Dokąd zmierza świat, czyli My.

Obrazek użytkownika Nathanel
Blog

 Oświadczam że im dłużej Pan Bóg pozwala mi kontynuować moją ziemską wędrówkę tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu że na kompromisy nie ma miejsca.

Już kilka razy pisałem o tym że Kościół ma prawo wypowiadać się w sprawach społecznych, państwowych . Ma prawo nie tylko wypowiadać się w sprawach politycznych i oceniać polityków, ale i taki obowiązek.

Amerykańscy biskupi wypowiedzieli się o wydarzeniach związanych z przejęciem władzy w USA przez komunistów. Stwierdzili że oczekują pokojowego przejścia, ale powstaje pytanie :"do czego"? Dokąd ma zmierzać świat?

W tej materii wypowiedział się profesor William Kilpatrick w artykule opublikowanym w Catolic Family News.

"W następstwie wtargnięcia do Kapitolu 6 stycznia protestujących osobników i wynikającej z tego śmierci młodej kobiety wielu polityków wezwało podzielonych Amerykanów do „współpracy”, „przezwyciężenia różnic” i „przypomnienia sobie, co nas łączy., ( Dziś już okazuje się że prowokacji przewodzili ludzie związani z obecnie rządzącą w USA neokomuną - przyp, mój) 

” Podobne sugestie wysuwają wybitni biskupi. Arcybiskup Jose Gomez, przewodniczący Konferencji Biskupów Katolickich Stanów Zjednoczonych, powiedział , że „musimy ponownie zaangażować się w wartości i zasady naszej demokracji i zjednoczyć się jako jeden naród pod Bogiem”. Arcybiskup Lori z Baltimore wezwał Amerykanów, aby „zjednoczyli się w celu zapoczątkowania pokoju, pojednania i uzdrowienia naszego zranionego i złamanego narodu”. A biskup Nicolas Di Marzio z Brooklynu powiedział : „Jesteśmy lepsi od tego. Jako naród zawsze szanowaliśmy nasze różnice ”. 

Prawie wszyscy biskupi cytowani w niedawnym artykule CNA potępili obecny podział i prawie wszyscy z nich wzywali naród amerykański do zjednoczenia się „jako jeden naród pod Bogiem”. Ale to jeden z punktów podziału, prawda? Połowa ludzi wierzy, że jesteśmy jednym narodem podległym Bogu, a druga połowa uważa, że powinniśmy być zjednoczeni pod dobrymi rządami Wielkiego Brata. Jedna strona uważa, że powinniśmy przestrzegać przykazań Bożych, a druga strona mówi, że powinniśmy postępować zgodnie z nauką - „nauka” jest już jednym z wielu substytutów Boga. Oczywiście, niektórzy z lewicowo-liberalnej części spektrum twierdzą, że wierzą w Boga, ale jest on Bogiem „postępowym” i przyzwalającym, który błogosławi aborcję, płynność płci, małżeństwa osób tej samej płci i cokolwiek innego jest obecnie modne w liberalnej wylądować. Na przykład w ostatnich latach Istota Najwyższa, zgodnie z wizją lewicy, stała się fanem socjalizmu i komunizmu. 

Jednak to, czego liberalny Bóg nie może tolerować, to wierzący w Biblię fundamentalistyczni chrześcijanie, których z powodu ich „prymitywności” należy całkowicie wyplenić. Kiedyś termin „fundamentalista” odnosił się do katolików, zwłaszcza tych zamieszkujących regiony zaściankowe - którzy interpretowali Biblię dosłownie. Ale termin ten został znacznie rozszerzony i teraz obejmuje prawie każdego, kto wyznaje wiarę chrześcijańską w tradycyjnym rozumieniu przez ostatnie dwa tysiące lat. 

W efekcie mamy dwie konkurujące ze sobą religie: tradycyjne chrześcijaństwo i wiarę postępową. Niektórzy wyznawcy progresywnej wiary mają szczątkową wiarę w Boga, a niektórzy nie, ale wszyscy wierzą w „postęp” i „naukę”, a wszyscy uważają, że są bardziej „obudzeni” niż tradycyjni wierzący. I w pewnym sensie mają rację. Wielu ortodoksyjnych wierzących wciąż nie uświadamia sobie, że wiara postępowa jest wiarą rywalizującą. Jeśli należysz do „staromodnego” bogobojnego pokroju, postępowcy nie chcą z tobą współpracować; chcą cię kontrolować, dokooptować, a jeśli to konieczne, zniszczyć. 

Niektórzy chrześcijanie budzą się teraz wśród tych realiów, ale wydaje się, że wielu katolickich biskupów nie. Wielu z nich nadal wydaje się wierzyć, że jesteśmy jednym narodem pod zwierzchnictwem Boga, że wszyscy wyznajemy te same wartości i że wszyscy możemy pracować razem w tym samym celu. Biskup Robert McElroy z San Diego posunął się nawet do stwierdzenia, że katolicy powinni być „dumnymi współpracownikami” administracji Bidena. 

To jest stara mentalność Al Smitha-Dinnera, idea że pomimo różnic przywódców dwóch głównych partii politycznych łączy ich wiele wspólnego, dzięki czemu mogą odłożyć na bok spory i zasiąść razem przy dobrym posiłku (przy okrągłym stole) . 

Wszystko to mogło być prawdą w przeszłości, ale już nie jest aktualne. Sytuacja, w której się teraz znajdujemy, jest mniej podobna do obiadu u Al Smitha, a bardziej do dni, kiedy pogańskie tłumy siadały, aby cieszyć się widokiem głodnych lwów, przygotowujących obiad z chrześcijan. Jak ujął to teolog Piotr Kwaśniewski w niedawnym artykule , „bogowie nowej religii są coraz bardziej głodni”. 

Decyzja prezydenta Trumpa o nieobecności na inauguracji prezydenta elekta Bidena jest potwierdzeniem tej nowej sytuacji. Sugeruje, że powinniśmy zmierzyć się z rzeczywistością i porzucić udawanie, że nadal żyjemy w epoce Al Smitha, Johna Kennedy'ego, Ronalda Reagana i wesołych kardynałów obdarzających wszystkich swoim błogosławieństwem. Już nadszedł czas, aby katoliccy biskupi zrozumieli czasy, w których żyją. 

Dla katolików nie jest to czas na współpracę, ale na opór - nie opór gwałtowny, ale bardzo uparty opór przeciwko siłom nowego ruchu totalitarnego. 

W lawinie oświadczeń wydanych przez amerykańskich biskupów po przemocy w budynku Kapitolu, wspólnym tematem było to, że „pokojowe przekazanie władzy jest znakiem rozpoznawczym naszej demokracji”. Ale to przekonanie zakłada, że transformacja zawsze odda władzę w ręce ludzi, którzy będą pracować, aby utrzymać naszą demokrację i naszą konstytucyjną formę rządów przy życiu. Nie jest wcale jasne, czy to założenie jest nadal aktualne. 

Powstaje więc pytanie: czy biskupom nie przeszkadza przejście do orwellowskiego koszmaru, o ile odbywa się to w sposób pokojowy? 

Nowa administracja dała wszelkiego wysiłku, by z pomocą swoich sojuszników w mediach, nie postępowi chrześcijanie zostali pozbawieni wolności słowa i wolności wyrażania swojej wiary. Czy fakt pokojowego przejścia usprawiedliwia zejście naszego narodu do „miękkiej”, ale na wskroś skutecznej formy totalitaryzmu? 

Jak mówi Piotr Kwaśniewski, „bogowie nowej religii są coraz bardziej głodni”. Miejmy nadzieję, że biskupi obudzą się z tym, zanim będzie za późno. 

PS. Profesor William Kilpatrick przez wiele lat wykładał w Boston College. Napisał kilka książek na tematy kulturowe i religijne, takich jak „Chrześcijaństwo, islam i ateizm: walka o duszę Zachodu” (2012) i „Politycznie niepoprawny przewodnik po dżihadzie” (2016). Jego liczne artykuły zostały opublikowane w wielu różnych miejscach, w tym w Los Angeles Times. 

Dr Piotr Kwaśniewski - teolog tomistyczny, liturgik i kompozytor chórów, jest absolwentem Thomas Aquinas College i The Catholic University of America. Wykładał w Międzynarodowym Instytucie Teologicznym w Austrii, Austriackim Uniwersytecie Franciszkańskim w Steubenville oraz Wyoming Catholic College.Obecnie jest pełnoetatowym pisarzem i mówcą na temat tradycyjnego katolicyzmu. 

PS.2. Unikam własnego komentarza do tego tekstu ale zachęcam do wyszukania analogii w naszej polskiej rzeczywistości. 

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.4 (głosów:6)

Komentarze

Skoro nawet biskupi tak się angażują w DEMOKRACJĘ:
"Arcybiskup Jose Gomez, przewodniczący Konferencji Biskupów Katolickich Stanów Zjednoczonych, powiedział , że „musimy ponownie zaangażować się w wartości i zasady naszej demokracji i zjednoczyć się jako jeden naród pod Bogiem”. Arcybiskup Lori z Baltimore wezwał Amerykanów, aby „zjednoczyli się w celu zapoczątkowania pokoju, pojednania i uzdrowienia naszego zranionego i złamanego narodu”. A biskup Nicolas Di Marzio z Brooklynu powiedział : „Jesteśmy lepsi od tego. Jako naród zawsze szanowaliśmy nasze różnice ”."

- to widać, że nic nie zrozumieli do czego powołał ich Jezus Chrystus w stanie kapłaństwa.

[43.] Cieszą mnie kapłani, którzy - wierni Duchowi Świętemu i mojej Matce - z każdym dniem coraz bardziej dostrzegają moją obecność i świadomi jej działają. W każdym środowisku, we wszystkich krajach cieszą Mnie dusze pełne prostoty, które nie ulegają pokusom pychy, nie przejmują się swoją własną osobą, nie tyle myślą o sobie, ile o bliźnich, jednym słowem te dusze, które chętnie o sobie zapominają, by żyć oddane służbie mojej miłości.

[67.] Jestem „nieużywany", bo tak wielu ludzi, nawet kapłanów, Mnie nie potrzebuje.

[150.] Świat strasznie cierpi z powodu braku przewodników duchowych albo dlatego, że ci, którzy powinni być mistrzami, nie są nimi. Żeby bowiem być prawdziwym duchowym wychowawcą, trzeba pokornie prosić Mnie o światło i w wytrwałej kontemplacji moich tajemnic ewangelizować wszystkie sfery swojego życia.
Bardziej potrzebuję apostołów, którzy będą świadkami i ludźmi kontemplacji, niż socjologów i teologów za biurkami, którzy nie przemodlili swojej teologii ani nie kierują się we własnym życiu zasadami, których uczą innych.
Zbyt wielu ludzi, zbyt wielu kapłanów pysznie uważa się dziś za uprawnionych do reformowania mojego Kościoła zamiast zacząć od reformowania samych siebie i zamiast z pokorą zacząć formować wokół siebie wiernych uczniów, nie po to, żeby myśleli tak jak oni, lecz po to, żeby myśleli tak jak Ja.
Mówiłem ci już o tym i sam to stwierdziłeś, że ludzie przechodzą dziś przez kryzys szaleństwa, biegają we wszystkie strony, nie mając żadnej duchowości, która pomogłaby im odetchnąć i uspokoić się we Mnie. [...]

[154.] ... Chrześcijanie są zbyt rozbiegani, zbyt rozproszeni - dotyczy to także wielu kapłanów i zakonnic. Tymczasem życie chrześcijańskie, życie apostolskie wypełnia się radością i przynosi owoce na taką miarę, na jaką człowiek Mnie przyjmuje, pragnie, i stara się otwierać na moją miłość.
Tylko Ja czynię dobro trwałe. Potrzebuję narzędzi i sług, którzy będą kanałami łaski i którzy nie będą sobą przesłaniać moich duchowych dobrodziejstw przez rozproszenia, brak jednoznaczności i szukanie samych siebie w działaniu.
Istotnie, pragnę moich wiernych przyjaciół uczynić współtwórcami Bożego planu. Niech jednak nigdy nie zapominają, że nawet jeśli powołałem ich do współpracy ze Mną, zawsze pozostają tylko ubogimi sługami.
Ich życie przynosi owoce tylko wtedy, gdy trwają we Mnie i gdy pozwalają Mi w sobie działać.

[158.] Łagodność i pokora idą w parze. Bez tych dwóch cnót serce zatwardza się tym bardziej, im bardziej człowiek błyszczy swoimi ludzkimi i duchowymi zaletami.
Na co przyda się człowiekowi sława, reklama, oklaski i komplementy, jeśli utraci sekret swojego dobroczynnego wpływu na świat i Kościół?
Dość powiedzieć, że nie ma nic bardziej podstępnego niż trucizna pychy w duszy kapłana. Często tego doświadczałeś. Przynoś Mi swoich współbraci, szczególnie tych, którym pozorne i ulotne sukcesy grożą, że przewróci im się w głowie.
O ileż lepiej byłoby, gdyby ludzie więcej myśleli o Mnie niż o sobie!
Życie kontemplacyjne, wiernie przeżywane, daje poczucie bezpieczeństwa i cenną równowagę wewnętrzną.

[245.] We wszystkich środowiskach i krajach najważniejsze dla ludzi świeckich i kapłanów jest to, by było wśród nich jak najwięcej dusz prawych i prostych, zdolnych do wsłuchiwania się w moje myśli i pragnienia i do wypełniania ich całym swoim życiem. Dzięki temu mogą oni objawiać Mnie swojemu otoczeniu bez hałasu i przyciągać do Mnie wszystkich, którzy stają na ich drodze. Na tym polega prawdziwe apostolstwo w duchu zaparcia się siebie w służbie bliźnim. Któż lepiej ode Mnie może podsunąć wam nie tylko rozwiązania problemów, ale też dać środki do realizacji tych rozwiązań?

[247.] ... Jakże niewielu ludzi myśli o Mnie chociażby z odrobiną miłości. Dla tylu ludzi pozostaję Nieznanym albo wręcz Niepoznawalnym. Zdaniem niektórych nigdy nawet nie istniałem i nie zawracają sobie Mną głowy. Jeszcze inni boją się Mnie i oddają Mi pokłon ze strachu.
A przecież nie jestem surowym Panem, nie czyham na wasze upadki i błędy ani ich skrupulatnie nie liczę. Znam - lepiej od was - wszystkie okoliczności łagodzące, które w większości przypadków zmniejszają faktyczną winę. Na każdego z was patrzę bardziej przez pryzmat wewnętrznego dobra niż przez pryzmat wad. W każdej duszy szukam głębokich dążeń ku dobru, to znaczy nieświadomie ku Mnie. Jestem Miłosierdziem, jestem Ojcem syna marnotrawnego zawsze gotowym przebaczać. Mniej zwracam uwagę na wasze kategorie teologii moralnej, a jeszcze mniej na ich geometryczne zastosowania.
Jestem Bogiem dobrej woli, który otwiera ramiona i serce przed ludźmi dobrej woli, żeby ich oczyszczać, oświecać, przygarniać i włączać w moją miłość ku Ojcu, który jest też ich Ojcem.
Jestem Bogiem przyjaznym, pragnącym szczęścia, pokoju i zbawienia dla wszystkich i wyczekującym, kiedy dusza człowieka otworzy się na moje orędzie miłości i przyjmie je.

[323.] Jak bardzo chciałbym, żeby kapłani i osoby konsekrowane nie szukały poza Mną źródła jedynej prawdziwej i głębokiej płodności!
Moc jest we Mnie. Włączcie się we Mnie, a dam wam udział w mojej mocy.
Niewieloma słowami będziecie zdolni zapalać w duszach światło.
Niewieloma gestami będziecie torować drogi mojej łasce.
Niewieloma ofiarami będziecie solą chroniącą świat od zepsucia.
Niewieloma modlitwami będziecie zaczynem, od którego ludzkość będzie rosła ku Mnie.

[325.] Czas ucieka a ludzie nie starają się nawet usłyszeć mojego głosu. To dlatego tylu z nich błądzi i marnuje swoje życie.
Jednak najbardziej ranią moje Serce i największą szkodę mojemu królestwu przynoszą dusze konsekrowane, które przez brak wiary i miłości nie wsłuchują się we MNIE. Mój głos trafia w próżnię. Ileż bezproduktywnych dusz kapłańskich i zakonnych żyje na świecie!
Niech kapłani wystrzegają się komplementów i oznak szacunku pod swoim adresem. Najzdradliwszą trucizną dla ludzi Kościoła jest „kadzenie" im. Pochwały są jak ulotny narkotyk, który ogłupia i może uzależnić duszę.

[327.] Potrzebuję kapłanów, których życie jest czytelnym wyrazem mojej modlitwy, mojego uwielbienia, mojej pokory i mojej miłości.
Potrzebuję kapłanów, którzy delikatnie i z wielkim szacunkiem zajmują się malowaniem dzień po dniu mojego obrazu na twarzach ludzi, których powierzam ich trosce.
Potrzebuję kapłanów oddanych przede wszystkim sprawom nadprzyrodzonym, którzy potrafią prześwietlać wiecznością doczesne sprawy współczesnego człowieka.
Potrzebuję kapłanów specjalistów od duchowości a nie urzędników czy zarozumialców; potrzebuję kapłanów łagodnych, życzliwych, cierpliwych, kierujących się nade wszystko duchem służby i nigdy nie mylących autorytetu z autorytaryzmem; jednym słowem, potrzebuję kapłanów głęboko miłujących ludzi, których jedynym pragnieniem i celem jest to, aby Miłość była bardziej miłowana. W kilka minut, bez twojego wysiłku, mogę uczynić to, nad czym ty musiałbyś trudzić się przez wiele godzin by zdobyć dusze. Mów ludziom, a szczególnie kapłanom, że ich duchowa płodność mierzy się nie tyle pragnieniem skuteczności, ile otwartością ich duszy na działanie mojego Ducha.

[328.] W moich oczach nie liczy się ilość przeczytanych książek, wygłoszonych kazań, czy podjętych dzieł, lecz wasza zgoda na to, abym przez was działał.

[329.] Możesz być pewien, że jeśli zajmuję w życiu, w sercu i w modlitwie kapłana tyle miejsca, ile pragnę, to kapłan ten będzie człowiekiem zrównoważonym i spełnionym, prawdziwym ojcem duchowym.

[330.] Kapłaństwo jest czymś wielkim i niebezpiecznym zarazem! Kapłan może dawać Mnie ludziom i ludzi do Mnie przyciągać, lecz może też - niestety! - zawieść i oddalać ludzi ode Mnie, chcąc przyciągać ich do siebie.

[331.] Kapłan bez miłości jest jak ciało bez duszy. Bardziej niż ktokolwiek inny, kapłan winien bez reszty oddać się Duchowi Miłości, by Ten go prowadził i działał przez niego.
Pomyśl o tylu kapłanach, którzy szukają mnóstwa usprawiedliwień dla swoich upadków: brak formacji, ascezy, ojcowskiego i braterskiego wsparcia, złe wykorzystanie własnych możliwości, co prowadzi do frustracji, zniechęcenia, pokus itd. Nigdy nie czuli się szczęśliwi, chociaż tak często tęsknili za Bogiem! Czyż nie mam w Sercu większej zdolności przebaczania niż oni zdolni są do popełniania grzechów! Myśl o nich i módl się za nich jak brat. Także przez nich - bo przecież nie są do końca źli -dokonuję dzieła zbawienia świata.
Staraj się dostrzec Mnie w tych kapłanach -czasem poranionych i zeszpeconych - adoruj Mnie w ich sercach, a sprawisz, że dokona się w nich cud zmartwychwstania.

[332.] Tak naprawdę zasmuca Mnie tylko jedna kategoria kapłanów. To są ci, którzy przez stopniowe zniekształcanie swojego kapłaństwa stali się pyszni i zatwardziali. Chęć panowania na innymi i potwierdzania własnej wartości pozbawiła ich duszę głębokiej miłości, która powinna kierować wszystkimi ich postawami i czynami.
Jak wiele złego czyni kapłan zatwardziały! Jak wiele dobra czyni kapłan dobry! Wynagradzaj za pierwszych. Wspieraj drugich.

[333.] Wiele przebaczam kapłanowi, który ma dobre serce. Usuwam się od kapłana zatwardziałego. W duszy takiego kapłana nie ma dla Mnie miejsca. Duszę się w niej.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-1

panMarek

#1662940

ale i obowiązek wypowiadać się w sprawach społecznych , państwowych .

Kościół jest dla ludzi ( nie odwrotnie ) i winien zajmować się tym co ludzi istotnie dotyczy .

Kościół nie żyje " na księżycu " ale na ziemi i księża nie działają wśród kosmitów , ale wśród ziemian i wszystkim co

jest ważne dla życia - tu na ziemi - winni się zajmować - ku dobru wspólnemu .

Ale czy Biskupi zdąża się "obudzić" ?

Oto jest pytanie ...

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

ke-fas

#1662952

Obrazek zamieszczony na czele niniejszego tekstu, posiada bardzo liczne braki w prezentacji postaci "zasłużonych" dla szerzenia "nowoczesnych" ideologii rugujących wiarę w Boga w Trójcy Jedynego i próbujących zastąpić go globalnym bożkiem "wyznania pieniężnego". 

Brakuje na nim tak zasłużonych postaci jak: 

- Richarda Nikolausa hrabiego Coudenhove-Kalergi – polityka austriackiego, twórcy  paneuropeizmu, pierwszego laureata niemieckiej nagrody Karola Wielkiego, przyznawanej przez miasto Akwizgran

- Adolfa Hitlera, który projekt tego powyższego próbował realizować poprzez budowę "Tysiącletniej Rzeszy"

- Antonio Gramsciego , włoskiego komunisty i twórcy marksizmu kulturowego

-  Rudi Dutschke, twórca  koncepcji „długiego marszu przez instytucje” przedstawionej w 1967 roku, której ofensywa uruchomiona rewolucją obyczajowo seksualną roku 1968 trwa i obejmuje coraz więcej instytucji i krajów świata i której atakom coraz intensywniej jest poddawana Polska, kraj o najwyższym procencie* katolików

*Polska, której 87 proc. mieszkańców przyznaje się do katolicyzmu, pozostaje nadal najbardziej katolickim państwem Europy. Te i wiele danych przynosi najnowsze opracowanie amerykańskiego instytutu Pew Research Center nt. Kościoła katolickiego na naszym kontynencie, przeprowadzone w 34 krajach.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1663017