Wolność bez prawdy nie jest wolnością

Obrazek użytkownika miarka
Idee

Wolność bez prawdy nie jest wolnością – co ostatnio, w odniesieniu do Powstania Warszawskiego powiedział arcybiskup Hoser – biskup warszawsko-praski. Warto się nad tymi słowami zatrzymać i je dobrze rozgryźć.

Powstańcy nam do wolności przecierali drogę. Ich dzieło jest dla nas testamentem. Prezentuję swoją próbę:

 

Wolność bez prawdy, bez świadomości rzeczywistości jest iluzją, bo na rzeczywistość składają sie wyłącznie byty i relacje prawdziwe.

Jest tu jednak wielki problem, bo wolność widzianą od strony prawdy, a z drugiej strony świadomości “ja” (w ogóle prawości) buduje się jako wewnętrzną, władczą – wyrażającą sprawiedliwość i będącą nadrzędną nad światem polityki, nadrzędną nad światem materii, a nawet własnej cielesności – niezależnie, czy w prawdzie, czy w swoim o niej fałszywym mniemaniu, choć trwałe, konstruktywne mogą być tylko dzieła budowane na prawdzie.

W tym to sensie kłamstwo zniewala – tylko uwaga...! - wewnętrznie.

Tu niestety jesteśmy dziś podatni na oszustwa, reklamę, propagandę i manipulacje – bo trafiają do naszego wnętrza BEZPOŚREDNIO – do potrzeb. Trafiają jako służba własnym, chwilowym  wyobrażeniom o potrzebach !!! – do tego zwyczajowo dołącza kwestia pośpiechu, okazji, która przynagla do jej wykorzystania.

 

Tymczasem dziś cały świat wewnętrzny musi służyć prawdzie jako wartości – a nie służy – a w ogóle odmawia służby wartościom. W to miejsce woli „służbę” sobie – temu co nazywa swoimi potrzebami, z całym manipulatorskim przy tym myśleniu, które zniewala gorzej jak niewola zewnętrzna.

Wręcz odmawia tej służby, bo jest zaślepiony chciejstwami, a w ogóle zaślepionym chęcią bycia NAJWYŻSZYM BOGIEM W SWOIM ŻYCIU – i albo nie myślenia o Bogu, nie brania Go pod uwagę w swoich decyzjach, albo i oczekiwania świadczeń od Niego według swoich wyobrażeń, co się okaże dobre, jakby to nie Bóg jedynie wiedział, co się okaże dobre) - i to nie tych potrzeb rozsądnych, koniecznych, ale wmówionych, grzesznych, niemoralnych i aspołecznych – BEZ KONTROLI ŚWIADOMOŚCI – W TYM ROZUMU I WOLI (UCZUCIA-DECYZJE, bez konsultacji ze wspólnotą w której i dla której żyje).

 

Kiedy się patrzy od strony prawdy na rzeczywistość polityczną, to  wolność lub niewolę zewnętrzną ma się po drodze, ale wybór ma się już za sobą. To wybór złego ducha - niewola wewnętrzna.

Moralność, morale, człowieczeństwo dojrzałe, nawet naturę i życie ma się już za sobą – w tych kwestach decyzji już się nie podejmuje – to wszystko są „kamienie rzucane na szaniec”, to wszystko jest w tym „zrobić co można” i w tym „człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi” – to wszystko, jest już spójne mocą wewnętrzną. To wszystko jest już poza kalkulacjami. Poraża, że wciąż są, a nawet objawiają się nowi mali ludzie krytykujący Powstanie, wciąż robiący swoje duchowo chore kalkulacje.

 

Jest jeszcze jeden wielki aspekt prawdy. To, że człowiek wspiął się już do prawdy znaczy że już dorósł do sprawiedliwości, że ma moc ją wymierzać, gromić niesprawiedliwych, wyrażać swój gniew wobec nich. Bez twardego stania na gruncie prawdy można kierować się prawem, ale nie można sprawiedliwością.

 

To na gruncie prawdy mamy sprawiedliwość. Niesprawiedliwi ze sfery polityki – dopuszczają kłamstwo – nawet w obronie przed sądem. Zwłaszcza wszelkiego typu faszyści obstawiają się nadprodukcją „praw” – żeby mieć je za sobą na każdą możliwą okoliczność – „praw” nadawanych przez siebie i uchwalanych przez służebne „parlamenty” „demokratycznie wybrane” (z list wyborczych ustalanych przez niesprawiedliwych) w ich interesie. Nie zmienia to faktu, że dopuszczają się faktycznego bezprawia. Ezprawia, bo ich mandat polityczny ma moc tylko wtedy, gdy służą Narodowi, którego własnością i dobrem wspólnym jest Państwo.

 

Niesprawiedliwy za nic ma wolność – jest ona bowiem wartością, nawet cnotą z kręgu sprawiedliwości. Kto walczy o sprawiedliwość, walczy zarazem i o wolność. W wolnej Polsce na pewno nie będzie miejsca w polityce dla niesprawiedliwych, a każdy kłamca jest niesprawiedliwy. „Polityk” musi wylatywać z polityki po pierwszym kłamstwie.

 

Prawda jest pierwszą z cnót, na jakie składa się sprawiedliwość, a tym bardziej jest nad wszystkim w świecie polityki  - wszystko, co nie jest z prawdy, człowiek, który już „jest z prawdy” ma obowiązek piętnować jako wirtualne, oszukańcze i pasożytnicze, wyprane z ludzkiej godności - ma napomnieć, a w końcu uznać kłamcę za nadającego się do traktowania gorzej jak zwierzęta gdy przekroczą zakaz.

 

Również z tzw. „prawami człowieka” trzeba być ostrożnym. Kłamcom nie przysługują. Nie przysługują w ogóle tym, co się wyrzekli swojej ludzkiej godności, a więc i niemoralnym, i nieprawym, i niesprawiedliwym. Wszyscy oni podlegają surowym karom – w zakresie swoich odstępstw od człowieczeństwa.

Żadnemu z nich nie wolno wybaczać dopóki się nie nawróci, dopóki nie stanie się godnym zaufania. Jedyne, co wobec nich wolno, to modlić się, żeby im Bóg wybaczył. Dopiero kiedy się nawrócą, swoje „prawa człowieka” odzyskają.

 

To chyba oczywiste, że każdego, kto odstępuje od jakiegoś z aspektów człowieczeństwa nie wolno mi traktować jak człowieka, że każdego chcącego zrobić mi krzywdę mam pozbawiać tej możliwości, a już na pewno nie wybaczać mu, trakując znów jak człowieka, dopóki nie odstąpi od swojego zamiaru, a nawet w ogóle swojej postawy przestępcy, szkodnika, pasożyta...

 

Przebaczenie to wzięcie na siebie winy swojego winowajcy. W tym przypadku każdy przebaczający stałby się praktycznie samobójcą, czy odpowiednio skrzywdzonym na swoje życzenie samozatraceńcem. Niestety dziś mówi się nawet o „prawach człowieka” stosowanych do przestępców i to przed prawami ich ofiar, osób realnie zagrożonych, czy innych obrońców sprawiedliwości, a nawet to praktykuje.

To rozwalanie całego systemu sprawiedliwości – faszyzm w praktyce dla tych, którzy są w systemie, dla tych co służą propagandzie systemu, czy zdołają się wykupić.

 

Z kolei patrząc od strony świadomości rzeczywistości (a więc w ogóle w ogóle prawości, bo to zarazem znaczy odróżnianie dobra od zł i wybór dobra) – tak w ogóle - to buduje się swoją  wolność jako służebną wobec ludzkich wartości wyższego rzędu (tu wobec moralności, w tym morale, człowieczeństwa dojrzałego, świętości i relacji z Bogiem), zaczynając od równoważenia jej obowiązkami – następnie od równoważenia jej jednocześnie równością i braterstwem (bez tego zrównoważenia grozi anarchia nie pokój, grozi faszyzm - nie zaistnieje demokracja (będzie co najwyżej „demokracja nominalna” – faszyzm z zachowaniem demokratycznej retoryki, jak to mamy dzisiaj).

 

Natomiast kłamstwo samo w sobie nie zniewala  zewnętrznie – dlatego, że wszystkie ludzkie wartości wyższego rzędu od sprawiedliwości począwszy w ogóle istnieją tylko w prawdzie. Zniewalało by, ale tylko gdybyśmy mu na to pozwolili – wzięli za realne iluzje, utopie, obietnice, długi, to, co uważamy za posiadane („mieć”), ale jeszcze „w drodze” (nie mylić z „dzieckiem w drodze” – tym jeszcze nie narodzonym, bo ono nie jest dla „mieć”, ale dla „być” – ono już „jest” – od poczęcia – czy to naturalnego, czy duchowego (mówię o Synu Bożym).

 

Cały świat wewnętrzny człowieka musi służyć prawdzie jako wartości fundamentalnej dla całego świata ludzkich wartości na każdym poziomie ich hierarchii – powstańcy mieli taką spójną konstrukcję wewnętrzną – my niestety coraz bardziej, jako społeczeństwo (o zrywanych realnych więzach wspólnoty narodowej) dajemy się jej pozbawiać.

 

A konsekwencje są tragiczne – zamiast walczyć o pokój, zadowalamy się “świętym “ spokojem; zamiast natychmiast usuwać zły, zdradziecki i złodziejski rząd, wraz z ogromem patologii pozostających po nierozliczonym PRL, skupiamy się na patologicznym przeżyciu bez realizmu - w przedziwnych układach przed którymi nie ma przyszłości i z korzyściami i konsumpcją na “tu i teraz”, nawet pasożytniczą, nienależną, zamiast robić wszystko dla przyszłości, dla życia jako Wspólnoty, we Wspólnocie ludzi pojednanych po wzajemne zaufanie, dla wspólnych szlachetnych celów, dla życia wiecznego ludzi w pojednaniu z Bogiem.

 

Arcybiskup Hoser powiedział też:

„Niech więc Powstanie Warszawskie będzie dla nas szkołą, jak budować społeczeństwo oparte na prawdzie, która jest fundamentem wolności” 

 

- Oczywiście: z powyższego rozważania już wynika: BUDOWAĆ WŁADCZO – NAJPIERW WEWNĘTRZNIE.

Prawda była dla nich fundamentem, ale nie ich dzieła widzianego wprost (bo wprost, to szanse mieli znikome), a fundamentem ich mocy wewnętrznej. Dopiero tacy, wewnętrznie skonsolidowani - po drodze uzbrojeni w wartości morale wspólnotowego z odwagą, męstwem, Bogiem, Honorem i Ojczyzną na czele - stawali się zdolnymi do heroicznych poświęceń, do dzieła NIEDOKONANEGO, które dopiero dziś zaczynamy prawdziwie rozumieć i doceniać. Do dzieła, które jesteśmy zobowiązani kontynuować do skutku.

 

Oni walczyli nie tylko o Warszawę, nie tylko o Polskę powojenną, ale i o dziejszą, i o każdą w przyszłości.

Nic to, że jak zdrowie – a “ten tylko się dowie ile cię trzeba cenić, kto cię stracił”, a stoimy w obliczu groźby stracenia Polski.

Władzy nad sobą nikomu nie oddamy - jeszcze żyjemy:

http://www.youtube.com/watch?v=1Tw0_BtJ3as

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 4 (głosów:9)

Komentarze

Zawsze mówię i napiszę to samo teraz.

Kandydaci ponownie pretendujący na funkcje publiczne powinni mieć prawo napisania na ulotce

TYLKO DWÓCH SŁÓW:

 

 

JESTEM UCZCIWY !!!!!

 

 

Ulotki powinien rozdawać osobiście, przed i podczas trwania spotkania z wyborcami.

Ciekawe,. ilu z obecnych posłów miałoby odwagę ponownie kandydować do sejmu?

Czy wytrzymaliby grad trudnych pytań i zarzutów oraz wzrok oszukanego i okradzionego elektoratu?

 

Tylko nowicjusze powinni mieć prawo pisania na ulotkach wyborczych swoich planów pracy.

 

 

Pozdrawiam.

 

 

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-3

bursztyn

Nic bardziej groźnego, niż głupi przyjaciel.
Lepszy byłby mądry wróg.
/Jean de Lafontaine/

#1443633