Efemeryda BRICS

Obrazek użytkownika jazgdyni
Świat

 

 

Kilka dni temu, pod moim felietonem dotyczącym zagrożeń dla światowego ładu, rozwinęła się ciekawa dyskusja.

 

Dużo było o sztucznej inteligencji, wirtualnych pieniądzach, super-korporacjach, czy Europie pod niemieckim butem.

 

Bardzo interesującą uwagę przedstawił pewien szanowny kolega, który stwierdził, że obecnemu porządkowi świata najbardziej zagraża utworzona przez Chiny i Rosję grupa państw rozwijających się, od 2003 roku nazywana BRICS. Odpisałem wtedy, że nie zgadzam się z taką prognozą. Szczególnie teraz, po napaści Rosji na Ukrainę.

 

 

 

Przypomnę czym jest BRICS: to powstała grupa państw rozwijających się, gdzie B oznacza Brazylię, R – Rosję, I – Indie, C – Chiny, a S – RPA (ang. South Africa) która dołączyła później w 2011 roku.

Oczywiście wszyscy w tej grupie mają poważne ambicje i duży potencjał. Bardzo by chcieli zniszczyć hegemonię Stanów Zjednoczonych, a z Europy wyssać, co najlepsze.

 

Zwykły człowiek patrząc na to sprzymierzenie wielkich państw, myśli: - Rany! Co to za potęga! To ponad 3 miliardy ludności świata. Niemalże połowa. Ogromny potencjał. Tak, rzeczywiście przyszłość może należeć dla nich.

I tak – bla, bla, bla – ciągną się myśli. Tylko, że taka, powierzchowna ocena jest kompletnie fałszywa.

 

Po pierwsze – wszystkie pięć, to ciągle kraje rozwijające. Na dodatek rozwijające się nierównomiernie. Jedne będą potrzebowały 10 lat, by zostać krajem rozwiniętym, a inne lat 20, a patrząc realnie, nawet 30.

Futurolodzy pesymiści mogą nawet sobie zanalizować, że niektóre z nich nigdy nie osiągną poziomu państwa w pełni rozwiniętego.

Istnieją potężne determinanty i bariery decydujące o tempie rozwoju. Tu nie ma cudownego klucza do przyszłości.

 

Wróćmy do tych 3 miliardów ludności, które dzisiaj BRICS posiada. Ta liczba to też ułuda. Najbardziej oszukują Chińczycy. Jak to jest w państwach autorytarnych, prawdziwe dane demograficzne są niedostępne. Lecz światowi analitycy na podstawie takich wyciekających danych, jak liczba dzieci w żłobkach, czy poziom, podobnie jak u nas, obowiązkowego szczepienia BCG, wykazują, że Chiny stoją na progu potężnego załamania gospodarczego i demograficznego już w 2030 roku. Będzie brakowało rąk do pracy, wewnętrzne migracje z głębi kraju na wybrzeża i system komunistyczny rozwalą Państwo Środka. I jest to nieuniknione, mimo, że podobnie jak Rosja, stwarzają iluzję świetnie rozwijającego się państwa demokratycznego.

Podobnie dzieje się w Indiach. Tu się przewiduje, że wzrost demograficzny potrwa jeszcze z 30 lat, choć już teraz rząd stara się wyhamować.

Tutaj, podobnie zresztą jak w Rosji, Chinach i Brazylii wielkim problemem jest struktura społeczna. Ile z tych 3 miliardów ludności żyje poniżej progu ubóstwa?

Ilu jest analfabetów?

 

A w tym czasie gospodarka i demografia Stanów Zjednoczonych będzie rozkwitać. Nawet państwa BRICS przysłużą się do tego. Już dzisiaj rzesze inżynierów, lekarzy, informatyków emigrują do USA i Kanady. Ameryka Północna jak potężna pompa z filtrem zasysa najlepszy, najlepiej wykształcony i kreatywny poziom struktury społecznej z całego świata.

Handicap mają tutaj ludzie z Indii i RPA, bo on od urodzenia są anglojęzyczni.

Podobnie większość Latynosów zna angielski.

 

Nic nie wskazuje, że którekolwiek państwo z grupy BRICS czeka jakiś gospodarczy, czy innowacyjny cud i nieprzeciętny postęp. Wprost przeciwnie – widać, że czeka ich mnóstwo kłopotów.

 

Całkiem odwrotnie niż w Polsce. Obecnie mamy ciężko z powodu skomasowanego ataku z zewnątrz, ze wsparciem zainstalowanej V Kolumny wewnątrz kraju. Lecz już widać, że to my zdołaliśmy przetrwać i iść do przodu, a tymczasem nasi przeciwnicy zaczynają upadać i marnieć.

Wielu światowych analityków, nawet tych, w przeszłości do RP nastawionych negatywnie, obecnie zgodnie przyznają, że Polska zaczyna wyrastać na lokalną potęgę.

 

Jeszcze jedno świadczy o marnej przyszłości BRICS i pokazuje, że to efemeryda – sztuczny twór, w którym członków jednoczy wyłącznie chęcią zniszczenia dominacji Stanów Zjednoczonych.

A poza tym, nie mają żadnych wspólnych interesów. Wprost przeciwnie.

I najważniejsze w międzynarodowych kombinacjach – w BRICS nie ma wspólnej idei, czy nawet ideologii lub religii, która moglaby być łącznikiem mentalnym i kulturowym. Jest tam od Sasa do lasa, czyli tak, jak to podobno wymyślił prof. Tazbir.

 

Tymczasem rodzi się nowe potężne zagrożenie dla aktualnego porządku świata.

Coś, o czym natrętnie ostrzegam od dobrych dwudziestu lat, bo ich poznałem i mam wiele osobistych doświadczeń.

 

To oczywiście islam.

 

Wydawało się, że zacofany kulturowo i cywilizacyjny kraj, Arabia Saudyjska, mając wielkie bogactwa i tradycyjny porządek, nie powinna świata zaskoczyć.

Aż pojawił się Muhammad ibn Salman ibn Abd al-Aziz Al Su’ud , saudyjski następca tronu. Książe, który już dzisiaj praktycznie rządzi państwem. A nie ma jeszcze 40 lat...

 

O Arabii Saudyjskiej w światowej opinii publicznej zrobiło się głośno, gdy w październiku 2018, w konsulacie saudyjskim w Stambule zamordowany został znany saudyjski dziennikarz Dżamal Ahmad Chaszukdżi, lub inaczej Jamal Ahmad Khashoggi.

 

Taka ciekawostka – w Bejrucie poznałem innego Khashoggiego, Adnana. Było to w czasie Libańskiej Wojny Domowej w latach osiemdziesiątych. Umożliwił to nam generał Samir Dżadża – nasz nieformalny pracodawca. Lecz dzięki niemu mogliśmy się swobodnie poruszać po całej chrześcijańskiej części,

tego przepięknego państwa, podczas gdy obywatele amerykańscy i europejscy mieli zakaz podróżowania do Libanu. Wprawdzie nie byłem w jego, podobno nadzwyczajnym pałacu na wzgórzach Bejrutu, ale w słynnym Casino du Liban zjedliśmy razem przesmaczny posiłek. Wtedy nawet Khashoggi był uważany za najbogatszego człowieka świata i najpotężniejszego handlarza bronią. A parę lat później miałem przyjemność, zostawiając buty na kei, gościć w St. John na Karaibach, na jego słynnym jachcie Nabila.

 

A niedawno i w Polsce było głośno o Saudach, gdy ich koronna firma Saudi Aramco, kupiła duży pakiet Lotosu.

 

Lecz teraz wszystkie oczy, lunety i satelity międzynarodowych ekspertów skierowały swoją uwagę na Rijad i księcia Muhammada, gdy publicznie ogłoszono jego dwa wielkie i nowatorskie projekty:

The Line i

Vision 2030.

Nie dość tego, gdy już ten ultra bogaty człowiek zostanie oficjalnym królem również bogatego państwa, to jego projekty będą miały zasięg światowy.

 

The Line to po prostu nowe miasto – Linia [1], [2]

 

Podczas gdy BRICS nadal tylko gada, kłóci się i knuje, jak tu przejąć władzę nad światem (co jakoś dziwnie przypomina działania Tuska i Niemiec), saudyjski książę, następca tronu Muhammad, już rok temu rozpoczął swój wielki projekt, który autentycznie może zmienić świat.

Zaczęto od NEOM. [3]

Arabia Saudyjska wydzieliła północno – zachodnią prowincję przylegającą do Zatoki Akaba, miejsce bardzo atrakcyjne pod względem turystycznym. Wkrótce, nad cieśniną, połączy się z Egiptem, czyli z Afryką mostem. To jest włąśnie NEOM.

Będzie to prowincja autonomiczna – bez surowego islamskiego prawa szariatu, z własnymi podatkami, systemem prawnym, odrębnymi władzami, instytucjami, policją itp. To projekt inkluzyjny, mający przyciągać zarówno inwestorów, jak i koncerny i zwykłych ludzi. Już Niemcy (Mercedes) i Holendrzy zaczęli tam inwestować.

The Line – miasto Linia, właśnie tam, na brzegu Morza Czerwonego będzie się zaczynać, a potem ciągnąć się przez 170 kilometrów jako jedna jedyna arteria na wschód. W dwóch, wysokich nawet do 500 metrów budynkach, długich właśnie te 170 kilometrów, ma zamieszkać około 9 milionów mieszkańców. Całość obszaru na powierzchni ziemi pozbawiona będzie przemysłu, handlu i transportu. Powierzchnia jest wyłącznie dla życia, odpoczynku i rozrywki mieszkańców. I obcowania z naturą, bo wszystko będzie zanurzone w zielonej przyrodzie.

Na pierwszym podziemnym poziomie będzie dział techniczno - handlowy, także sklepy i typowe usługi. Również cała inteligentna struktura dbająca o nieprzerwane działanie systemu i obsługę techniczną.

A jeszcze na głębszym, drugim podziemnym poziomie będzie cała komunikacja. Zakłada się w projekcie, że jakakolwiek podróż z każdego miejsca tych 170 kilometrów do drugiego, będzie trwała maksymalnie 20 minut. Oczywiście żadnego prywatnego ruchu samochodowego w Linii nie będzie.

Tak więc w miejscu zamieszkania i spędzania czasu nie będzie żadnej przemysłowej techniki, żadnych industrialnych, tak szpecących miasta, konstrukcji, będzie zero emisji i powszechna czystość i porządek.

Brzmi to oczywiście jak science – fiction, ale Mohamma Azid al Saud może to uczynić. Jest młody i zdeterminowany. Dodam, że również przyjaźni się z Donaldem Trumpem, a nawet więcej – ma serdeczne poparcie Stanów Zjednoczonych.

Muszę też pochwalić nasz rząd, który wyczuł, że w naszym rozwoju energetyki i koncernu Orlen, najlepszym partnerem jest właśnie Arabia Saudyjska.

 

Sam projekt The Line ma kosztować około 500 miliardów dolarów. Prace już rozpoczęto. Większość pieniędzy daje królewska rodzina saudyjska. Lecz zewnętrzni inwestorzy walą na Półwysep Arabski drzwiami i oknami. Wiemy już o poważnym zaangażowaniu inwestycyjnym Niemiec, Niderlandów, Wielkiej Brytanii, oraz oczywiście USA.

 

Sam pomysł budowy miasta liniowego, wzdłuż jednej arterii – osi, powstał w Hiszpanii w XIX wieku i miał być stworzony blisko Madrytu.

Natomiast już w rzeczywistości zaczęto go realizować w latach pięćdziesiątych, budując nową stolicę państwa - Brasil. Niestety wizja rozsypała się na kawałki, bo raz, transport samochodowy zatkał miasto dokumentne, a po drugie, dopuszczono, by miasto zaczęło obrastać ze wszystkich stron jak pryszczami, biednymi, skleconymi z kartonu i blachy falistej dzielnicami biedy. A na koniec zabrakło Brazylii pieniędzy.

Rosjanie również próbowali zrealizować wizję miasta liniowego. Taki miał być Wołgograd. Lecz jak to u nich, guzik z tego wyszło.

 

Miasto The Line – Linia i suwerenny dystrykt Neom to dopiero początek.

 

Już w realizacji jest Wizja 2030 i to nie tylko w Arabii Saudyjskiej, ale już praktycznie we wszystkich państwach arabskich Zatoki Perskiej.

Oczywiście najbardziej znana jest spektakularna realizacja autonomicznego Dubaju przez Zjednoczone Emiraty Arabskie. Lecz już zaczyna się Nowy Kuwejt, Nowy Katar, a nawet przepiękny i nieco hermetyczny Oman rozpoczyna przeobrażenia.

 

Głównym celem i zadaniem państw Zatoki Perskiej, czy inaczej – Półwyspu Arabskiego, jest przekształcenie gospodarki tak, by uwolnić się od wyłącznej dominacji w gospodarce eksploatacji paliw kopalnych – ropy i gazu (które to zrobiły swoje – zbudowały arabską potęgę) i przejść w kierunku innowacyjnego rozwoju nowoczesnych, inteligentnych technologii cyfrowych.

 

Jak wspomniałem, dystrykt Neom Arabii Saudyjskiej mostem do Egiptu łączy się z Afryką. A z drugiej strony Zatoki Perskiej również mamy państwa islamskie – Irak, Iran i Pakistan, które na razie bacznie się przyglądają poczynaniem Arabów.

Mają swoje własne ambicje i wizje, lecz gdy zobaczą blisko gwałtowny rozwój i powszechny wzrost dobrobytu, to zaczną myśleć o jakiejś wspólnej unii.

 

I to jest właśnie ostateczny cel zainicjowany przez następcę tronu Arabii Saudyjskiej – dominujący na Ziemi świat islamu.

 

W odróżnieniu od BRICS, alternatywny pomysł stworzenia nowego porządku świata pod egidą wyznawców islamu jest wielokrotnie bardziej prawdopodobny.

 

Szacuje się, że muzułmanów na świecie jest ponad 1,7 miliarda. Co najważniejsze – wszystkich tam łączy najsilniejsze spoiwo – islam, wspólna religia.

Choć nie tylko – to także odrębna kultura, styl życia, a właściwie odrębna cywilizacja. Mimo, że ludności islamu jest połowa tego, czym dysponuje BRICS, ale struktura społeczna i poziom bogactwa wyraźnie wskazuje przewagę muzułmanów.

Praktycznie ich strefy wpływu obejmują bogactwa Afryki Zachodniej z Nigerią i Ghaną, aż do wybrzeży Australii na wschodzie.

To potężny potencjał.

Zastanawiam się, czy pozornie idiotyczne zachowanie się kanclerz Niemiec, Angeli Merkel, łamiącej wszelkie europejskie traktaty, zapraszając "Serdecznie witamy" miliony muzułmanów do Europy, nie było sprytnym projektem opłaconym w Rijadzie, czy Dubaju.

 

 

 

Napisałem, że widać to już dokładnie, iż, jeżeli nie pojawi się jakaś kolejna światowa katastrofa, jakaś następna plaga, globalne susze, ulewy, czy tornada i tsunami, to Stany Zjednoczone pod względem militarnym, gospodarczym i demograficznym mają zagwarantowaną naprawdę optymistyczną przyszłość.

 

Wiele lat pracy ruskiej agentury z hippisowskim lewactwem z mediów i uniwersytetów nie osiągnęło pożądanych rezultatów. Padł Obama, w cień odsunęli się Clintonowie. A niedobitki amerykańskiej neobolszewii trzęsąc portkami nasyłają na całkiem prawdopodobnego zwycięzcę w kolejnych wyborach, Donalda Trumpa, psy gończe prokuratora generalnego.

Nic to nie da. Po postawie demokratycznego prezydenta Joe Bidena i jego zespołu widać, że Stany się obudziły i oczyszczają się z chorobowych złogów lewactwa.

 

Toteż nie sądzę, by dopuściły do zdominowania świata przez islam. Nastąpi tylko przetasowanie: Chiny, Rosja, Niemcy, a może również Francja zaczną się staczać, więdnąć, a kraje anglosaskie – USA, Kanada, Wielka Brytania, Australia, a nawet Singapur zaczną pochłaniać siły intelektualne upadających mocarstw.

 

Czy to przypadek na boku, że my, Polska, również mocno skorzystamy na tych wszystkich politycznych zawirowaniach na świecie?

Choćby to: rozmawiałem z mieszkającym opodal już ponad rok, ukraińskim naukowcem, humanistą, który już sprowadził do nas cała swoją rodzinę. Złożył już wniosek o polskie obywatelstwo. I poważnie oświadcza, że według jego szacowań, w Polsce już na stałe pozostanie ponad jeden milion Ukraińców.

To potężny zastrzyk dla naszej nieszczęsnej demografii, której nawet specjalnie nie pobudził projekt 500+.

Poza tym jeśli tylko Ukraina nie przegra wojny z barbarzyńcami, to ku obopólnemu zyskowi powstanie jakiś rodzaj unii polsko – ukraińskiej.

A to już będzie siła, którą Bruksela, czy Berlin nie odważą się dalej pomiatać.

 

 

 

[1] ]]>https://youtu.be/44mC-jQFjvA]]>

[2] ]]>https://www.money.pl/gospodarka/miasto-wzdluz-170-kilometrowej-linii-brak-ulic-saudyjczycy-pokazali-jak-ma-wygladac-the-line-6797394770627552a.html]]>

[3] ]]>https://www.neom.com/en-us]]>

5
Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (11 głosów)

Komentarze

Janusz,

 O członkostwo w grupie BRICS ubiegają się dwa nowe kraje. Są nimi Iran i Argentyna. Ja też się zastanawiam, co te państwa tak naprawdę łączy?

 

Pozdrawiam, 

Vote up!
4
Vote down!
0

AgnieszkaS

#1646506

Dzień dobry Agnieszko!

Witam z Gdyni, burzowej stolicy Polski.

BRICS powoli zamienia się w skupisko nieudaczników z pretensjami.

Uważają, że mają duże i potężne państwa. Pewnie, potencjał mają. Tylko na potencjale się kończy. Sięgając wstecz, to taki Iran miał swój pik, gdy panował tam szachinszach Reza Pahlawi. Argentyna swój szczyt miała w czasach Perona. Rosja nigdy nie dotarła do elity świata. Współczesne Chiny, gdy wykończono cesarzy, są wyłącznie podwykonawcami amerykańskich i europejskich pomysłów. Ktoś zna jakiś oryginalny,  przełomowy chiński produkt? Indie nadal nie pozbawiły się struktury kastowej. Poza tym wg. mego doświadczenia, to bardzo inteligentni lenie i biurokraci z wielkim ego.

A Elon Musk słusznie wiedział, że jego pomysły osiągną sukces w USA, a nigdy nie w RPA.

Jak napisałem, Stany i Kanada będą wysysać najlepszych intelektualnie ludzi, głównie właśnie ze stada BRICS.

 

Uściski

Janusz

 

Vote up!
4
Vote down!
0

JK

Przepłynąłeś kiedyś sam ocean? Wokół tylko morze. Stajesz oko w oko ze swoim przeznaczeniem.

 

 

 

 

#1646507

Chciałbym podzielić Pański optymizm co do szans naszego kraju. Zawsze z nadzieją patrzę w przyszłość ale śledząc naszą scenę polityczną mam obawy o przyszłoroczne wybory. Znaczna część naszego społeczeństwa dała się już urobić lewackiej i post-bolszewickiej propagandzie. Prawica może wygrać wybory ale większość sejmową może zdobyć opozycja a wtedy możemy raz na zawsze pożegnać się z ojczyzną. Jeśli Niemcom uda się zdobyć kontrolę nad naszym krajem to na pewno nie pozwolą sobie tego odebrać. Na nieszczęście jest u nas tylu idiotów pomagających im w tych planach że może im się udać. Obym się mylił, oby moje dzieci i wnuki nie dożyły upadku naszej ojczyzny.

Kazimierz

Vote up!
5
Vote down!
0

jonasz

#1646520

Witam

Optymizmu nie trzeba dzielić. Trzeba go po prostu mieć.

Natomiast dzielę z Panem obawy co do skuteczności naszych władz. To nie są wojownicy. A takich potrzebujemy. To ciągle są dyplomaci, którzy absurdalnie uważają, że można pertraktować ze sforą wściekłych wilków. Już nawet potulni profesorowie, jak Krasnodębski, czy Legutko publicznie mówią, że to już koniec układania się. Więc zobaczymy, co będzie, jak już to samo powiedział prezes Kaczyński.

Vote up!
4
Vote down!
0

JK

Przepłynąłeś kiedyś sam ocean? Wokół tylko morze. Stajesz oko w oko ze swoim przeznaczeniem.

 

 

 

 

#1646531

który pokazuje przeróżne aspekty polityki i gospodarki w dalszej przyszłości. Doskonałe pole do rozmyślań dla czytelników nie znających tak wielu faktów i nie wiążących w całość zdarzeń dziejących się w różnych płaszczyznach na świecie. Wiem to z pewnością, bo sam czasem wiążę fakty dopiero, gdy stają się oczywistością.

Vote up!
4
Vote down!
0

Brawo dla mnie!

#1646535

Wskazałeś bardzo ważny fakt, niestety powszechnie nie dostrzegany, a nawet celowo ignorowany, a zmierzający do kształtowaniu lewicowych postaw intelektualnych polegających na "nie wiązaniu w całość zdarzeń, dziejących się na różnych płaszczyznach".

Więcej, wdrażane przez światowe intelektualne elity programy systemów edukacji, nauki i wychowania eliminują "kształtowanie umiejętności samodzielnego posługiwania się rozumem". Mówiąc w skrócie, lewica i lewactwo robią wszystko aby zlikwidować naukowy intelektualny sposób rozumowania i zastąpić upowszechnieniem dogmatycznego, ideologicznego i zarazem jednowymiarowego interpretowania rzeczywistości. 

Samodzielne rozumowanie ma być zamienione jedynie słuszną, antynaukową interpretacją ideologiczną, która "wszystko widzi osobno". 

Vote up!
1
Vote down!
0

michael

#1646560