Osobliwości

Obrazek użytkownika Free Your Mind
Kraj

Gen. K. Parulski na spotkaniu z komisją senacką w lutym 2011 tak opowiadał o osobliwościach proceduralnych z 10 Kwietnia – była to wypowiedź nawiązująca do pytania A. Macierewicza w kwestii wykluczenia zamachu w trakcie nocnego porozumienia z Ruskami:

posiedzenie, które miało miejsce w Smoleńsku po naszym przylocie, było spotkaniem, w którym ze strony polskiej uczestniczyli poza mną: pan pułkownik Szeląg, funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i szef Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego Komendy Głównej Żandarmerii. Było to spotkanie mające określić ramy naszego współdziałania. Podczas tego spotkania… A chciałbym podkreślić, że wylądowaliśmy w Smoleńsku w nocy, tak naprawdę wniosek o pomoc prawną był napisany, a przecież byliśmy tam po to, aby realizować wniosek o pomoc prawną strony polskiej, jednak nie został jeszcze przesłany faksem stronie rosyjskiej. A więc wszystko, co czyniliśmy, to były wstępne ustne uzgodnienia, które miały nam zapewnić niejako możliwość jak najbardziej skutecznego działania w interesie Polski.”

Pierwszą osobliwością jest więc to, że polscy prokuratorzy przybyli na teren neo-ZSSR szybciej niż faks z wnioskiem o pomoc prawną. Pytanie, kto przy tym faksie pracował, że aż tak ciężko było ten wniosek przesłać? Kto też tak organizował pracę tymże prokuratorom i kto ją ze strony polskiej (na szczeblu ministerialnym, rzecz jasna) koordynował, by od razu napotykała trudności?

Drugą osobliwością jest ta, o której mówi Parulski:

Wśród tych uzgodnień było zapewnienie strony rosyjskiej, że mamy prawo do udziału w czynnościach, i w ogóle stwierdzenie, że możemy przebywać na terenie Federacji Rosyjskiej. Byliśmy przecież umundurowanymi oficerami NATO i mogliśmy być po prostu deportowani w momencie postawienia stopy na rosyjskim gruncie. A zostaliśmy przyjęci jako partnerzy do rozmów.”

Należałoby więc tu przypomnieć (być może i samemu Parulskiemu), że polscy prokuratorzy oficjalnie (i za wiedzą władz w Warszawie i Moskwie) przybyli badać katastrofę polskiego rządowego i wojskowego samolotu z prezydencką delegacją, jeśli więc mieliby się cieszyć z tego, że nie zostali „po prostu deportowani w momencie postawienia stopy” na terytorium „FR”, to coś chyba jest nie tak z rozpoznaniem sytuacji.

I Parulski, omawiając dalej kulisy nocnego posiedzenia z Ruskami, dochodzi do kwestii „wykluczania zamachu”, o co pytał Macierewicz:

Podczas tych spotkań, to znaczy spotkania, tego pierwszego spotkania, któremu przewodniczył pierwszy zastępca prokuratora generalnego Aleksander Bastrykin, ustaliliśmy podstawowe kwestie, chociażby taką, którą sam zaproponowałem, mianowicie aby ze wszystkich zwłok pobierać podwójne próbki do badań genetycznych, co w tej chwili owocuje tym, że możemy prowadzić własne badania, które pozwolą nam odpowiedzieć na pytania postawione przez pana posła w pierwszej kolejności, to znaczy na pytania odnośnie do kwestii zasadności wniosków ekshumacyjnych. Dokonaliśmy wtedy szereg podstawowych ustaleń, które określiły nasz status prawny. Te ustalenia zostały spisane. (…)

Ja żadnych porozumień z Rosjanami, mówiących o tym, że wykluczamy kwestie zamachu, nie zawierałem. Chciałbym jednak podkreślić i uzmysłowić panu posłowi (...) że polska prokuratura prowadzi niezależne śledztwo i już w pierwszych dniach przekazywaliśmy, że jedną z wersji tego śledztwa jest kwestia zamachu. My tego nie negowaliśmy. Również Rosjanie w swoich działaniach przeprowadzili już w pierwszych dniach ekspertyzy, które miały potwierdzić albo wykluczyć użycie odpowiednich materiałów wybuchowych na pokładzie samolotu Tu-154M.”

(s. 70-71)

http://www.senat.gov.pl/k7/kom/kon/2011/089on.pdf

Pomijając kwestię ruskich „ekspertyz”, którą najlepiej streszcza to jedno zdanie, chyba najciekawsze z całego ruskiego pseudodokumentu: „Wyniki ekspertyzy balistycznej potwierdzają obecność na pokładzie broni (kilka pistoletów) i amunicji (naboi) do nich. Nie jest możliwe określenie, kiedy po raz ostatni oddane zostały strzały z tych pistoletów” (raport komisji Burdenki 2, zwany potocznie „raportem MAK”, o broni polskich borowców lecących z delegacją prezydencką, s. 146; szerzej o tej kwestii: http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/04/blitzkrieg-z-10042010.html) – to wydaje się, że problem nie sprowadza się do tego, czy Parulski takie porozumienie zawarł czy nie, lecz do tego, czy Ruscy potraktowali jakąś część tego posiedzenia, jako zawarcie takiego porozumienia.

O to chyba też chodziło Macierewiczowi, gdy mówił: „o posiedzeniu, które miało miejsce i w którym pan brał udział, posiedzenie prokuratorów rosyjskich i prokuratorów polskich, na którym prokuratorzy rosyjscy sformułowali taką tezę, ona jest zapisana w protokole, że eliminuje się, nie bierze się w ogóle pod uwagę możliwości działania osób trzecich, w ogóle tego nie ma, w ogóle nie bierze się pod uwagę tego, co popularnie – choć to jest oczywiście bardzo daleko idące uproszczenie i zawężenie – nazywa się zamachem” (s. 70). Każdy bowiem, kto choć trochę badał mentalność charakterystyczną dla sowieckich struktur (a neo-ZSSR jest ścisłą kontynuacją ZSSR) i zna jako tako sowietyzm, ten wie, że te struktury i ludzie z nimi związani nie działają wcale na zasadach typowych dla zachodnich instytucji, lecz wyłącznie na zasadzie ruskiej bumagi, a więc tego, co sami Ruscy ustanawiają i jak sami to (co ustanowili) rozumieją. Wobec tego to, czy ktoś faktycznie zawarł jakieś porozumienie czy nie i jak owo niezawarcie porozumienia tenże ktoś interpretuje, to, mówiąc dość brutalnie, jego prywatna sprawa, a nawet „state of mind” – istota rzeczy bowiem polega na tym, iż kluczowa jest ruska interpretacja zaistniałej „prawnej” sytuacji.

Obawiam się więc, że te dwie osobliwości pokazują generalną słabość podejścia polskich wojskowych prokuratorów do całej tragicznej historii z 10 Kwietnia. Podejrzewam nawet, że ci prokuratorzy nie mają za bardzo pomysłu, jak z takiego stanu rzeczy wybrnąć. Nie dysponują możliwościami nacisku na Rusków, ale też nie mają szans na wyegzekwowanie tego, co się Polsce należy, jak choćby określony materiał dowodowy czy odpowiednie dokumenty. I ciekaw jestem, czy „po prostu” prokuratura przejdzie nad tym do porządku dziennego i uzna, że „Polacy, nic się nie stało”, a więc, że skalę ruskiego matactwa, naginania prawa, samowolki, fałszerstw itd. można „po prostu” zignorować, czy też dokona się jakiś, oczekiwany chyba przez nas wszystkich bez większych nadziei, „przełom śledztwie”.

Oczywiście nie jest do końca prawdą sugestia, iż polscy prokuratorzy byli 10 Kwietnia kompletnie bezradni i zdani na łaskę Rusków tudzież kompletnie oszalałego gabinetu ciemniaków. Mogli oni w sytuacji utrudniania czy wprost uniemożliwiania prowadzenia śledztwa (czy to przez Rusków, czy przez gabinet ciemniaków), ogłosić to publicznie i podać się do dymisji. W ten sposób powstałaby sytuacja ekstremalna tego typu, że w przypadku tragedii narodowej o niesamowitej skali, normalne śledztwo ws. ustalenia przyczyn tejże tragedii jest torpedowane przez Moskwę i Warszawę. Byłby to zarazem jednoznaczny sygnał (nie tylko dla polskich obywateli), jak bardzo nienormalne jest to, co wokół „sprawy katastrofy” się dzieje. Wzmógłby się zarazem nacisk społeczny na powołanie międzynarodowej komisji, ciemniacy by zgłupieli doszczętnie lub próbowaliby w panice „wyznaczyć nowych prokuratorów” do pracy, a Kreml zostałby postawiony w bardzo niewygodnej sytuacji (skoro to tylko był „nieszczęśliwy wypadek”). Wtedy zresztą, jakby się ruscy spece zabrali za „sprzątanie pobojowiska”, to sprawa zbrodni nabrałaby jednoznacznego wymiaru.

Prokuratorzy polscy nie byli też (i nadal nie są), co warto szczególnie podkreślić, bezradni w „polskiej zonie”. Kwestia bardzo niejasnych ustaleń dotyczących podziału delegacji prezydenckiej (http://freeyourmind.salon24.pl/313310,podzial-delegacji), kwestia przedziwnych roszad na Okęciu, kwestia zaniku monitoringu na wojskowym, stołecznym, najważniejszym lotnisku (w takim dniu i przy takiej wizycie), kwestia braku monitoringu przelotu delegacji – to cały zestaw spraw nadających się idealnie do badań wojskowej prokuratury i tu już żadna ruska zgoda ani aprobata nie jest przecież potrzebna. Tu chodzi przecież o natowskie struktury i natowskie procedury, o natowskie dokumenty (lub ich niszczenie, fałszowanie, antydatowanie etc.) i natowskich oficerów odpowiadających za konkretne działania. Ja tak się tylko zastanawiam, czy prokuratura w ogóle „chce” wchodzić w „polską zonę”, w której patologie czy braki rozmaitych dowodów oraz dokumentów trudno byłoby zwalić na ruski bajzel.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

czy upadł komunizm?

okrągły stół załatwił czerwonym przeżycie

i przez grubą kreskę siedzimy dalej w odbycie...

 

Tusk i rozdwojenie jażni

w jednej osobie liberał i masochista

głosi wolnosć, a chce rządzić jak czekista...

 

Libia - okrągły dywan

polski towar eksportowy,okrągły stół potrafi

grubą kreską skundlić rebelię i ocalić tyłek Kaddafim


Tuskowi odbija

jaki jest kierunek tego odbicia?

putinizacja polityki i naszego życia


Imperator pułkownik

Europą trzęsie i z jego miłosciwego rozkazu

patrole smierci niosą pokój górom Kaukazu...

 

Michnik

jak to kornik, upasł się wchodząc w archiwa

trzyma brudy w garsci i na elity wpływa...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#163299

.. ponieważ opinia publiczna nie pozwoliła Smoleńska zamieść pod dywan, teraz - na wszelki wypadek - próbują się wybielać. Dlatego m.in. robią teraz to co powinni wykonać w ramach śledztwa ponad rok temu.

Materiał DNA, pobierany w podwójnych próbkach w Moskwie podpowiada, że pochówek ofiar miał być prawdopodobnie poprzedzony badaniami ciał na terenie Polski i coś tym badaniom przeszkodziło. Coś albo ktoś...A rosyjska jurysdykcja kończy się na granicy FR/RP.

Pozdrawiam.
contessa

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

contessa

___________

"Żeby być traktowanym jako duży europejski naród, trzeba chcieć nim być". L.Kaczyński

 

 

#163310

Hm, gdyby politycy i urzędnicy przejmowali się każdą opinią wyrażoną w internecie, gazecie, czy na murze, to przepraszali by za to, że wogóle się urodzili. Przez pierwsze trzy dni polscy i rosyjscy śledczy pracowali na zasadzie zaoferowanej przez samego Dmitrija Miedwiediewa - na równych prawach. Potem to się zmieniło i całe śledztwo pan premier Tusk przekazał w ręce Rosjan. Obawiam się, że nigdy nie dowiemy się, co go do tego skłoniło - aczkolwiek możemy domniemywać, że zaniedbania po stronie JEGO urzędników wyszły by o wiele szybciej, niż to miało miejsce w rzeczywistości.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#163312