Rozmyslania na finiszu

Obrazek użytkownika Bartosz Wasilewski
Świat

Naprawdę ciężko wierzyć, że stanie się cud i John McCain wygra wybory prezydenckie w USA. Obama ma nie tylko olbrzymią przewagę w sondażach i budżecie. Według szacunków psz.pl senator z Illnois może liczyć na więcej głosów elektorskich niż potrzeba do wygrania elekcji (czyli 270 głosów), a wciąż w rozgrywce pozostaje kilka niezdecydowanych stanów.

McCain nie ma szans, Obama nie ma szans

Na samym finiszu kampanii Obamę było stać na wydanie 5 milionów dolarów w jeden dzień na promocję swojego najnowszego, około 30 minutowego spotu wyborczego. Obama łączy w nim swoją historię z historiami zwykłych Amerykanów, zachowuje się dokładnie tak, gdyby już zasiadał w Gabinecie Owalnym. Amerykanie to kupują, sondaże Obamy wciąż szybują w górę, jednocześnie pogrążając McCaina, którego sztab stać było w ostatnich dniach kampanii tylko na powtarzaniu ostrzeżeń przed podwyżkom podatków z propozycji Obamy. Karl Rove, żywy pomnik republikańskiej machiny wyborczej, niegdyś postrach demokratycznych polityków, dziś komentator Fox News, uważa, że przyszedł już czas, aby Republikanie pogodzili się z nadchodzącą epoką dominacji Demokratów i opracowali plan przetrwania na te ciężkie chwile. Wygląda na to, że sami Republikanie pogodzili się już z porażką. McCain nie ma szans na zwycięstwo.

Z dużym prawdopodobieństwem i małym ryzykiem możemy więc dziś powiedzieć, że 44 prezydentem Stanów Zjednoczonych zostanie Barack Obama. Jego problem polega jednak na tym, że ten morderczy maraton, który musiał przebiec podczas tej kampanii, to dopiero pierwsze wyzwanie przed którym stanie. Stawiam tezę, że Obama nie ma szans sprostać wyzwaniom, które się przed nim stawia.

Hope

Nadchodząca prezydentura, obojętnie czy zostanie obsadzona przez Demokratę czy Republikanina, będzie prawdopodobnie jedną z najtrudniejszych w historii Stanów Zjednoczonych. Wystarczy spojrzeć na listą problemów którą przyszły prezydent odziedziczy po administracji George’a Busha, dziś niemal jednogłośnie ocenianą jako katastrofalną prezydenturę. Otwiera ją oczywiście kryzys ekonomiczny, ale kolejne punkty są równie zatrważające: irackie bagno, coraz gorsza sytuacja w Afganistanie, poraniony amerykański autorytet, coraz bardziej aktywna i agresywna polityka takich państw jak Iran czy Rosja. Przy tych problemach, poprawienie stosunków z europejskimi sojusznikami to piece of cake. Czy takim wyzwaniom sprosta Barack Obama? Nie powinniśmy oczekiwać, że 4 lata jego prezydentury rozwiążą wszystkie te problemy, ba, powinniśmy być świadomi, że takie wyzwanie jest wręcz niemożliwe do zrealizowania. Ale możemy być też pewni, że każde potknięcie, każda porażka, których siłą rzeczy uniknąć się nie da, będzie w przypadku senatora z Illnois odnotowywana w sposób spotęgowany. Sam Obama uczynił hasłami swojej prezydentury słowa: hope, change. Sam te sformułowania niemal mitologizował, sakralizował. I tak też będzie rozliczany – nie tylko przez swoich przeciwników, ale również przez własnych wyborców. Dziś przeciętna amerykańska rodzina głosująca na Obamę widzi w nim osobę mesjasza, który zbawi Amerykę. Nie dokona tego jeden człowiek.

Change

Jakby się Obama nie starał, ile by nie miał dobrych chęci to Ameryki nie zmieni. Bez wschodniego establishmentu zaplecze polityczne i intelektualne Obamy nie istnieje. Sam prezydent będzie musiał opierać się na starych wyjadaczach (co widać chociażby w nominacji Bidena na kandydata na wiceprezydenta) chociażby w sprawach polityki zagranicznej. Pacyfistycznie nastawiony Obama z początku kampanii dziś otwarcie mówi, że należy zwiększyć obecność USA w Afganistanie. W dziedzinie polityki wewnętrznej hasło change jest równie puste. Obamie nie opłaca się walczyć z establishmentem, nie opłaca się walczyć z waszyngtońskimi mechanizmami. Uczy tego historia Richarda Nixona. Ameryka za prezydentury Obamy wcale się nie zmieni, changes będą raczej kosmetyczne, odbiją się na retoryce, nie na konkretnych działaniach. Prędzej czy później Amerykanie zrozumieją, że Obama jest wydmuszką, być może zrozumieją to już za 4 lata...

Bartosz Wasilewski
Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

To zboże w spocie przypomina scenę z "Gladiatora" Ridley'a Scott'a. Widać nawiązują do pozytywnych "hollywoodzkich" skojarzeń. A sam Barack to jedna wielka wydmuszka, sto razy większa niż nasz Donek. Najbardziej bawią mnie gadki o rasizmie itp. Bo mówi się przeważnie o rasizmie białych, a nikt się nawet nie zająknie o tym, że czarni też są rasistami i to czasem jakimi! Dzisiaj bodajże słyszałem jakąś wypowiedź kogoś ze sztabu McCain'a, która mówiła, aby ludzie nie wierzyli mediom, a zaczęli się rozglądać i szukać informacji na własną rękę. Wniosek z tego taki, że media muszą tam całkiem elegancko lud urabiać. Wystarczy wspomnieć, że jakiś czas temu bodajże Rzepa donosiła, iż amerykańskie gazety popierają Obamę. To doskonały przykład dowodzący tego, że ustrojem jaki obecnie panuje w "państwie wolności" jest mediokracja, gdyż media zamiast relacjonować wydarzenia to biorą w nich czynny udział. To oczywiście niczego dobrego na przyszłość nie wróży i tym bardziej, że większość zachodnich państw w imię walki z terroryzmem zaczyna coraz to bardziej drobiazgowo inwigilować swoich własnych obywateli.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#6958

Nawet jezeli ma Pan racje "wydmuszkowa", to wszystko jest lepsze od obecnego dna,czyli "neokonow".Ci ludzie sa zdolni przepieprzyc Stany, a nawet cala cywilizacje dla swoich "groszy" (Dick Cheney) i Izraela, tego "wydmuszkowego", lilipuciego panstwa, ktore psuje wspolczesny swiat w sposob wolajacy o pomste do Nieba. Takze tego z Tory i Talmudu.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#6965

[quote=Tymczasowy](...) wszystko jest lepsze od obecnego dna (...)[/quote] Myli się Pan i to powinno się już wkrótce okazać. <:[

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#6968

Jak 5 mln ludzi może "psuć świat"?

Na marginesie, zawsze mnie zastanawia, dlaczego, mimo iż na świecie są większe konflikty, to akurat ten jeden o ziemie wielkości kilku województw zyskuje taką ważność. Czy to tylko dlatego, bo jedną ze stron są Żydzi a drugą Arabowie, a pomiędzy święte miejsca trzech religii?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#6970