O co walczy Kataryna?

Obrazek użytkownika Warszawa1920
Blog

O co walczymy? – że tak wyjadę historycznym manifestem PPR. To chyba ważne, gdyż azaliż, by wiedzieć, czemu nasze zamysły, nasze idee, nasze działania wreszcie mają służyć. I w imię jakich wartości te działania podejmujemy.

Przyczynkiem do napisania niniejszego tekst stał się wpis Kataryny na stronach „W sieci opinii” – Kataryna: Liczenie Platformy. Co prawda sprzed już 4 dni, ale z uwagi na to, że jest to artykuł cotygodniowy, sądzę, że zachowuję jeszcze „czasową przyzwoitość” w reakcji dyskusyjnej wobec Kataryny.

 

Otóż, wczytując się w tekst Kataryny, mam wrażenie przebywania ... poza granicami Polski. Sposób rozumowania autorki – przynajmniej w mojej OPINII – przypomina bowiem analizy jakiejś V kolumny, która zastanawia się, jaka taktyka działania byłaby najskuteczniejsza na drodze do osiągnięcia zamierzonego celu, tzn. przejęcia kontroli nad strukturą, a w tym przypadku – państwem, dla samego tylko kontrolowania tej struktury.

Przywołując szereg przykładów już nie tylko indolencji, ale wręcz antypolskich poczynań Platformy, pisze dalej Kataryna, że dziś liczy się jednak coś zupełnie innego: władza sama w sobie. Że nie jest „tu i teraz” ważne, że – „klęska EURO2012”, „nie będzie autostrad”, „zapaść finansów publicznych, agonia służby zdrowia” i inne tego rodzaju „owoce”, zresztą dopiero „zapowiadające wyjątkowo obfite zbiory”. Istotna ma być precyzyjna konstatacja, „że choć o władzę trzeba walczyć, to nie ma co się do niej spieszyć?” Ma być bowiem tak, że władzę „trzeba przejąć tak, żeby dostać także szansę na zrobienie czegoś, a nie wyłącznie rachunki poprzedników do uregulowania”.

 

O co więc walczymy? Czy nasze starania, większe lub mniejsze, ale – jak sądzę – w przytłaczającej większości szczere, to ma być jedynie jakiś element taktycznych gier politycznych? Czy w polityce najważniejsza jest władza, czy to, co dzięki tej władzy można osiągnąć? O co w tym wszystkim ma więc chodzić?

Całkowicie nie zgadzam się z tezami Kataryny. Nie zgadzam się, bo nie przyjmuję do wiadomości, że ważny ma być komfort rządzenia, a to w jakim stanie jest Polska i jak w swoim (?) państwie funkcjonują Polacy jest wyłącznie wtórnym elementem technokratycznej analizy bieżącego układu sił politycznych. Nie zgadzam się, bo zależy mi, żeby Polska nie popadła w ruinę tak gospodarczą, jak i etyczną. Każdy zaś kolejny miesiąc rządów PO takiemu zniszczeniu służy. Co zresztą przyznaje i sama Kataryna, nie uznając tego jednak, jak widać, za zagadnienie wyjściowe.

Dlatego PiS powinien i musi starać się o przejęcie władzy w Polsce po jesiennych wyborach. i nieważne jest, że może po kilku miesiącach stanąć przed jakimiś dylematami politycznymi. Ważne jest by wreszcie przerwać niszczenie Polski i rozpocząć zarazem Jej odbudowę.

 

Jaką trzeba mieć, rzeczywiście, ocenę Prawa i Sprawiedliwości, by twierdzić, że partia ta „zachowuje się, jakby [jej – przyp. włas.] było wszystko jedno co i z kim, ważne, żeby już”? Przecież to jest już na granicy pogardy, a może i poza nią, gdy starania PiS o osiągnięcie władzy, zjawisko przecież więcej niż normalne w realnej demokracji partyjnej, uznaje się za podyktowane „wyposzczeniem” i „chęcią odegrania się na Platformie”.

Nie twierdzę, że PiS jest szczytowym osiągnięciem systemu partyjnego. Nie twierdzę. Równocześnie jednak wiem jedno: w dzisiejszych warunkach jakiekolwiek działania, które nie służą wzmacnianiu tej partii, służą Platformie. Na to, zaś, nie godzę się. Platforma jest dziś bowiem największym wrogiem Polski. I jeśli zależy nam na dobru Polski, musimy robić wszystko by Platformę – po prostu – niszczyć ... (dla ABW i prokuratury: ... czyniąc to zgodnie z prawem).

 

Wreszcie bez komentarza pozostawiam ostatni akapit tekstu Kataryny. Akapit, który tłumaczy się jej własnymi słowami: „Jeśli PiS nie jest w stanie dostrzec w upadku PJN szansy na wzmocnienie swojej formacji poprzez przyciągnięcie (albo przynajmniej nie odpychanie) tych kilku PJoNków naprawdę wartych zachodu (Kowal, Ołdakowski, Cichocka, Jakubiak, lokalni działacze), to znaczy, że swoją przyszłość opiera już tylko albo na iluzji samodzielnych rządów (w najbliższej przyszłości trudne do wyobrażenia), albo na koalicji z SLD (to z kolei, dla wielu wyborców, trudne do zaakceptowania). Tylko tym można bowiem tłumaczyć niewykorzystanie szansy na wzmocnienie się wartościowymi ludźmi z prawej strony i de facto wpychanie ich w orbitę Platformy.”.

 

O co więc walczy Kataryna? Może o to, czego wprost nie napisała w swoim tekście, a co – po lekturze owego ostatniego akapitu – wydaje się kluczowym punktem odniesienia jej „scenariuszy” powyborczych?

Bo ja walczę o coś innego.

 

O Polsce warto myśleć. I dla Niej pracować.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Да точно!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#163904

Wszyscy walczymy o to samo.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

ixi band

#163907

Kataryna oddelegowana jest na odcinek pjonkowski.
System zorientował się, że ten projekt nie wyszedł, więc zaufani dostaną się na listy wyborcze (mewka w Rybniku, poncek na Mazowszu) lub zostaną wynagrodzeni w inny sposób. Mnie interesuje z czystej ciekawości los Jakubiak, bo pozstaję ciagle pod wrażeniem informacji jak to po katastrofie usiłowała dostać się do Marty K. razem ze ..... Smolarem!!!
Katarynie pozstaje robić to co robi - potem dostanie inne zadanie.
Jerzy45

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Jerzy45

#164041