"Borubar", czyli jak kłamstwo staje się prawdą

Obrazek użytkownika danielik
Kraj

Euro 2012 zbliża się wielkimi krokami. Ja jednak chciałbym cofnąć się 4 lata wstecz i przypomnieć pewną sytuację, która miała duży wpływ na budowę negatywnego wizerunku byłego Prezydenta RP. 12 czerwca 2008 roku Polska grała swój drugi w historii mecz w Mistrzostwach Europy. Przeciwnikiem polskiej drużyny była reprezentacja współgospodarzy turnieju – Austria.

Mecz został przeze wielu zapamiętany z dwóch powodów. Po pierwsze wyrównującą bramkę straciliśmy z dyskusyjnego rzutu karnego, już w doliczonym czasie gry, co ściągnęło gromy na głowę sędziego tego meczu Howarda Webba. Należy jednak pamiętać, że dzięki sędziemu zdobyliśmy w tym meczu jedyną bramkę, w krótkiej historii występów naszych piłkarzy na europejskim czempionacie (gol Rogera ze spalonego).

Drugim powodem jest wywiad po meczu, którego udzielił telewizji tragicznie zmarły Lech Kaczyński. Ubrany w szalik w narodowych barwach opowiadał o wrażeniach z tego meczu. Według wielu wymieniając nazwiska polskich piłkarzy, jacy zagrali najlepiej prezydent miał przekręcić ich nazwiska. O ile w przypadku Rogera rzeczywiście prezydent zaliczył językową wpadkę i przechrzcił go z Guerreiro na Pereiro. Jednak w przypadku Artura Boruca pan prezydent powiedział: „podobał mi się również Artur Boruc bardzo”. Ale do dziś wśród kibiców i dziennikarzy pokutuję przekonanie, że Lech Kaczyński powiedział Artur Borubar.

Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że jest to znakomity argument potwierdzający tezę, że kłamstwo powtórzone tysiąc razy staję się prawdą. Wielu z tych, którzy dzisiaj powtarzają tę legendę o Borubarze, nigdy nie słyszeli wywiadu prezydenta Kaczyńskiego. Powtarzają jednak bezmyślnie to, co kiedyś od kogoś usłyszeli.

Drugim powodem, dla którego, o tym piszę jest fakt, że wszystkie działania prezydenta Kaczyńskiego były przedstawiane w złym świetle. Każde poprawienie krawatu przez żonę, każda niezauważona dłoń, która została doń wyciągnięta były powodem do kpin. Również ten słynny Borubar, który miał posłużyć do udowodnienia tezy, że zupełnie nieznający się na piłce pan Kaczyński pojechał tam, tylko po to by zdobyć trochę popularności, a nie zna nawet nazwiska polskiego bramkarza, który zatrzymał austriackich piłkarzy.

Ten czarny PR był widoczny poprzez całą prezydenturę Lecha Kaczyńskiego, a także po jego śmierci. Śmiano się z jego wizyty w Gruzji. Jednak jak ważna była ona dla losów tego kraju niech świadczy, fakt, że prezydent Gruzji przebył długą i trudną logistycznie drogę, żeby być na pogrzebie pana Kaczyńskiego...

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

wielkiego sojuszniczego kraju, laureat najbardziej prestiżowej łapówki na świecie, wymyślił zapylenie powietrza wywołane wybuchem wulkanu i poszedł grać w golfa. Nie zapomnę mu tego podobnie jak "polish death camps".

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#262248

To zapylenie to w ogóle była jakaś jedna wielka ściema. Chyba niewielu przywódcom chciało się jechać do "jakieś tam Polski".
Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#262251

Moim zdaniem nie ma co ubolewać z tego powodu, bo ww. "hameryka" była też utożsamiana z niedokształconymi konsumentami programów telewizyjnych, hamburgerów i coca-coli, noszącymi plastikowe garnitury w kratkę - i najwyraźniej ww. przedstawiciel administracji jest tylko zwyczajnym produktem tejże "cywilizacji" - czegoż zatem mądrego i uczciwego można po nim oczekiwać?!!!
Grasja
w Prawdzie, prostocie i miłości

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Grasja

Ojczyzna to ziemia i groby. Narody tracąc pamięć - tracą życie.

#262266