Prawo do debaty

Obrazek użytkownika kataryna
Kraj

Miłada Jędrysik: Zgadzam się, że debatować trzeba na wszystkie tematy, ale

jeśli szkodliwość społeczna takiej debaty miałaby być większa niż pożytki płynące z jej nieograniczania, to co wtedy?

Ten komentarz Miłady Jędrysik dobrze ilustruje jeden z problemów jakie mamy w Polsce z (nie)debatą publiczną. Są tematy, których nie powinno się poruszać, bo społeczeństwo gotowe uwierzyć, że nie są jeszcze zamknięte. A przecież są zamknięte, zamknęli je dawno temu mądrzejsi, i nie wypada do nich wracać, bo to takie nieeuropejskie. Jestem przeciwniczką kary śmierci, ale poglądy jej zwolenników uważam za całkowicie niegroźne, w przeciwieństwie do poglądu przedstawionego przez Jędrysik, że o czymś po prostu nie wolno rozmawiać, bo sama debata jest społecznie szkodliwa. Znalezienie argumentów za przekonaniem do swoich racji jest dużo trudniejsze niż zamknięcie oponentom ust, ale nie chodzi przecież o to, żeby ludzie w obawie przed napiętnowaniem przestali się przyznawać, że popierają karę śmierci, tylko żeby przestali ją popierać. W przeciwieństwie do Jędrysik wierzę, że da się znaleźć argumenty przeciwko karze śmierci i nie trzeba się uciekać do knebla.

Jak długa jest lista tematów zakazanych? Jak powstaje? O czym jeszcze nie wypada rozmawiać?

Nie tylko zresztą tematy bywają zakazane, są także niepożądani uczestnicy debaty publicznej. Na przykład jacyś szarzy ludzie, bez nazwiska, co to mają swoje zdanie i choć nie są autorytetami, pchają się z nim do przestrzeni publicznej, bezczelnie wykorzystując fakt, że dzięki nowym technologiom przestrzeń publiczna jest prawie całkowicie otwarta i żadna rada autorytetów nie jest jej w stanie kontrolować i reglamentować dostępu.

Prof. Marcin Król: Nie chciałbym nikogo obrażać, ale odnoszę wrażenie, że blog jest czymś – proszę darować to określenie – idiotycznym. Pozwala każdemu wygłaszać opinie na tematy kompletnie dowolne. Tymczasem wcale nie uważam, że tak być powinno. Bo jedni mają opinie, inni - wyrobione jedynie ich zalążki, a pozostali - nie mają ich wcale. (...) W internecie można znaleźć więc anonimowe blogi, anonimowe wypowiedzi i anonimowe komentarze, które zamieszczane są również w internetowych wydaniach dzienników pod artykułami. Dla mnie jest to bardzo ponure i niebezpieczne zjawisko, które w przyszłości zaowocuje negatywnymi skutkami. Mówię to dlatego, że dotychczas cała upowszechniona kultura pisana opierała się na możliwości skrytykowania nawet największych głupstw, najbardziej marnych książek, których autorzy byli znani. Tymczasem w internecie opinie są anonimowe – a ich autorstwo nie niesie za sobą żadnej odpowiedzialności. Oceniam to jako złe zwycięstwo demokracji, bo każdy idiota ma dzięki temu takie same prawa do wygłaszania swoich sądów jak wybitni myśliciele, publicyści, czy prawdziwi dziennikarze. Tymczasem anonimowa opinia nie pomaga w kształtowaniu życia publicznego, a psuje je. Anonimowość pozwala ludziom na swobodę, która bywa niebezpieczna. Niegdyś wielu filozofów politycznych uważało, że tego rodzaju swobody powinny być ograniczone. Więcej, przez całe lata rozumni ludzie uważali, że cenzura powinna być dopuszczalna i to nie tylko z powodów obyczajowych, ale też zgodnie z zasadą, że „poważne pytania głupim ludziom mącą w głowie”. Nie jestem zwolennikiem tego, by każdy mógł wyrażać swoją opinię publiczne w sposób nieograniczenie swobodny. Nawet gdy do redakcji – i to każdej, jaką znam – przychodzą listy, ta nie decyduje się na publikację najgłupszych z nich, a wybiera najbardziej interesujące. Dlaczego? Po prostu dlatego, że sfera publiczna to nie śmietnik.

Kto i co zaśmieca debatę publiczną? Kto lub co powinno decydować co jest śmieciem? Jak chronić debatę publiczną przed zaśmieceniem?

Prof. Jan Winiecki (do dziennikarki Joanny Lichockiej): W elukubracjach na mój temat nie wyszła Pani poza poziom i styl "wspieraczy PiSuariatu". Nie ustosunkowała się Pani do ani jednego z czterech zarzutów dotyczących łamania zasad prawa i moralności (z których po skrótach "FT" pozostały trzy). Tylko piana z ust i typowe pomówienia charakterystyczne dla wszystkich bolszewików: od premiera do szeregowego dziennikarza inkwizytora, takiego jak Pani. (...) Pani ma teraz, jak rządzący PiSuariat, swoje pięć minut i jak oni zniknie Pani z grona tych, na których zwraca się uwagę. (...) Tak więc, nie wykluczałbym, że wcześniej jeszcze, nim PiS przegra wybory, po "Rzepie", a w każdym razie "Rzepie" w jej obecnym kształcie ideologicznym, nie zostanie nawet ślad i powróci Pani tam, gdzie jest Pani właściwe miejsce - to znaczy do jakiejś egzotycznej niszy (czy jaskini) jak "Gazeta Polska".

Czy debatę publiczną naprawdę zaśmiecają tylko bezimienni obywatele? Jaka jest odpowiedzialność za jakość tej debaty polityków, autorytetów i dziennikarzy? Jak ochronić debatę publiczną przed śmieciami wrzucanymi do niej przez szanowane autorytety, z wielkimi nazwiskami?

Piotr Pacewicz:  Działa tu spirala. Po upadku IV RP publiczność mniej ciekawi się polityką, więc media zaostrzają ton i nawet Tomasz Lis zaprasza Leppera, by podkręcić oglądalność. Nasze radia i telewizory są pełne polityków. Gadających, plotących trzy po trzy, kłamiących na potęgę, obrażających się nawzajem, kręcących bicze z piasku i puszących się bez odrobiny samokrytycyzmu. Pseudodziennikarze występują z nimi w symbiozie. Zamiast zapraszać fachowców, którzy objaśnialiby rzeczywistość, oddają czas antenowy politykom, by walili się po głowach. Dostają za to od polityków szacunek wyrażający się przymilnym "panie redaktorze". Poza "Kawą na ławę" Rymanowski prowadzi m.in. program "24 godziny" w TVN 24 stosując metodę, którą można określić jako podkręcanie pyskówki. (...) Rozkręca się karuzela obelg, która przesłania, o co w polityce w końcu chodzi. Nie ma miejsca na pytanie, co ma sens, co jest dobre, co mądre, co szlachetne. Takie rzeczy marnie się sprzedają. Dlatego jest ich coraz mniej, więc sprzedają się jeszcze gorzej. Publiczność, słuchając na okrągło tego magla rozleniwia się: Po co tyle myśleć, zwłaszcza jak człowiek zmęczony po całym dniu pracy? W podobny sposób robi się tematy społeczne czy obyczajowe jak problem dzieci różnokrajowców, czy in vitro. Forma pyskówki-tv daje nieuchronny efekt - temat zostaje sprowadzony do populistycznych, ordynarnych uproszczeń. (...) Otwierając telewizor, Polacy (bezwiednie?) wsiadają na krzesełka tej karuzeli głupoty, choć wydaje im się pewnie, że uczestniczą w jakiejś publicznej debacie. To nie jest żadna debata, żadne dziennikarstwo. To pyskówka, która ostatecznie zniechęca nas do myślenia, do poważnej oceny życia publicznego, do konfrontowania polityki z wartościami czy choćby ze zdrowym rozsądkiem. Co najwyżej przykuwa na moment naszą uwagę, tak jak awantura na ulicy. I tak jak w ulicznej bitce uwaga skupia się na tym kto kogo.

Jaka jest odpowiedzialność mediów za jakość debaty? Czy dziennikarze tylko zaspokajają popyt na coraz bardziej sensacyjne, coraz bardziej brutalne dziennikarstwo, czy może ten popyt kreują? Czy widz naprawdę włącza telewizor po to aby obejrzeć uszminkowanego senatora w sukience, czy raczej po prostu nie wyłącza go mimo tego, że to właśnie w nim widzi? Czy media powinny tylko odpowiadać na nasze potrzeby, czy także odpowiedzialnie je kreować? Jaka jest rola partyjnych spin-doktorów i wynajmowanych przez partie specjalistów od marketingu politycznego w nakręcaniu debaty w kierunku najbardziej wygodnym dla polityków, a nie obywateli?

Nie wiem czy takie lub podobne pytania padną w jutrzejszej dyskusji "Prawo do debaty publicznej", jeśli tak, to na sali będą osoby najbardziej kompetentne do szukania odpowiedzi. W dyskusji wezmą udział:

Igor Janke (prowadzący) - dziennikarz i współtwórca miejsca, gdzie w debatę publiczną mogą się włączyć także obywatele,

Adam Łaszyn - jeden z najbardziej znanych specjalistów od komunikacji i marketingu politycznego,

Tomasz Sekielski - dziennikarz, autor głośnego i kontrowersyjnego filmu "Władcy marionetek",

Krzysztof Skowroński - dziennikarz, który miejsce bardziej sprzyjające prawdziwej debacie, na tematy naprawdę ważne znalazł (a raczej sam je sobie stworzył) poza medialnym mainstreamem,

Kuba Wygnański - socjolog, społecznik, animator wielu inicjatyw obywatelskich, autor publikacji o demokracji deliberatywnej.

Oraz każdy - do aktywnego udziału zaproszeni są wszyscy uczestnicy, "głosy z sali" mile widziane.

Spotkanie jest otwarte, odbędzie się jutro w warszawskim Kinie Kultura . Początek - godz. 16.15. Koniec - gdy się uczestnicy rozmową o debacie zmęczą.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

przynajmniej byłoby...uczciwiej!
pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#53113

skoro nie zadają trudnych pytań, a ta szopka z wyborami czy coś dała, skoro miało być poprawnie politycznie i zachwyty nad nogami, które i tak idą na bok.....10

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Marika

#53118

Krzysztof J. Wojtas
Napisałem notke o Księdze Rodzaju (jeszcze wisi).

Jakoś nikt nie zwrócił uwagi na analogię Drzewa Wiadomości Dobrego i Złego z informacją i sposobami jej ograniczania.
Raczej na własneskojarzenia,gdzie najważniejsze było słownictwo.

Czy sądzi Pani, że przy tym poziomie intelektualnym "prawej" strony można przeciwstawić się zakładaniu kagańca?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Krzysztof J. Wojtas

#53170

i nadymany błazen,
dający pokaz swojej wręcz bezgranicznej ignorancji
w kwestiach fundamentalnych ,
a poza tym gaduła do entej potęgi ,
niestety zapominający o podstawie każdej dyskusji,
a nią stanowi poprostu forma,
autorytatywnie wypowiada się na temat poziomów.

Gdybym miał odwiedzać te same mentalne przestrzenie
co ów domniemany tytan intelektu,
to chyba mogłoby się rozchodzić jedynie
o poziom stężenia moczu.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

chris

#53194

Krzysztof J. Wojtas
Myślę, że zdecydowany poziom prezentowany przez Pana jest wyznacznikiem debilizmu klasy politycznej, spełniajacej kluczowe role na scenie politycnej.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Krzysztof J. Wojtas

#53275

...myślę, że...
To jest bardzo odważne stwierdzenie w Pańskim przypadku :)))

Tak to jest,
każda akcja wywołuje reakcję.

Gdyby Pan poprzestał na swoim obrzydliwym zachowaniu odnośnie obrażania Osoby Boskiej,
to może i uznałbym jedynie,
że jest Pan ignorantem,
ale widzę że we wpisie do Kataryny posłużył się Pan moją skromną osobą
i to mi się nie całkiem spodobało Panie nadmuchany intelektualisto,
bo zapewne za takowego się Pan uważa.

cyt: ...wyznacznik debilizmu klasy politycznej...

No no , całkiem zwięzła ta Pańska wiązanka

Ja napiszę całkiem prozaicznie,
dla mnie osobiście jest Pan WYDMUSZKĄ :)))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

chris

#53284

Krzysztof J. Wojtas
PrzypisujemiPan intencje, których nie mam i nie miałem (odnośnie obrażania Osoby Boskiej). Ma Pan nikłą zdolność logicznego rozumowania.
Każdy sądzi wg siebie. Widocznie taki poziom jest Panu właściwy.

Uwaga na tym blogu nie była kierowana do Pna, a miała charakter ogólny.Niby dlaczego miałbym Pana wyróżniać?
Wykazał się Pan jakimś poziomem intelektualnych rozważań w tej kwestii?

Ponieważ zaś skierował Pan swe określenia bezpośrednio domnie - proszę tego więcej nie robić i nie komentować moich tekstów.
Nie mam ochoty na jakiekolwiek uwagi pochodzące od anonimowego tchórza.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Krzysztof J. Wojtas

#53360

go każdemy czytającemu ,
a użytkownicy mają prawo go komentować.
O ile mi wiadomo, nie w Pańskiej gestii jest kogokolwiek banować.
Czy będę się odnosił do Pańskich tekstów czy też nie,
to musi Pan już mi pozostawić.

Powtarzam nic Panu nie przypisuję ani nie przypisywałem, odniosłem się jedynie do Pańskiego

...CZY PAN BÓG JEST GŁUPI ?

To i tylko to !

Zamiast to skorygować, rozpoczął Pan jałową polemikę.

Jednak do tego momentu nikt nikogo nie obrażał,
obydwaj odnosiliśmy się do tekstu.
A będąc scisłym i trzymając się prawdy trzeba dodać,
że z małym wyjątkiem.
Ja mianowicie zarzuciłem Panu arogancję,
a Pan w dosyć czytelnym podtekście niejako stwierdził jakobym miał problemy z wejściem do Królestwa Niebieskiego
(jak to się Pan raczył wyraźić)
Było to więc jedynie lekkie otarcie się o siebie.
Powiedziałbym w tym przypadku,
że nie wyrządzające większych szkód...

Natomiast

A w powyższym wpisie do Kataryny napisał Pan:

...Napisałem notkę o księdze rodzaju...
...raczej na własneskojarzenia,
gdzie najważniejsze było słownictwo.
Czy sądzi Pani, że przy tym poziomie intelektualnym
"prawej strony" można przeciwstawić się zakładaniu kagańca?

I w tym miejscu skwalifikował Pan w dodosyć niewyszukany sposób moją osobę.
I to mi się nie spodobało Panie KJ.W
Dlatego taki komentarz z mojej strony.
Pan nie ma żadnego chłystka przed sobą Panie KJ.W

W żadnym razie nie jestem anonimowy.

Możemy spotkać się przed sądem
albo na macie,
gdzie ręcznie wytłumaczę Panu moje argumenty.

Nie chcąc jednak Panu robić krzywdy oznajmiam,
że mnie jest stać,
by pokłucić się przed sądem z samą Gazetą Wyborczą,
a nie tylko z Panem.
Stąd te moje niejednokrotnie siarczyste teksty na tym Portalu pod adresem komuchów.

Jeżeli chodzi natomiest o matę, to przypuszczam,
że również nie ma Pan większych szans...

Proponuję więc Panu ,
aby schował do kieszeni tę swoją urażoną ambicję
i przełknął ślinę.

Do tego momentu bowiem, trochę bawi mnie ta sytuacja.

Jednak gdy, to ja się w koncu zirytuję Panie KJ.W ,
to nie pozostawię Panu żadnej szansy
i proszę w końcu zdać sobie z tego sprawę!

Nie trafił Pan tym razem na jakiegoś ułomka...

P.s. Jako człowiek dorosły nie czuję urazy,
gdyż znam wagę emocji.
Jednak proszę sobie w przyszłości nie pozwalać do mnie
na takie wpisy.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

chris

#53383