Gruzja poniosła klęskę.

Obrazek użytkownika DoktorNo
Świat

Gambit Saakaszwilego nie powiódł się. Nie udało mu się przywrócić kontroli nad Osetią, ani postawić Rosjii przed faktem dokonanym.

Powiedzmy sobie wprost: Rosjanie planowali całą operacje już dość dawno temu, stąd ich niesamowita skuteczność. Fakt, Gruzini mają wiele atutów, min. ukształtowanie terenu, ale przewaga w powietrzu Rosjan jest po prostu miażdżąca.

Zdumiewająca ilość ofiar cywilnych w tak krótkim czasie jest wynikiem umyślnego bombardowania przez Rosjan budynkow mieszkalnych. Czytając relacje reporterów Tygodnika Powszechnego i oglądając dramatyczne zdjęcia i filmy trudno jest nie odnieść innego wrażenia. Cóż, takie zachowanie ze strony armii rosyjskiej nie zaskakuje, i co gorsza jest to taktyka skuteczna, połączona z oskarżeniami Gruzinów o ludobójstwo wysyłanymi przez Kreml.

Wojska gruzińskie wycofały się z Ostetii, jak informuje tamtejszy MSZ "Nasze siły zostały całkowicie wycofane" - i to jest ostateczny dowód klęski, mimo iź ta informacja nie jest jeszcze potwierdzona, to sama taka deklaracja świadczy o ugięciu się Gruzjii. W międzyczasie Rosja bezkarnie może bombardować gruzińskie miasta i obiekty wojskowe, terroryzując ludność tego kraju, pokazując mu gdzie jego miejsce. A Putin i Miedjejew mogą liczyć na ciche wsparcie Berlina i milczenie Ameryki, która sama ma teraz powaźny problem, gdyź obiecała Gruzjii członkostwo w NATO.

Jedyna nadzieja w pozostałych krajach Europy, w tym Francji, Szwecji i Wlk. Brytania. Wyjściem na ratowanie sytuacji jest wprowadzenie autentycznych sił pokojowych ONZ do regionu, ale na to trzeba zgody Rady Bezpieczeństwa. Poza tym wątpię czy Rosja zrezygnuje z możliwości kontroli nad sytuacją, i zgodzi się na obecność sił neutralnych w Osetii. Zresztą obietnica milionów rubli na odbudowę już tylko przybliża wzmocnienie rosyjskiej kontroli nad tym terytorium.

Przykro to stwierdzić, ale Saakaszwili idzie w buty premiera Izraela Olmerta; dwa lata temu Izrael wplątał się w wojnę z Hezbollahem, w czasie której w ogniu krzyżowym znalazł się nieszczęsny Liban. Wojnę Hezbollah wygrał, ku uciesze Teheranu i Damaszku, gdyż Izrael nie miał pomysłu na prowadzenie działań wojennych przeciwko niekonwencjonalnej sile Hezbollahu, bazującej na partyzantce i ruchomych wyrzutniach rakietowych. Izrael zagrał tak, jak przygrywał mu Hezbollah, nieudolnie posyłając do boju czołgi i samoloty przeciwko najlepiej wyposażonej organizacji paramilitarnej na świecie, ponosząc straty i zabijając cywilów, co oczywiście zostało wykorzystane propagandowo.

Racje ma pan Bartosz Wasilewski, mówiąc że stawką nie jest niepodległość Ostetii, tylko restauracja imperium rosyjskiego. Dziś widzieliśmy kulminacje tego procesu, trwającego od lat 90-tych, gdy administracja Clintona przymknęła oczy na działalność Kremla na Kaukazie, w tym Osetii Południowej. Ja wspomniałem wczoraj; polityka siły ma się znów dobrze w Europie. Pytanie tylko, z kim zawiązać sojusze w obecnej sytuacji? Bo pamiętajmy, że Moskwa ma więcej atutów od nas, min. dostawy paliw na Zachód, który ich potrzebuje.

P.S. Osobnym zjawiskiem jest nagromadzenie się w Internecie róźnych takich, co przyklaskują Rosji. Byle dowalić Kaczorom, byle pokazać jak jest się "europejskim" w rozumieniu zsynchronizowania naszej polityki zagranicznej z Niemcami...

Ocena wpisu: 
Brak głosów