Wojciech Sumliński - rozprawa z dn.12.03.2014 r.

Obrazek użytkownika contessa
Kraj

Autor: ANDER

Przedstawiam Państwu kolejną relację z procesu, w którym Prokuratura, powołując się na art.230 par.1 kodeksu karnego, oskarża dziennikarza śledczego Wojciecha Sumlińskiego oraz byłego wysokiego funkcjonariusza kontrwywiadu PRL, płk.Aleksandra L., o rzekomą płatną protekcję podczas procesu weryfikacji żołnierzy WSI, prowadzonym przez komisję pod przewodnictwem Antoniego Macierewicza w czasie likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych. Rozprawie przewodniczył, tak jak dotychczas, sędzia Stanisław Zdun,  a Prokuraturę reprezentował ponownie prokurator Waldemar Węgrzyn. Na rozprawę jako świadkowie stawili się Barbara Tobiasz (wezwana po raz drugi) oraz dziennikarz Jarosław Jakimczyk - nie stawiła się dziennikarka Anna Marszałek, która usprawiedliwiła swoją nieobecność chorobą dziecka.

Ponieważ świadek Barbara Tobiasz zeznawała już przed Sądem w dn. 22.01.2014 r., ale brak czasu nie pozwolił wtedy na zadawanie jej pytań, Sąd od razu zwrócił się do stron, czy mają do świadka jakieś pytania. Na prośbę Wojciecha Sumlińskiego, Przewodniczący Składu Sędziowskiego odczytał ponownie jej zeznania z sali sądowej - po ich odczytaniu Wojciech Sumliński wygłosił krótkie oświadczenie, w którym powiedział, że pytania, jakie musi zadać Barbarze Tobiasz, zada z obowiązku, ze względu na sytuację, w której się znalazł na sali sądowej jako oskarżony, ale postara się przy tym uwzględnić jej trudną sytuację, związaną a faktem, że jest ona wdową po swoim mężu, płk. Leszku Tobiaszu.

Na początek Wojciech Sumliński zapytał Barbarę Tobiasz, skąd wie, że mężczyznami, którzy szli przed nią i jej mężem uliczkami Starego Miasta, gdy jej mąż późnym wieczorem prowadził ją do restauracji, w której odbywał swoje spotkanie, byli Aleksander L. oraz Wojciech Sumliński - Barbara Tobiasz odpowiedziała, że to on jej o tym powiedział, lecz znacznie później, kiedy sprawa rzekomej korupcji w Komisji Weryfikacyjnej WSI wypłynęła w mediach, aczkolwiek dopytywana tak przez Wojciecha Sumlińskiego, jak i przez sędziego Stanisława Zduna, przyznała, że nie widziała twarzy tych mężczyzn i nie potrafiłaby ich rozpoznać, więc opiera się tylko na słowach swojego męża. Barbara Tobiasz dodała, że podczas spotkania w restauracji również nie widziała tych mężczyzn, a twarze oskarżonych pierwszy raz zobaczyła, kiedy pojawiły się one w mediach - nie pamięta jednak, kiedy to było.

Wojciech Sumliński chciał się następnie dowiedzieć od świadka, co się działo dalej, po wejściu do restauracji, ale Barbara Tobiasz odparła, że nie wie, nie pamięta - a na pytanie Sądu, dotyczące tej samej kwestii, odpowiedziała, że nie jest w stanie sobie przypomnieć, co się stało z tymi dwoma mężczyznami, bo w lokalu, jak jej się wydaje, nie było już wtedy innych osób poza nią, jej mężem i mężczyzną, z którym jej mąż miał spotkanie. Później widziała już tylko tego jednego mężczyznę - czyli, jej zdaniem, Leszka Pietrzaka - choć nie widziała w zasadzie samego spotkania, bowiem oczekiwała na jego zakończenie w innym pomieszczeniu restauracji, gdzie piła herbatę.

Po tych słowach Sąd stwierdził, że widzi w jej zeznaniach sprzeczność, bowiem wcześniej twierdziła, że widziała wszystkich czterech mężczyzn (włączając jej męża) razem w restauracji - czy w takim razie w środku widziała czterech mężczyzn, czy tylko dwóch? Barbara Tobiasz nie była w stanie jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, przyznając w końcu, że nie jest pewna, czy widziała wszystkich razem, czy tylko swojego męża oraz Leszka Pietrzaka. Sędzia zapytał, czy w takim razie nie jest pewna tego, co zeznała przed miesiącem - Barbara Tobiasz odparła, że nie jest pewna, czy widziała czterech mężczyzn, czy tylko dwóch, może tylko powiedzieć, że widziała swojego męża i, jej zdaniem, Leszka Pietrzaka, oraz dwóch niezidentyfikowanych mężczyzn, wchodzących do restauracji.

Po tych słowach Barbary Tobiasz o zgodę na wygłoszenie krótkiego oświadczenia poprosił Wojciech Sumliński, który stwierdził, że po tym, co usłyszał od świadka, gdyby nie to, że sprawa jest poważna, to pomyślałby, że to jest jakiś kabaret.

Następnie Wojciech Sumliński poprosił Barbarę Tobiasz, aby opisała tych dwóch mężczyzn,którzy szli przed nią i jej mężem uliczkami Starego Miasta. - Po prawej stronie szedł niższy, barczysty, a po lewej wyższy, lekko pochylony; żadnych innych szczegółów nie pamiętam - stwierdziła Barbara Tobiasz.

Po tej odpowiedzi świadka, Wojciech Sumliński, za zgodą Sądu, wygłosił kolejne oświadczenie:

W mojej ocenie to, co usłyszeliśmy od świadka Prokuratury, jest znamienne dla tej całej sprawy, w której świadkowie albo niczego nie pamiętają, albo składają sprzeczne z samymi sobą zeznania, mówią dużo, albo mało, ale nie usłyszałem od trzech lat ani jednych zeznań mojej rzekomej winy. Pani Tobiasz jest potwierdzeniem tego faktu, bo zeznania świadka polegające na relacji "mąż mi powiedział, że tak było" pozostawiam do oceny Sądowi - oświadczył Wojciech Sumliński.

Sąd postanowił, że odczyta zeznania Barbary Tobiasz z postępowania przygotowawczego. Pokrywały się one mniej więcej z tym, co zeznała ona na rozprawie w dn. 22.01.2014 r., opisując okoliczności spotkania swojego męża z nieznanymi jej wtedy mężczyznami na Starym Mieście w Warszawie, aczkolwiek w zeznaniach tych podała, jeśli dobrze zrozumiałem, że jeden z tych dwóch mężczyzn, którzy szli przed nią i jej mężem, gdy udawali się do restauracji, w której jej mąż miał spotkanie, "gdzieś zniknął", a drugi wszedł do restauracji. Jej mąż, z tym właśnie mężczyzną, którzy wszedł do restauracji, poszli do drugiej sali, a ona poszła do toalety i nie widziała, co się działo dalej, bowiem potem przebywała w innym pomieszczeniu restauracji, niż to, w którym jej mąż odbywał spotkanie. Z jej zeznań, złożonych w postępowaniu przygotowawczym, wynikało również, że okazano jej karty, prawdopodobnie z fotografiami jakichś mężczyzn, a ona na jednej z nich, karcie nr 2, wskazała mężczyznę, który był, jej zdaniem, najbardziej podobny do osoby, z którą jej mąż odbywał spotkanie - był to Leszek Pietrzak.

Po odczytaniu tych zeznań i kilku pytaniach, w których Sąd starał się doprecyzować okoliczności, które miały miejsce przed spotkaniem, sędzia Stanisław Zdun zapytał Barbarę Tobiasz, czy jej mąż miał tego wieczoru jedno, czy dwa spotkania - bowiem z jej zeznań wynikało, że po przybyciu samochodem na Stare Miasto, na ulicę Podwale, jej mąż zostawił ją w samochodzie na ok. godzinę, po czym, gdy zadzwoniła do niego pytając, jak długo jeszcze będzie trwało jego spotkanie, bo było jej już zimno, a on nawet nie zostawił jej kluczyków do samochodu, przyszedł po nią i zaprowadził ją do restauracji, aby się ogrzała, napiła czegoś ciepłego i tam zaczekała, aż wreszcie zakończy swoje spotkanie. Barbara Tobiasz odpowiedziała, że jej mąż posługiwał się liczbą pojedynczą, mówił, że jedzie na spotkanie.

Wojciech Sumliński zapytał Barbarę Tobiasz, czy wie, że przeciwko jej mężowi toczyło się postępowanie karne - Barbara Tobiasz odpowiedziała, że o tym nie wiedziała. Sędzia Stanisław Zdun zapytał Barbarę Tobiasz, czy wiedziała, że jej mąż został skazany prawomocnym wyrokiem Wojskowego Sądu Okręgowego - również w tym przypadku Barbara Tobiasz zaprzeczyła, aby było jej to wiadome. Wojciech Sumliński chciał się dowiedzieć od świadka, czy wiedziała, że jej mąż starał się o weryfikację przed Komisją Weryfikacyjną WSI - i w tym przypadku Barbara Tobiasz odpowiedziała, że o tym nie wiedziała. Nie wiedziała również, odpowiadając na pytanie Sądu, że jej mąż starał się o wyjazd na placówkę zagraniczną - choć zaznaczyła, że gdyby jej mąż chciał wyjechać, to oczywiście by z nim pojechała, bowiem już raz byli całą rodziną na placówce, w latach 1996 - 1999, w Moskwie. Sędzia Stanisław Zdun zapytał świadka, czy jej mąż uzgadniał z nią takie rzeczy - Barbara Tobiasz odparła, że przed tamtym wyjazdem mąż pytał się o jej zdanie w tej sprawie. Kolejne pytanie zadał Wojciech Sumliński, który chciał się dowiedzieć, czy płk. Leszek Tobiasz mówił swojej żonie o spotkaniach z Bronisławem Komorowskim lub Krzysztofem Bondarykiem - Barbara Tobiasz odpowiedziała, że nie mówił, a o spotkaniach tych dowiedziała się z mediów. Następnie oskarżony dziennikarz chciał się dopytać o kontakty towarzyskie, jakie utrzymywali państwo Tobiasz podczas swojego pobytu na placówce w Moskwie, w tym m.in. z Tomaszem Turowskim - Barbara Tobiasz odpowiedziała, że uczestniczyli tylko w ogólnych towarzyskich spotkaniach w ambasadzie, nie bywali na prywatnych spotkaniach w mieszkaniu u Tomasza Turowskiego.

Wobec braku innych pytań, na tym przesłuchanie Barbary Tobiasz zostało zakończone, a Sąd poprosił o wezwanie kolejnego świadka, dziennikarza Jarosława Jakimczyka. Sąd zapytał świadka, czy wie, w jakiej sprawie został wezwany - świadek potwierdził, po czym dodał, że swoje informacje na temat sprawy czerpie z tego, co ukazuje się w mediach oraz z relacji z procesu, ukazujących się w internecie, natomiast ze swojego przesłuchania w ABW w grudniu 2008 r., ze względu na upływ czasu, już niewiele pamięta. W związku z tą deklaracją świadka, Sąd postanowił odczytać jego zeznania, złożone podczas postępowania przygotowawczego.

Z zeznań tych wynika, że Jarosław Jakimczyk problematyką służb specjalnych, w tym WSI, zajmował się już od drugiej połowy lat 90-tych, jako dziennikarz śledczy. W latach 2003 - 2007 pracował jako dziennikarz w tygodniku "Wprost", a następnie jako redaktor w Telewizji Polskiej. Płk. Leszka Tobiasza poznał jesienią 2003 r., kiedy to skontaktował się on z nim na polecenie swojego ówczesnego szefa, gen. Marka Dukaczewskiego, aby podziękować za informacje i zdjęcia dotyczące jednostki białoruskich wojsk chemicznych. Jedno z kolejnych spotkań z płk. Tobiaszem odbyło się w siedzibie WSI, przy ul. Oczki - podczas tego spotkania płk. Leszek Tobiasz wypytywał go o białoruskich opozycjonistów. W swoich zeznaniach Jarosław Jakimczyk twierdził, że płk. Leszek Tobiasz jawił mu się osobą, która chciała go wykorzystać instrumentalnie, do sobie wiadomych celów.

Do ponownych kontaktów świadka z płk. Leszkiem Tobiaszem doszło na przełomie 2006/2007 r. - płk. Tobiasz skontaktował się z nim, opowiadając ze wzburzeniem, że otrzymał propozycję korupcyjną, mającą na celu przeprowadzenie jego pozytywnej weryfikacji przed Komisją Weryfikacyjną WSI, a autorem tej propozycji jest pewna osoba związana z dawnym WSW, przy czym nie chciał ujawnić, kim ta osoba jest. Na następnym spotkaniu świadek przekazał płk. Leszkowi Tobiaszowi listę członków Komisji Weryfikacyjnej, otrzymaną od swojego źródła, licząc na to, że płk. Leszek Tobiasz będzie chciał mu ujawnić więcej informacji na temat osób, które miały stać za tą rzekomą propozycją korupcyjną, ale płk. Leszek Tobiasz nadal nie chciał tych osób ujawnić. Kolejne spotkania z płk. Leszkiem Tobiaszem nic nie wnosiły, a na dodatek świadek zorientował się, że płk. Leszek Tobiasz nie mówi mu prawdy, jak choćby o swoim zaangażowaniu w sprawę arcybiskupa Paetza. Płk. Tobiasz, kontaktując się ze świadkiem, często dzwonił z różnych numerów telefonów, a gdy kiedyś świadek na taki numer oddzwonił, okazało się, że należy on do Bankowego Domu Brokerskiego, gdzie udało mu się uzyskać informację, że płk. Tobiasz jest znajomym prezesa tej instytucji, Przemysława Sułkowskiego. Podczas swojego ostatniego spotkania ze świadkiem, płk. Leszek Tobiasz, pytany przez niego, czy złożył wreszcie zawiadomienie do odpowiednich organów o propozycji korupcyjnej, którą jakoby miał otrzymać, odpowiedział, niezgodnie z prawdą, że takiego zawiadomienia nie złożył.

Podczas przesłuchania w postępowaniu przygotowawczym okazano świadkowi odręcznie sporządzoną listę członków Komisji Weryfikacyjnej - świadek powiedział, że nie jest to lista przekazana przez niego płk. Leszkowi Tobiaszowi, bowiem ta, którą przekazał, była sporządzona jako wydruk komputerowy. Świadek podczas przesłuchania nie chciał ujawnić, od kogo otrzymał tę listę, powołując się na tajemnicę dziennikarską - powołując się na nią odmówił również odpowiedzi na pytanie, czy utrzymywał kontakt z członkami ww Komisji. W odpowiedzi na pytania dotyczące znajomości z Wojciechem Sumlińskim, Aleksandrem L., Piotrem Bączkiem i Leszkiem Pietrzakiem, świadek zeznał, że Wojciecha Sumlińskiego znał ze wspólnej pracy już w końcu lat 90-tych w dzienniku "Życie", ale nie utrzymywał z nim jakichś zażyłych kontaktów; o płk. Aleksandrze L. słyszał, że jest szarą eminencją w Agencji Mienia Wojskowego, która to instytucja była oskarżana o kontakty z tzw. mafią paliwową, a sam Aleksander L. miał ponoć załatwiać wykreślenie z Raportu o likwidacji WSI nazwiska Ryszarda Krauzego. Odnosząc się do osoby Leszka Pietrzaka, świadek zeznał, że nie zna go osobiście, choć wie, że był członkiem Komisji Weryfikacyjnej WSI, natomiast o Piotrze Bączku słyszał, że pracował w SKW. Na okazanych mu podczas przesłuchania kartach, na jednej z nich rozpoznał Wojciecha Sumlińskiego, a na innej Piotra Bączka. Pytany o znajomość z innymi członkami Komisji Weryfikacyjnej WSI, świadek potwierdził, że zna Piotra Woyciechowskiego, a także Sławomira Cenckiewicza, lecz pozostałych osób nie zna.

Po odczytaniu zeznań Jarosława Jakimczyka, pierwsze pytanie zadał Wojciech Sumliński, pytając go, z jakich kręgów otrzymał listę członków Komisji Weryfikacyjnej, którą potem przekazał płk. Leszkowi Tobiaszowi. Świadek odparł, że nie były to kręgi dziennikarskie, a ponieważ nie był przekonany co do wiarygodności tej listy, to jej nie opublikował. Jarosław Jakimczyk dodał, że na tej liście było jedno nazwisko, którego nie było na tej pierwotnie otrzymanej od jego źródła informacji - zmiany tej dokonał sam, celowo, wstawiając osobę kojarzoną z Komisją Weryfikacyjną, aby sprawdzić, jakie będą dalsze losy informacji, które przekazał płk. Leszkowi Pietrzakowi. Z dużym zdumieniem zobaczył, że po kilku miesiącach lista ta pojawiła się w Gazecie Wyborczej, z błędem, który na niej wprowadził. Upewniło go to, nie kwestionując przy tym, czy płk. Leszek Tobiasz mógł być faktycznie przedmiotem jakiejś propozycji korupcyjnej, że stara się on prowadzić jakieś działania inspirujące w stosunku do mediów. Dopytywany przez Wojciecha Sumlińskiego, jaki był status tej listy, czy miała jakieś klauzule tajności, świadek odparł, że on żadnej klauzuli na tej liście nie widział.

Wojciech Sumliński zapytał następnie, w jakim celu Jarosław Jakimczyk przekazał tę listę oficerowi WSI - w odpowiedzi usłyszał, że świadek chciał zachęcić płk. Leszka Tobiasza do ujawnienia szczegółów propozycji korupcyjnej, którą ponoć otrzymał, a także sprawdzić jego wiarygodność. Świadek dodał, że w swojej pracy dziennikarskiej zajmował się analizą różnych patologii w WSI, m.in. przypadkami szpiegostwa na rzecz obcego wywiadu. Listę tę przekazał płk. Tobiaszowi albo na przełomie 2006/2007 r., albo kilka miesięcy później. Była to jego inicjatywa, albowiem chciał, aby płk. Tobiasz, wraz z pośrednikiem, którego tożsamości świadek nie znał, wiedząc tylko, że wywodzi się z WSW, pomogli mu ustalić, kto z członków Komisji Weryfikacyjnej może być zaangażowany w proceder korupcyjny, a przy tym sprawdzić również intencje, jakie przyświecały płk. Leszkowi Tobiaszowi - stąd wprowadzenie na listę przekazaną płk. Tobiaszowi osoby, której pierwotnie na niej nie było. Świadek zakładał, że płk. Leszek Tobiasz może go informować o części informacji prawdziwych, ale również przekazywać mu jakieś półprawdy albo nawet fałszywe informacje, dla osiągnięcia sobie wiadomego celu - z doświadczenia wiedział o charakterystycznej skłonności środowiska WSI do prowadzenia gier i operacji quasi-operacyjnych, także do celów poza-służbowych.

Na pytanie Wojciecha Sumlińskiego, czy płk. Leszek Tobiasz kiedykowiek mówił o nim świadkowi, Jarosław Jakimczyk odpowiedział, że nic takiego nie miało miejsca, płk. Tobiasz nigdy nie wspominał o żadnym dziennikarzu, który miałby być zaangażowany w tę propozycję korupcyjną, natomiast twierdził, że zaangażowane są w nią wysoko postawione osoby i wręcz teatralnie przy tym gestykulował, starając się wzmagać tym sposobem napięcie w tej sprawie -  lecz nigdy nie podał żadnego nazwiska. Wojciech Sumliński zapytał świadka o sprawę arcybiskupa Paetza - świadek wyjaśnił, że wiedział ze swoich wiarygodnych źródeł o zaangażowaniu operacyjnym płk. Leszka Tobiasza w tę sprawę oraz o inspirowaniu przez niego publikacji na ten temat, czego pułkownik się wypierał. Jeśli chodzi o pierwsze spotkanie z płk. Leszkiem Tobiaszem, świadek potwierdził, że płk. Tobiasz skontaktował sie z nim na osobiste polecenie gen. Marka Dukaczewskiego. Stało się to na wskutek przekazania, na drodze oficjalnej, poprzez sekretariat WSI, pozyskanych przez dziennikarzy, m.in. przez świadka, informacji nt białoruskich wojsk chemicznych, którymi to informacjami nie były zainteresowane ani Agencja Wywiadu, ani ABW - dziennikarzy ciekawiła opinia specjalistów na ten temat, pracujących na kierunku białoruskim. Następnego dnia zadzwonił do świadka właśnie płk. Leszek Tobiasz, który go poinformował, że dzwoni na polecenie swojego szefa, Marka Dukaczewskiego i proponuje spotkanie. Jedno z nich odbyło się w budynku redakcji "Wprost", a drugie w siedzibie Zarządu Kontrwywiadu WSI, przy ul. Oczki. Na pytanie Sądu, dlaczego zainteresował się tym kontrwywiad, świadek odpowiedział, że płk. Leszek Tobiasz pracował wcześniej w ataszacie wojskowym w Moskwie, a do kontrwywiadu był aktualnie oddelegowany, co nie było niczym odosobnionym w tej służbie.

Po przerwie, zarządzonej na wniosek obrońcy płk. Aleksandra L., swoje wyjaśnienia kontynuował Jarosław Jakimczyk. Wojciech Sumliński zapytał go, przytaczając fragment zeznań płk. Leszka Tobiasza, czy rzeczywiście łączyły go bliskie relacje z Adamem Jaworem, szefem Głównego Inspektoratu Celnego. Świadek odparł, że ostatni raz widział się z tą osobą ok. 2001 r., a informacje płk. Leszka Tobiasza o ich rzekomych bliskich kontaktach traktowałby jako niczym nie uprawnioną mistyfikację. Na pytanie Wojciecha Sumlińskiego, czy wiele było takich mistyfikacji ze strony płk. Leszka Tobiasza, świadek opowiedział o jednej, o której dowiedział się wiele lat później, od trzech niezależnych osób, których informacje pokrywały się w swojej istocie - że był celem operacyjnego rozpracowywania przez WSI. Podczas wizyty świadka w siedzibie tych służb w 2003 r., o której wspominał wcześniej, w związku z informacjami na temat białoruskich wojsk chemicznych, pozostawił swój telefon komórkowy w specjalnej skrytce, zamykanej na klucz. Telefon ten został z tej skrytki wyciągnięty i została wobec niego zastosowana jakaś technika operacyjna, choć nie wie, jakiego rodzaju - czy chodziło o kopiowanie kontaktów z karty SIM, czy też o zainstalowanie jakiegoś obcego oprogramowania, np. rejestrującego połączenia, wykonywane z tego telefonu czy też rejestrującego wysyłane i otrzymywane wiadomości tekstowe. Ponieważ jego wizyta w siedzibie Zarządu III Kontrwywiadu WSI miała charakter oficjalny, jeśli informacje na temat zastosowania tej techniki operacyjnej w stosunku do jego telefonu są prawdziwe, to płk. Leszek Tobiasz musiał być wtajemniczony w te działania - a z pewnością nie były one legalne, ponieważ wg wiedzy świadka, nie był on w tamtym czasie przedmiotem jakiegokolwiek postępowania, w którym Prokuratura by o takie działania wnioskowała.

Obrońca Wojciecha Sumlińskiego, mecenas Waldemar Puławski, zapytał świadka, dlaczego w ogóle interesował się weryfikacją WSI. Jarosław Jakimczyk wyjaśnił, że sprawami służb, w tym WSI, interesował się już, jako dziennikarz śledczy, od połowy lat 90-tych, a szczególnie zjawiskami patologicznymi w tej służbie - w 2002 r. opublikował w "Rzeczpospolitej" na ten temat ważny artykuł, "Jednostka Wojskowa 3362", który doczekał się nawet polemiki ze strony szefa WSI, gen. Marka Dukaczewskiego. Świadek dodał, że w swoich publikacjach w tamtym czasie m.in. postulował rozwiązanie Inspektoratu WSI. Na pytanie mecenasa Puławskiego, czy wobec świadka były prowadzone były jakieś próby prowokacji, werbunku czy też innych działań, które miałyby związek z postawieniem jego klienta, Wojciecha Sumlińskiego, w stan oskarżenia, świadek wyjaśnił, że jego zdaniem, działania płk. Leszka Tobiasza w latach 2006, 2007, 2008 nosiły znamiona inspiracji, której celem było ukazanie się artykułu w prasie, mówiącego o rzekomej korupcji w Komisji Weryfikacyjnej WSI, lecz on w tych działaniach w żaden sposób nie uczestniczył.

Wobec braku kolejnych pytań, na tym Jarosław Jakimczyk zakończył składanie swoich wyjaśnień przed Sądem. O głos poprosił jeszcze Wojciech Sumliński, który oświadczył, że pisemnie ustosunkuje się do akt, które napłynęły do Sądu (chodzi prawdopodobnie o akta z Wojskowej Prokuratury Garnizonowej w Warszawie, dotyczące płk.Leszka Tobiasza - przyp.aut.) - sędzia Stanisław Zdun stwierdził, że zwróci się jeszcze do innych prokuratur wojskowych, celem sprawdzenia, czy jakieś akta, dotyczące płk. Leszka Tobiasza, nie zostały przypadkiem "wypchnięte" poza Warszawę. Sąd ustalił też majowe daty rozpraw, 12-go oraz 26-go, obie o godz. 10 w sali 24, ale na razie nie podał nazwisk świadków, którzy zostaną na nie wezwani. W sprawie przesłuchania Prezydenta Bronisława Komorowskiego Sąd zwróci się drogą służbową, za pośrednictwem Prezesa Sądu Okręgowego - wstępnie planowany przez Sąd termin to czerwiec lub lipiec 2014. 

Natomiast kolejna rozprawa odbędzie się już za niecałe dwa tygodnie, 24 marca o godz.11:00, w sali 29, jak zwykle w gmachu Sądu Rejonowego dla Warszawy-Woli, ul. Kocjana 3 - wezwani są świadkowie Sławomir Cenckiewicz oraz Przemysław Wojciechowski.

Uprzejmie proszę Szanownych Czytelników tej relacji, aby w ewentualnych komentarzach posługiwać się imieniem i inicjałem nazwiska, współoskarżonego w tym procesie wraz z dziennikarzem Wojciechem Sumlińskim, byłego wysokiego oficera kontrwywiadu PRL, Aleksandra L., ponieważ nie wyraził on zgody na podawanie w relacjach z procesu swoich danych osobowych ani na publikowanie swojego wizerunku.

 

..................

Publikowane za pisemną zgodą Autora.

źródło:

http://ander.salon24.pl/573081,wojciech-sumlinski-rozprawa-z-dn-12-03-2014-r

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:2)

Komentarze

Bez szukania dowodów ,lecz stosowania pałkarza

Kłamstwa i mistyfikacje nie trzymają się faktów

Widocznie od ruskich zapożyczyła styl przypadków

Albo się uda mistyfikacja ,albo  nie uda

Ważne że będzie zamieszanie, a nie jakaś nuda

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"Z głupim się nie dyskutuje bo się zniża do jego poziomu"

"Skąd głupi ma wiedzieć że jest głupi?"

#420177