Rząd czy (nie)rząd? cz.2.

Obrazek użytkownika Anonymous
Kraj

          Wielu dziennikarzy mówiło z wyniosłością, że nieważne, kto jest właścicielem prasy, ważne, żeby prasa wychodziła i opłacała się, a oni byli sowicie wynagradzani. Tymczasem niemiecki koncern Polskapress w Łodzi od ładnych paru lat już nie chce drukować czasopism, które mówią pozytywnie o historii Polski (Gazeta Wyborcza 16.08.2004). Kto odpowiada za sprzedaż polskich wydawnictw prasowych wrogom Polski? Nikt? Wydawnictwa same się sprzedały?
          Z przykrością trzeba stwierdzić, że Polska nie ma dobrego gospodarza, a w zasadzie nie ma żadnego. Bo cóż to za gospodarz, który dobra rodowe sprzedaje za mizerne pieniądze, byle by „załatać” dziurę budżetową i zasilić prywatne konta bankowe oligarchów. Jest to typowe działanie charakteryzujące alkoholika, który za grosze sprzeda meble, byle by tylko się napić. I nie baczy na to, że jego dzieci i żona nie będą miały zaspokojonych podstawowych potrzeb egzystencjonalnych.
          Dług publiczny rośnie w zastraszającym tempie, osiągając w listopadzie 2011 roku sumę około 750 miliardów złotych i codziennie się zwiększa o kolejny milion kilkaset tysięcy złotych. A rząd szuka oszczędności wśród najuboższych grup społecznych, a nie wśród tej grupy, która w rzeczywistości dysponuje dużymi pieniędzmi, które tak de facto nie zawsze jej się należą. Dla przykładu: prezes spółki należącej do Skarbu państwa, a mowa tu o PKN Orlen w Płocku, dostawał – jak sam mówił – 200 tys. zł miesięcznej pensji, nie licząc premii, trzynastki i różnych okazjonalnych dodatków. No i z poparciem władzy podpisał tajny aneks, na mocy którego po opuszczeniu stanowiska ma otrzymać 6,2 mln zł „skromnej” odprawy za nieco ponad rok prezesowania. A więc pobory owego prezesa są około 200-krotnie wyższe od przeciętnej emerytury! Podobnie wygląda sprawa płac w KGHM Polska Miedź w Lubinie i wielu innych spółkach Skarbu państwa. Chciałoby się retorycznie zapytać: czy te „kominowe” płace są ze wszech miar społecznie sprawiedliwe i adekwatne do wykonywanej pracy? Czy praca prezesów tych spółek jest jakaś nadludzka, wymagająca super specjalnych i unikatowych na skalę światową kwalifikacji? Nic podobnego! Niejeden dobry ekonomista z pełnymi i adekwatnymi do zajmowanego etatu kwalifikacjami, kierujący zespołem ludzi, wykonuje swą pracę za pieniądze rzędu 4,5–6 tys. złotych, a więc 40-krotnie mniejsze, żyje na średnim poziomie i nie narzeka, że nie starcza jemu od wypłaty do wypłaty. A co mają powiedzieć emeryci i renciści, którzy około połowy otrzymywanych świadczeń przeznaczają na leki i muszą się utrzymać za około 400 zł przez 30 dni?  
          Główna teza nowej ideologii, jaką kieruje się ówczesna władza brzmi, iż człowiekiem w pełnym tego słowa znaczeniu jest tylko człowiek bogaty, dobrze usytuowany, zdrowy, sprawny fizycznie i pozbawiony sumienia religijnego. Inni się nie liczą. I tak, na skutek celowo popełnianych błędów gospodarczych i politycznych mamy ponad trzy miliony bezrobotnych i około trzech milionów zatrudnionych nie w pełni, przy tym pięć milionów osób żyje w skrajnym ubóstwie. I nikt temu nie zaradza, bo według rządzącej oligarchii tak po prostu ma być. Ci, którzy mianowali siebie nawzajem ministrami, marszałkami – nadal realizują potworny ustrój gospodarczy i społeczno-polityczny. Już nie sposób pisać ciągle o rozkradaniu majątku narodowego, co w krajach postkomunistycznych, a szczególnie w Polsce jest „normalką”.
          Ale nie można przejść obojętnie wobec zamiarów rządu w stosunku do lasów państwowych. Otóż w listopadzie 2010 roku społeczeństwo dowiedziało się z polskich mediów (Nasz Dziennik, Radio Maryja i TV Trwam) o „genialnym” planie ministra finansów – Jacka W. Rostowskiego (i nie tylko jego), a dotyczącym łatania dziury budżetowej poprzez wykonanie „skoku na kasę”, będącej w dyspozycji Przedsiębiorstwa Lasy Państwowe. Leśnicy od czasów II Rzeczypospolitej stanowią autonomiczne przedsiębiorstwo, a co najważniejsze – jest dochodowe i nigdy w swej historii nie wymagało dotacji ze strony państwa. Mechanizm ma polegać na tym, że pieniądze w kwocie około 2 miliardów złotych, którymi dysponuje to przedsiębiorstwo na zabezpieczenie całej infrastruktury leśnej – mają być przekazane do dyspozycji Skarbu państwa, a leśnicy co roku mieliby otrzymywać z budżetu państwa określone przez rząd kwoty na swą działalność. Zatem na czym miałoby polegać zagrożenie? Ano na tym, że Lasy Państwowe nigdy nie otrzymają z budżetu państwa takiej kwoty, która pozwoliłaby normalnie, jak do tej pory funkcjonować. I w pewnym momencie okaże się, że to niedofinansowanie doprowadzi do bankructwa, a wówczas rząd zarządzi sprywatyzowanie (czyt. rozgrabienie) 7 milionów hektarów lasów, stanowiących około ¼ powierzchni Polski! Warto tu także podkreślić, iż wartość zasobów leśnych (na pniu) szacuje się na kwotę około 300 miliardów złotych, a zasoby glebowe (żwir, piasek, runo leśne, itp.) na kwotę około 80 miliardów złotych. A więc jest to olbrzymi majątek, który w żadnym wypadku nie może być przejęty przez prywatne podmioty, a w szczególności przez obcy kapitał! Chodzi tu przecież o terytorium stanowiące ¼ obszaru Polski. Dobrze, że Polska ma takich patriotów, jak prof. Jana Szyszko – byłego Ministra Ochrony Środowiska w rządzie premiera Jarosława Kaczyńskiego, który nagłośnił ten zamach „platformersów” i podjął się inicjatywy doprowadzenia do ogólnonarodowego referendum, w którym Naród miałby się opowiedzieć, „za” lub „przeciw” zamiarom rządu w tej przedmiotowej sprawie. Jak do tej pory, pod wnioskiem dotyczącym referendum złożyło swe podpisy około 400 tysięcy Polaków. Jednakże marszałek Kopacz (marszałek czy… marszałkini? Minister czy… ministra???) nie wprowadziła pod głosowanie sprawy referendum, a rząd chyłkiem wycofał się z tego zamiaru, choć jak „ćwierkają wróble” – powrócą do tego „skoku”.
          Zagrożenia związane z prywatyzacją lasów mogą zataczać szersze kręgi, albowiem nikt nie kupi lasów dla samego ich posiadania. A więc rozpocznie się gospodarka rabunkowa zasobów drzewnych i zasobów glebowych na skalę dotąd nie spotykaną. I nikt z przyszłych właścicieli nie będzie dbał o zalesianie wykarczowanych obszarów, bo to kosztuje niemałe pieniądze, których nie będą inwestować właściciele, gdyż proces amortyzacji inwestycji leśnych jest bardzo długi, – liczony na pokolenia. Po prostu wzorem innych właścicieli gruntów – „wyżmą jak mokrą ścierkę” wszystko to, co można sprzedać i nieźle na tym zarobić. Tak więc uszczuplony stan zasobów – jak dowodzą naukowcy – spowoduje ogromne zachwianie równowagi biochemicznej i hydrologicznej ekosystemu, a to z kolei doprowadzi do ocieplenia klimatu, gdyż drzewa są głównym „producentem” chmur deszczowych. Pociągnie to następne negatywne skutki w produkcji rolnej, ogrodnictwie i sadownictwie, które odczuje całe społeczeństwo, bo przecież dotyczy to produkcji żywności. Czy zatem pomysłodawcy i zwolennicy sprzedaży lasów są tak ograniczeni, że nie potrafią przewidzieć tych jakże szkodliwych skutków? Jak się wydaje, dobrze wiedzą o skutkach, ale „polityka pijaka”, jaką uprawiają – nie pozwala na dalekosiężne myślenie i troszczenie się o następne pokolenia naszych rodaków.
          Jeżeli w zamysłach „chorych na władzę” ludzi, Polaków ma być w niedalekiej przyszłości tylko 15 milionów, to wykoncypowali sobie, że ¾  obecnego terytorium Polski w zupełności wystarczy. Mechanizm tej redukcji obywateli polskich już trwa. Bo jak wytłumaczyć motyw szalonego wzrostu cen leków przy jednocześnie „głodowych” rentach i emeryturach? Kilkumiesięcznych kolejek w przychodniach lekarskich? To się nazywa „powolna eksterminacja” Narodu polskiego. Jak wytłumaczyć zachęcanie do emigracji zarobkowej młodszej populacji Polaków do krajów zachodnich, w zamian zaś tworzyć miejsca pracy w Polsce? Jak wytłumaczyć fakt nachalnie lobbowanych projektów ustaw dotyczących tzw. aborcji i legalizacji związków homoseksualnych? Nie trzeba używać lupy zegarmistrzowskiej, by zauważyć, iż te mechanizmy mają w konsekwencji doprowadzić do totalnego zmniejszenia liczby ludności polskiej. A co na to Naród? A Naród … nie reaguje, bo tych mechanizmów nie widzi. Zadbały już o to antypolskie siły w mediach.  
C.d.n…

 

Ocena wpisu: 
0
Brak głosów

Komentarze

Rostowski jako człowiek Sorosa dostał stanowisko i plan klarowny: rozłożenie kraju na łopatki, zubożenie społeczeństwa materialnie. Warto zwrócić uwagę nie na marionetki lecz figury zza kurtyny, na ich światopogląd i przynależność. Dopiero wtedy można zrozumieć działania i zamierzenia.

Geopolityka się kłania.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#269064

Geopolityka."Bo cóż to za gospodarz, który dobra rodowe sprzedaje za mizerne pieniądze, byle by „załatać” dziurę budżetową i zasilić prywatne konta bankowe oligarchów. Jest to typowe działanie charakteryzujące alkoholika, który za grosze sprzeda meble, byle by tylko się napić. I nie baczy na to, że jego dzieci i żona nie będą miały zaspokojonych podstawowych potrzeb egzystencjonalnych."

To widac wyraznie, ci pajace na sznurkach robia doslownie wszystko, zeby rozlozyc  kraje na lopatki. To nie sa niudolne rzady, to jest celowa dzialanosc aby kraje doprowadzic do kompletnego upadku i do zlikwidowania klasy sredniej, ktora jest podstawa preznego demokratycznego spoleczenstwa. . W Stanach widac takie dzialanie w bardzo jaskrawy sposob.

"Question everything. Trust no one."

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Lotna

 

#269326