Dzień otwarty w „Polsce w budowie”

Obrazek użytkownika rosemann
Kraj

Dawno, dawno temu, tak dawno, że niektórzy nie uwierzą, iż moja pamięć może tak daleko sięgać, uczestniczyłem jako dziecię w pewnej uroczystości. Rzecz miała miejsce ostatniego 1 września ekipy Edwarda Gierka a miejscem akcji była nowootwarta szkoła. Na uroczystość był zaanonsowany tow. Józef Tejchma, ówczesny minister akurat oświaty (bo wcześniej też różnych innych rzeczy, jak to wówczas bywało) a z nim prasa, radio i telewizja.

Szkoła jak na nasze warunki ówczesne była piękna. Nie pytajcie czy funkcjonalna i dobrze wyposażona bo wtedy nie byłem w stanie na tym poziomie oceniać. Natomiast byłem w stanie zauważyć to, że zamiast trawy, na okalających szkolne obiekty trawnikach zieleniło się niedawno wzeszłe zboże. Później dopiero tata mi wyjaśnił, że zboże rośnie znacznie szybciej niż trawa. Ale to nie wszystko. Mogłem obejrzeć jeszcze coś takiego, czego ludzkie oko normalnie nie ogląda. Przy okazji „ogólnopolskiego” otwarcia i ministerialnej wizyty odbyły się zwyczajowe sportowe rozgrywki. Szczególnie widowiskowe były mecze siatkówki, rozgrywane na boisku… wysypanym węglowym pyłem. Tata tłumaczył mi później, że to świetna nawierzchnia. O ile ten pył nasączy się… bydlęcą krwią. Ale wiadomo, tak jak nie starczyło czasu posianie trawy tak i na tę krew nie starczyło. A grający wyglądali początkowo jak górnicy – futboliści z kutzowskiej „Perły w koronie” by zmienić się z czasem w filmowych murzynów z początków Hollywoodu, gdy ich rolę grali wymalowani biali aktorzy.

Ten wykwit czasów, gdy ekipa Gierka miała jeszcze nadzieję, że zdąży, lepiej lub gorzej, zaprezentować obywatelom owoce „wielkiego skoku” co okazał się skokiem w przepaść, przypomniały mi się nie bez przyczyny. Tak mi się nałożyła na siebie wczorajsza wizyta Premiera, co pojechał wmieszać się w tłum obywateli wizytujących w „dzień otwarty” nie otwartą jeszcze budowę mostu i obwodnicy oraz lektura materiału, który podobny „dzień otwarty” nie otwartej jeszcze autostrady zapowiada na jeden z wrześniowych weekendów.

Przyznam szczerze, że mamy skok jakościowy od czasów Gierka. W tamtych czasach nikt by się nie bawił w żadne „dni otwarte” nie zamkniętej jeszcze budowy. Gdyby było trzeba, poszedł by sygnał do budowlańców, że trza kończyć i na wymarzony termin wszystko byłoby skończone. No, może z tą trawą, z tą nawierzchnią, z…, i z … byłyby jeszcze problemy ale co tam. I za jakiś czas coś by od czegoś przez ten pośpiech odpadło albo się rozpadło. Ale kto wtedy na to zwracał uwagę skoro rozpadało się wszystko?

Teraz, jak mniemam, budowlańcy nie schodzą z placu budowy, póki do ostatniej śrubki, ostatniej taczki z asfaltem,  ostatniej kasty farby nie zrobią wszystkiego zgodnie z projektem. Chwali im się to niezmiernie.

Trudno jednak pochwalić ich za to, że na plac budowy pozwalają włazić i pętać się po nim stadom gapiów. Tak bowiem jest, że gdyby, co nie daj Bóg, a co na budowach wcale rzadkie nie jest, coś się któremu z tych gapiów przytrafiło, to oni, ci budowlańcy będą się tłumaczyć i to ich spotkają być może poważniejsze problemy.

Nie sądzę by wizytowanie rozgrzebanych budów było zwyczajem czasów najnowszych, takim signum temporis „Polski w budowie”. Jednak wpisałem sobie w Googla „dni otwarte na budowie” i większość wyświetlonych wyników z masy znalezionych „dni otwartych na budowie” to albo sprawy z tego lata (wiadomo, kampania sejmowa) albo z jesieni roku ubiegłego (wybory samorządowe). Ja całkowicie rozumiem, że dla obecnych polityków pokusa pochwalenia się jest większa od cierpliwości i zdrowego rozsądku. Bo czy to ich wina, ze tyle miało być a nie będzie. Pewnie po części tak ale czemu oni mają za to cierpieć?!

Czemu nie mogą pokazać autostrady, która ruszy dopiero w listopadzie? Czemu nie olśnić stadionem, co pierwszych kibiców przyjmie dopiero wiosną? Czemu… Można tak pytać w zasadzie tyle razy, ile jest w Polsce rozgrzebanych i opóźnionych budów.

Cieszę się, że nikt nie wpadł na pomysł, by Gierka „kserować” tak na 100% i rzeczy nie załatwić sprawdzonym wtedy „A mnie tam towarzyszu dyrektorze g**** to wszystko obchodzi. Macie zdążyć na 22 lipca, znaczy na 9 października i już!”. Bo wybory by się skończyły a na asfalt i murawę znów musiałyby wyjechać specjalistyczne maszyny.

Zastanawiam się tylko co na te stada gapiów na placach budów powiedzieć powinny odpowiednie służby. Taka Państwowa Inspekcja Pracy choćby… Ja wiem, że nie powie nic. W końcu, jak sama nazwa wskazuje, ona „państwowa”.

Może zapytam o to Premiera czy innego ministra bo jakoś nie podejrzewam, by któryś z „czynników centralnych” odpuścił sobie możliwość polansowania siebie na nie oddanej jeszcze ale otwartej dla publiczności autostradzie. Może zapytam o szczegóły konceptu „autostrada nie oddana ale przejezdna” albo polecę po całości i zapytam „jak żyć?”. I aż mi się gęba śmieje na samą myśl co teraz mógłbym usłyszeć. W wybory politykom przybywa fantazji*

* Tu dowód. Proszę czytać i się napawać: http://www.polskatimes.pl/fakty/kraj/443649,mamy-biegac-zamiast-jezdzic-lodzka-prasa-krytycznie-o-biegu,id,t.html

Ocena wpisu: 
Brak głosów