Teatr elżbietański i jego wpływ na życie tajniaków

Obrazek użytkownika coryllus
Kraj

Ponieważ wczoraj obejrzałem relację ze spotkania Barbary Fedyszak-Radziejowskiej, które miało miejsce jakiś czas temu w Klubie Ronina mam w związku z tym dziś garść przemyśleń do zaprezentowania. Tak jak zwykle będą to przemyślenia małej wartości, a pomiędzy nimi nie będzie żadnych związków logicznych. Dotyczyć będą ponadto wydarzeń odległych od siebie w czasie, więc to już całkowicie pogrąża je na samym wstępie i czyni z ich autora osobę niewiarygodną. Takiego Łysiaka dla ubogich po prostu, albo tego co napisał książkę „Święty Graal, święta krew” dla ubogich, nie pamiętam jak on się nazywał.

Myślę jednak, że wszystko to nie przeszkodzi nikomu w rozrywce i relaksie porannym, które to sprawy są jedynym sensem i celem istnienia tego bloga. Innym zaś jest obecność księgarni, która żywi i ubiera autora oraz jego dzieci.

Barbara Fedyszak-Radziejowska opowiadała na owym spotkaniu o przygodzie jaka spotkała ją po tym kiedy obejrzała film o FOZZ i rzekomym zamieszaniu w tę sprawę braci Kaczyńskich. Podeszła do tej kwestii bardzo poważnie i po 48 godzinnym oglądaniu tego materiału wynotowała sobie wszystkie punkty, które ją niepokoiły, a następnie napisała na tej podstawie artykuł polemiczny. Artykuł ten wysłała do redakcji, nie powiem których, sami sobie posłuchajcie, w redakcjach tych nikt nie miał ochoty publikować tego tekstu. Ktoś wyraził jedynie chęć by wypłacić autorce honorarium bez publikacji. Barbara Fedyszak-Radziejowska nie zgodziła się na to.

Potem, podczas jej nieobecności ktoś włamał się do jej mieszkania i poginęły różne rzeczy. A w kocią kuwetę, w ten żwirek, dowcipny włamywacz nawtykał świętych obrazków i dołożył szkaplerzyk. Nic nie zmyślam, wszystko to jest do odsłuchania i obejrzenia. Jeszcze później zaś Barbara Fedyszak-Radziejowska została wezwana na komendę, by złożyć jakieś dodatkowe wyjaśnienia. Rozmawiał z nią oficer ukryty w cieniu – tak opowiada ona o tym w czasie spotkania w Klubie Ronina – na koniec zaś, kiedy już miała wychodzić, oficer ten zapytał ją czy nie jest ciekawa kto ją tu zaprosił i wskazał na stosik wizytówek leżący na biurku. Barbara Fedyszak-Radziejowska wzięła jedną z tych wizytówek, a na niej było napisane nazwisko – Piotrowski.
Na pytanie, czy jest rodziną tego Piotrowskiego, oficer nic nie odpowiedział, Barbara Fedyszak-Radziejowska opuściła więc pomieszczenie.

Ponieważ tak jak nadmieniłem na początku zawarte tu treści nie mają żadnej logicznej wartości, tak więc zapewne nie można doszukiwać się związków pomiędzy jednym Piotrowski, drugim Piotrowskim, szklaplerzykiem w kuwecie i niechęcią do opublikowania tekstu Barbary Fedyszak-Radziejowskiej w prawicowych mediach.

Zastanowiły mnie dwie rzeczy. Po pierwsze, spokój z jakim publiczność przyjęła tę wypowiedź – uczciwie przyznam, że nie oglądałem drugiej części tego spotkania, bo nie mam czasu, ale jeśli ktoś oglądał niech mnie poprawi. Publiczność przyjęła jedno z najcięższych oskarżeń pod adresem mediów prawicowych z całkowitym spokojem, bez emocji i niepotrzebnych nerwów, a prowadzący to spotkanie Józef Orzeł był wręcz rozluźniony, choć mogę się oczywiście mylić. Wszyscy bowiem nie przyszli do Klubu Ronina po to, by posłuchać o tym jak tragiczna jest sytuacja w Polskich mediach, jak głęboko zdeprawowane są tak zwane elity i jak tandetnych chwytów się imają, żeby zastraszyć ludzi niewinnych, co może choć nie musi świadczyć o ich dobrym samopoczuciu i poczuciu zasłużonej wyższości nad innymi. Ludzie ci przyszli tam po to, by usłyszeć kilka kontrowersyjnych opinii i może się trochę pośmiać z żartów, które Barbara Fedyszak Radziejowska opowiadała na temat polityków PO. Może także przyszli po to, by utwierdzić się w przekonaniu, że dobrze robią głosując na PiS skoro osoba tej klasy i o takim potencjale także na PiS głosuje. Ludzie ci na pewno nie przyszli tam po to by usłyszeć prawdę i nie po to, by do prawdy się odnieść. Oni chcieli mieć przedstawienie i Barbara Fedyszak – Radziejowska takie przedstawienie im dała, prowadził je pan Józef Orzeł. Atmosfera była sympatyczna, rozluźniona i swobodna, jak to w Klubie Ronina i innych klubach, gdzie dominuje inteligentna rozrywka.

Ponieważ ja się nie spodziewam, by kiedykolwiek ktokolwiek za mojego życia, przeskoczył opisywaną tutaj formułę, mogę dalej snuć swoje pozbawione logiki rozważania. Chciałem teraz wrócić na chwilę do spraw opisywanych tu ostatnio, czyli do śmierci króla Stefana Batorego, która oczywiście ani z naszym dzisiejszym światem, ani z PiS, ani z PO, ani tym bardziej z Barbarą Fedyszak-Radziejowską związków nie ma żadnych. Może mieć jedynie pewne słabe powiązania z mediami. Jak bowiem pamiętamy śmierć króla Stefana łączy się z dwoma nazwiskami – Johna Dee i Edwarda Kelley'a, panowie ci nakłonili przebywającego w Anglii Olbrachta Łaskiego do udziału w seansie spirytystycznym, w którym to seansie ustami Edwara Kelley'a przemówił anioł snujący rozważania nad tym co też może stać się w Polsce po zgonie Stefana Batorego. Do tego zgonu było jeszcze daleko, rok z okładem, a anioł już wtedy o nim mówił. Mówił także o tym, że na tronie zasiąść może ktoś z domu Habsburskiego lub sam Olbracht Łaski. Uczestnicy seansu nie dowiedzieli się więcej, albowiem – jak napisał w swoim diariuszu, skrupulatny doktor Dee – byliśmy kilkakrotnie wołani na obiad, więc archanioł skończył -to jest wręcz niesamowita fraza proszę Państwa, to jest tak samo świetne jak szkaplerzyk w kociej kuwecie w domu Barbary Fedyszak-Radziejowskiej. Przychodzi do ludzi archanioł, żeby zdradzić im tajemnice największego ówczesnego państwa na kontynencie, a oni mówią – poczekaj kochanieńki, nie spiesz się, bo nam kluski na dole wystygną. I nie mówimy tutaj o tajniakach z Polski, co nazywają się tak samo jak morderca księdza Popiełuszki, mówimy o jednych z największych erudytów i mózgów epoki. Tajemnice w kąt, bo obiad dymi na stole. Archanioł? Niech się zamknie, musi poczekać.

Tak jak powiedziałem nie ma żadnego związku pomiędzy tymi sprawami, on się pojawia jedynie w moim mózgu, który jak wiadomo nie jest specjalnie sprawny i ma tendencję do ulegania różnym złudzeniom. Może także być tak, że ja po prostu jestem przez kogoś inspirowany i dlatego te wpisy wyglądają tak jak wyglądają. No dobrze, Kochani, ja już jestem po śniadaniu, żadnego archanioła w pobliżu nie ma, idę się ogolić i muszę lecieć, nie będę dziś więc komentował. Dziękuję za uwagę.

Przypominam, że moje książki można już kupić w Warszawie w księgarni Tarabuk przy ulicy Browarnej 6, a także w sklepie Foto-Mag przy Alei KEN 83 lok.U-03, tuż przy wyjściu z metra Stokłosy, naprzeciwko drogerii Rossman. Można je też kupić w księgarni "U Iwony" w Błoniu oraz w księgarniach w Milanówku po obydwu stronach torów kolejowych, a także w tymże Milanówku w galerii "U artystek". Aha i jeszcze w galerii "Dziupla" w Błoniu przy Jana Pawła II 1B czyli w budynku centrum kultury. Cały czas zaś są one dostępne na stronie www.coryllus.pl  Zapraszam. Uwaga! Atrapia i Toyah dostępne są jedynie w sklepie Foto-Mag, bo tak i już. Może kiedyś będą także gdzie indziej, ale na razie ich tam nie ma. Książkę Toyaha o liściu można kupić jeszcze w Katowicach w księgarni "Wolne słowo" przy ul. 3 maja. Gdzie to jest dokładnie, pojęcia nie mam.
 31 stycznia, czyli dziś, o 18.30 w szkole ogrodniczej w Błoniu odbędzie się mój wieczór autorski poświęcony opisywanej tu sprawie odwołania mojego udziału w spotkaniu w młodzieżą Zespołu Szkół nr 1 w tym mieście.
Informuję również, że 2 lutego w muzeum Kraszewskiego w Poznaniu odbędzie się także mój wieczór autorski, a ja sam będzę obecny na Poznańskich Targach Książki dla Dzieci i Młodzieży odbywających się w dniach 3-5 lutego w Poznaniu. Zapraszam.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Publika w Klubie Ronina była rozluźniona, bo historia opowiadana przez Fedyszak-Radziejowską była już znana od dość dawna. Wspominała o tym na innych spotkaniach (np. pod namiotem Solidarnych 2010 o ile dobrze pamiętam).

pozdrowienia

Gadający Grzyb

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

pozdrowienia

Gadający Grzyb

#221230