Hipokryzja

Obrazek użytkownika Krzysztof J. Wojtas
Blog

 Ostatnio wdałem się w szereg medialnych „bijatyk” tyczących podstaw na jakich można formować idee stowarzyszeniowe odnoszące się do polskości.

Idea jakiegoś związku osób przyznających się do polskości, a przy tym zatroskanych o dobro Polski, wydaje się być bardzo potrzebna. Tyle, że brak choćby podstawowych odniesień na jakich taki związek miałby bazować.

Bo tworzony jest np. Legion, którego animatorka, na wskazanie potrzeby ustalenia odniesień stwierdziła, że podstawą ma być Dobro i Piękno, a ona jest artystą to wie. A jak ktoś chce więcej – to ma zlewaczony umysł.

Mamy też inny rodzaj związku – ludzi zjednoczonych w obronie krzyża na Krakowskim Przedmieściu.

I znowu mamy relatywnie podobną sytuację; idea wspólnych odniesień do wartości jest oczywista. Wątpliwości budzi jednak, czy sytuacja nie została zmanipulowana celem sprowokowania konfliktu w określonym miejscu i czasie. Niezbyt dogodnym. Bo czy to zjednoczenie, poza spektakularną grą przyniesie korzyści w postaci mniej instrumentalnego traktowania społeczeństwa?
Śmiem wątpić.

Może uda się uzyskać jakąś tablicę poświęconą pamięci osób, które zginęły w katastrofie. W zamian środowisko obrońców krzyża uzyska miano „oszołomów”.
A przecież taka tablica to nie żadna łaska władz, a tej władzy „psi obowiązek”. Co więc na sprawie zostanie zyskane?

Jeśli jednak konflikt nabrałby większych rozmiarów, to czy samorzutnie pojawiające się „elementy przywódcze” rzeczywiście będą reprezentować spontanicznych obrońców krzyża i wartości z tym wiązanych? Bez żadnych odniesień społecznych?
Znowu – śmiem wątpić.

W innej grupie dyskusyjnej, jako odniesienie, zaproponowany został Dekalog.
Czy może to być baza odniesienia dla polskości? Wszak polskość nierozerwalnie związana jest z chrześcijaństwem. Wręcz można twierdzić, że bez chrześcijaństwa Polska straciłaby rację istnienia.
Ja mam wątpliwości; te wynikają z pewnych nawiązań do istoty tworzenia się cywilizacji – także wątpliwości zawartych w moich tekstach poświęconych Biblii i przypisywanemu tej księdze znaczeniu.

Dekalog nie zawiera fałszu, ale stwarza możliwości interpretacyjne i ustala pewne kierunki myślenia – niekoniecznie zgodne z prawem naturalnym.
Proszę zauważyć, że, poza pierwszymi trzema przykazaniami, pozostałe nawiązują do Kodeksu Hammurabiego. Mało. Podana forma wymaga interpretacji. Nie jest jednoznaczna.

Mamy 5 przykazanie „nie zabijaj”. I pojawiają się wątpliwości, czy jest to zakaz bezwzględny? Bo zabijamy wiele form życia – choćby zwierząt . Wątpliwość budzi też kara śmierci dla przestępców, a co z żołnierzami wysyłanymi z „pokojową misją”? Co z działaniami w obronie własnej, która może przyczynić się do czyjejś śmierci?
Ostatnio pojawiają się sugestie, że tłumaczenie tego przykazania jest niewłaściwe; winno raczej mieć postać „nie morduj”. 
Zatem pewne wątpliwości zostają.

A 6 „nie cudzołóż”? Na pewno wskazuje, że nie należy „wchodzić” do cudzego łoża. Ale jak interpretować kontakty z osobami stanu wolnego?

7. „Nie kradnij” . Zawsze pojawiają się wątpliwości, czy przekroczeniem jest sięgnięcie przez głodnego po kromkę chleba... A ostatnio mamy tego przypadku rozwinięcie: czy wolno nam oddychać, jeśli nie płacimy haraczu za niszczenie środowiska poprzez powodowanie wydzielania się dwutlenku węgla?

8. Tu już są duże wątpliwości. Czy jest to zakaz li tylko świadomego zeznawaniu wbrew prawdzie na niekorzyść bliźniego, czy też bezwzględne i niezależne od okoliczności mówienie prawdy? A co z literaturą science fiction? No, a co z sytuacjami, gdzie zawodzi nas pamięć, albo występuje przekłamanie widzenia?

To tylko przykłady wątpliwości Wskazują, że w tym zakresie rozumienia Dekalogu konieczne jest zasięganie opinii. Czyli dopuszczona jest rola interpretatorów.

Czy to dobrze, czy źle?
Na pewno pozwala na pewne lokalne niuansowanie znaczenia zawartych w Dekalogu słów. Czyli dostosowywać do lokalnych uwarunkowań. Ale też, przy zawyżonej roli interpretatorów, możliwe jest tymże przypisanie roli pośredników.

W tym miejscu istnieje silne rozgraniczenie między ideologią judaizmu, a chrześcijaństwem.

W judaizmie kapłani i rabini są pośrednikami w tłumaczeniu Słowa. Ich interpretacje są obowiązujące.

W chrześcijaństwie jedynym kapłanem i pośrednikiem jest Chrystus, a księża i cała struktura KK spełnia funkcje pomocnicze ułatwiające wiernym dokonywać właściwych wyborów.

Właśnie ten personalizm – czyli odpowiedzialność za własne wybory, ale i prawo do ich dokonywania, jest istotnym wyróżnikiem chrześcijaństwa.

Tu chciałbym zwrócić uwagę na jeden element. Personalizm, nakładając jednostkową odpowiedzialność na czyny danej osoby, wyklucza przenoszenie tej odpowiedzialności na całą zbiorowość chrześcijańską. Zły czyn jest rozważany w kategorii błędu (grzechu) jednostki. W momencie uświadomienia sobie tego faktu, jednostka poprzez przyznanie do błędu, wraca do wspólnoty ducha. Nawet jeśli ma to miejsce po długim czasie od wydarzenia. Fakt zaś błędu nie zmienia doktryny – ta pozostaje.
Inaczej rzecz się ma w cywilizacjach gromadnościowych, jak judaizm. Tam każdy członek reprezentuje wspólnotę. Błąd może rzutować na doktrynę – wszak jednostka reprezentuje i zbiorowość i doktrynę. Zatem przyznanie do błędu jest przyznaniem do błędu doktryny.

Warto pod tym kątem popatrzeć na naszą scenę polityczną; które z ugrupowań przyznają się do błędów, a które „idą w zaparte”.
Niestety mamy do czynienia ze znacznym zjudaizowaniem sceny politycznej, a także mediów, które dostosowują swe działania do tych zależności. Drugie „niestety”, że społeczeństwo akceptuje ten stan rzeczy i promuje osoby „bez skazy”. A efekt jest, jaki jest.

Na czym więc oprzeć bazę polskości?
Dla mnie jednoznaczne są przykazania miłości ”będziesz miłował Pana Boga swego ze wszystkich sił, ze wszystkiej duszy swojej, a bliźniego swego, jak siebie samego”.

Czy są to słowa jednoznaczne? Względem Boga – na pewno. A względem bliźniego? Tu rolę odgrywa personalizm, czyli bezpośrednie relacje między ludźmi – tego bliźniego mamy traktować na podobnych zasadach jak siebie samego.
Jeśli więc popełniamy błędy, grzechy i wykroczenia, to albo usprawiedliwiamy się z nich (to i usprawiedliwiać winniśmy też innych), albo gotowi jesteśmy do jakiejś formy ekspiacji. Tego też możemy spodziewać się od innych.

Hipokryzją jest więc łaskawe traktowanie swoich postępków, a jednocześnie chęć ukarania innych w podobnych okolicznościach.
Ta zasada tyczy nie tylko relacji między osobami, ale i między większymi organizacjami, także państwami.
A jeśli dobrze się temu przyjrzeć – stanowi istotę polskości.

 

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Katolik o ile wiem w razie wątpliwości sięga do Katechizmu, literatury duchowej, rozmawia z księdzem, modli się. W Katechizmie albo w mszaliku w czy tekstach pomagających przygotować się do spowiedzi naprawdę jest wyjaśnione, co znaczy "nie cudzołóż".
Pozdrawiam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#78267

Krzysztof J. Wojtas
Jasność w tym przypadku jest wynikiem obowiązujących norm obyczajowych; w przeszłości, ale też w różnych regionach świata te normy mają różny charakter.
Niekiedy bardziej restrykcyjny niż normy polskiego społeczeństwa.
Nadana forma jest już interpretacją dwu przykazań.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Krzysztof J. Wojtas

#78271