Lekarze nie utrudniają życia pacjentom - informacje z pierwszej ręki

Obrazek użytkownika Peacemaker
Kraj

Miałem dziś przyjemność skorzystać ze świątecznej pomocy... medycznej. Przy okazji niespodziewanej wizyty uciąłem sobie miłą i budującą rozmowę z Panią Doktor.

Przede wszystkim media wprowadzają odbiorców w błąd informując, (a w zasadzie dezinformując), że lekarze z lenistwa stawiają gdzie popadnie słynną pieczątkę, bo im się nie chce sprawdzać refundacji leków. Pani Doktor miała przy sobie aktualną listę, szybko sprawdziła jaka refundacja jest przypisana do przepisywanego antybiotyku i bez żadnych ceregieli wpisała tę wartość na recepcie. Mogła tak zrobić, gdyż wyraźnym działaniem Opatrzności miałem przy sobie druk ZUS RMUA*. Jak Pani Doktor wytłumaczyła, robi tak zawsze, gdy chory przyniesie jednoznaczny dowód ubezpieczenia (od którego jest uzależniona refundacja). Pieczątkę "Refundacja do decyzji NFZ" stawia tylko w przypadku, gdy nie jest pewna, że pacjent ma opłacone aktualne ubezpieczenie. Spotkało Ją już z tego powodu kilka bardzo nieprzyjemnych sytuacji, bo niektórzy pacjenci nie orientują się w tej "papierkologii", zaś swoją złość i bezradność odreagowują oczywiście nie na ustawodawcach ani nie na Narodowym Funduszu Zdrowia, tylko na Niej. Raz musiała zrobić odstępstwo od tej reguły, bo: "dziewczyna wymagała szybkiego rozpoczęcia leczenia, więc najwyżej refundacja pójdzie z mojego portfela, wolę mieć czyste sumienie" - opowiedziała mi krótko.

Cały nonsens i absurd ustawy polega na tym, że nakłada na lekarza obowiązek sprawdzenia czy pacjent posiada aktualne ubezpieczenie. Z emerytami oraz dziećmi sprawa jest prosta. Gorzej z pracującymi. Jeśli przykładowo firma zalega z wypłatami, to choć taka osoba ma umowę o pracę i odpowiedni stempelek w książeczce zdrowia, to składki ubezpieczeniowe nie wpływają do ZUS lub wpływają z opóźnieniem. Osoba taka formalnie nie jest ubezpieczona i jeśli lekarz przepisze jej lek z refundacją, wówczas może zostać obciążony kosztami tejże refundacji wraz z odsetkami, a nawet dodatkową karą.

Czy na miejscu lekarza godzilibyście się na coś takiego? Czy bralibyście na swoje barki ciężar odpowiedzialności za finansowanie leczenia kogoś i tak okradanego przez firmę? I przede wszystkim jakim prawem to lekarze mają ponosić skutki nieuczciwości zwykłych złodziei okradających swych pracowników i państwo? Użyłem słowa "złodziei" z pełną premedytacją i świadomością (jeden taki złodziej już chce się ze mną procesować za podobną wypowiedź konkretnie na temat jego procederu), gdyż użycie w tym przypadku słowa "pracodawców" byłoby obelgą pod adresem tysięcy uczciwych prywatnych i państwowych podmiotów rzeczywiście dających pracę, płacących za nią i uczciwie odprowadzających wszelkie składki i podatki.

Wnioski z krótkiej, miłej i bardzo pouczającej rozmowy z Panią Doktor są dwa. Ten budujący, to że mamy wspaniałych lekarzy, którzy w żadnej mierze nie chcą utrudniać życia pacjentom ani farmaceutom, a jedynie słusznie bronią się przed tym, aby wmyśl najnowszego pomysłu ustawodawców skutki defraudacji pensji i składek ubezpieczeniowych pracowników okradanych przez swych zwierzchników nie spadły na nich. Ten dołujący, to że mamy beznadziejne państwo, które ostatecznie weszło na drogę ku bankructwu i rozpadowi.

Dlaczego bankructwo? Gdy rząd PiS wprowadzał zmiany prawne zaostrzające kary za niepłacenie przez pracodawców składek ubezpieczeniowych pracowników, wówczas ówczesna opozycja (będąca dzisiejszą władzą) grzmiała, że spowoduje to katastrofę na rynku pracy katastrofę gospodarczą i cały szereg innych katastrof i załamań. Faktyczny efekt był taki, że bezrobocie spadło z wyniku dwucyfrowego do jednocyfrowego, wzrost PKB poszybował na 6,7% roczny deficyt budżetowy zszedł grubo poniżej dopuszczalnych 3% PKB (o ile dobrze pamiętam, było to 1,8%). Jeśli więc obecnie władza robi ruch odwrotny - przenosi odpowiedzialność ze złodziei na całą resztę podatników (w tym przypadku konkretnie na lekarzy), to efekty gospodarcze muszą być odwrotne.

Dlaczego rozpad? Widoczna na przykładzie lekarzy zasada "dziel i rządź" realizowana przez rząd Tuska poprzez skłócanie rozmaitych grup społecznych i wiecznych wojnach z "wrogami publicznymi" prowadzi do coraz większej atomizacji społeczeństwa. Koniec tego procederu może być dwojaki: albo ci, co już zostali umieszczeni na liście wrogów publicznych dogadają się z całą resztą (czekającą w kolejce do umieszczenia na tejże liście) i spuszczą rządowi taki łomot, że najlepsze zastępy chirurgów plastycznych nie pomogą, albo też "wrogowie publiczni" i jeszcze-nie-wrogowie wezmą się za łby (uchowaj nas Boże przed takim scenariuszem i przed tym, co może się z niego wyłonić). Ale to już temat na osobny artykuł.

*) Choroba dopadła mnie niespodziewanie (choruję średnio raz na dwa lata) w długi weekend, kilkadziesiąt kilometrów od miejsca zamieszkania. Był to prawdziwy Palec Boży - druki rozdawała nasza Pani Księgowa w czwartek, bezpośrednio przed moim wyjazdem na weekend, na który ruszałem prosto z firmy - tylko dlatego druk ZUS RMUA trafił do podręcznego plecaczka.

Ps. Niespodziewana choroba jest dla mnie też opatrznościową lekcją pokory, na zasadzie "nie życz drugiemu co tobie niemiłe"... Kilka dni temu, przy okazji informacji o chaosie w niektórych łódzkich ZOZ-ach i NZOZ-ach wywołanym gwałtownymi zmianami po rozstrzygnięciu konkursu na świadczenie usług medycznych, śmiałem się po cichu z kumpla, co wcześniej biadolił na państwową służbę zdrowia (oczywiście sam jest - jak większość wyborców PO - pracownikiem instytucji państwowej) i teraz zachorował w samym środku tego cyrku... No ładnie! Śmiałem się z niego, więc i mnie dopadło :D))) Mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa!

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Redaktorka z TV chciała się dowiedzieć od lewicowego ministra zdrowia kiedy dojdzie do porozumienia z lekarzami? Na to Arłukowicz który kiedyś był lekarzem ale później wygrał rywalizację na agenta i został celebrytą odpowiedział że dziś świętujemy z J. Owsiakiem zbierając datki więc niech chorzy poczekają spokojnie jeszcze parę dni.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#213210

I za to pan minister powinien zostać obity po ryju !

Pozdrawiam.
contessa

_________________
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten aldd meg a Magyart

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

contessa

___________

"Żeby być traktowanym jako duży europejski naród, trzeba chcieć nim być". L.Kaczyński

 

 

#213273

po ryju to za mało, spuścić go do kloaki, jak najszybciej.
------------------------------------------------------------ Jeszcze Polska nie zginęła / Isten aldd meg a Magyart
__________________________________________________________
Pokora i uległość tylko do wzmocnienia i utrwalenia niewoli prowadzi(J.Piłsudski)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pokora i uległość tylko do wzmocnienia i utrwalenia niewoli prowadzi (J.Piłsudski)

#213310

Logicznym rozwiązaniem byłoby uznanie, że po okazaniu legitymacji i pieczątki lekarz w dobrej wierze uznaje pacjenta za ubezpieczonego, natomiast skutki faktycznego braku ubezpieczenia z powodu nieodprowadzenia składek spadają na barki sprawcy, czyli nieuczciwego pracodawcy. Oczywiście wraz z natychmiastową egzekucją wszystkich zaległych składek.

Tak by było w normalnym państwie, ale w naszym złodziej-pracodawca pozostaje bezkarny, a odpowiada Bogu ducha winny lekarz, który przecież na odprowadzanie składek przez pracodawcę nie ma najmniejszego wpływu, ale za ich nieodprowadzanie przez pracodawcę - jak się okazuje - odpowiada jak najbardziej i to finansowo.

W związku z powyższym ten przepis powinien zostać jak najszybciej zaskarżony jako niekonstytucyjny.

Życzę szybkiego powrotu do zdrowia,

Iranda

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Iranda

#213323

Bardzo się cieszę (broń Boże z niedomagań!), że trafiła się Panu taka rozumna pani doktor i dzięki temu mógł Pan przytoczyć z nią rozmowę. Ja, a właściwie moja babcia chora na alzhimera, także mam szczęście do rozumnego, znającego swoich pacjentów doktora, który wypisał babci receptę  oznakowaną "P". Kilka dni wcześniej byłam u pani doktor neurolog, która diagnozowała babcię i wystawiła jej zaświadczenie o chorobie przewlekłej; nic nie wskórałam, nie dostałam recepty z uprawniona refundacją. Popieram lekarzy w ich proteście. To co rząd robi to zwyczajne chamstwo i żerowanie na niewiedzy lekarzy, którzy ta wiedzę chcieli by mieć, a nie mają do niej dostępu. To łapanie niewinnych ludzi w pułapkę dla zarobienia paru groszy (w sumie chytry plan!). Na przykładzie Pańskiej pani doktor i naszego doktora widać, że są "lekarze" i lekarze.

Mój syn mawia: "Są ludzie i ludziska, są dziwy i dziewczęta", co w tym kontekście wydaje mi się bardzo trafne.

Pozdrawiam i dużo zdrowia życzę!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

zdumiona

#213747