Agenci wpływu i „działacze bezpośredni”. Jeden dzień z życia wicepremiera pewnego (post?)kolonialnego quasi – państewka.

Obrazek użytkownika Warszawa1920
Kraj

Dużo pisze się na naszych (w sensie: naszych) portalach o agenturze wpływu. I bardzo słusznie. Ale chciałbym, na pewnym przykładzie, wskazać, że w niektórych sytuacjach nie przychodzi do głowy człowiekowi - bez urazy! - nawet średnio rozgarniętemu nic innego niż to, że zachowania "bohaterów" owych sytuacji wskazują na znacznie dalej niż zadanie wywierania wpływu posuniętą zależność.

Jest w rządzie PO - PSL pewien wicepremier. Ma rzekomo własne poglądy. I jest rzekomo barwnym i ciekawym intelektualnie rozmówcą.

Nie oceniając ich w słowach, poznajmy zatem fakty z jednego tylko dnia z życia tego pana, dnia – mianowicie – ostatniego w marcu roku 2011. Dnia, w którym „mija trzymiesięczny okres wyłączności na negocjacje z francuskim koncernem EdF (Electricite de France) na sprzedaż 51 proc. akcji Enei”.

- godz. 9.01, kurs otwarcia akcji Enei – 21,95 PLN;

- południe, czytamy, że zdaniem tego pana „sprzedaż Enei państwowej firmie francuskiej jest groźna, bo będzie oznaczała oddanie dużego rynku energetycznego” i równocześnie podkreśla się, iż „polski rząd potrafi równie dobrze zarządzać firmami energetycznymi, jak rząd francuski”; (prawdopodobnie jednakowoż firmami paliwowymi „polski rząd” – „równie dobrze” – nie potrafi "zarządzać", gdyż według owego pana nie ma problemu sprzedaży należących do Skarbu Państwa akcji Lotosu, państwowym de facto, firmom rosyjskim);

- popołudnie, według doniesień Rzeczpospolitej wypowiedź naszego pana skutecznie do Francji dotarła; tamtejsza prasa zrozumiała sugestie;

- 15.17, Rzeczpospolita informuje, że EdF „wysłał pismo oznaczające wycofanie się Francuzów z dalszych rozmów”;

- godz. 17.30, kurs zamknięcia akcji Enei – 21,20 PLN, spadek o 3,42%.

Enea wciąż do kupienia. Do gry zapewne wróci Kulczyk Holding, spółka w pierwszym etapie tej prywatyzacji mająca wyłączność negocjacyjną.

(Żeby była jasność: sprzedanie Enei Francuzom – z punktu widzenia ekonomicznego i jakości tamtejszej kultury korporacyjnej – mogłoby faktycznie być błędne. Jak zapewne jednak Szanowni Czytelnicy się domyślili, rozmawiamy tu nie tylko o aspektach biznesowo – finansowych.)

Ten pan wcześniej (choć nie 31 marca br.) dokonał jeszcze jednej rzeczy: podpisał umowę, której przedmiotem mają być tzw. dostawy gazu do Polski. Tym tzw. dostawcą jest Rosja Putina. Tym zaś, oficjalnie podawanym, przedmiotem nie są już – oczywiście – takie drobiazgi, jak anulowanie Gazpromowi Export długu wobec Polski i niekorzystne dla Polski zmiany korporacyjne w EuRoPol GAZ S.A., wysokie ceny dla Polski za towar i, zupełnie przypadkowo, równocześnie niskie dla tej samej Polski za tranzyt gazu na zachód Europy. Przedmiotem oficjalnym jest otóż to, co nasz pan był łaskaw określić tymi słowy: „Jesteśmy najbezpieczniejszym krajem w Europie, gdyż najmniej energii musimy importować. Pamiętajmy o tym także podczas dyskusji o umowie na dostawy gazu. Polska jest rzetelnym płatnikiem, co pozwala na budowanie solidnej współpracy gospodarczej z Rosją.

Pan ów również nie jest znany z działań, które mogłyby choć trochę, choć w zakresie dostępu do portu w Świnoujściu, obronić polski interes gospodarczy (przynajmniej – gospodarczy …) przed skutkami budowy gazociągu Nord Stream. Nie jest znany, choć pełniona przezeń funkcja „tak jakby” się z tym wiązała.

Na marginesie warto dodać, że w ministerstwie prowadzącym prywatyzację Enei wiceministrem, osobiście w ten proces zaangażowanym, jest kumpel z PSL naszego pana.

Nie zapominajmy, że dzisiejsze PSL jest biegunowo różne od PSL Mikołajczykowskiego, że nie jest nawet podobne do ZSL z czasów komunizmu, kiedy to PZPR stworzyła pseudopluralizm partyjny, a twór ów (ZSL) nie był niczym innym niż nieistotną politycznie płatną synekurą. Dziś PSL jest znacznie czymś gorszym. I tu należy szukać wyjaśnienia tego fenomenu, że tzw. ludowcy, partyjka o poparciu na średnim poziomie kilku procent - na 13 gabinetów (nie licząc 2 rządów 1 miesięcznych) - uczestniczyli aż w 8 rządach po 1989 r., włącznie z rządem Mazowieckiego (wtedy jeszcze jako ZSL). Że mieli raz przez półtora roku swojego premiera, nie wspominając o wicepremierach. Że – i to jest tu najistotniejsze – współrządzili (współrządzą), od owego 1989 r., przez 14 lat.

Nie zapominajmy! …

O Polsce warto myśleć. I dla Niej pracować.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

ohydne pomówienie!) że najwyżej uplasowanym agentem rosyjskim w polskim rządzie jest pewna osoba w randzie wicepremiera. Rozumiem że z jakichś przyczyn pominięto okres kiedy vice był premierem a sam premier Oleksy jednak nie był agentem mimo odważnej i historycznej już wypowiedzi z trybuny sejmowej ministra Milczanowskiego który oskarżył urzędującego premiera o zdradę.

Nota bene zabawne jest że po tej wypowiedzi ministra Milczanowskiego o urzędującym w tamtym czasie premierze co skutkowało przecież upadkiem rządu i przemeblowaniem sceny politycznej nikt nie został ukarany, nie zapłacił odszkodowania ani nawet publicznie nie odszczekał swoich pomówień - jeśli były to pomówienia.
Właśnie kilkanaście dni temu zakończył się proces w tej sprawie bez żadnych konsekwencji dla obu uczestników tych wydarzeń. Sprawy nie było ..

Zasadniczo obserwując czym zajmuje się zawodowo miłośnik aut produkcji japońskiego koncernu Toyota i koneser urody kobiecej o strażackich sikawkach nie wspominając oraz jakie są tego skutki dla Polski można przyjąć całkiem poważnie założenie że chłopiec gra jednak w przeciwnej kamandzie.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#148639

Sądy polskie, na czele z Najwyższym, dają nam liczne dowody, że to MY się mylimy. Bo:

1) agentury nie było w ogóle - zasada kanoniczna;

2) nawet jeśli agentura była, dowiedz mi tego, i to - draniu - nie poprzez jakieś pojedyncze dokumenty, choćby i stało w nich czarno na białym, że to agent, ale poprzez KOMPLET oryginalnych teczek i osobiste przyznanie się do agentury;

3) nawet jeśli są KOMPLETY oryginalnych teczek i ktoś przyznał się - decyduje kolejna zasada kanoniczna, stanowiąca, iż ten agent nikomu nie zaszkodził i/lub jest aktualnie uznanym przez wiodące media i ludzi światłych za autorytet (casus Wałęsy, oficjalnie uznanego przez jeden z sądów za niepodlegającego prawu w wymiarze lustracji).

Efekt: obowiązuje stanowisko wymienione w punkcie nr 1).

Gorąco pozdrawiam!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Warszawa1920

#148772