o żydowskim ryju, czerwonej hołocie i demokracji
Szanowny pan redaktor Blumsztajn musi być kimś ważniejszym od prezydenta Warszawy, prezydenta Polski a nawet od samego pana Donalda Tuska, troistego przewodniczącego : Prezydencji Europejskiej, Rady Ministrów i Platformy Obywatelskiej.
Nikt chyba nie wątpi, że rządząca partia, aparat państwowej administracji, organy samorządu terytorialnego i Pierwszy Obywatel Rzeczypospolitej, podobnie jak inni porządni Jej obywatele o niższych numerach porządkowych dzień narodowego Święta Niepodległości pragnęli przeżyć uroczyście i godnie.
Redaktor Blumsztajn miał inną koncepcję, i została ona tak sprawnie zrealizowana, że panu prezydentowi Komorowskiemu, pani prezydent Hannie Gronkiewicz-Waltz i samemu troistemu przewodniczącemu, Donaldowi Tuskowi, nie pozostawało nic innego, niż uznanie, że redaktor Blumsztajn dobrze się przysłużył obronie zagrożonej demokracji.
Pan prezydent obiecał wsparcie legislacyjne jej obrońców, ułatwiające szybką i proporcjonalną do winy penalizację, zaś troisty przewodniczący (który ma większe możliwości obiecywania) zapewnił, ze służby zwalczające zagrożenia otrzymają podwyżki wynagrodzeń jeszcze przed inauguracją EURO 2012, natomiast stołeczna pani prezydent (która ma możliwości mniejsze) ograniczyła się do złożenia obrońcom demokracji podziękowań.
***
Wsłuchując się w głosy najważniejszych osób w państwie starałem się zlokalizować źródło zagrożeń dla demokracji, a zatem dla gwarantującej ją konstytucji, której głowa państwa jest strażnikiem a premier i rząd wykonawcami.
Pominąłem hipotezy skrajne i przedwczesne.
Koronacja pana Donalda Tuska przed Euro 2012 odbyć się nie może, nawet gdyby Bronisław Komorowski oktrojować raczył konstytucję Korony Polskiej, po uprzednim wprowadzeniu na parę dni stanu wojennego na mocy obecnej konstytucji.
Proletariacka rewolucja czy pod przewodem Leszka Millera, czy Sławomira Sierakowskiego, czy nawet Ryszarda Kalisza, że nie wspomnę Aleksandra Kwaśniewskiego, wymagałaby nieco innego proletariatu, niż ten, jakiemu przewodzą, zatem nie wybuchnie tej jesieni, bo proletariat, który mamy, nie ma żadnych rewolucyjnych przywódców prócz Lecha Wałęsy.
Zamach stanu - irracjonalny, gdy zważyć w czyich rękach znajdują się sprawy bezpieczeństwa wewnętrznego - wcale nie musi skutkować zmianą ustroju, może go nawet umocnić, jak wiemy z praktyki, demokracji zatem nie zagraża.
Któż tedy zagraża polskiej demokracji ?
***
Najlepiej wie to chyba Seweryn Blumsztajn, ale co nieco można się dowiedzieć od osób jeszcze bardziej bezstronnych, na przykład od niezależnych dziennikarzy wolnych mediów,od żarliwych i bezinteresownych działaczy ruchów, porozumień, i organizacji pozarządowych, od twórców i od profesorów, od zaprzysiężonych parlamentarzystów, a także od ministrów i - oczywiście - od samego pana premiera.
Nie wymieniam tu pana prezydenta, nie dlatego, bym sądził, że nie wie o zagrożeniach polskiej demokracji; sądzę, że wie, ale nie sądzę by można się było tego odeń dowiedzieć.
Profesora Hartmana, redaktora Blumsztajna, panny Szczuki czy pana Sutowskiego nie wiążą takie ograniczenia, stąd nam, telewidzom, wiadomo, że ich oburzenie i niepokój mają bardzo realne podstawy : słyszeli groźne okrzyki motłochu : "raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę !", "znajdzie się kij na żydowski ryj !", a nawet "Bóg, Honor i Ojczyzna !".
Ten ostatni szczególnie zaniepokoił młodą, wykształconą i niewątpliwie wielkomiejską dziennikarkę telewizyjną, która powinna otrzymać za swój ofiarny trud jakieś wyróżnienie, nim osiągnie mistrzowski poziom starszej koleżanki, Moniki Olejnik, uhonorowanej dziś przez brać studencką z czterech dziennikarskich uczelni.
(Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej, o ile wiem, nie wzięła udziału w tym interesującym plebiscycie, więc może jeszcze nie wszystko stracone.)
***
Jako człowiek za stary na demokrację nie brałem udziału w stołecznych obchodach Jedenastego Listopada, ale śledziłem ich przebieg bardzo uważnie i nie bez przejęcia na ekranie mojego telewizora.
Podobało mi się to, że pan prezydent Komorowski powtórzył własnymi słowami apel, odczytany poprzedniego wieczora w nowo skanalizowanym programie pana Jana Pospieszalskiego przez artystę Pawła Kukiza; jako były uczestnik obchodów Święta Niepodległości w czasach gdy żadnego z wymienionych panów nie było na świecie gotów byłbym się pod tym apelem podpisać oburącz bez wahania.
Nie podobały mi się niektóre zmiany oprawy i scenariusza części oficjalnej, zwłaszcza pominięcie w Apelu Poległych Obrońców Lwowa i Orląt, wśród których byli i moi bliscy.
To, co oglądałem potem, aż do późnych godzin nocnych, nie tylko mi się nie podobało, ale ogromnie mnie wzburzyło.
Chamska manipulacja słowem i obrazem, jawnie prowokacyjne, fałszywe komunikaty i bezczelnie tendencyjne komentarze układały się - były układane ! - w chaos dezinformacyjny, mający uprawdopodobnić propagandową tezę polityczną, tezę przede wszystkim i poza wszystkim antypolską : oto Polacy w dniu Święta Niepodległości ponownie udowodnili, że nie są zdolni korzystać z dobrodziejstw wolności i demokracji.
Minęło kilkadziesiąt godzin, nim mogłem obejrzeć przebieg Marszu Niepodległości, zarejestrowany przez kamerę nie należącą do spółki akcyjnej TVP ani do "zaprzyjaźnionego" koncernu ITI, ani do koncernu "Agora" którego udziałowcem jest Seweryn Blumsztajn.
Przez dwadzieścia minut ze łzami w oczach patrzyłem na spokojny przemarsz tysięcy pogodnych i dumnych obywateli Rzeczypospolitej, skierowanych w dniu narodowego święta, w stolicy Niepodległej Ojczyzny, na boczny tor, ponieważ na trasie ich patriotycznej manifestacji rozsiąść się zechcieli przedstawiciele prześladowanych mniejszości nie cierpiący na brak chleba, ale bardzo spragnieni igrzysk.
To nie pierwszy przypadek igrania z ogniem, jakim lubią się bawić gówniarze - rewolucjoniści od siedmiu boleści, którzy w życiu nie zarobili uczciwą pracą złamanego grosza i nie mają pojęcia o codziennych problemach życiowych ludzi zwyczajnych i prostych, którymi gardzą.
Pogarda Blumsztajna i Hartmana, Szczuki i Gutowskiego, pogarda Lisa, Paradowskiej, Olejnik czy Pochanke, pogarda Sikorskiego, Nowaka, Tuska i Komorowskiego jest w istocie uzasadniona ich pozycją społeczną : zaszli wysoko i mogą patrzeć z góry na każdego, kto tkwi niżej.
Nie muszą. Mogą, jeżeli chcą; wolno im igrać z ogniem, bo nie są już gówniarzami, ale powinni wiedzieć, że z iskierki skrzesanej w czasie ich igraszek rozgorzeć może płomień, i mieć świadomość, że w czas pożaru na poddaszu żywioł rozprzestrzenia się najszybciej.
W zakresie ochrony przeciwpożarowej jedenastego listopada państwo polskie nie zdało egzaminu; zdali go obywatele.
Pora przeegzaminować podpalaczy.
- Blog
- Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz
- 1427 odsłon
Komentarze
Odnosnie pierwszego paragrafu tego artykulu
22 Listopada, 2011 - 07:02
"Nikt chyba nie wątpi, że rządząca partia, aparat państwowej administracji, organy samorządu terytorialnego i Pierwszy Obywatel Rzeczypospolitej, podobnie jak inni porządni Jej obywatele o niższych numerach porządkowych dzień narodowego Święta Niepodległości pragnęli przeżyć uroczyście i godnie." Ja mysle ze ci pierwsi "obywatele Rzeczypospolitej", nasze Swieto Niepodleglosci mieli i maja gleboko w d.... . To nie jest ich swieto, to jest swieto Polakow oni nie sa polakami.