wszystko jasne

Obrazek użytkownika Andrzej Tatkowski
Humor i satyra

Błogosławiona skleroza.. Człowiek musi się dobrą chwilę zastanowić, zanim sobie uprzytomni czym się różni szeląg od szezlonga i przypomni sobie, że szeląg może być zły i wówczas staje się znany, szezlong natomiast ma - a w każdym razie miał - wesję szmoncesową "sze zląkł", ale pozbierać tego wszystkiego już nie potrafi - i bardzo dobrze, bo od zbierania są inni, którzy to potrafią lepiej.

Co znaczy "lepiej", nie wiadomo i lepiej nie pytać, bo lepsze jest wrogiem dobrego a kiedy w jakimś tekście pojawia się słowo "wróg" (w wojskowym skrócie "npl") komputery agencji wywiadowczych oraz ich obsługa ożywiają się błyskawicznie i nikt nie jest w stanie przewidzieć, gdzie i kiedy nastąpi jakiś wybuch - jeśli nawet kontrolowany, to nie wiadomo przez kogo.

Ostatnio na tych paskach, które zawierają najważniejsze informacje z kraju i ze świata, każdy mógł przeczytać, że "WYBUCHU NIE BYŁO" - ale był to skrót myślowy, zaadresowany do telewidzów którzy nie luibią długich zdań wypowiadanych przez specjalistów - a tacy właśnie opowiadali przez dłuzszy czas, bardzo starannie dobierając odpowiednie słowa, że żadnych śladów wybuchu nie udało się im stwierdzić i jak ciężko się napracowali nim doszli do tego, że mogą o tym opowiedzieć w telewizorze.

Sklerotyczny staruszek mógłby odetchnąć z ulgą, uznając, że jeśli czegoś nie stwierdzono, to tego nie było -  ale zupełnie niepotrzebnie przypomniało mu się akurat coś, co stwierdzono (i opowiadano o tym nie tylko w telewizorze) a czego - jak się niedawno okazało - w rzeczywistości nie było,  musi więc trwać w niepewności i podejrzewać, że oszybki zdarzać się mogą nie tylko generałom zagranicznym oraz komisjom międzypaństwowym ale i komisjom tutejszym ( nie mówiąc już o pułkownikach), i że coś jednak mogło przed czterema laty wybuchnąć.

Spodziewali się tego najwybitniejsi wówczas  mężowie stanu - pan Marszałek Sejmu, pełniący obowiązki głowy państwa, i pan Prezes Rady Ministrów, z francuska zwany premierem, którzy dawali wyraz już to przedegzaminacyjnej tremy, już to ulgi, gdy "państwo zdało egzamin" - a podejmowane potem inicjatywy ustawodawcze, prace legislacyjne i zmiany organizacyjne, jak również "polityka informacyjna" realizowana przez niezależne ale zaprzyjaźnione media stanowiły potwierdzenie, iż "rozumna troska o dobro wspólne" polega w Rzeczypospolitej od 10 kwietnia 2010 na racjonalnym zarządzaniu zasobami niewybuchów i utylizacji niewypałów, bezpieczeństwo jest bowiem najważniejsze.

Nie chodzi wyłącznie o bezpieczeństwo wewnętrzne; nieprzypadkowo oksfordczyk Sikorski zaczął niemal bez wysiłku wymawiać słowo "priorytet", gdy prezydent ościennego mocarstwa wspomniał o polskim śladzie  w kontekście wybuchu kijowskiej miatieży, a w mainstreamie i w strefie wolnego słowa rozległy się  głosy resentymentalnych patriotów o kresowych korzeniach; Korea Północna leży za daleko, żeby nam z powodu jej rakietowych manewrów sypnięto trochę środków unijnych na naszą prezydencką tarczę, ale inne manewry przebiegają bliżej, przydałby się więc raczej miecz, bo mieczyki Chrobrego nie wystarczą; cóż, kiedy ani kowali, ani lemieszy nie widać - w przeciwieństwie do sierpów i młotów.

Oto właśnie łońskiego piątku objawił Sejmowi swoje możliwości dynamitard od Palikota na literę K. - ale tym razem nie przeniewierny ex- klecha Kotliński, który wybuchy prowokuje bardziej selektywnie, bo w parlamencie kościół jest od państwa oddzielony, lecz taki, co zdradził Leszka Millera, i udało mu się doprowadzić do wybuchu gniewu samą panią marszałek, zwaną przez "naćpaną hołotę" (że zacytuję wspomnianego posła Millera) "marszałkinią", skądinąd osobę anielskiej ciepliwości albo (jak twierdzą inni) zupełnie pozbawioną serca, ale - jakby nie było - Drugą w państwie.

Poseł ów domagał się wyłączenia z obrad na czas głosowania nad ustawami osób o ograniczonej poczytalności, zdążył jednak wymienić tylko nazwiska pana posła Antoniego Macierewicza i pana posła Jarosława Kaczyńskiego, po czym wyłączono mu mikrofon i odesłany został na miejsce (oraz do Komisji Etyki nie bylejakiej, ale Poselskiej) - a ja popadłem w głęboką zadumę, bo idea sformułowana przez wnioskodawcę zachwyciła mnie urodą i sensem - nie tylko moralnym.

Niestety, racjonalne idee rzadko są teraz realizowane, i dlatego może dojść u nas rzeczywiście do jakiegoś wybuchu, który najprawdopodobniej nie będzie wybuchem śmiechu.

Śmiać będzie się kto inny.

 

 

 

 

 

 

 

 

Ocena wpisu: 
4
Twoja ocena: Brak Średnio: 3.8 (głosów:6)

Komentarze

Dzięki Bogu żeś Pan wreszcie coś napisał. Bo już myślałem, że Pan nie żyjesz.

Rzeczywiście. Wiadomość o tym, że wybuchu nie było rozeszła się błyskawicznie  w mediach niczym fala uderzeniowa w eterze  i nie jednego swym zakłamaniem uderzyła mocno w łeb.

Wybuchu nie było, stwierdziły najwyższe autorytety ale o tym czy nie było deflagracji, eksplozji lub detonacji zamilkły.

 

P.S. Do wiadomości wybuchowych starców i ich wiernych sympatyków (kici-kici-miał) dodam, że

1) Gwałtowne spalanie substancji wybuchowych bez powstania fali uderzeniowej nie jest  wybuchem. Stąd stwierdzenie komisji, że wybuchu nie było.

2) Końcowe skutki implozji, są identyczne do eksplozji.

 

 

 

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-4

NIEPOPRAWNY INACZEJ

#1422362