Literówka

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

Tata Łukaszka siedział przy stole i z przerażoną miną patrzył na piętrzące się przed nim pudełka papierosów.
- Czyś ty oszalał?! - ruszyła na niego babcia Łukaszka. - Po coś ty to kupił?! Przecież u nas nikt nie pali!
- Trzeba będzie zacząć - rzekł posępnie tata Łukaszka. Babcia popatrzyła z niepokojem na tatę Łukaszka i zawołała na pomoc dziadka Łukaszka.
- Coś się musiało stać - stwierdził dziadek. - Tylko co?
- Piszą w gazetach - odezwał się tata Łukaszka (nadal posępnie).
Mama Łukaszka zaprotestowała - w "Wiodącym Tytule Prasowym" niczego takiego nie pisano. A jeśli "Wiodący Tytuł Prasowy" o czymś nie pisze, to znaczy, że tego nie ma.
- W mojej gazecie piszą - rzekł tata Łukaszka i podał egzemplarz "Krajowej". Na pierwszej stronie był wielki artykuł. Po rewolucyjnych zmianach sprzed pięciu lat, kiedy wprowadzono zakaz palenia w barach, pubach, pociągach, szkołach i wielu innych miejscach, niewiele zostało. Nadal popalano po kątach, a bywało, że i otwarcie. Dlatego postanowiono pójść na całość.
- I wprowadzono całkowity zakaz palenia - przeczytał dziadek Łukaszka. - No i bardzo dobrze, niech ci truciciele...
- Przeczytajcie dokładnie - westchnął tata Łukaszka i zaczął dokładnie oglądać jedną z paczek.
- I wpro... - zaczął dziadek i przerwał. - Co oni tu piszą? Że wprowadzają całkowity nakaz palenia?
- To jakaś pomyłka - wyjąkała mama Łukaszka.
- Ktoś oszalał - stwierdziła krótko babcia Łukaszka.
- To co, trzeba będzie palić fajki? - spytał Łukaszek.
- Ja nie chcę! - wystraszyła się siostra Łukaszka. - Wiecie jaka skóra robi się na twarzy po papierosach? A na rękach?
- Jutro zaczynam - rzekł z niechęcią tata Łukaszka i powąchał jedną z paczek.
- Ja też? - spytał Łukaszek.
- Ty nie - odparli zgodnie wszyscy. - Jesteś jeszcze za mały.
- To i dobrze - rzekł spokojnie Łukaszek. - Wolę za kieszonkowe kupić sobie chipsy.
- Chipsy? - zastanowiła się mama Łukaszka. - To może już jednak lepiej te papierosy...
- A propos kieszonkowego: kto będzie kupował papierosy? - spytała czujnie babcia.
- Każdy sam - zaproponował dziadek.
- Mnie nie stać!
- Musimy - westchnął tata Łukaszka.
- Czy ty musisz być takim legalistą? - skrzywił się dziadek. I nie wiadomo jak by się to skończyło, gdyby ktoś nie wpadł na pomysł, aby zobaczyć wiadomości w telewizji.
W telewizji była straszna draka. Okazało się, że wszyscy - i posłowie, i senatorowie, i prezydent - chcieli uchwalić zakaz.
- To jakim cudem zrobił się z tego nakaz? - pytali reporterzy.
- Od momentu uchwalenia przepis przechodzi przez ręce urzędników - tłumaczył jakiś ważny polityk. - My głosujemy, oni go wpisują i publikują. Może ktoś gdzieś...
Po krótkim śledztwie dziennikarze ustalili, że poprzednik pewnej pani urzędniczki w łańcuchu legislacji wydał jej "zakaz", a jej następca odebrał od niej "nakaz". Telewizja pokazała panią urzędnik wysiadającą z samochodu z napisem "Dar lobby producentów papierosów". Opadła ją chmara reporterów i wszyscy zadali to samo pytanie.
- Jak to się stało, że miał być zakaz, a wyszedł nakaz?!
Pani westchnęła i wzruszyła ramionami:
- No cóż proszę państwa. Jedno drobna literówka, a państwo robicie z tego nie wiadomo jaką sensację. Literówka może przydarzyć się każdemu! A korektor edytora tekstu po prostu jej nie wyłapał. Zresztą litery "z" i "n" są tuż koło siebie na klawiaturze...
- Ma pani rację - orzekli reporterzy.
- Ona kłamie - stwierdził spokojnie Łukaszek.
- Skąd wiesz? - spytał zdumiony tata.
- Litery "z" i "n" nie są obok siebie...
Wszyscy ważni politycy stwierdzili, że biorą się do przerobienia nakazu w zakaz. Natychmiast. Tak, by jak najszybciej poprawka weszła w życie.
- Zrezygnujemy z czytań, komisji, a nawet z głosowań! - zapowiadano. Co prawda podniosły się głosy, że jest łamana demokracja, ale większość zgodnie twierdziła, że w słusznym celu. Bo nie można przecież zmuszać ludzi do palenia.
Hiobowscy odetchnęli z ulgą.
- A co zrobimy z tymi papierosami? - spytała babcia. - Pieniądze się zmarnują!
I wtedy ktoś zadzwonił do drzwi. Był to mąż dozorczyni, pan Sitko. Blady, wynędzniały.
- Ja wiem, że państwo nie palą... - zaczął słabym głosem. - Ale czy nie znajdzie się u państwa choćby pół papieroska? Ludzie chyba powariowali, wszystko z kiosków wykupili. Gadali coś o nakazie palenia.
- Może się coś znajdzie - rzekł ostrożnie tata Łukaszka.
- Dobrodzieju! Za każdą cenę...
Tata Łukaszka zaśpiewał podwójną. Pan Sitko nabył paczkę, a kiedy rozeszła się wieść, że u Hiobowskich są papierosy, wszystkie paczki zeszły jeszcze tego samego wieczora. Z potrójnym przebiciem.
- Nie ma tego złego... - rzekł tata Łukaszka z szerokim uśmiechem. Uśmiech zniknął mu z twarzy, kiedy stanęła przed nim babcia Łukaszka i zażądała części zysku.
- Za co? - spytał zaskoczony tata.
- Mieszkamy razem! Jesteśmy rodziną!
- A kto wyłożył pieniądze na papierosy? - odbił piłeczkę tata i po krótkiej, acz burzliwej dyskusji obronił swój zysk przed roszczeniami babci.
A drugiego dnia podano, że wprowadzono w życie poprawkę. Teraz zamiast "całkowitego nakazu palenia" był "niecałkowity nakaz palenia".

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

przeciez palić można w ognisku! W ramach nakazu oczywiście! A to jeszcze się państwowy monopol wzmacnia. A propos monopolu - jak prywatyzują lasy, to może by tak i monopole?...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#108082

nowy - stary kawał...

===

Późną nocą, po silnie zakrapianej imprezce, mocno nawalony Bronek wraca do domu przez Plac Zamkowy w Warszawie. Nagle słyszy jak ktoś wysoko z góry woła:
- Bronek! Bronek!...
Podnosi wzrok do góry i widzi że to Zygmunt III Waza.
- Bronek! Załatw mi konia! Poniatowski ma konia, Sobieski ma konia a ja tu tyle lat stoję na nogach!
Wraca na drugi dzień pod pomnik króla, ale tylko po jednym "głębszym" (na odwagę!) i znów słyszy:
- Bronek! Załatw mi konia!...
Utwierdziwszy się w przekonaniu, że to nie była pijacka zjawa pobiegł do swojego przyjaciela Donka, podzielić się tym co zobaczył.
- No, Bronek! Bujać to my, ale nie nas! Nigdy nie uwierzę, żeby pomnik przemówił do człowieka.
- No to chodź ze mną i przekonaj się, że mówię prawdę.
Jak postanowili tak i zrobili.
Jeszcze nie doszli do placu Zamkowego a już słyszą głośne:
- Bronek! Bronek! Co ty prowadzisz?!.. Przecież prosiłem o konia a nie osła!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

... to przyjemne czasami żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi...

#108125