Szkoła w szponach dyletantów i "tęczowej religii".

Obrazek użytkownika Zygmunt Zieliński
Kraj

       Sondaż przeprowadzony w sprawie zawetowania przez prezydenta Nawrockiego nowelizacji prawa oświatowego dotyczącej reformy "Kompas Jutra. Reforma 26” pokazał. że odpowiedzi popierających i przeciwnych było po równo – 48%.

         O czym to świadczy? Nie tylko o sporej, jak by wynikało z wyniku sondy, obojętności dużej liczby Polaków wobec szkoły i jej wpływu na młode pokolenie. Nadto w głosach nie popierających weta mogła grać rolę nienawiść jaką zwolennicy Tuska i jego układu żywią do dr Nawrockiego, co powodowało, iż być może głosowano, nie wiedząc nawet o co w projekcie Nowackiej w ogóle chodziło. Znając „poziom upolitycznienia” większości Polaków, mogło tak być.

         Ponieważ nauczaniem szkolnym zajmowałem się ponad 50 lat, a skutki słynnej reformy szkolnictwa z 1948 r. mnie osobiście także częściowo dotknęły, przeto wszelkie manipulacje w tych sprawach z góry budzą moje zastrzeżenia. Zaraz jednak dodam, że tamta reforma, wprawdzie bardzo obniżyła poziom wykształcenia średniego, to jednak w żaden sposób nie lasowała rozluźnienia dyscypliny szkolnej, ani nie torowała drogi rozluźnieniu moralnemu, czy wypaczeniom modelu wychowawczego. Właściwie po raz pierwszy ważyła się na to pani Nowacka.

             Oczywiście jej projekty „reformy” szkolnictwa trzeba by skonfrontować z globalną i obiektywną wiedzą w tej dziedzinie. Tymczasem, jak stwierdza Agnieszka Paprocka

       (Post ZNP) To nie było „weto reformy”, tylko zatrzymanie ideologicznego eksperymentu na dzieciach. Wreszcie ktoś oddzielił realne sprawy nauczycieli (wynagrodzenia, godziny) od chaosu programowego i ideologizacji szkoły. Szkoła ma uczyć wiedzy, nie być poligonem dla haseł i narracji. MEN gra narracją, nie faktami. Zapowiedź konferencji prasowej to klasyczne zarządzanie przekazem, a nie rozwiązywanie problemów edukacji. Dużo haseł, mało wiedzy, zero odpowiedzialności za skutki.

        Prezydent jasno uzasadnił swe stanowisko. stwierdzając, że nowelizacja prowadziłaby do chaosu w szkołach, ideologizacji edukacji oraz "eksperymentowania na całych rocznikach dzieci". — Polska szkoła potrzebuje spokoju, wiedzy i stabilności, a nie nieprzemyślanych, chaotycznych zmian, które zaraz po wprowadzeniu trzeba będzie poprawiać — dodał. Podkreślił, że proponowane rozwiązania, zamiast poprawić sytuację w oświacie, mogłyby ją pogorszyć.

           Pani Nowacka odznacza się szczególnym tupetem i nie przebiera w słowach, kiedy chce uzasadnić swe racje, mając przypuszczalnie świadomość ich miałkości i merytorycznej nicości. Warto przytoczyć kilka epitetów w wykonaniu Nowackiej na temat weta prezydenta. Oto kilka z nich: „głupszego weta chyba nie było”, „bełkot”, „żałosna argumentacja. Spotkanie konsultacyjne u prezydenta ocenia ona jako „przedziwne”,dyskredytuje jego uczestników, nazywając część z nich „antyszczepionkowcami”, „quaziekspertami” czy „ultraprawicowymi organizacjami działającymi na niekorzyść środowisk wolnościowych”. Charakterystyczne dla tej osoby jest, iż kiedy braknie argumentów, wychodzi chamstwo.

         Tego nie wytrzymał nawet Marcin Józefaciuk, z pewnością nie szermierz wartości, jakimi kieruje się prezydent, ale widocznie wrażliwy na głupotę, jaką popisywały się Nowacka i Lubnauer. Stwierdza on, że „konferencja ta była przede wszystkim wystąpieniem politycznym, pozbawionym dojrzałości właściwej dla funkcji Ministra Edukacji. Zamiast merytoryki dominowały emocje, ośmieszanie i podziały - wymierzone w nauczycieli, szkoły, samorządy i Prezydenta RP".

        Nie wchodząc w ocenę poczynań Nowackiej w dziedzinie oświaty i wychowania należy zwrócić uwagę na poziom jej wystąpień i pomysłów i zadać pytanie premierowi Tuskowi: jaki on ma cel w dewastowaniu tak ważnej dziedziny jak szkoła polska? Czy jest to jedno z zadań mu powierzonych przez niemiecko-unijny tandem mający organizować pogrzeb Europy?
           Wszystko wskazuje na to, że powierzenie edukacji komuś, kto o szkolnictwie nie ma pojęcia, a jest wyznawcą wszelkiej maści ideologicznych nowinek i wychowania permisywnego w postaci zagrażającej wychowaniu dziecka zgodnie z jego rozwojem psychicznym i fizycznym, świadczy tylko o jednym: chodzi o przygotowanie Polaków na tak ukształtowaną Polskę, w której tożsamość, skarb kultury i obyczajowości nabytej przez pokolenia pójdą do lamusa. Tusk, powołując panią Nowacką na stanowisko ministry oświaty, uczynił to z rozmysłem, gdyż nie tylko upadek gospodarczy Polski – mimo, że ostatnio słyszymy ust Tuska o niebywałej wprost prosperity w tej dziedzinie – ale o wiele bardziej jeszcze ogłupienie i zdeprawowanie jej społeczeństwa przybliżą Polskę do stanu, kiedy ratunek będzie już tylko w Unii Europejskiej i w EURO – vide Grecja.

           Nowacka może zatem hulać, jak hulała pani Leszczyna. Tą ostatnią Tusk oddalił, ale tylko dlatego, że Służba Zdrowia pod jej kierownictwem chorowała bardziej niż ci, którym miała pomagać. To, że młodzież szkolna jest narażona na toksyczność, której skutki nie każą na siebie czekać, nic nie obchodzi ani Tuska, ani tych, którzy go popierają. Dziś, jest już oczywiste, że cała ta maszyneria majstrująca przy chorym od tego organizmie państwowym robi to według planu likwidacyjnego, a zaciekłe ataki na prezydenta starającego się ten proces hamować, przyjmują postać prostackiej hucpy, co tu unaoczniono, lub półinteligenckiego szermowania frazesami, jak u pana Sikorskiego, który nie musi się trudzić, by organizować jakąś choćby pozornie ambitną dyplomację, gdyż nie ma na to szans, podobnie jak Tusk .Obaj „dyplomatycznie” naubliżali Trumpowi, ponieważ atakowanie USA w Europie jest dla nich ważniejsze niż interes Polski. Obaj mogą Biały Dom czy Kongres oglądać albo na obrazku, albo z dopuszczalnej odległości.

       Wszystko to. rzecz jasna, nie służy Polsce, ale wręcz przeciwnie pogrążą jej znaczenie na europejskiej a nawet światowej scenie politycznej. Ale groźbą nieodwracalną przynajmniej przez dziesięciolecia, jest to co czyni Nowacka, pozwalając sobie przy tym na chamskie i błazeńskie odzywki w stosunki do prezydenta, któremu nie sięga nawet do pięt.

Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (2 głosy)

Komentarze

Dokonywana jest okupacja Polski. Póki co, jeszcze nie terytorialna ale okupacja umysłów. Tusk dobrał sobie drużynę lojalnych kolaborantów, których jedynym zadaniem jest, przestawienie mentalności Polaków z patriotycznego na neomarksistowskie, na czysto kosmopolityczne. Wychowanie młodzieży w lewackim duchu odgrywa tu centralną rolę. Mamy do czynienia z planem likwidacji narodu polskiego poprzez podmianę kultury i tożsamości narodowej. To jest bardziej niebezpieczne niż spadające na głowę bomby. Na początku tego procesu stała pedagogika wstydu, a na jego końcu stać będzie wyrzeczenie się polskości jako nienormalności. Cicha woda brzegi rwie, a kropla po kropli wydrąża wielką jaskinię. Jesteśmy zatruwani ideologicznie, ale tylko niewielu zdaje sobie sprawę z tego niebezpieczeństwa, a jak sobie zda, to Polska będzie już tylko wspomnieniem.

Vote up!
1
Vote down!
0
#1671678

Trafiony 100/100.

Vote up!
0
Vote down!
0

"Tylko prawda jest ciekawa"

#1671680

Polaris. Doda tu trzeba wyludnianie się Polski. Wina za to jest złożona, ale sam problem nie jest niejako zauważany społecznie, a zauważmy seriale tak bardzo wpływowe na przeciętny ogół. Albo sigle sezonowo zyjący ze sobą (partnerskie pary) albo jedno dziecko. I na tym koniec. To jest wzorzec lansowany przez media, dziś w większości na usługach tego co płaci bez względu na  wyrządzane szkody. Wyobraźmy sobie jakie będzie nastawienie młodych ludzi, którzy wyjdą spod ręki Nowackiej?  

 

 

 

 

Vote up!
0
Vote down!
0
#1671688

Namieszają, namieszają i za jakiś czas odejdą. A bałagan i głupie przepisy i różne dyrektywy zostaną. A nadzór kuratoryjny będzie czuwał na straży ich realizacji. Nauczyciele są coraz bardziej tłamszeni, zwłaszcza ci z "niewłaściwej" strony, bo szkolne feministki w imię rewolucji zacisną zęby i będą realizować wytyczne. Albo demonstrować swoją "nowoczesność" jak nauczycielka wrzucająca krzyż do kosza. Bo to było demonstracyjne zachowanie, a nie racjonalne. Nie można tego nawet złożyć a karb emocji, jeśli przyjąć, że ze strony uczniów była to prowokacja.

Praca w szkole nie jest łatwa i nigdy nie była. Ale teraz jest jeszcze trudniejsza, bo nauczycielowi odebrano właściwie wszystkie środki oddziaływania, już nie tylko wychowawczego, ale nawet dydaktycznego. Jeżeli sobie taki licealista przychodzi w kratkę a uzbiera trzy oceny, w tym dwie pozytywne, co nie jest wcale trudne, może kpić z przedmiotu i nauczyciela i przedstawiać się jako bohater szkolnego spryciarstwa. Pracowity uczeń czuje się jak frajer, który chodzi do szkoły, bo tak trzeba i chce się jeszcze czegoś nauczyć.

Maturę da się jakoś przecież zmęczyć, a wszelkie nieścisłości, możliwe uchybienia wobec klucza, wszystko to na korzyść ucznia-abiturienta.

A studia? Medyczne za trudne czy politechniczne. To jakieś są prywatne szkoły "wyższe", gdzie przecież da się "zrobić magistra". A potem tatuś czy mamcia robotę załatwi w biurze państwowym albo własnym. 

Natomiast istnieje potrzeba dostosowania programów do realiów dzisiejszych, do wszechobecnej cyfryzacji itp. Ale czy to znaczy, że historia jest niepotrzebna? Sprawne i logiczne pisanie (a nawet czytanie!) czy nie jest potrzebne? Geografia i biologia i chemia - chyba potrzebne, żeby zrozumieć, że to globalne ocieplenie to rzecz w istocie zależna od masy czynników niezależnych od człowieka. Że ocieplenie było i biegały dinozaury, a potem oziębienie i biegały mamuty. A nie było przemysłu i Unii Europejskiej (chyba że się mylę), by tym jakoś zawiadywać.

Wokół szkoły polskiej rozwinął się cały wianuszek instytucji, które ssą jej zasobne w pieniądze wymiona. A potem płacz, że szkoła niedofinansowana, że brakuje pieniędzy na płace.

Różne firmy organizujące kursiki dla kadry pedagogicznej, zamawiane przez dyrekcje, bo trzeba się wykazać przed kuratorium, że zostało przeprowadzone doskonalenie zawodowe, ciągną spore zyski. Dyrektor ma wygodę, bo zapłacił i się przed górą wykazał realizacją zaleceń. firma zadowolona, bo zarobiła. Nauczyciele, że odfajkowali obowiązek (a treść tego, co tam głoszono, mniejsza o nią). 

Młodzi adepci nie chcą przyjść do szkoły, bo stres ogromny. Niektórzy rezygnują na wstępie, po pierwszej, jeszcze sierpniowej radzie pedagogicznej. Brakuje pań od wychowania przedszkolnego, które są po studiach, a traktowane są przez rodziców jak mamki, które mają wykonywać wyobrażone przez tych drugich zadania i wytyczne. Które można złajać, a które muszą być cierpliwe i nie narażać "dobrego imienia" instytucji. Poza tym wszystkim się wydaje, że to taka fajna praca, bezstresowa. Pani się bawi razem z dziećmi, robi konkursy, śpiewa piosenki, wycina jakieś kwiatki z kolorowego papieru. I wypoczęta sobie wraca do domu.

To samo w szkole. No ale mają wakacje! Tak, mają... Bez tych wakacji by zwariowali albo dużo wcześniej zrezygnowali.

No, ale "włefiści" (błąd celowy) to już "mają plażę". tyle że odpowiedzialność za zdrowie i życie powierzonych im uczniów jest naprawdę duża. Do tego jeżdżenie w soboty na różne rozgrywki. Odwożenie dzieci do domów (niby nie wolno, ale co ma ten nauczyciel zrobić, czekać dwie godziny z dzieckiem na śniegu, aż rodzic przyjedzie?). Itp. z itd.

A na poziomie centralnym CKE, OKE, ORE, IBE, CDN-y itp. z itd.I inne ważne panie i panowie, które czują się władne, by decydować o kształcie Polskiej Edukacji.

 

 

 

Vote up!
0
Vote down!
0
#1671689

Szanowny Profesorze, wygląda na to, że zasady wolnego rynku opanowały życie rodzinne. Posiadanie dzieci przestało się opłacać, przestało być koniecznością, a stało się przeszkodą na drodze do kariery zawodowej i w miarę beztroskiego życia. To fenomen występujący nie tylko w Polsce ale i we Włoszech, Turcji, Japonii i wielu innych krajach. Można to nazwać egoizmem lub konsumeryzmem ale ziółka na to ni ma. Dekretem zmienić tego też się nie da. Posiadanie dzieci musi się zatem opłacać, czyli rozwiązanie tego problemu zależy od objętości portfela potencjalnych rodziców. W tej dziedzinie kraje skandynawskie nadają tempo. Jest się więc na kim orientować. Poza tym, można by zacząć na poważnie ściągać do Polski rodaków ze Wschodu i okolic. To też bardzo zaniedbana dziedzina polskiej polityki zagranicznej.

Vote up!
1
Vote down!
0
#1671690

- wróciliśmy do punktu wyjścia.Tak uważam.
Czy warto było ?

Niżej jeden z patriotycznych utworów z dedykacją dla użytkowników niepoprawni.pl. a będzie ich więcej :)

https://www.youtube.com/watch?v=ETxjhLIAB9U

Vote up!
0
Vote down!
0

"Tylko prawda jest ciekawa"

#1671691