezrobocie odpowiedzialni są pracodawcy, oferujący bezrobotnym głodowe płace – nieprzekraczające 300 euro netto miesięcznie ! A ci z Bożej Łaski profesorkowie doszli do wniosku odwrotnego – to znaczy, że bezrobocia by nie było, gdyby nie wypłacano bezrobotnym zasiłków… - myślał zdenerwowany, patrząc na trzymaną w ręku gazetę…

Zatem?... – zastanowił się... – Wychodzi na to, że wynaleziono epokowy przepis na raj, polegający na tym, że się odbierze bezrobotnym zasiłki. Ale sami wynalazcy tego raju nie mieli już żadnych oporów, by za swój pomysł zakasować aż 4 miliony! – z irytacją pomyślał pan Władzio, składając z niesmakiem gazetę…

Spojrzał przez okno. Tramwaj właśnie dojeżdżał do pętli… Wysiadając, pan Władzio poczuł dziwne drżenie serca, idąc w kierunku baru „Pierwiosnek”. Przyśpieszył kroku, widząc dłuższą niż zwykle kolejkę…

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Dalem 9, cobys Pan na laurach nie przysiadl.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#97376

Byles Pan pierwszym gosciem ktorego zaczalem czytac na niepoprawnych. Do pierwszych zawsze mam sentyment, zreszta kto nie ma :) Chcialem cos madrego powiedziec ale zapomnialem co chcialem powiedziec, bo przyszedl Bodzio, a z Bodziem zawsze peefco pijemy.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#97380

Bóg zapłać za dziewiątkę i za dobre słowo…

Pozdrawiam Pana i Bodzia

Kpt. Nemo

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#97392