MIEDWIEDIEW "WPROST" JAK BREŻNIEW

Obrazek użytkownika Arnold Parszawin
Kraj

Trudno nie zauważyć, że w ocenach ponad dwudziestu już lat III RP coraz częściej i coraz głośniej pojawia się opinia opisująca dzisiejszą Polskę jako współczesną odmianę PRL-u, konkretnie nazywa się ją „PRL-em bis”. Nie będę ukrywał, że bardzo mnie bolą podobne oceny. Z dwóch powodów. Po pierwsze: jako człowiek, który wiek męski osiągnął jeszcze w komunizmie, doskonale zdaje sobie sprawę z ich wagi i znaczenia. Po drugie, co boli jeszcze bardziej, całkowicie się z nimi zgadzam.
Żeby nie być gołosłownym, przytoczę tylko kilka najistotniejszych faktów:

-przyjęcie przez rządzących i wspierający ich establishment zasady ograniczonej suwerenności Polski względem wschodniego sąsiada jako coś normalnego i oczywistego;

-wyraźna rezygnacja z budowania międzynarodowej pozycji Polski na fundamencie euroatlantyckim i powrót do podporządkowania się narzuconym przez innych warunkom geopolitycznym.

-wszechobecna propaganda sukcesu uprawiana przez partie władzy i wspierające je media;

-sojusz władzy z wiodącymi mediami ukierunkowany na totalną wojnę z partią opozycyjną i jej zapleczem społecznym;

-spychanie realnej opozycji politycznej na pozycje antysystemowe, i przedstawianie jej jako awanturniczej siły „zagrażającej ładowi i porządkowi konstytucyjnemu”.

-rehabilitacja i publiczne promowanie najbardziej skompromitowanych peerelowskich ikon przy równoczesnym marginalizowaniu pamięci o najbardziej zasłużonych w walce z komunistycznym reżimem.

Zupełnie nieoczekiwanie mogłem przekonać się dziś, że opisywane przeze mnie fatalne analogie pomiędzy III RP a PRL-e, to nie tylko kwestia uchwycenia z reguły dość abstrakcyjnych, nie dla każdego widocznych i oczywistych, trendów. Jak się okazuje, recydywa PRL-u przejawia się już całkiem bezwstydnie i groteskowo na poziomie najbardziej namacalnego konkretu. Otóż, wizyty w jednym z salonów prasowych o mało nie przypłaciłem dzisiaj wyrzuceniem z siebie treści pokarmowej – szczęśliwie skończyło się na samych odruchach wymiotnych. Co podziałało na mnie z taką mocą? Ano powrót w polskojęzycznej prasie do estetyki rodem z sowieckich organów propagandowych, że wspomnę choćby ukazujący się w wiadomych czasach kolorowy periodyk p.t. „SOWIETSKIJ SOJUZ”. Widzieliście okładkę ostatniego „WPROST” z wyretuszowanym do granic absurdu obliczem prezydenta Miedwiediewa. Natychmiast wróciły wspomnienia portretów tow. Gorbaczowa bez charakterystycznej plamy na czole i równie pamiętne wizerunki Leonida Breżniewa o wyraźnie wygładzony rysach twarzy, co zapewne miało czynić kałmuckie pochodzenie pierwszego sekretarza mniej rzucającym się w oczy.

Najwyraźniej red. Lis przechera, nasz rodzimy wzorzec dziennikarskiego wazeliniarstwa, zinterpretował po swojemu doktrynę p.o. premiera Tuska o „niewypowiadaniu Rosji wojny” i zrobił coś sam, by zadowolić niedźwiedzia, oddając w ten typowo rosyjski sposób należny mu szacunek.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Bynajmniej.

444Polska.bloog.pl

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"Nasze miejsce po stronie odwagi bezbronnej" - Jan Pietrzak

#113877

To są ludzie sowieccy, nie zmieniło się nic i nie zmieni się nic do momentu kiedy  zaczną się przesuwać Chińczycy. Potrzebują przestrzeni to normalne, wszystko w swoim czasie. Uczmy się cierpliwości. 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

miro

#127465