Ferie i policja

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

Ferie ledwo co się zaczęły. Gruby Maciek przyleciał z samego rana po Łukaszka (ferie takie krótkie, nie można marnować czasu!) i poszli gdzieś za blok. Później widziała ich przez moment dozorczyni, pani Sitko, odgarniająca śnieg przed wejściem. Gonili okularnika z trzeciej ławki. Dziesięć minut później to okularnik gonił ich. Po kolejnych dziesięciu minutach w najlepszej komitywie grali w nogę puszką po piwie.
Potem ich gdzieś wcięło na jakieś dwie godziny, a gdy pojawili się ponownie pod blokiem przyłapała ich babcia Łukaszka.
- Majonezik - powiedziała groźnie do Łukaszka.
- Co majonezik?
- Kup majonezik - zakomenderowała babcia. Łukaszek wziął portmonetkę i posłusznie ruszył w stronę osiedlowego sklepiku.
- Nie! Nie tam!! Do marketu!! Bo tam jest parę eurocentów taniej!!
- Ale to daleko - próbował Łukaszek.
- Młody jesteś, nogi masz zdrowe, zresztą i tak latasz cały dzień po podwórku. Idź!
I Łukaszek poszedł. Jego wieni druhowie poszli razem z nim. Po prostu nie mieli żadnego innego zajęcia.
W markecie był spory tłum ludzi.
- Czy oni też mają ferie? - zapytał zdumiony Gruby Maciek. Zawsze wydawało mu się, że w dzień powszedni, przed południem, wiekszość dorosłych jest w pracy. Niestety, jego pytanie pozostało bez odpowiedzi. Łukaszek znalazł najtańszy majonez i udali się w kierunku kas.
- Policja! - wystraszył się okularnik z trzeciej ławki. Przy każdej kasie stał funkcjonariusz.
- Co oni tu robią? - zdumiał się Łukaszek.
- Patrzą co pakujesz do siatki, a jak coś ukradłeś to... - i wystraszony okularnik przeciągnął palcem po szyi. - Na filmie widziałem!
- Nie pier... - rzekł uspokajająco Gruby Maciek. - Niczego nie zrobilismy i mogą nam...
Dzielnie stanęli w kolejce do kasy, ale im mniej osób było przed nimi tym bardziej rzedły im miny. Wreszcie nadeszła ich kolej. Pani kasjerka zmęczonym głosem odczytała cenę. Łukaszek dał monetę, zgarnął resztę i kątem oka zobaczył, że stojący za kasą policjant wziął do ręki jego majonez.
- O ja cię! - wyrwało się okularnikowi.
Policjant spojrzał na nich z nienawiścią, wziął siatkę foliową, włożył majonez do siatki i im go oddał. Drugą ręką podsunął słoik. Słoik był zwyczajny, szklany, z pokrywką, w której wycięto szczelinę. Był częściowo wypełniony bilonem. Na słoiku była nalepka z napisem:
"Na paliwo do radiowozu".

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#13836