do czego służy język ?

Obrazek użytkownika Andrzej Tatkowski
Blog

To zależy od użytkownika; język mrówkojada czy kameleona spełnia inne funkcje niż język słowika, albo, powiedzmy, pana Ryszarda Kalisza - ale gdyby nawet ograniczyć się do gatunku który ten ostatni reprezentuje, i to nader ochoczo, widoczne jest bogactwo i wyraźne zróżnicowanie zastosowań podstawowych, jako to lizanie, zlizywanie, oblizywanie, podlizywanie, wylizywanie czy też zalizywanie, nie mówiąc już o zastosowaniach wtórnych (np. pani Szczuka sepleni troseckę inacej niz pani Olejnik).

Zapewne istnieje jakaś klasyfikacja systematyzująca techniki operowania językiem, znana m. in. studentom dziennikarstwa, psychologii społecznej czy politologii, których preceptorzy potrafią te techniki identyfikować, stosować jako kryteria opisu relacji międzyludzkich, a także wdrażać.

Ja studentem nie jestem, a kiedy nim byłem, wymienione wyżej dyscypliny naukowe jeszcze nie istniały (może dlatego trudno mi pojąć, co to takiego "gender"), nie mogę więc formułować sądów kategorycznych, z jakich słyną uczeni tej miary co prof. Senyszyn czy prof. Niesiołowski, za to wolno mi używać tak nienaukowych określeń jak rzeczownik "lizus" albo popularny niegdyś przymiotnik "zapluty".

I tutaj, drogie dzieci, przechodzimy do innego desygnatu pojęcia "język", o nie mniej zróżnicowanych, a znacznie ważniejszych funkcjach, bowiem tematem dzisiejszej gawędy jest język jako instrument komunikacji interpersonalnej.

Teoretycznie służyć on powinien wyrażaniu myśli i uczuć przy pomocy słów zaadresowanych albo do konkretnej osoby czy instytucji, np. :

"-Won stąd !"
(Stefan Niesiołowski do Ewy Stankiewicz),

albo do jakiejś bliżej nieokreślonej wspólnoty, np.:

"Razem, młodzi przyjaciele !..
Choć droga stroma i śliska,
Gwałt i słabość bronią wchodu;
Gwałt niech się gwałtem odciska,
A ze słabością łamać uczmy się za młodu !"
(Adam Mickiewicz)

jako tzw. komunikat masowy.

W praktyce rzecz jest bardziej skomplikowana.

***

Postęp cywilizacyjny sprawił, że bardzo wzrosła liczba osób
mających wprawdzie "język giętki", ale zbyt roztropnych, by
"powiedzieć w s z y s t k o, co pomyśli głowa", choćby pod przysięgą i przed sejmową komisją śledczą, czego doskonałym przykładem może być pan premier Donald Tusk; zarazem tak poszerzył się zakres emisji komunikatów masowych, że masy nie są w stanie ich odbierać bez pomocy przewodników, a ci nie zawsze przewodzą dobrze.

Prosty przykład, który podam niżej, pokazuje iż w wyniku odbioru najzupełniej prostych komunikatów odbiorca masowy może stać się - jak ja sam - elementem ciemnej masy.

Przed dwoma laty powszechnym zainteresowaniem obdarzana była treść zapisów w tzw. czarnych skrzynkach z rządowego tupolewa, więc gdy pojawiać się zaczęli w telewizji ludzie mogący udzielić informacji co tam słychać, nie tylko ja odbierałem ich komunikaty z baczną uwagą; jak dziś wiem, czynił podobnie również pan profesor Romuald Szeremietiew.

Usłyszeliśmy słowa nie będące przekazem myśli czy uczuć, ale stanu wiedzy człowieka, który osobiście uczestniczył w odsłuchaniu taśm i w końcówce nagrania, jak poinformował, usłyszał słowo : "Jezu !".

Jakim słowem, wydrukowanym wersalikami, kończy się tekst odczytu zawartości czarnej skrzynki, publikowanego potem z podobną częstotliwością jak animowana symulacja zderzenia tupolewa z brzozą, nie muszę chyba przypominać; Imię Boże w stenogramie nie występuje.

Nie wiem, czy zostało wypowiedziane; wiem, że nawet pytanie
"co tam słychać ?" okazać się może czasem - niewłaściwe.

*

Mistrzem giętkiego języka jest ostatnimi czasy niewątpliwie pan premier Donald Tusk, posiadający również myślącą głowę; co myśli, nie zawsze da się odgadnąć z jego słów, ale nie zawsze takie odgadywanie jest potrzebne.

Wczoraj nie było.

Pan premier powiedział co myśli o wyroku skazującym byłą posłankę Sawicką, myśląc o sukcesie wyborczym swej partii, osiągniętym dzięki umiejętnemu zastosowaniu przez jego intelektualne zaplecze wschodniej sztuki walki; choć pani Sawicka kiepsko zagrała rolę ofiary politycznych intryg, ofiara ta nie była daremna, i "odjęta od niej nie będzie", bo cóż by się stać mogło w przeciwnym razie z tajemniczą "frontmenką" ? - strach pomyśleć.

Mimo iż jestem od dawna przeżarty do szpiku kości cynizmem zdumiałem się nieco, że Donald Tusk używa w swojej etycznej egzegezie takich sformułowań, które dopiero co słyszałem z ust posła innej "formacji", jeszcze bardziej obmierzłej niż Platforma Obywatelska - ale gdy powtórzone zostały one in extenso nazajutrz - czyli dziś - przez autorytet moralny jeszcze potężniejszego kalibru, samego Ryszarda Kalisza, moje zdumienie minęło jak sen jaki złoty.

Czekam jeszcze na wypowiedź Lecha Wałęsy, i tego księżyka, co jest sedewakantystą, więc pewnie się niebawem przebije do kręgów opiniotwórczych - w tej czy innej roli.

Panie, zmiłuj się nad nami..

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (1 głos)

Komentarze

Lingua Tertii...nie, nie, wcale nie Imperii ;-)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#256055

:)
Diabli wiedzą czego, może Condominii ?
Pięknie pozdrawiam
AT

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Andrzej Tatkowski

#256089

;-)
Wzajemnie :-)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#256090