O samotności zdrajców. Cytat.

Obrazek użytkownika KP
Kultura

Książę leżał w sali tak zwanej "Rogowej", położonej w zachodniej części zamku (...), leżał na wznak na tureckiej sofie wysuniętej umyślnie na środek komnaty, aby ciepło płomieni mogło do niej dochodzić (...).

Charłamp (...) nie opuścił księcia, chociaż z dawnych wojskowych został przy nim prawie sam jeden. Gorzka to była służba, bo serce i dusza starego towarzysza były właśnie za murami tykocińskimi, w obozie Sapiehy, jednakże trwał wiernie przy dawnym wodzu. Żelazne karwasze świeciły mu na łokciach, bo tylko co był wrócił z murów, na które przed chwilą wychodził patrzeć, co się dzieje, i na których co dzień szukał śmierci. (...). Przez jakiś czas słychać tylko było żałosne i przeciągłe wycie wichru.

- Płacz ludzki w tym wichrze słychać - rzekł znów książę otwierając całkiem przytomnie oczy. - Ale jam nie sprowadzał Szwedów, jeno Radziejowski.
A gdy nikt nie odpowiadał, po małej chwili dodał:
- On najwięcej winien, on najwięcej winien, on najwięcej winien. I jakaś otucha wstąpiła mu do piersi, jak gdyby uradowało go wspomnienie, że był ktoś od niego winniejszy.

Wkrótce jednak inne cięższe myśli musiały mu przyjść do głowy, bo twarz mu pociemniała i powtórzył kilkakrotnie:
- Jezus! Jezus! Jezus!
I znowu napadła go duszność; począł rzęzić jeszcze straszniej niż poprzednio. Tymczasem z zewnątrz doszły odgłosy wystrzałów muszkietowych, zrazu rzadkich, potem coraz gęstszych, ale wśród zamieci śnieżnej i wycia wichru nie brzmiały zbyt głośno i można było myśleć, że to rozlegają się jakieś ustawiczne stukania do bramy.

Bóg jest z panem Sapiehą - odpowiedział książę głucho.
Nagle począł się oglądać i rzekł:
- Zimno na mnie od niej idzie... Nie widzę jej, ale czuję, że ona tu jest.
- Kto taki, wasza książęca mość?
- Śmierć!
- W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego!
Nastała chwila milczenia, słychać tylko było szept pacierzy, odmawianych przez panią Jakimowiczową.
- Powiedzcie - ozwał się książę przerywanym głosem - zali wy naprawdę wierzycie, że poza waszą wiarą nikt zbawion być nie może?
- I w godzinę śmierci można jeszcze od błędów rewokować - odrzekł Charłamp. (...).

Radziwiłł siedział na sofie z oczyma wyszłymi na wierzch; otwartymi ustami łapał raz po raz powietrze, zęby miał wyszczerzone, rękoma darł sofę, na której siedział, i patrząc z przerażeniem w głąb komnaty, krzyczał, a raczej chrapał między jednym oddechem a drugim:
- To Radziejowski... Ja nie... Ratunku!.. Czego chcecie?! Weźcie tę koronę!... To Radziejowski... Ratujcie, ludzie! Jezus! Jezus! Mario!
To były ostatnie słowa Radziwiłła.

Następnie porwała go straszliwa czkawka, oczy wyszły mu jeszcze okropniej z oprawy, wyprężył się, padł na wznak i pozostał bez ruchu.
- Skonał! - rzekł medyk.
- Marii wzywał! słyszeliście, choć kalwin - ozwała się pani Jakimowiczowa.

Henryk Sienkiewicz, Potop

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Dobre!!! Wierny Charłamp - o ile mnie pamięć nie myli - miał potężne nosisko. Czyżby Graś...? Nie, niemożliwe! Charłamp był człek wierny i przyzwoity, co nawet zdobywcy Tykocina docenili. Pani Jakimowiczowa...? Czyżby generalissima Kopacz? No, no! Okazuje się, że i Sienkiewicz wieszczem był!

Pozdrawiam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#223427

Do tego bardziej się nadaje: jak trwoga, to do Boga. Sądząc po wzrastającej ilości wiernych chodzących na Msze św. , to trwoga już puka....

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Stasiek

#223693