Dylemat Piłsudskiego

Obrazek użytkownika Warszawa1920
Blog

Dajemy się wciągać w spory o nieistniejące byty. To nas dezintegruje, wyczerpuje, sprawia, że „NIE TWORZYMY”, „NIE IDZIEMY DO PRZODU”. To samolubne, ale – uważam – prawdziwe: jesteśmy inteligentni. A pozwalamy by to za nas pisano scenariusze dyskusji publicznej. By robiła to współczesna P-OZPR, by robiły to współczesne Dzienniki WSI24, by preparowały je dzisiejsze Trybuny GWna. Wystarczy poczytać „nasze” portale”. Jestem ciekawy tego, czy „tylko” ⅔ czynionych na nich wpisów ma swe źródło w jakiejś aktualnej, „niezwykle ważnej” (?), wręcz „kluczowej” (?) dla życia Polaków informacji, „wybitej” prosto z szamba na Czerskiej, Wiertniczej, czy Woronicza. Czy może już takich wpisów jest ¾. Takie badania byłyby chyba dla nas mało pochlebne. Choć, mam nadzieję, otrzeźwiające.

 

Jesteśmy zepchnięci do defensywy. Poprzestajemy na działaniach reaktywnych. Nie ma racji Ziobro rozp...jąc PiS. Ma rację Ziobro (może Kurski ...?), przy okazji rozp...nia PiS mówiący o potrzebie nowych metod działania i komunikacji. Ale i to jest za mało. Należy zbudować czytelny, ale przyciągający swoją innością i perspektywicznością przekaz do olbrzymiej wszak części społeczeństwa, która pozostaje jałowym ugorem polityki polskiej. Połowa Polaków nie bierze udziału w wyborach. Załóżmy, że tylko 50% z nich ma w ogóle ochotę na „wciągnięcie” do jakichś tam analiz politycznych. Dlaczego, dalej, nie mielibyśmy założyć, że z tej jednej kwarty (z tego całego garnca społecznego) następna połowa (czyli tu ... 2 kwaterki; staropolszczyzna jest wspaniała [sic!]) to nie są normalni ludzie, tzn. patrioci? To w efekcie daje ok. 10 – 12% głosów (wariant to, przy tym, mało wymagający). Wystarczy sięgnąć. Owszem, z pomysłem i konsekwentnie, ale czy to jest duża cena? Za wysoce prawdopodobne zwycięstwo w wyborach?

 

Powie ktoś, że to rozumowanie naiwne, iluzoryczne, nie oparte na żadnych dowodach. Że nie można zakładać istnienia tych parunastu procent elektoratu gotowych poprzeć PiS w wyborach. Odpowiem pytaniami: Czy jeszcze rok przed wybuchem II wojny światowej można było sądzić, że chłopi, bardzo rzekomo krzywdzeni w Polsce międzywojennej, stanął w aż tak wielkiej liczbie w szeregach formacji zbrojnych Polskiego Państwa Podziemnego? Czy ktokolwiek mógł zakładać w 1944 r., że dzięki polskiej wsi, bardzo rzekomo przez sowietów „ubogaconej” ziemią „pańską”, zbrojny opór przeciwko komunistom nie wygaśnie aż po rok 1956? I czy można te dwa okresy – i skutki oraz zagrożenia płynące z porzucenia postawy obojętności wobec losów Ojczyzny i Narodu na rzecz czynnego sprzeciwu – w ogóle zestawiać z „tu i teraz”? Wtedy do podjęcia walki albo nikogo nikt nie musiał namawiać (bo namawiani ludzie sami mówili: „Tak trzeba.”) albo zachęcano ... miłością do Polski. Faktycznie, to duże dziś wyzwanie namówić ludzi do myślenia i zagłosowania na „naszych” programem wyborczym, intrygującymi wypowiedziami, czy choćby ciekawym politycznym „eventem”, faktycznie ...

 

 

Potrzebne jest nasze zaangażowanie. Mamy może skromne możliwości oddziaływania, ale sugerowanie w tych naszych „pisaniach” takich, czy innych pomysłów ma przecież szanse dotarcia do „marketingowych decydentów” w PiS. (Tak mi się przynajmniej wydaje, że nas TAM czytają ...) Tę odpowiedzialność musimy wziąć także na siebie.

 

Nie mamy telewizji docierającej do większości tzw. statystycznych ludzi. Ok. Zróbmy więc „telewizję żywą”. Z nas samych zrobioną. Wyjdźmy z Narodowymi Flagami na polskie ulice i place. Maszerujmy, skandujmy, krzyczmy, domagajmy się naszych idei. Takie działania, jak niedawny warszawski Marsz Niepodległości i Solidarności to kapitalny pomysł. Po pierwsze, integruje nas, pokazuje, że nie jesteśmy marginesem politycznym, że takich, jak my – głodnych prawdy i Polski – są tysiące, że te tysiące nie boją się swoich myśli. Po drugie zaś, tym razem to My układamy ramówkę gadzinówek, nawet jeśli szczekaczki platformy poświęcają ledwie minutę na relację. Z tych milionów odbiorców tego rodzaju zakłamanych komunikatów niech co setny na chwilę przystanie i się zastanowi: Czy naprawdę tysiące ludzi, w zimny wtorkowy wieczór, maszeruje parę kilometrów Alejami Ujazdowskimi tylko dlatego, że to ciemna hołota, bydło prowadzone przez groteskowego quasi – hitlerka i wychowane przez „kościół” toruński? Na następny marsz – wierzę – niejeden z nich sam przyjdzie. Podstawowe Organizacje Partyjne, poumieszczane w różnych socredakcjach rodem z jaruzelsko – kiszczakowskich Departamentu III MSW i II Zarządu Sztabu, panicznie boją się nie naszych idei, ale tych idei wyrażania. Tych współczesnych sokorskich i kraśków (tak, to akurat nie jest przypadek ...) przeraża sama myśl, że tzw. opinia publiczna zobaczy Polaków innych niż z reportaży w Wysokich Obcasach. Te latające nad nami podczas Marszu 13 grudnia w Warszawie helikoptery Psich Nowych Kurierów Warszawskich, z ubecką zajadłością starały się zagłuszać śpiewy i okrzyki maszerujących. Nie były tam przecież po to, by relacjonować. Czekały za to na awantury. Nie doczekały się.

 

Dlaczego takich, jak Marsz 13 grudnia form ekspresji i „publikacji” naszego patriotyzmu jest tak mało? Dlaczego dajemy się zamykać w tej pseudointelektualnej pseudodebacie, która jest tak naprawdę nie żadnym gmachem myśli a prymitywną oborą sowieciarzy z platformy? Potrzebujemy stworzenia własnego, narodowego, programu działania. Takich współczesnych myśli nowoczesnego Polaka. Niepoprawni, moim skromnym zdaniem, powinni się stać nie tylko forum dyskusji i opinii, ale również – w znacznie większym stopniu niż dotychczas – źródłem pomysłów dla narodowych form ekspresji. Wierzę, ba! jestem pewny, że niepoprawna społeczność potrafi nie tylko wykazać kłamstwo jakiegoś psiego dziennikarzyny, czy ministerialnego zakapiora, ale ma też w sobie ogromny potencjał twórczy. Nie raz przecież był okazywany. Chciałbym byśmy zastanowili się, czy ten potencjał jest w pełni wykorzystywany.

 

 

Nie oczekujcie więc od takich pożytecznych idiotów, jak Paradowska, Lis, czy Olejnik, że się zmienią. Nie dyskutujcie z nimi. To nie ma sensu. A najlepszym tego potwierdzeniem jest ich gremialne właściwie, wygłaszane teraz z całkowitą dezynwolturą wobec polskiej tradycji i historii, poparcie dla „wspaniałej idei federacji europejskiej”, rozumianej, jako likwidacja państw narodowych. Takie typy niczym się nie różnią od takiego, na tem przykład, Passenta, który tak samo świetnie odnajdywał się w brutalnej propagandzie komunistycznej, jako współpracownik sowieckich (pod szyldem PRL) tajnych służb, a teraz jest „nowoczesnym” recenzentem współczesnej rzeczywistości demokratycznej – jako rezydent na Wiertniczej. Z komunistami jest o tyle inaczej, że przynajmniej możemy ich oskarżyć o świadomie zbrodniczą ideologię. Sens zaś komentowania i wchodzenia w spór z ludźmi, którzy w dzisiejszych mediach pracują dlatego, że ich ojcowie służyli w SB lub w swojej codziennej robocie partyjnej myślą, piszą i mówią wyłącznie o faszyzmie względnie śmieszności Kaczyńskiego, jest żaden. To typy pozbawione właściwości, bez elementarnych cech samodzielności w myśleniu. Powtórzą wszystko, co wyśle im SMS-em cieć pełniący funkcję rzecznika Psa. Zawsze też będą przeciw narodowemu rozumieniu pojęcia racji stanu, ergo – jutrzenką cywilizacji jest dla nich wizja idealnie tożsama z politycznymi dążeniami Komunistycznej Partii Polski. Ostatnio, gdy się okazało, że Pies i berlińsko – oksfordzki bufon są za dalszym umacnianiem pokoju poprzez niezłomną walkę o rozwój i pogłębianie władzy eurosocjalistów, w ogóle tego nie ukrywają.

 

 

Naszym obowiązkiem jest zdefiniowanie rzeczywistych problemów współczesnej Polski, na nowo „uruchomienie” debaty. Pokazanie obszarów, celów, środków. Ale również ustalenie wroga. Ma rację Tomasz Wróblewski pisząc, że aktualnym problemem jest zagadnienie obrazowane pytaniem: Więcej państwa czy więcej wolności? Nie dylemat zagrożenia ze strony Unii dla polskiej suwerenności. Ale właśnie pełzająca rewolucja eurosocjalizmu. Rzecz jasna takich bieżących problemów jest o niebo więcej. Tym niemniej kwestia wolności samej w sobie, jako idei konstytuującej nasze zbiorowe istnienie, jest wręcz krytyczna.

 

Dzisiejsi unijni biurokraci, w tym i urodzeni w PRL tacy mędrcy, jak Donald Pies i Radek (to zdziecinniałe zdrobnienie jest tu niezwykle adekwatne) Oksfordczyk, to tępaki pokroju sowieckich komisarzy w Armii Czerwonej lat 1917 – 1921. Jeśli nawet mówią coś o „federacji” to nie ma powodu, aby się tym aż tak bardzo zajmować. Najlepiej świadczy o tym już sam fakt kompletnego braku rozumienia samego pojęcia „federacja”, które przez tych meneli politycznych jest używane w celu opisywania zupełnie innych formuł prawno – ustrojowych, np. – konfederacji.

 

Przypominanie o suwerenności i niepodległości (to dwa różne pojęcia) ma dziś tym niemniej o tyle sens, że z jednej strony (suwerenność) Polska nie podmiotem gier międzynarodowych, nawet nie ich przedmiotem, ale wręcz ofiarą (przykładami są rosyjsko – niemiecki gazociąg bałtycki i całkowite ubezwłasnowolnienie polskiej strony w tzw. śledztwie smoleńskim). W tym znaczeniu być może Polska i tak już nie jest suwerenna. Z drugiej zaś strony nośnik niepodległości, czyli Naród, a dokładniej mówiąc Jego elita, jeśli w ogóle istnieje (w sensie realnego oddziaływania na życie mieszkańców tych 16 województw i Polonii), to – w przypadku Polski – dopiero na etapie powstawania i kreowania swoich metod działania. Ten stan rzeczy dopiero budzić powinien zaniepokojenie. I o ile, jako przedstawiciele Narodu, mamy dziś minimalne szanse na odbudowywanie suwerenności (te atrybuty ma władza), o tyle możemy sporo zrobić dla – nazwijmy to – marketingu idei niepodległości, ze szczególną rolą rozwoju inicjatyw patriotycznych.

 

Jednak zupełnie podstawowe znaczenie ma tu coś, co nazwałbym produkcją, sprzedażą i kupowaniem wolności. Jestem bowiem przekonany, że praprzyczyna tego, w jakim znaleźliśmy się gnoju, tkwi w myśleniu Polaków myślą niewolników. Myśleniu nacechowanym służeniem. Zawsze i w każdym przypadku zakładaniu, że ktoś, kto gada z telewizora, wie lepiej od nas, co jest dla nas dobre. Bez zakwestionowania takiej postawy i przekonania Polaków, że można samemu analizować i wyciągać wnioski, nie zdobędziemy przewagi w wyborach. Początkiem wszystkiego jest wolna myśl. Ona dopiero może budzić nadzieję na zwycięstwo.

 

Wolność – dążenie do niej i jej wyznawanie - to podobno cecha immanentna Polaków. Skąd się więc bierze takiej tej tezy współczesne zaprzeczenie? Może to jest tak, że Polakom tę wolność ktoś powinien PRZYPOMNIEĆ i ponownie ICH jej NAUCZYĆ.

 

 

W 1919 r. Piłsudski miał możliwość – jak się wydaje skutecznego – wsparcia „białych”, w tym szczególnie gen. Denikina, którzy dzięki wykorzystaniu potencjału militarnego, reprezentowanego już wtedy przez Polaków, mogli zniszczyć Armię Czerwoną i tym samym komunizm. Rzeczywiście po stronie polskiej należało wtedy podjąć decyzję i wybrać strategię działania. Piłsudski wybrał bierne czekanie w okopach i, bez wątpienia, przynajmniej przyczynił się tym do zwycięstwa Lenina. Uznał jednak, że bolszewicy nie są zdolni do zbudowania państwa, które zagrozi Polsce. Mylił się. I to bardzo. Patrząc bowiem po dzisiejszym naszym, jako Polaków, „środowisku bytowym” można bez cienia przesady stwierdzić, że komunizm co najmniej zdegenerował polską świadomość, a tym samym zdolność tworzenia właśnie niepodległego – choćby w znaczeniu mentalnym – państwa. Z drugiej strony decydował się na tego rodzaju wybór po jawnie deklarowanych przez „białych” słowach co najmniej niechęci, o ile nie wrogości, wobec programu odbudowy niepodległego Państwa Polskiego w jego historycznych granicach. I w krótkiej perspektywie ta decyzja, fundując II RP, przyniosła Polakom suwerenność i wolność. Równocześnie, kto wie, czy dziś my, w tym miejscu, choćby na Niepoprawnych, jako Polacy myślący tak, a nie inaczej, w ogóle byśmy byli, gdyby nie II RP. Dzieło w jakimś sensie złego wyboru.

 

 

Jest przeto naszym punktem wyjścia ustalenie, do czego zmierzamy. Ustaliwszy to, siłą rzeczy, nazwiemy też naszego wroga – przeciwnika. Musimy się jednak głęboko zastanowić, by nie popełnić błędu. Może być albowiem tak, że ten błąd już został popełniony i w nim tkwimy, sądząc, że idziemy we właściwym kierunku. Nie zawsze rzeczy są takimi, jakimi je postrzegamy.

 

Zastanówmy się. Wspólnie.

 

Wolny Naród musi być, wolny Naród ..., jak śpiewa w Barykadzie Lao Che.

 

 

O Polsce warto myśleć. I dla Niej pracować.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Xenia
Pan wczorajszą wypowiedż Komendanta Policji, który stwierdził, że wydał rozkaz strzelania gumowymi kulami do tłumów w dniu 11.11. na Marsz Niepodległości,lecz ponieważ były dzieci i starsze osoby, wstrzymał rozkaz.
On sam na pewno tego od siebie nie wymyślił, musiał dostać rozkaz z góry. Warto byłoby się dowiedzieć, kto ten rozkaz wydał.
Szerzej o tym na niezależna.pl pt" 11 listopada policja chciała strzelać". Nie na darmo spieszą z ustawą o pacyfikacji narodu. Ustawa czeka na podpis BULLa.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Xenia

#209027

ooone:

Choc przystapilem do operacji pod nazwa Niepoprawni, ktorej sensem istnienia sa debaty, kiedy czytam to slowo to mnie juz zaczyna trafiac. Dosyc debat. Dosyc gegania! WIEMY JUZ WSZYSTKO! Rzad to nowa Targowica. Sluzy tylko swojemu waskiemu srodowisku. Jest gotowa wyprzedac cala Polske, zeby tylko utrzymac swoj stan posiadania i przywileje wsrod reszty spoleczenstwa. Zrobią to jak dwa razy dwa jest cztery. Oddadza niepodleglosc, bedziemy jakąs Nebraską Europy. Polacy u siebie, jak to kiedys juz bylo, beda pukac do drzwi obcych, proszac o prace. Propagowane przez GWno zdziry i pedaly trzymac beda rzad dusz nad mlodzieza, oglupialą nielepszym Zachodem. Wojsko w rozpadzie niczego nie bedzie w stanie zrobic, nawet gdyby znalezli sie zdecydowani podchorazowie. Kosciol podzielony i oslabiony samobojczymi reformami Watykanu Drugiego, nie bedzie w stanie duchowo poprowadzic Polakow. Juz dzis sa tendencje wsrod czesci episkopatu do dogadania sie z michnikojaruzelszczyzna. A narod? Czy mozemy ciagle mowic o jednym polskim narodzie po burdach motlochu przeciw obroncom Krzyza przed palacem? Czy bedziemy ciagle zaliczac do narodu tych pajacow z telewizji i prasy, ktorzy wszystko robia zeby sie z polskosci wyeliminowac?

Tak, maszerujmy. Pokazujmy swe istnienie. Sami sobie nawzajem, zagranicy i naszemu wrogowi wewnetrznemu. Ale tak naprawde przyszedl czas, zeby pojsc dalej.

+++
Nowego Pilsudskiego racz nam zeslac, Panie!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

ooone

#209041

Ma rację Tomasz Wróblewski pisząc, że aktualnym problemem jest zagadnienie obrazowane pytaniem: Więcej państwa czy więcej wolności?

Jeśli Pan tego Pana uważa za człowieka godnego czytania, to już Pan jest na manowcach i to dużych. Oszczędź Pan własny czas i zajmij się jakimś konkretnym działaniem zamiast analizą polityczną!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Jeden z Pokolenia JPII

#209085

Witam,

Mam pytanie do Pana: czy Pan w ogóle przeczytał ten tekst Wróblewskiego? A jeśli tak: z czym w tym tekście się Pan nie zgadza? Poza, oczywiście, tym, że jego autorem jest Tomasz Wróblewski.

Pozdrawiam,

Warszawa1920

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Warszawa1920

#209113