Kartka z dziennika, czyli wspomnień czar

Obrazek użytkownika Iwona Jarecka
Historia

Od czasu gdy zaczął się weekend, mało mnie było na necie, a to z powodów ładnej pogody, tego, że chodziliśmy na spacery, a na wieczór zostawała praca, której nie zrobiłam w dzień.
Za to dziś, już się poprawię.

Znalazłam starą kartkę z mojego dziennika, jest to zapis z 12.07.83, więc miałam osiemnaście lat

Dziennik pisałam bardzo długo, ale kiedyś wszystko poniszczyłam, a tu nagle dziś, w książce(pewnie służyła mi za zakładkę) znalazłam taki zapis.

Oczywiście wszystkiego Wam nie przepisze, bo jest tam kilka bardzo osobistych rzeczy i nawet po latach, są zbyt osobiste, ale większość macie.

Bardzo wcześnie wstałam, poleciałam do mleczarni po chleb i mleko, a tam EUREKA!!! były bułki i żółty ser.
Potem musiałam sobie podrzucić spódnicę, bo mama nie miała czasu, a ja chciałam ją dziś ubrać, spódnica jest śliczna, już widzę minę…, gdy mnie w niej zobaczy.
Niestety dziś znów była popołudniówka i jeszcze zabrakło mi na tym nowym wzorze podszewki, dobrze, że w magazynie jest K. i mi przyniósł balik, bo żadna zołza by mi nie pożyczyła, a wzór jest popieprzony.
O dziesiątej stał pod zakładem, a ja udawałam, że go nie widzę, szybko poszłam na szagę do domu, powiem B. będzie się śmiała.
Przyszłam do domu, mama czekała na mnie z kolacją(były grzanki z tym żółtym serem, co go rano zdobyłam).
Jak jedliśmy kolację zadzwonił do drzwi….

Dalszy ciąg, to opis zbyt osobisty.

Ale z dwóch powodów przepisałam tą kartkę, pierwsza, to ta, że w czasach komuny, kupowało się po prostu żółty ser, nie jakiś gatunek, tylko po prostu żółty (przynajmniej u nas tak było), drugi, to ta spódniczka, dobrze ją pamiętam, było mnóstwo podrzucania, była z klosza (przymarszczonego)w kolorze lila, dół wykończony był angielskim haftem.

Miała też bardzo szeroki pasek, zapinany na cztery guziki, tak, że pasek sięgał mi prawie do piersi i był usztywniany w środku szarym płótnem, by był dość sztywny, co utrzymywało ów pasek i on się nie zwijał.

Pamiętam też reakcję, tego o którym tu wspomniałam, bo spódnica była bardzo długa, prawie do kostek.

Zobaczcie jak świstek papieru, może pobudzić do wspomnień.
Pozdrawiam serdecznie.:D

Ps. Zobaczcie już mam pięćdziesiąty wpis na niepoprawnych, płodna jestem jednak.;P

 

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Przypomniałaś 'prozę" przaśnego komunizmu/ mądrale twierdzą, że za prl był jeno socjalizm/, wszystko należało wystać; ser, chleb, masło. Bez kolejki były jeno ocet i taka straszna pasta do podłóg "agatka"!
A to się działo w tzw wolne soboty/ w czasach w których"podrzucałaś"* spódnicę, była taka jedna w m-cu/ to był koszmar, nie starczało dla wszystkich np chleba.
pozdr
* wiem jak to się robi, nawet trochę potrafię to i dzisiaj choć nie ma takiej potrzeby. Ale na studiach miałem kolegę, co szył spodnie, zawsze co przerabialiśmy np kupione na ciuchach w warszawie wielkie, nietypowe jeansy lub sztruksy od handlarek za grosze/ xxl, i byłem jednym z lepiej, modnie odzianym/ jakie branie było u dziewczyn!!!, co za czasy!!/ i kiedyś sam musiałem mu pomagać przy moim zleceniu , obrzucałem, żeby się "nie siepało"!!/ w innych rejonach nazywa się to chyba obrzucanie/

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#6290

heh, podrzucić, obrzucić, wiadomo o co chodzi.
Moja mama umiała szyć, mamy do dziś maszynę, taką deptaną i to na niej zostały uszyte wszystkie moje panieńskie kreacje.
Jedno co było z komuny, to materiały, oczwista nie zawsze, ale łatwiej było upolować dobry gatunkowo materiał, czy wełnę, niż np. coś z konfekcji gotowej, w czym bez wstydu możnaby się było pokazać między ludzi.
Przeróbek nie dokonywałam, chyba tylko kilka razy szerokie nogawki zwężałam u spodni, bo np. kupiłam sobie rodzime dżinsy, chyba nazywały się "Arizona" i miały koszmarnie szerokie nogawki, gdy w modzie były zwężane do dołu.
Albo zakupione przez kogoś w enerdowie sztruksy, które też były szerokie.
A fakt, dziewczyny bardzo zwracały uwagę na to jak chłopak ubrany, a ja jeszcze zawsze patrzyłam na paznokcie.

A kolejki, Chryste, nie przypominaj, u nas w Golinie to był koszmar, bo sklepów tyle, ze na palcach policzysz i zawsze te same "wyżeraczki" w tych kolejkach.
Taką jak mnie, zawsze umiały z tych kolejek wypchnąć.

Pozdro.:D

Ps. A w tym zakładzie co pracowałam, mieliśmy dwie wolne soboty, gdy chodziliśmy na popołudniową zmianę. I były te soboty zagwarantowane, chyba że z planem byliśmy do tyłu, no to wtedy nawet nocną zmianę robiłam.

" Upupa Epops ".

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

" Upupa Epops ".

#6292

1.Blokowaliśmy dziewczynom kapciorkę, pakamerę gdzie była maszyna.Musiały biedaczki czekać aż skończymy. Mój kolega był geniuszem, potrafił przerobić niemal wszystko, co kupił to przerabiał; spodnie, koszule, czasami niestety zostawało cos co tylko mogło pasować na Wietnamczyka/ "W Polście duzio dobzie , nie, ale duzio zimno! nie," tak mawiali// studiował lat niespełna 10,potem ukrywał się w schronisku górskim tym sposobem uchował się od kretyńskiego sor;u/, dzisiaj konserwuje kościoły, robi wszystko od podłoża po sklepienia.
2. Ten koszmar sklepowy był powszechny i totalny od Goliny po Olsztyn!
3.Praca na zmiany!Znam, oj zaznałem i ja tego miodu. Najgorsza była II zmiana, wszyscy z pracy a ty do roboty. Aż żal serce ściskał.Trzecia, nocka dało się wyżyć.
Z planem komuna zawsze była na bakier, ale nawet jak wykonali go to i tak bywało, że nakrętki wyprodukowane w Golinie nie pasowały do trzpieni z Torunia!!!!
pozdr Cię, ewakuacja, jutro znów ostra jazda, a mgły straszne więc użyję sobie.
p.s. za tv nie przepadam, ale dzisiaj w tvpI po 20/ tylko tam zerkam/ był sympatyczny koncert ku czci Jan Pawła II, w miłej konwencji tak choreograficznej jak i muzycznej, czyli taki znośny.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#6295

została zakupiona po moim urodzeniu w sklepie GS , mimo, że była uszkodzona.
Uszkodzenie mój ojciec usunął, bo miał talneta takie i szyje ta maszyna do dziś.
na niej nawet mama mi sukienkę slubną szyła.

A pracowałam w zakładzie obuwniczym, w którym szyło się tylko cholewki, a te cholewki trafiały do Poznania, gdzie dostawaly podeszwy.
Pracowałam na "Manipulacji", czyli na oddziale krojeni tych cholewek i siekałam podszewkę, czyli świńską skórę.
No tak mi się w życiu ułozyło, że musiałam iść do pracy zaraz po ukończeniu pełnoletności.
A koszule na takie na stójkach też przerabiałam i dla siebie i dla moich sympatii.

I szerokiej drogi życzę, bez "geremków".
Pozdro.:D

Ps. Zerknęła na ten program, chwilę...ech...nie będę się wypowiadać.

" Upupa Epops ".

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

" Upupa Epops ".

#6298

A ja myślałem, że Bareja przesadzał w swych filmach...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#6304

a prześność był straszna, dziś niewyobrażalna.

Pozdro.:D
" Upupa Epops ".

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

" Upupa Epops ".

#6305