Zegar-Zagadka cz. II

Obrazek użytkownika Iwona Jarecka
Blog

Stanęła w otwartych drzwiach, tamten pokój też był zupełni inny, a zarazem znała tam każdy kąt…po środku pokoju na sofie ktoś zostawił szkicownik, podeszła bliżej i wtedy poczuła jakiś ruch w pokoju, coś otarło się o jej policzek, ale niczego nie dostrzegła…po plecach przebiegł jej dreszcz strachu.

Stanęła jak wmurowana. Teraz dopiero ujrzała, że stąpa po dziwnym parkiecie, był to rodzaj szachownicy, z dwóch rodzajów drewna, jeden miał odcień surowej deski, a drugi ciemnego mahoniu.

„Czy ktoś chce ze mną grać w jakieś dziwne szachy? A może ja jestem tylko figurą szachową?’ Odpędziła tą myśl, jak i poprzednie, to było jak paranoja.

Powzięła decyzję, że powinna się z tego domu wydostać, bo ktoś robi jej jakiś głupi dowcip, a jak wyjdzie na powietrze wszystko wróci do normy…zrobiła jeszcze kilka kroków po parkiecie….usłyszała przerażający krzyk, zaprawiony taką dozą bólu i przerażenia, że w dole brzucha poczuła kulę strachu, a włosy zjeżyły się jej na głowie.

„Co się dzieję? Kto, lub co wydało ten straszny okrzyk? Czy to dlatego, że się poruszam po tym idiotycznym parkiecie?”

Myśli przebiegały jej po głowie jak seria z karabinu maszynowego.

Stała naprzeciw sofy, sofy na której leżał ten szkicownik, wyciągnęła rękę by go wziąć i usłyszała za sobą głos

-Nie dotykaj! I nie oglądaj się, dziewczyny tu nie trafiają, a szkice są zbyt osobiste, byś je mogła oglądać.-głos był niski, raczej przyjemny, choć odczuwało się w nim chłód, albo nawet ironię.

-Gdzie jestem i jak tu trafiłam? Znaczy wiem, to mój dom, tylko….no właśnie-jakby odzyskała trochę odwagi-mój i nie mój, bo zupełnie inny, chodzi mi o urządzenie oczywiście.

Usłyszała śmiech tuż za plecami, był zimny pozbawiony uczuć, a raczej był to pogardliwy rechot o ironicznym zabarwieniu.

Znów ów śmiech zbił ją z poprzedniej pozycji, starała się nawet nie drgnąć…i wciąż czuła że tamten stoi zaraz za nią, plecy oblewały się zimnym nieprzyjemnym potem, wszystkie mięśnie odmawiały posłuszeństwa, coś na kształt paraliżu przerażenia.

Znów poczuła na twarzy lekkie muśnięcie, jakby ktoś dotykał jej policzka mokrym muślinem, ale nie miała siły by podnieść rękę i sprawdzić, czy da się to złapać.

Bała się, nigdy, przenigdy nie bała się tak jak w tej chwili, a ten ktoś, lub coś nadal stało tuż za jej plecami, jakby sprawdzając czy już dostatecznie została przestraszona.

-Tak, to twój dom-usłyszała nagle-tyle, ze nie tutaj, bo tutaj jest moim domem i tylko dla mnie, rozumiesz?

-To zn…znaczy gdzie j…jestem-głos jej się łamał i zaczęła się zacinać-to…to przez …zz…ten zegar?

-Nie, nie przez sam zegar, tylko przez krew, który uruchamia wahadło zmiany. Krew budzi wspomnienia…-znów usłyszała ten pogardliwy śmiech, ale jakby cichszy…jakby tamten też nadsłuchiwał, albo oczekiwał czegoś.

-Czy jestem w przeszłości, czy ty jesteś moim przodkiem?-Nagle usłyszała swój własny głos, mimo, że chciała tak tylko pomyśleć.

-Co za pomysł!- zaskrzeczał nagle nieprzyjemnie -jaka przeszłość, jaki przodek? Jestem tu i teraz i zawsze będę tu trwał, a ty jesteś intruzem, który moje tu i teraz zakłócasz. Czemu ożywiasz nie swoje zegary?

-Mogę się obejrzeć?-zapytała nagle-chcę patrzeć na swojego rozmówcę. A nie przybyłam… bez względu gdzie jestem… tu z własnej woli, ktoś chciał byśmy się spotkali, przesyłając mi ten zagadkowy zegar.

-Chcesz mnie zobaczyć-coś w jego głosie zaczynało się zmieniać, może była to jakaś niepewność-a zegar był darem dla ciebie…patrzyłem na ciebie często, to miał być prezent…-nagle coś go zirytowało, więc wykrzyknął-Wszystko popsułaś, możesz się teraz gapić aż oślepniesz!

Wolno, patrząc na czubki butów zaczęła się odwracać…

CDN…

Ocena wpisu: 
Brak głosów