Adwokaci warszawscy w obronie Kiszczaka

Obrazek użytkownika Warszawa1920
Kraj

W dniu wczorajszym ukazał się w Rzeczpospolitej artykuł, którego pozostawienie bez komentarza byłoby niczym innym, jak akceptacją dla pogardy wobec ludzi okrutnie skrzywdzonych przez reżim.

sprawy, obojętność wobec których jest gorsza nawet od kłamstwa. Obojętność oznacza wtedy bowiem przyzwolenie. Na zło.

Do spraw takich należy zamordowanie przez komunistyczny reżim PRL 16 grudnia 1981 r. 9 górników kopalni „Wujek” w Katowicach.

W obronie prawa (o uniewinnieniu Czesława Kiszczaka)

Autorstwa dwóch warszawskich adwokatów, Jacka Kondrackiego i Krzysztofa Stępińskiego. Jak to się mówi, znanych i szanowanych.

Mając na względzie tezę ujętą już w pierwszym zdaniu wstępu do artykułu: „Uniewinnienie Czesława Kiszczaka to zwycięstwo państwa prawa”, bardzo sceptycznie podchodziłem do dalszej lektury. Nie ukrywam jednak, że – skoro sprawiedliwość, sama w sobie, nie miałby być w tym przypadku rozstrzygająca – liczyłem na przynajmniej interesujący wywód prawniczy i nieszablonową argumentację, która miałaby tę – dla mnie z gruntu fałszywą – tezę uzasadniać. Przeliczyłem się. I to bardzo.

Adwokaci twierdzą: „żadną miarą nie zamierzamy bronić Kiszczaka – stajemy w obronie prawa”. Dlaczego panowie aż tak bardzo chcą się wytłumaczyć? Czy coś się zmieniło w rozumowaniu tzw. głównego nurtu opinii publicznej, który przecież dotychczas nie był szczególnie przekonany o zbrodniczości czynów Kiszczaka? Czy wstydzą się swoich kolegów, którzy Kiszczaka bronili? A może sędziów, którzy wyrokiem uniewinniającym nie zrobili nic innego, jak właśnie wybronili przełożonego zomowców z „Wujka”? Wszystko dla dobra „państwa prawnego, którym może być państwo o najwyższych standardach demokracji”, zapewne … Jest więc, jak rozumiemy, także dziełem przypadku, że jako przyczynek do obrony owego „prawa” wykorzystują właśnie kazus Kiszczaka. I znowuż: całkowitym zbiegiem okoliczności tak się jakoś ten ich tok dowodzenia racji, w oparciu o „sprawy uniwersalne, niezwiązane z przebiegiem procesu Czesława Kiszczaka”, układa, że efektem jest stwierdzenie o trafności wyroku w sprawie – Kiszczaka właśnie.

Jest w rzeczy samej sytuacją niezwykle przykrą, gdy w ogóle musimy odnosić się do słów, które godzą w najbardziej elementarne poczucie ludzkiej godności. Nie można jednak pozostawiać takich słów bez odpowiedzi. Historia tragedii „Wujka” to dzieje bezprzykładnego unikania elementarnych rozstrzygnięć, ze sprawiedliwością i z prawdą w pierwszym rzędzie. Stąd wciąż, po 30 latach, jest dla państwa polskiego jedynie przypadkiem procesowym, wciąż na wokandzie.

Budzi grozę sposób potraktowania przez autorów artykułu człowieka, ofiary zbrodniczego reżimu: tego człowieka w ich rozumowaniu w ogóle nie ma, istotne są za to poszukiwania (wyjaśnijmy od razu: bezskuteczne) materialnego wymiaru „samodzielnej podstawy orzekania” w tej „zwykłej sprawie karnej”. Jak należy rozumieć, chodzi o dokumenty winy i przyznanie się do niej oskarżonego. W tych konkretnie warunkach procesowych musiałoby to więc oznaczać: a) rozkaz Kiszczaka nakazujący otworzenie ognia do górników w kopalni „Wujek”, z jego osobistym podpisem opatrzonym czasem wydania, jednoznacznie wskazującym, iż rozkaz został wydany na minutę (a najlepiej: pół minuty!) przed faktycznym rozpoczęciem strzelania przez zomowców i b) przyznaniem się przez oskarżonego Kiszczaka, w całej rozciągłości, do osobistego przyczynienia się do śmierci 9 górników „Wujka”.

Autorzy, udając bezstronnych obserwatorów, są jednak całkowicie pewni swoich racji. Abstrahują, jak sędziowie uniewinniający Kiszczaka, od ”zbędnych emocji”. W ramach tych emocji jest i faktyczna rola Kiszczaka, jako współtwórcy totalitarnego, antypolskiego i antyludzkiego reżimu. Skoro bowiem sędziowie wydali taki właśnie wyrok, wina Kiszczaka nie istnieje, bo nie jest procesowo ustalona. Choć więc przywołane niby w nieco innym kontekście, są jednak słowa o tym, iż „w naszym społeczeństwie rządzi litera prawa, a nie żądza zemsty czy potrzeba chwili” niezwykle czytelnym sygnałem pokazującym, jak traktują obiektywni adwokaci ludzi nie zgadzających się z tym wyrokiem.

Cieszy adwokatów to, iż „sędziowie, którzy go [wyrok – przyp. włas.] wydali, byli w pełni niezawiśli, także od społecznych oczekiwań oraz od presji medialnej i politycznej”. Nie bardzo wiem o jakiej „presji medialnej” panowie rozważają, gdyż takie tytuły, jak Nasz Dziennik, czy Gazeta Polska, nie są – umówmy się – żadnymi mediami przecież, a przy szczególnie łaskawym potraktowaniu można je uznać co najwyżej za parafialne kółka zainteresowań. O owej „presji polityków” już nie wspomnę. Trudno bowiem rozmawiać w realnej dyskusji o bytach nierealnych.

Niezawisłość sędziów, od „poczucia sprawiedliwości” zwłaszcza, jest w oczach adwokatów godna szczególnej pochwały. Prawo z kolei nie może – w opinii szacownych autorów – wynikać z moralności, a ocena polityczna w dochodzeniu prawdy materialnej w sądzie jest niedopuszczalna. Stąd też „ocenę odpowiedzialności Czesława Kiszczaka w kategoriach moralnych i politycznych”, panowie puryści prawni łaskawie „pozostawiają historykom”. Dlaczego jednak nie pójść dalej i nie uznać, że stanem doskonałym, o którym powinno się uczyć adeptów sztuki (?) prawniczej w Polsce, jest wprowadzenie (przywrócenie!) kanonu, który w roku 1950 ustanowili komuniści zmieniając ustrój sądów powszechnych: „Sędzia (ławnik) obowiązany jest wiernie służyć Polsce Ludowej, przestrzegać zasad praworządności ludowej, sprawiedliwość wymierzać bezstronnie zgodnie z interesem Państwa Ludowego, obowiązki swe wypełniać sumiennie i gorliwie, dochować tajemnicy służbowej oraz stale podnosić poziom swego uświadomienia społecznego i wiedzy zawodowej”. Przecież to nie prawa jednostki są ważne, ale przez słusznych polityków skonstruowany interes państwowy, państwo to zaś – takie, jakim je zawsze i wiernie bronił, niewinny według sądu, Kiszczak – było wszak Ludowe. Od „społecznych oczekiwań” chroń nas zatem Państwo Ludowe!

Argumentowanie adwokatów poprzez apoteozę orzekania bez „poczucia sprawiedliwości", gdyż takie pojęcie „na szczęście – w prawie karnym nie występuje”, jest oparte na stałej już w komunikacji establishmentu ze społeczeństwem, rzekomo niezwykle realnej, wizji sprawiedliwości z przymiotnikami. Jest to zwyczajne stygmatyzowanie ludzi myślących inaczej niż prawnicy uniewinniający Kiszczaka. Może nas więc, przy takim postrzeganiu dążeń społecznych przez tzw. elity, np. autorów artykułu, szokować tak cyniczne obchodzenie się z ludzką potrzebą prawdy, godności i sprawiedliwości bez żadnych przecież przymiotników. Nie może nas jednak dziwić, że – w konsekwencji tej postawy – autorzy, w sposób skrajnie uwłaczający pamięci zamordowanych górników i przeczący szlachetnym intencjom osób starających się o sprawiedliwość dla poległych, przyrównują te starania do wyroku szubienicy, który komuniści wykonali na Stanisławie Wawrzeckim.

Całkowicie chybiona jest próba tworzenia jakichś, rzekomo adekwatnych, paralel kazusowych. Przywoływane przykłady, jedynie zresztą „nagłówkowo” sygnalizowane, nie są znane szerszemu gronu czytelników, artykuł zaś nie został zamieszczony w korporacyjnym miesięczniku Palestra. Co ważniejsze jednak, przykłady te pozostają w biegunowo różnych od sprawy masakry górników „Wujka” kontekstach materialnych i prawnych. Jaki związek mogą bowiem mieć, np., przypadek, mówiąc eufemistycznie, domniemanego opresyjnego działania organu władzy przeciwko własnym obywatelom (minister Spraw Wewnętrznych vs. protestujący górnicy) z badaną w aspektach zgodności z niemiecką ustawą zasadniczą sprawą ekstradycji obywatela niemieckiego i syryjskiego do innego państwa Unii, badaną zresztą w przedmiocie ustalenia konstytucyjności samej ustawy, na podstawie której Europejski Nakaz Aresztowania miałby być z terytorium Niemiec wykonany (patrz artykuł Tomasza Ostropolskiego w periodyku Prokuratura i Prawo 5/2006, źródło na stronie: Prokuratura i Prawo, rocznik 2006, numer 5)? Jaki, pytam się? Czy naprawdę, panowie adwokaci, sądzicie, że macie po drugiej stronie gazety debili, których jedyną kwalifikacją psychofizyczną sugerująca inteligencję jest umiejętność czytania tekstu?

Jest, z kolei, w ogóle dyskredytujące szacownych panów adwokatów prymitywne porównywanie dążenia do ustalenia prawdy i ukarania winnych w sprawie jednej z najohydniejszych zbrodni komunistycznego reżimu do sytuacyjnego żartu z polskiej komedii filmowej.

Żenujące jest wreszcie wykorzystanie przez autorów, jako dowodu potwierdzającego ich rzekomo słuszne „prawnicze” rozumowanie, arytmetyki. Po prostu – arytmetyki. Parę akapitów powyżej, domagają się traktowania każdej sprawy sądowej – niezależnie. W tym przypadku jednak o ich racji miałaby, rzecz jasna – wyjątkowo, decydować nie, można powiedzieć, swoista elitarność dochodzenia do prawdy, ale ilość postępowań prowadzonych w tej sprawie przeciwko Kiszczakowi i liczba sędziów, którzy w różnych odsłonach i kolejnych instancjach ten akt oskarżenia rozpatrywali. (Należy przy tym zauważyć, że do tego „sumowania” panowie matematycy prawa nie zaliczają tych stron procesowych, które miały odmienne zdanie od sędziów nie widzących podstawy do ukarania Kiszczaka, tj. – prokuratorów, oskarżycieli posiłkowych i ich pełnomocników.) Sprawiedliwość – tu paradoksalnie – ludowa zawsze kierowała się, przecież, wolą mas. To matematyczny wynik dodawania więc decyduje, czy zbrodniarza ukarać, czy nazwać go „człowiekiem honoru” …

 

3 maja 2011 w koszalińskim szpitalu zmarła Pani Janina Stawisińska, Mama Janka Stawisińskiego, jednego z 9 zamordowanych w „Wujku” Polaków. Na Śląsku była już zaraz następnego dnia po zbrodni 16 grudnia, w której jej 21 – letni Syn został bardzo ciężko ranny. Najpierw Syna szukała, potem, by Go pielęgnować, została salową w szpitalu. Nie doczekała jednak choćby rozmowy z Synem. Janek zmarł w styczniu 1982 r. nie odzyskawszy przytomności. Jej drogą życia stała się pamięć o Synu i walka o prawdę jego życia i śmierci. Bardzo często modliła się i składała kwiaty pod Krzyżem Ofiar „Wujka”, tam została pobita przez milicję. Była na prawie każdej rozprawie w, prowadzonych przez sądy katowickie przez kilkanaście lat, procesach zomowców z plutonu specjalnego. Regularnie przemierzała drogę spod Koszalina na Śląsk. Czekała na prawdę. Ze zdjęciem Syna, patrzącym z ław sądowych. Cierpliwie, przez wszystkie te lata, czekała na sprawiedliwość. I stwierdzenie winy. Tych, którzy strzelali, ale również tych, którzy stan wojenny i zbrodnię ,,Wujka” wymyślili i przeprowadzili. Zwłaszcza tych z przyznanymi sobie stopniami generalskimi.

Czekała bardzo długo. Nie Jej prawa były jednak dla państwa polskiego ważne. Było to widoczne do tego stopnia, że nie usłyszała od sądzonych zbrodniarzy, tak po ludzku, nawet słowa przepraszam.

Nie doczekała się też od państwa polskiego jednoznacznego i pełnego zadośćuczynienia prawdzie i sprawiedliwości.

A czy my doczekamy chwili, gdy – chociażby symbolicznie – prawda i sprawiedliwość w sprawie tragedii górników „Wujka”, ich rodzin i bliskich zwyciężą? Matka Janka zdała egzamin z życia i patriotyzmu ponad wszelką miarę, kiedy ten egzamin zda Nasza Matka Druga? Ojczyzna.

 

O Polsce warto myśleć. I dla Niej pracować.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Oskarżony ciągle zwraca się do sędziego: "Wysoka Sprawiedliwości", sędzia groźnym głosem poucza winowajcę: "Tu nie ma sprawiedliwości, jest wysoki sąd".

Na ogół nie wygrywa ten kto ma rację tylko ten co ma lepszego papugę.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#158006

Czekała na prawdę i tej ogłoszonej 26 kwietnia 2011 r. prawdy już nie zniosła.

Pluszczyk powiedział PAP, że Janina Stawisińska przez lata czekała na sprawiedliwość, "aby doczekać momentu, kiedy ktoś powiedziałby jej, że są winni śmierci jej syna". "Wskazano pluton specjalny, owszem, oni strzelali, ale przecież to nie oni sami od siebie, są ludzie winni stanu wojennego, winni tej tragedii - tych do tej pory nie osądzono" - podkreślił. 

Pluszczyk ostatni raz rozmawiał z Janiną Stawisińską po wyroku warszawskiego sądu z 26 kwietnia. Sąd wówczas po kolejnym procesie uniewinnił gen. Czesława Kiszczaka uznając, że nie udowodniono, by jego działania przyczyniły się do śmierci górników z "Wujka". 

"Była rozżalona, prawie płakała do słuchawki, że jak to może być, że Kiszczaka po raz kolejny oczyszcza się z winy. Było to dla niej nie do przyjęcia" - mówił Pluszczyk.

 

http://gornictwo.wnp.pl/zmarla-janina-stawisinska-ikona-rodzin-gornikow-z-wujka,139163_1_0_0.html

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#158016