... [wpis usunięty mocą lex Tusk – Miller]. (Mówiliście o faszyzmie ...)

Obrazek użytkownika Warszawa1920
Kraj

 

Wiesz, dziecko, co czyni nas słabymi wobec przemocy, pogardy, kłamstwa i zapomnienia? My sami. Dopóki będzie w nas potrzeba wolności – będziemy wolni.

 

Chciałbym byście, Drodzy Przyjaciele, w miarę Waszych możliwości, propagowali ten wpis wszędzie tam, gdzie będzie to możliwe.

Proszę o to powodowany nie fałszywą a próżną myślą o własnej reklamie, ale przekonaniem, graniczącym z pewnością, że mamy do czynienia z rzeczywistą walką z wolnością słowa w Polsce.

 

Dzisiaj naszą, żeby nie powiedzieć – jedyną, bronią w walce z faktycznym totalizmem aktualnej władzy, jest SŁOWO. WOLNE SŁOWO. To jest wartość, o którą naprawdę warto się starać. Współmiernie do działań, które wolność słowa mają zniszczyć.

To, co robi Tusk i reszta ferajny to czysty bolszewizm: niczego nie poniechają, by utrzymać władzę i powstrzymać prawdę.

 

Minęło raptem kilka tygodni od rzekomego uniknięcia realnych, bo zapisanych w projekcie ustawy tzw. medialnej, zagrożeń dla swobody wypowiedzi w przestrzeni internetowej. Tradycyjnie już, na czele zjednoczonego frontu walki ze złymi rozwiązaniami rządu stanął – premier tego rządu. „Użytkownicy internetu mają prawo wyrażać niepokój, że każda regulacja może ograniczyć wolność. Dlatego zaproponowałem senatorom, by Senat usunął z ustawy całą tę część, która ma regulować internet - oświadczył Donald Tusk podczas konferencji prasowej 16 marca. Wyraził także chęć poważnych rozmów z przedstawicielami środowiska internetowego.” ( mso-fareast-font-family:"Times New Roman";mso-ansi-language:PL;mso-fareast-language:
PL;mso-bidi-language:AR-SA">polskatimes: obietnice tuska). Z wielkim hukiem ogłoszono, że łeb ukręcono faszyzmowi niesionemu w umysłach i projektach – i tu mała zagwozdka: kogo? wszak projekt był PO ... – śpieszymy tu więc wyjaśnić: pozostałości po PIS w służbach specjalnych (jak był łaskaw przedłożyć bydłu przed ekranami niejaki szejnfeld, przeprowadzający egzegezę wysłania do Roberta Frycza drużyny ABW pod dowództwem podpułkownika).

Równocześnie w tzw. procesie legislacyjnym znajduje się projekt ustawy o zmianie ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Sprawa jest prowadzona przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Projekt obejmuje szereg zagadnień, chciałbym skupić się jednak na kwestii tzw. procedury notice and takedown. W skrócie rzecz ujmując, dotyczy ona sposobu reagowania i postępowania w sytuacji potencjalnego naruszenia prawa poprzez, nazwijmy to, „aktywność” w sieci. Przy czym, w tym miejscu, żeby uzmysłowić Wam, co poprzez tę procedurę rozumie minister Tuska, „przesyłam” Was do strony 29 i następnych dokumentu (wersja aktualna, z 16 maja br.) pt.: „Założenia do projektu ustawy o zmianie ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. (wersja do rozpatrzenia przez Radę Ministrów)” ( mso-fareast-font-family:"Times New Roman";mso-ansi-language:PL;mso-fareast-language:
PL;mso-bidi-language:AR-SA">BIP MSWIA Założenia do projektu ustawy o zmianie ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną). (Dla zainteresowanych podaję również link umożliwiający szersze zapoznanie się z tematem: http://prawo.vagla.pl/node/9427).  

Sprawa jest fundamentalna, gdyż – jak wczytamy się w „pomyślunek” rządu, wyrażony we wspomnianych „Założeniach ...” – ewidentnie widać, że chodzi tu o to, czego nie udało się osiągnąć wcześniej: zalegalizowanie mechanizmów i narzędzi do administracyjnej cenzury netu. Oczywiście pod pretekstem „uspójniania” prawa polskiego z wymaganiami Unii Europejskiej. Żeby było jasne co myślą o Polakach Tusk i jego ludzie: w tych samych „Założeniach ...”, rządowi autorzy – licząc, że przecież bydło z małych miast tego czytać nie będzie (bo to niekształcony motłoch) – sami piszą w te słowa: „Procedura zawiadomienia i blokowania informacji została pominięta w ramach prac nad Dyrektywą 2000/31/WE, pozostawiając dookreślenie formalności dotyczących tej procedury Państwom Członkowskim”. Szybko jednak ustalono, że „procedura blokowania dostępu do bezprawnych informacji została (...) ujęta (...) w amerykańskiej ustawie z 1998r. Digital Millenium Copyright Act (DMCA)". Dawaj więc zachwalać prawodawstwo USA! Na ten jeden kazus zapominamy, że UE jest – oh! i ah! – krynicą mądrości jurystycznych. Chyba i sam Kalisz nam wybaczy, nie ...? Co prawda, z tą ustawą DMCA, jak sama nazwa wskazuje, to nie do końca jest tak, że opisuje nasze potrzeby. Autorzy, zresztą, znowu nie owijają w bawełnę, ale wprost walą otwartym tekstem: „Wprawdzie przedstawiona w DMCA procedura wyłączenia odpowiedzialności dostawców usług internetowych (w tym przypadku głównie klasycznego host providera) odnosi się jedynie do utworów chronionych prawem autorskim (...)”. Chłopy są to uczone jednakowoż po szkołach prawniczych im. Tedora Duracza, jako i „uniwersytecie” przy KC PZPR, nie takie więc wykładnie już dawali. Natychmiast zatem wyjaśniają: „(...) jednak nie ma wątpliwości, że może ona (DMCA – przyp. włas.) mieć zastosowanie niezależnie od rodzaju naruszanych praw i z uwagi na ciekawe rozwiązania może stanowić wskazówkę dla wpisania podobnych rozwiązań do u.ś.u.d.e. (ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną – przyp. włas.)”. „Rodzaj naruszanych praw”, jak więc widać, jest przewidywany pojemnie. Dajcie mi człowieka, a ja wam, towarzysze bolszewicy, znajdę ... „ciekawe rozwiązanie” wprost z amerykańskiej, kapitalistycznej jaskini.

Żeby nie było wątpliwości o czym rozmawiamy, zacytujmy jeszcze jeden fragment, według mnie kluczowy dla sprawy, owych „Założeń ...”: „Procedura powiadomienia i blokowania informacji rozpoczyna się od przesłania przez uprawnionego do usługodawcy <<wiarygodnej wiadomości>> (wyróżnienie włas.)”. Takich „uprawnionych”, co to posiadają „wiarygodne wiadomości”, ABW zna wielu, a jak będzie trzeba, to się dobierze z niewinnych ...

Aha, drugie „żeby nie było wątpliwości”: to Kaczyński podpala Polskę i tworzy państwo policyjne oparte na donosach. Poza tym – to faszysta.

Jak wszyscy pamiętamy, a o czym także już wyżej wspominałem, poprzednie „podejście” do projektu „ulica Mysia – reaktywacja” nie zostało dopilnowane i trza się było z niego – tymczasem tylko, jak widać – wycofać. Pozostał, pomimo, pewien drobny problem. Otóż, cholera, to może się powtarzać, bo ścieżka przyjęcia ustawy jest, jak by tu rzec, za bardzo „transparentna”. Zawsze może się znaleźć jakiś wstecznik ryjący pod modernizacyjnym planem partii Lora Ludowa, jadący, oczywiście, na pasku – woda na młyn – odwetowców i rewizjonistów z faszystowskiej partii Przemoc i Satrapia.

Uczeni autorzy rzeczonych „Założeń ...”, w swym traktowaniu potencjalnych czytelników ich elaboratów, są nieocenieni. Jak wół, bowiem, stoi w ich wynurzeniach w rozdziale o wszystko mówiącym tytule „Możliwość podjęcia alternatywnych środków w stosunku do uchwalenia projektowanej ustawy umożliwiających osiągnięcie celu”: „Brak jakiejkolwiek alternatywy dla uchwalenia projektowanej nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. (wyróżnienie włas.) Pozostawienie obecnego stanu prawnego będzie wskazywało na niepełną implementację dyrektywy 2000/31/WE w zakresie jej art. 2, 8, 11, 14. Ponadto pozostałe zaproponowane zmiany wynikające z praktyki oraz mające charakter porządkowy mogą zostać wprowadzone wyłącznie w akcie rangi ustawowej. Również rozszerzenie zakresu wyłączenia odpowiedzialności usługodawców może nastąpić wyłącznie w akcie rangi ustawowej. Zaś pozostawienie tej kwestii nadal nierozstrzygniętej w prawie polskim pozostawia niepewność co do rzeczywistego zakresu normatywnego art. 12-15 u.ś.u.d.e.”.

Czy „brak jakiejkolwiek alternatywy” dla trybu ustawowego oznacza ... brak jakiejkolwiek alternatywy dla trybu ustawowego?

Zatem teraz informacja najważniejsza: dla naiwnych – nie, chyba nie zrobią tak ..., dla widzących i myślących – logiczna. Dzisiejsze wydanie „Dziennika. Gazety Prawnej” podaje: „Jak dowiedział się „DGP”, w ostatniej chwili zapadła decyzja, aby przepisy dotyczące blokowania treści opisać nie w samej ustawie, tylko specjalnym rozporządzeniu MSWiA. Dzięki temu będzie można je łatwiej zmieniać i dopasowywać do potrzeb rynku. (wyróżnienie włas.)” ( mso-fareast-font-family:"Times New Roman";mso-ansi-language:PL;mso-fareast-language:
PL;mso-bidi-language:AR-SA">prawo.gazeta prawna rząd czyści fora internetowe).  

Czy sądzicie, że jeśli raz się nie udało w wersji „ustawowej”, to mają czas na to, by taką samą wersję ćwiczyć po raz kolejny?

 

Jeśli sami nie będziemy walczyć o wolność słowa, pozostaniemy niewolnikami kłamstwa.

 

O Polsce warto myśleć. I dla Niej pracować.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

...proponuje model szwedzki: wolnośc zarówno po jak i przed wypowiedzią!!!!

nie mylcie włoskiego nacjonalizmu zwanego faszyzmem z żydowskim rasizmem zwanym poprawnościa polityczna która obowiązuje tylko podludzi czyli wszystkich nieżydów - vide talmud

1/ http://www.koreywo.com/Kaluski/Durban.htm

2/ http://marucha.wordpress.com/2010/07/31/oliver-stone-zydzi-kontroluja-media/

August Rohling, profesor uniwersytetu w Pradze, nauczył się hebrajskiego, aby móc przetłumaczyć Talmud.

...
7. Nie-Żydzi zostali stworzeni jedynie po to, by służyć Żydom dzień i noc, bez uchylania się od swojej służby.

8. Nie wolno Żydowi chwalić wiedzy lub cnoty chrześcijanina.

9. Nie jest słusznym kierować się miłosierdziem wobec swych nieprzyjaciół.

10. Człowiek (Żyd) winien każdego czasu być przebiegłym.

11. Żyd może powiedzieć nie-Żydowi, że go kocha, o ile uzna to za potrzebne lub jeżeli grozi mu niebezpieczeństwo.

12. Żyd może być obłudny wobec nie-Żyda

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#160996

p.s. teraz juz wiecie kto może mówic a kto musi słuchac i wykonywać!!!!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#160997

prawo żyć w NASZYM kraju? Zawsze gdy czytam o tak świetnie zakamuflowanych staraniach pytam siebie: Czy znamy nazwiska, osoby stojące za tymi projektami? Przecież są to konkretni ludzie. Jacyś pracownicy departamentu czy czegoś takiego jakiś "zespół do spraw". CZY MY MOŻEMY POZNAĆ ICH TOŻSAMOŚĆ? Zapisać to i przechować? Tak na wszelki wypadek.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#161014