Biblia. Boski chichot, czy Projekt? (7)

Obrazek użytkownika Krzysztof J. Wojtas
Blog

Ewangelie

W stosunku do Ewangelii warto zaznaczyć kilka rzadko podnoszonych wątków.
Jednym z nich jest konstatacja, jak niewiele w naukach Jezusa jest odniesień do otaczającego świata. Brak uwag o np. hierarchii bytów anielskich, czy innych rozważań.
Można założyć, że Chrystus akceptował idee zawarte w Pismach – sprzeciwiał się jednak niektórym interpretacjom stosowanym przez rygorystycznych „uczonych w Piśmie”. Nie stosował rozbudowanej ideologii, a Jego nauka tyczyła raczej wskazań dotyczących organizacji życia w społeczeństwie, gdzie naczelną zasadą było przykazanie miłości.

Ewangeliści, także z pochodzenia Żydzi, dostosowywali swoje wyobrażenia do wchłoniętych z wychowaniem idei. Nawet pod koniec czasu przebywania z Chrystusem nie jest im obcy spór o pierwszeństwo; świadczy to o przywiązaniu do wcześniej nabytych przekonań. A same Ewangelie były także pisane w formie odniesienia do treści Pisma.
Niektóre zdarzenia opisane zostały jako świadczące o wyłączności posłannictwa jedynie do Izraela. (Syrofenicjanka).
Może to budzić zdziwienie.
Wydaje się, i nie można pomijać tego faktu, że posłannictwo Chrystusa skierowane było najpierw do Żydów, jako włączanych ponownie do wspólnoty ludzkiej, po to, aby w dalszym etapie oni dali świadectwo.

Jednak w Ewangeliach zaznaczona jest też otwartość na wspólnotę idei. To wyraźny znak potrzeby włączania we wspólne dziedzictwo nie tylko drogi Izraela, ale i innych narodów.

Wspominałem o braku w Starym Testamencie elementów cywilizacji egipskiej – zarówno praw, obyczajów, jak i wierzeń. Tymczasem Ewangelia wg św. Jana nosi znamiona wpływów egipskich – jej początek „Na początku było Słowo...” wskazuje na powiązania z egipskim bogiem Ptah, który stworzył świat słowem.

Wśród szczegółów dotyczących uwiarygodniania Chrystusa jako potomka Dawida jest opis wjazdu do Jerozolimy na osiołku.
I mamy sytuację z czasów Dawida. Zaistniał spór o przejęcie władzy przez Adoniasza i Salomona. Warto zwrócić uwagę, że , co jest podkreślone w Biblii, Adoniasz udał się na koronację na koniu. Salomon zaś został posadzony na mulicy króla Dawida. Budzi zastanowienie, czy ten fakt był istotny w ceremonii przekazywania władzy?

Takie zdarzenia jak koronacja nie mogą być powtarzane. Podobnie jak przekazanie błogosławieństwa (Izaak – Jakub). Zatem można sądzić, że przy koronacji Adoniasza popełniono jakiś błąd rytualny. Czyżby chodziło o wierzchowca służącego przyszłemu władcy?
Ten szczegół wydaje się znaczący w przeświadczeniu, że Jezus spełniał warunki bycia królem żydowskim.

KK a Biblia

W świetle przytoczonych ustaleń, zastrzeżeń i wątpliwości konieczne jest zastanowienie jaką rolę odgrywa i Biblia, i judaizm w życiu Kościoła. (KK).

Chrześcijaństwu próbuje się ostatnio dopasować rolę „młodszego” brata, uległego nakazom i napomnieniom „starszego”.

Może w innym kraju byłoby łatwiejsze do zaakceptowania. U mnie, a pewnie i nie tylko, pobudziło poczucie sfrustrowania. Przykre, że znaczną rolę w tym „dziele” odgrywają czynniki określające się mianem „katolickich”. Nie wymieniając nazwisk – choćby środowisko Tygodnika Powszechnego.

Sytuacja z jaką mamy do czynienia jest typowa dla okresu przełomu. Nie piszę tu jedynie o przełomie jaki miał miejsce na polskiej scenie politycznej. Bardziej chodzi o zauważalne przemiany mentalności społeczeństw pozbawionych stabilnego fundamentu moralnego opartego o chrześcijańską etykę. Europa , która miała stanowić wzorzec dla społeczeństwa polskiego, sama okazała się potrzebującą pomocy.

Czy zatem, a jeśli już, to jaki wpływ na zmianę, a właściwie upadek, chrześcijańskiej etyki ma Biblia? Wszak jest traktowana jako fundament chrześcijaństwa, a jej fragmenty czytane są przy każdej liturgii Ofiary.

Przedstawione wcześniej uwagi pozwalają na poszerzenie zakresu odniesień. Przede wszystkim jest pytaniem, czy w społeczności żydowskiej czasu życia Chrystusa istniała świadomość, że idea Zbawiciela jest wszczepiona do tradycji Izraela?
Odpowiedź jest dość oczywista: tak.
Świadczy o tym Ewangelia, gdzie mamy hołd trzech mędrców-króli przybyłych ze wschodu.
W najprostszym tłumaczeniu oznacza to, że idea Zbawiciela musiała istnieć gdzieś na wschodzie, a Jego oczekiwane pojawienie się zostało umiejscowione w Kanaanie.
(Warto porównać tę ideę z legendą towarzyszącą narodzinom Buddy).
Trudno wątpić, że informacja zawarta w Ewangelii jest tylko chrześcijańską hagadą dotyczącą narodzin Bożego Dzieciątka. Aby powstała – musiały istnieć po temu podstawy. Fakt np. że przybyło trzech mędrców, a nie mniej, czy więcej, jest znamienny dla mentalności Wschodu – dopiero trzykrotne potwierdzenie jest podstawą uznania czegoś za prawdziwe.
(Do takich wniosków doszedłem wiele lat temu. Jest nawet moja notka na S24 - http://brakszysz.salon24.pl/83354,trzej-krolowie-monarchowie
Tak się złożyło, że ks. prof. Chrostowski był na początku wieku opiekunem pielgrzymów parafii raszyńskiej udających się do Ziemi Świętej. Pofatygowałem się i przekazałem mu ten tekst – bez reakcji. Fakt, że nie wiedziałem o jego pracach naukowych tyczących włączania dziedzictwa Mezopotamii do kanonu judaistycznego). Już wtedy wydawało mi się to ważne.

Podsumowanie jest wyprowadzeniem uzasadnionego, ale zapewne trudno akceptowlnego wniosku:
Chrześcijaństwo nie wywodzi się z judaizmu, a z zaratusztrianizmu, gdzie judaizm, a co zatem i Biblia stanowiły jedynie nośnik przekazu.

Judaizm nie jest źródłem chrześcijańskiego monoteizmu; przeciwnie - judaizm odłączył się do chrześcijańskiej drogi rozwoju wskazanej ponownie przez Zbawiciela, co kończyło proces przejmowania idei.

Przyznaję, że te wnioski nasunęły mi się już w trakcie pisania tekstu, ale stanowią zbiorczą kontynuację wcześniejszych przemyśleń.

Podsumowując ten fragment analiz daje się wyciągnąć specyficzny wniosek:
Przekaz idei odbywał się wariantowo.

- jest wariant, gdzie kontynuatorem i wyznacznikiem etycznym kierunku rozwoju ludzkości jest Izrael jako Naród-Osoba
- i wariant, gdzie taką rolę pełni Chrystus. Chrystus jednakże dodatkowo wskazuje, że ta pierwsza możliwość jest błędna.

Początkowe fazy wpajania przesłania mają dwuznaczną wymowę. Dopiero krystalizacja idei następuje wraz z pojawieniem się Chrystusa. I wtedy następuje rozdział z wszystkimi dalszymi konsekwencjami.

Kolejnym wnioskiem wynikającym z dotychczasowych jest ten, że daje się zauważyć , iż całość stanowi rodzaj Inteligentnego Projektu, który wykorzystuje wszelkie ludzkie chwiejności w drodze do duchowego wzrostu.

Jedynie czas przeszkadza nam dostrzec te zależności – w długiej perspektywie to, co uznajemy za upadek staje się podstawą rozwoju.

W tym kontekście rola przypisana judaizmowi – oskarżyciela i kusiciela, jest też elementem Projektu, bo jest też strażnikiem czystości idei, bezlitośnie obnażającym braki.

Wybór drogi, jaką mamy przed sobą, jest naszym własnym wyborem; pójść drogą wskazaną przez Chrystusa, drogą Wiary, Miłości i Nadziei, jest najlepiej. Ale można też pójść drogą mniejszego zaufania – wtedy doświadczymy „życia w ciekawych czasach”. Możemy tylko wierzyć, że przy pragnieniu dobra uda się także stan końcowy uzyskać. Stan ten zaś zawsze jest możliwy do osiągnięcia jeśli tylko towarzyszy mu pragnienie dążenia do prawdy, niezależnie od religii, czy przynależności etnicznej.

Chrześcijaństwo i Kościół Chrystusowy to wspólnota tych wszystkich ludzi, którzy dążą drogą wskazaną przez Chrystusa. Dlatego twierdzenie, że tylko przez Niego jest zbawienie, jest jak najbardziej słuszne i nie wynika z przynależności do KK, czy innego związku religijnego. Nie zależy od Rasy, czy religii.
(Można jedynie twierdzić, że KK jest najbliższy w objaśnianiu tej Drogi).

A co z judaizmem?
Wybrana droga sceptycyzmu wobec przekonania o skłonności do dobra człowieka niekiedy postrzegana jest nawet jako sprzeciwianie się Bogu.
Przejawy postępowania wskazują na przeciwstawianiu się Projektowi.
Można tylko wierzyć (i tak chyba czyni KK), że w którymś momencie nastąpi zrozumienie roli przez siebie odgrywanej.
Oby nie był to ostatni przebłysk świadomości w błysku jądrowego wybuchu.

Najbardziej zaś kuriozalnym w zależnościach między judaizmem rabinicznym, a chrześcijaństwem jest to, że przy wszechstronnych metodach zaprzeczania wszelkim wartościom niesionym przez chrześcijaństwo – judaizm jest czynnikiem najbardziej je uwiarygodniającym.
Jest probierzem wartości Przekazu Chrystusa – potrzebie oparcia relacji międzyludzkich na miłości. Tyle, że ta potrzeba winna wynikać nie z nakazu, a wewnętrznego przekonania i potrzeby. Bez miłości chrześcijaństwo i posłannictwo Chrystusa jest puste.

Podsumowując ten punkt widzenia. Judaizm rabiniczny dla chrześcijaństwa, mimo wszystkich opisanych negatywów (a można byłoby do tego dodać większą ich ilość), nie jest wrogiem, tak jak szatan nie jest przeciwnikiem Boga. To nie ta liga – chciałoby się rzec. Jest tylko probierzem naszej niedoskonałości, którego rola wzrasta wraz z akceptacją odstępstw od drogi jaką ludziom wskazał Zbawiciel.

Boski chichot

Cóż. Patrząc z odległej perspektywy daje się zauważyć poczucie humoru Pana Boga. (Mam nadzieję, że takie sformułowanie nie zostanie uznane za obrazę uczuć religijnych).
Ale proszę spojrzeć na sytuację od tej strony: judaizm z uporem, wysiłkiem i konsekwencją „wycierał” wszelkie ślady dotyczące Chrystusa. Stworzył oręż z Biblii Hebrajskiej wykorzystując go do uformowania ksenofobicznej ideologii – źródła i fundamentu wszelkich systemów totalitarnych.
A jednocześnie jest probierzem personalizmu i radosnej wiary w Miłosierdzie Boże pozwalające mieć nadzieję wiecznego życia.

Z kolei przy wszystkich zastrzeżeniach jakie, wcześniej, czy później, pojawiają się przy czytaniu Biblii, przy wyraźnych zafałszowaniach i celowych błędach, nie da się wytrzebić z tej Księgi przekazu, że istnieje Wola Boża dająca każdemu człowiekowi możliwość duchowego wzrostu. Mimo prób zapisu, że świat został stworzony tylko ku „podwyższeniu” wybranych. I jest to chichot nad „wszczepianiem się” w wybraństwo.

Uwagi końcowe

„Otwarcie” KK na judaizm, a także inne religie za pontyfikatu JPII, jako odpowiedź na Sobór Watykański II, miało wskazać, tak to rozumiem, pewne zbieżności ideowe.
Nie przyniosło to pozytywnych rezultatów.
Niekiedy jest rozważane jako porażka, gdyż dostrzegane bywa często jako judaizacja KK. Przez ten pryzmat bywa też oceniany pontyfikat JPII. Są tego przejawy i w postaci poglądów, i zaleceń kościelnych hierarchów, ale też w zmianach liturgicznych. Kapłan stojący przodem do wiernych itp.

Mnie bardziej niepokoi zwiększenie ceremonialności Ofiary. Liturgia staje się bardziej „dostojna”, jej forma nabiera cech oddalających kapłana od wiernych. Coraz bardziej ceremonialnie traktuje się czytanie Biblii z oddawaniem jej czci. Trudne do zaakceptowania w świetle uwag o literze zapisu.

Czy taki wydźwięk miało mieć „otwarcie”?

Wydaje się, że „otwarcie KK” miało nie tylko tyczyć tolerancji względem innych religii, ale, a może przede wszystkim, otwierać KK na głos wiernych.
Taki trend ewolucyjny dało się zauważyć. Wierni w większym zakresie mieli brać udział w życiu wspólnot parafialnych, biorąc też część odpowiedzialności za zależności regulujące wspólnotowe ustalenia. Przykładem tu stosownym była inicjatywa JPII reaktywowania Akcji Katolickiej w Polsce. Pojawiały się też sugestie o przypomnieniu apostolskich powinności chrześcijan.
A efekty?
Chyba nastąpiła reakcja zwrotna i to pochodząca ze strony kleru, który poczuł zagrożenie swych pozycji i to, i od strony społecznej, i materialnej. To tak, jakby ludzie Kościoła przestraszyli się utraty pozycji i ulegli presji judaizmu – jako pełniący funkcje starszych-nauczyciel względem rzesz wiernych.
W Polsce inicjatywy zmian uległy osłabieniu, utrącono rozwój i wpływy Rad Parafialnych, a Akcja Katolicka została potraktowana jak organizacja skautowska. Wszelkie krytyczne względem judaizmu wystąpienia zostały stłumione i to siłami samego KK, i to w taki sposób, że nawet prezentacja różnic bywała uznana za niepożądaną.
Czy możliwe jest świadome pełnienie funkcji apostolskich w usztywnionych strukturach, gdzie, w przypadku wątpliwości, nie można dać własnej wykładni, a trzeba postępować zgodnie z nakazem religijnej poprawności?

Czy jest to kierunek właściwy?
Wydaje się, że jest to okresowe cofnięcie w trendach rozwojowych. Narasta potrzeba zmian. W obecnych czasach, w bliskich totalitaryzmu systemach, aby zmiany zapoczątkować, potrzebne jest instytucjonalne wsparcie. Kościół może być taką instytucją, wszak po powrocie do swych podstaw i wskazań także JPII – zwiększenie roli świeckich i zmniejszenie barier na drodze . Przecież już Chrystus wskazywał, że te bariery są sztucznymi zaporami. Prawo jest dla ludzi, a nie przeciw ludziom.
Traktowanie Biblii jako Świętej Księgi, gdzie świętością obdarzone jest każde słowo – jest takim stawianiem barier.

Wydaje się też, że koniecznym jest wskazanie innych, przynajmniej równoważnych źródeł chrześcijaństwa. Tradycja żydowska nie jest jedynym odniesieniem.
Należy powrócić do pierwotnych idei, gdzie przynależność do chrześcijaństwa winna być zapisem w sercu, a nie martwą literą słowa pisanego. Dopiero wtedy apostolstwo będzie możliwe.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Krzysztof J. Wojtas
Bardzo mnie ucieszył system ocen stosowany tutaj;
najpierw była ocena 1/10, teraz przy trzech oceniajacych 7/10.
Znaczy, że te dwie dalszeosoby dały po 10/10.

Czy mylę się, że 1/10 nadał DoktorNo?

(Ja nie piszę pod publikę i dla ocen).

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Krzysztof J. Wojtas

#43057