[recenzja]Tomasz Sakiewicz "Partyzant wolnego słowa"

Obrazek użytkownika Budyń78
Kraj

Tytuł „Partyzant wolnego słowa” sugerowałby raczej wywiad-rzekę lub autobiografię, tymczasem dostajemy do ręki raczej „alfabet Sakiewicza”. Choć zdominowany przez wątki autobiograficzne.

Forma „alfabetu” to siła i słabość książki zarazem. Siła, bo tego typu publikacje z reguły czytają się same. Słabość, bo czasem dostajemy komunikaty krótkie, hasłowe i pisane jak dla, delikatnie rzecz ujmując, mało wyrafinowanego intelektualnie czytelnika. Na szczęście to cecha tylko niektórych haseł.

Najciekawiej jest wtedy, gdy Sakiewicz opisuje najpoważniejsze afery, opisywane przez „Gazetę Polską”: zapomnianą już trochę kwestię rosyjskich nieruchomości w Warszawie, niejasne machinacje finansowe Kwaśniewskiego z czasów transformacji ustrojowej, czy wreszcie sprawę swoich kontaktów z Andrzejem Lepperem. I tu uwaga pierwsza: redaktor „Gazety Polskiej” wspomina, że był współautorem książki „Układ”, demaskującej polityczną symbiozę Lepera i Leszka Milera. Pomija jednak nazwisko współautorki, którą była – kto nie pamięta tamtych czasów, może się zdziwić – Eliza Michalik. I muszę powiedzieć, że zabrakło mi hasła „Michalik Eliza”. Mamy całkiem sporo o Piotrze Wierzbickim, tak więc przecież Sakiewicz nie unika zdaje się trudnych tematów z okolic „GaPola”. Tymczasem, gdy Michalik została gwiazdą lewicowych mediów i ikoną ateizmu, chętnie poczytałbym coś na temat dawnych czasów. Gdy młodsza, czasem wręcz wyzywająca Eliza Michalik łamała stereotypowy obraz zwolenniczki prawicy swoimi wystąpieniami medialnymi.

No nic, taki wybór redaktora. Mamy za to ostre notki o Michniku i Urbanie, wspomnienie o Jacku Kwiecińskim, kilka zdań o Ewie Stankiewicz i koleżankach/kolegach z „GP”. Nad wszystkim zaś unosi się sam Sakiewicz, przypisujący sobie i swoim mediom bardzo duży wpływ na to, co dzieje się w Polsce. Sakiewicz – demiurg Radka Sikorskiego, pomysłodawca „GaPola”, ten zaś jako jedyne medium piszące od początku o Smoleńsku w sposób inny od oficjalnej narracji (teza dyskusyjna, bo jednak 10 kwietnia 2010 istniał już w Polsce internet a i kilka innych gazet nie uciekało od tematu), wreszcie Kluby GP jako pierwszy i główny nurt protestów w obronie TV Trwam.

Dość dużo miejsca poświęca Sakiewicz relacjom z ojcem Rydzykiem, przypominając też dramatyczne okoliczności rezygnacji abp. Wielgusa. Bywało więc różnie, by jednak połączyć siły w ostatnich latach.

Całość czyta się, jak wspomniałem, dobrze. Sakiewicz pisze o kilku mało znanych sprawach, nie unika opinii kontrowersyjnych, które mogą narazić go na kolejne procesy, a wszystko opisuje w sposób, kojarzący mi się z „Gazetą Polską” z czasów mniej dramatycznych, jeszcze sprzed Smoleńska, ba, może nawet z czasów Wierzbickiego. To takie wrażenie, trudne do wytłumaczenia, ale całkiem przyjemne. Można krzywić się na przypisywanie sobie momentami zbyt wielkiego znaczenia, ale cóż – takie prawo autora.

Książka głównie dla fanów redaktora Sakiewicza i stałych czytelników „Gazety Polskiej”. Jednak fakt, że przeczytałem ją z życzliwym i w miarę lektury rosnącym zainteresowaniem, pokazuje, że nie trzeba spełniać tych warunków, by po nią sięgnąć.

Tomasz Sakiewicz, Partyzant wolnego słowa, Wydawnictwo M, Kraków 2013

http://niepoprawni.pl/blog/394/ksiazkapartyzant-wolnego-slowa-tomasza-sakiewicza

Ocena wpisu: 
Brak głosów