Ferie i policja jeszcze raz

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

Oczywiście nikt Łukaszkowi nie uwierzył w to, co robiła policja w markecie.
- Bzdury i tyle - skomentował tata.
Ale rano następnego dnia wszyscy stwierdzili, że rzeczywiście - coś się stało.
Policja kompletnie zmieniła taktykę.
Około siódmej rano osiedlem przemaszerowała grupa funkcjonariuszy śpiewając:

Z garaży i biur
Wyszliśmy na dwór...

Rozstawiali się w łańcuszku co kilkaset metrów, tak, aby każdy widział swoich sąsiadów. I zaczęli krążyć po osiedlowych alejkach nieprzekraczając jednak swojego rejonu patrolowania. Zazwyczaj była to jedna osiedlowa alejka.
- Poszaleli? - zdumieli się babcia i dziadek obserwując z okna manewry funkcjonariuszy. Łukaszek był wściekły. No bo gdzie tu się bawić i w co, gdy nieustannie wisi nad nimi czujne oko policji.
Godzinę później razem z Grubym Maćkiem i okularnikiem z trzeciej ławki przemykali od bloku do bloku.
- Oni są wszędzie - jęczał okularnik. Policjanci rzeczywiście byli wszędzie. W końcu jakiś emeryt nie wytrzymał, podszedł do jednego z nich i zapytał co się właściwie dzieje.
- W związku z tym, że nie mamy pieniędzy na benzynę, opracowano nową taktykę - wyjaśnił funkcjonariusz. - Pieszą. Nazywa się "sztafeta".
- Józek!!! Józek!!! - darł się ktoś niedaleko.
- Ale... - chciał pytać dalej dociekliwy emeryt.
- Proszę nie zakłócać łączności bezprzewodowej! - zwrócił mu uwagę policjant i odkrzyknął:
- Co jest?!!!
- Złodziej!!! Biegnie w twoją stronę!!!
- Dobra, dzięki!!!
- Co to było? - wyjąkął emeryt.
- Łączność bezprzewodowa.
- To??? Myślałem, że jakieś komórki... Albo chociaż krótkofalówki...
- No co pan, przecież to kosztuje!
- Będą łapać złodzieja - podekscytowali się Łukaszek i spółka. Podeszli bliżej, żeby lepiej widzieć. Byłoby o czym opowiadać w klasie po feriach!
Policjant ich rozczarował. Nie dość, że kazał im się odsunąć, to jeszcze nie łapał złodzieja!
Złodziej, młody cżłowiek z torebką w ręku, nadbiegał powoli dysząc ciężko.
- Odsunąć się, odsunąć się - komenderował policjant.
- Nie łapie go pan? - pytali zdumieni przechodnia posłusznie robiąc korytarz dla uciekiniera.
- A po co? Sam się zmęczy i odda - rzekł policjant. - Zenek!!! - krzyknął do następnego policjanta w sztafecie, stojącego koło skrzyżowania ulic. - Uważaj, zaraz puszczam złodzieja w twoją stronę!!!
Złodziej minął ich. Biegł coraz wolniej, potknął się o swoją nogę i przewrócił.
- No i proszę - powiedział zadowolony policjant. Podszedł do leżącego rabusia i bez wysiłku wyjął mu torebkę z ręki. - Stuprocentowa skuteczność.
- Odwieziecie go na posterunek? - zapytał ktoś z tłumu.
- Nie. Przecież mówiłem, że nie mamy benzyny. Jak trochę odpocznie i wstanie to przekażę go w ręce kolegi, on w ręce następnego... I tak aż do samej komendy.
- Sztafeta - domyślił się dociekliwy wcześniej emeryt.
- Tak jest. Sztafeta.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Zupełnie jak u Mrożka? :))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#13893